niedziela, 8 listopada 2009

Ponary – wileńska Golgota

Rozmowa z Heleną Pasierbską, dokumentująca od 20 lat martyrologię Wileńszczyzny, założycielką i prezesem Stowarzyszenia Rodzina Ponarska.

darmowy hosting obrazków
Helena Pasierbska, pedagog, żołnierz Armii Krajowej, więzień Łukiszek w Wilnie, publicysta i dziennikarz (członek SDP). Znana jest przede wszystkim jako autorka publikacji dokumentujących jeden z tematów tabu – martyrologię Ponar, sprawę okrytą przez lata zmową milczenia i kłamstwa. Nadal, żaden drogowskaz nie wskazuje w Wilnie drogi do miejsca kaźni w Ponarach, a kto się tam jednak jakoś dostanie, jeszcze niedawno mógł przeczytać tylko litewski i rosyjski napis: „Tutaj, w lesie ponarskim, od lipca 1941 do lipca 1944 hitlerowcy rozstrzelali ponad 100 tys. ludzi radzieckich...”. Tymczasem oprawcami obok Niemców byli także Litwini, wysługujący się okupantowi, a ofiarami w większości Żydzi (ok. 70 tys.) i Polacy (ok. 20 tys.). Zbrodnia ta dotychczas nie została osądzona i należycie upamiętniona.
- Pani książki i artykuły poświęcone zbrodni w Ponarach, zbierają doskonałe recenzje prasowe. Skąd zainteresowanie tematyką Ponar?
- Moje zainteresowanie tą sprawą sięga okresu okupacji, kiedy to dokonywano tych wszystkich mordów na przywożonych z Łukiszek do Ponar Polakach. Każdy, kto wtedy znalazł się w tym więzieniu, był potencjalnym kandydatem do odbycia tej ostatniej drogi. Kiedy i ja znalazłam się na Łukiszkach, podobny los każdego ranka lub wieczora mógł również spotkać mnie.
- A więc łączniczka AK ps. „Nawoja”, która przesiedziała w tym więzieniu od maja do grudnia 1942 r. – to Pani. Jak to się stało, że trafiła Pani na Łukiszki?
- Były to takie czasy, że podobne wpadki wśród polskiej młodzieży nie należały do rzadkości. Wraz z koleżankami uczęszczałam wtedy na kurs sanitarny. Zostałyśmy zadenuncjowane przez konfidenta – młodego chłopca. W rezultacie jednej nocy wiele z nas zostało aresztowanych.
- Aresztowania dokonała litewska Sauguma. Przesłuchiwali, więc Panią Litwini. Natomiast o tym, co się z Panią później stało, zadecydowali Niemcy. Kto w aparacie policyjnym był gorszy – Niemiec czy Litwin?
- Bezsprzecznie o wiele gorsi byli Litwini. W swych działaniach byli wręcz nadgorliwi. Oczywiście Niemcy wykorzystywali dla własnych celów litewski antagonizm do Polski i Polaków. Aparat policyjny, służba więzienna składała się z Litwinów. To oni także sporządzali listy wywożonych na roboty, wśród których większość stanowili Polacy. Wreszcie, pomagali przy konfiskowaniu polskich majątków i to nie tylko na Wileńszczyźnie, ale również na Litwie etnicznej.
- W swoich książkach wspomina Pani, że bycie strzelcem ponarskim (lit. Ypatingasis būrys) w tamtych czasach uchodziło za zaszczyt.
- Tak, rzeczywiście było bardzo wielu ochotników litewskich, chcących służyć w tej formacji. Niemcy zmuszeni byli wybierać „szczęśliwców”, gdyż dla wszystkich chętnych brakowało etatów. Sama widziałam gorszące sceny, kiedy to znani mi chłopcy z wileńskiego gimnazjum litewskiego, paradowali po ulicach miasta w mundurach plutonu egzekucyjnego, będąc przy tym bardzo z siebie dumni.
- Czym żyło Wilno podczas okupacji? Jaki był stosunek do przybyszów z Litwy kowieńskiej?
- Początkowo, jeszcze jesienią 1939 r. taka choćby groteskowo ubrana policja litewska, budziła po prostu na ulicach wesołość. Nazywano ich powszechnie „kałakutasami”, gdyż indyk po litewsku to „kałakutas”. Ich język, niezrozumiały dla ludności w mieście, bawił otoczenie. Z biegiem czasu zaczęły się jednak mnożyć zbrodnicze akty przemocy. Posuwano się nawet do bicia kobiet pałkami. Wszystko to miało miejsce jeszcze podczas okupacji litewskiej. Potem było jeszcze gorzej. Litwini najpierw wysługiwali się Rosjanom, a potem Niemcom. Byli tym gorsi, im większe dawano im możliwości. Uzbrojone oddziały gen. Plechawiciusa siały grozę w stosunku do cywili, nie najlepiej jednak spisywały się w konfrontacji z Armia Krajową.
- Właśnie, co czuło miasto, kiedy żołnierze AK przegonili ich w samych kalesonach i gaciach po wileńskich ulicach?
- Sama widziałam jak oddziały litewskie z butnym śpiewem na ustach, wyjeżdżały na ciężarówkach z Wilna. I potem jak niepysznie wracali. Należy tu wspomnieć, iż rozwścieczeni całym zajściem Niemcy, rozstrzelali kilkunastu Plechawiciusowców, właśnie w Ponarach. Oczywiście nie pastwiono się nad nimi, tak jak nad Żydami czy Polakami.

darmowy hosting obrazków
- Czy z równą dozą nienawiści okupanci odnosili się do Polaków, jak do Żydów?
- Tak samo traktowano, zarówno Żydów i Polaków. Była jednak mała różnica. Z eksterminacją Żydów łączyły się korzyści materialne dla oprawców. Przywożeni byli bowiem do miejsca kaźni Żydzi byli wprowadzani w błąd, iż jadą na roboty. Zabierali więc ze sobą wiele kosztowności. Potem, po wszystkim, miały miejsce dantejskie sceny podziału łupów.
- W niepodległej Litwie powstały różne komitety ds. badania zbrodni AK na Wileńszczyźnie. Litwini wielokrotnie pisali o okrucieństwach AK-owców. Jak to się ma do rzeczywistości tamtych lat?
- Nie jestem jedynym świadkiem tego, jak było naprawdę. Są to przeważnie wyssane z palca historie. Zainteresowanych problemem mogę odesłać do książek prof. Łossowskiego lub choćby archiwum litewskiego. W zbiorach tego archiwum, znajdującego się w Wilnie, jest wykaz aresztowanych i prześladowanych Polaków podczas okupacji.
- Przetrwała Pani cały trudny okres okupacji w Wilnie. Jak Pani przyjęła potem wkroczenie do miasta Armii Sowieckiej, odłączenie Wilna od Polski?
- Nie mogę się z tym nadal pogodzić. Przecież swój kraj rodzinny zmuszona byłam pozostawić w Wilnie, gdzie są moje korzenie. Tutaj, nawet po tylu latach nie mogę przyzwyczaić się do życia.
- Kiedy wyjechała Pani z Wilna?
- Pod koniec 1946 roku. Wyjechałam przedostatnim transportem, jaki z Wilna odchodził do Polski. Cały czas liczyłam bowiem, jak zresztą wielu innych Polaków, że może nie trzeba będzie wyjeżdżać, że może coś się zmieni. Wreszcie pod koniec akcji repatriacyjnej, choć dla nas była to ekspatriacja, czyli wyrzucenie z Ojczyzny, musiałam wyjechać. Zwłaszcza, że w moim mieszkaniu mieszkali już Rosjanie, przywiezieni na moje miejsce z głębi ZSRR.
- Przyjechała Pani do Gdyni. Trójmiasto wtedy przyjęło wielu Wilniuków?
- Tak, zamieszkało nas tu wielu. Ja najpierw trafiłam do Gdyni, gdzie pracowałam w „Dalmorze”, a potem do Gdańska – tam zaczęłam studia i założyłam rodzinę. Przed laty zajmowałam się nawet losem kultu Matki Bożej Ostrobramskiej na Pomorzu. Pisałam na ten temat do „Gwiazdy Morza”, wtedy pisma diecezjalnego.

darmowy hosting obrazków
- Od kiedy zaczęła Pani poważnie myśleć na temat napisania książek o Ponarach i więzieniu na Łukiszkach?
- Dopiero w latach osiemdziesiątych. A więc wtedy, kiedy miałam ku temu warunki, tzn. odpowiednią ilość czasu, jaką mogłam poświęcić tej sprawie. Mimo upływu tylu lat ciągle otrzymuję nowe materiały, więc nie uważam swej misji za zakończoną. W nowych wydaniach moich książek pojawią się nowe treści. A więc wciąż, każdą wolną chwilę poświęcam na dokumentowanie zbrodni, do jakich doszło podczas ostatniej wojny na Wileńszczyźnie. Właśnie myślę o kolejnej publikacji, tym razem poświęconej ofiarom okupacji sowieckiej Wilna.
- We wrześniu 1994 roku założyła Pani Stowarzyszenie Rodzina Ponarska. Czym zajmuje się ta organizacja?
- Rodzina Ponarska biorąc przykład z działalności Rodziny Katyńskiej zrzesza członków rodzin, krewnych i kolegów, rówieśników Polaków – więźniów politycznych, zamordowanych w Ponarach w latach 1941-1944. Członkami Rodziny Ponarskiej, mogą być także osoby zaangażowane w wyjaśnienie tragedii ponarskiej. Obecnie Rodzina Ponarska liczy ok. 70 członków (20 członków Stowarzyszenia zmarło od chwili jego powstania). Stowarzyszenie zajmuje się przede wszystkim upamiętnieniem zamordowanych zarówno na Litwie jak i w kraju. W ramach tej działalności odsłoniliśmy już tablice poświęcone pomordowanym: w warszawskim kościele dominikanów przy ul. Freta, w bazylice NMP (kaplica Ostrobramska) w Gdańsku, w kościele Św. Ducha w Białymstoku, w kościele Ojców Dominikanów w Lublinie i Poznaniu, w Sanktuarium Nowych Męczenników (kaplica ks. Jerzego Popiełuszki) w Bydgoszczy, w kościele MB Ostrobramskiej w Olsztynie, w kościele garnizonowym we Wrocławiu, w kościele NMP przy ul. Świętojańskiej w Gdyni, w kościele św. Jacka w Słupsku, gdzie pomogło nam Towarzystwo Miłośników Wilna i Grodna. To samo Towarzystwo ufundowało tablicę w Toruniu (kościół Ojców Jezuitów). Wileńscy akowcy ufundowali tablice w Szczecinie (ul. Słowicza) i w Łodzi. Na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie obok krzyża ponarskiego stanęła również tablica ufundowana przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, gdzie otwarcie wskazano litewskich wykonawców tej zbrodni.
- W jaki sposób można wesprzeć działalność "Rodziny Ponarskiej"?
- Czekamy na przyjaciół popierających naszą działalność. Zapraszamy do Stowarzyszenia i do wspierania nas - czy to przez uczestnictwo w konferencjach, w uroczystościach, czy przez składkę na działalność - każdego Polaka, któremu leży na sercu, by prawda o Ponarach zajaśniała pełnym blaskiem. Zainteresowanych proszę o kontakt telefoniczny: (58) 556 61 59. Apeluję też do wszystkich, którzy mogliby pomóc w skompletowaniu zdjęć i dokumentów dotyczących zbrodni wojennych na Wileńszczyźnie, lub mogliby jeszcze złożyć relacje na ten temat.
- Dziękuję za rozmowę. Jednocześnie proszę przyjąć wyrazy mojego głębokiego uznania i podziwu dla Pani szlachetnej działalności.
Mariusz A. Roman
W Internecie dostępna jest książka autorstwa p. H. Pasierbskiej, „Ponary i inne miejsca męczeństwa Polaków z Wileńszczyzny w latach 1941-1944”, Łowicz 2005, patrz tutaj.
Polecam także, jako swoisty komentarz dwie nostalgiczne retrospekcje:
Polskie Wilno, film z 1936 roku

Już mi raz zabrali Wilno...

[Fot. Nasz Dziennik/M. Borawski oraz Wikipedia]

2 komentarze:

  1. Wielce Szanowny Panie,

    Wszyscy powinniśmy Panu dziekować za przybliżenie w salonie bohaterki AK Pani Heleny Pasierbskiej założycielki "Stowarzyszenia Rodzina Ponarska"

    O miescu kaźni Polaków w Ponarach przez Litwinów słyszałem.
    Zawsze miałem mało materiału aby o tym miejcu pisać.

    Z wyrazami szacunku dla Pani Prezes Heleny Pasierbskiej i Pana.

    Michał Stanisław de Zieleśkiewicz

    OdpowiedzUsuń
  2. nie zapomnimy
    "bracia litwini" sługusy i oprawcy

    OdpowiedzUsuń