Pokazywanie postów oznaczonych etykietą III RP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą III RP. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 grudnia 2011

W rocznicę stanu wojennego

Do generała
Wesołych Świąt, panie generale!
U nas jak zwykle nic się nie zmieniło.
W siedemdziesiątym był taki karnawał,
W czarnych kostiumach się wtedy tańczyło!
Tańce były wcale nie taneczne,
Trupy stoczniowców trochę przeszkadzały.
Ja dzisiaj myślę, że te trupy wiecznie
Będą po ziemi się poniewierały.
Wesołych Świąt, panie generale!
Przy ruskiej wódce i ruskim kawiorze.
Ja siedząc sama przy świątecznym stole,
Wciąż nasłuchuję, bo o tej to porze
Twoi służalcy mogą drzwi wyłamać,
Mogą opłatek jak życie znieważyć.
To dzięki tobie jestem dzisiaj sama,
Ty dałeś rozkaz zabronić nam marzyć.
Wesołych Świąt, panie generale.
Krew zmyć się nie da, popatrz na swe ręce.
Już nie odejdziesz ty w glorii i chwale,
Lecz pozostaniesz w niejednej piosence.
Wszak prawda a naszym narodzie powraca,
Jak ci esbecy, co drzwi wyważają.
Po ruskiej wódce ma się w Polsce kaca,
A za krwią polską jej obrońcy stoją.
Wesołych Świąt, panie generale
Wesołej śmierci, choć nie będzie chlubna.
Dław się krwią naszą przy świątecznym stole –
Życzą ofiary następnego grudnia.
(BiS Nr 23 24 grudnia 1982 r.
NSZZ "S" Regionu Pomorza Zachodniego)
Wprowadzając przed 30 laty stan wojenny gen. Jaruzelski wydał wojnę własnemu narodowi, by zabezpieczyć wpływy, profity i władzę komunistom, wypełniając przy tym solennie zalecenia swoich mocodawców z Kremla. A wszystko po to, aby stłumić polskie dążenie do wolności. Stan wojenny spowodował – bezpośrednio lub pośrednio – około 100 ofiar śmiertelnych. Zbrodnia ta wciąż czeka na rozliczenie, chociażby w aspekcie moralnym.
darmowy hosting obrazków
Jaruzelski był faktycznym dyktatorem w PRL, pełnił jednocześnie stanowiska: I Sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, premiera i ministra obrony narodowej, szefa Komitetu Obrony Kraju, a od 13 grudnia 1981. szefa Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, czyli junty wojskowej odpowiedzialnej za zamach stanu przeprowadzony w imię imperialnych celów Moskwy, którego celem było zniszczenie 10 milionowego ruchu „Solidarności”.
Dzisiaj, opinia publiczna dysponuje już dokumentami, świadczącymi o służalczej postawie Jaruzelskiego, obalającymi wszelkie mity o mającej ponoć nastąpić interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Polsce. To nie kto inny, tylko sam Jaruzelski, bojąc się determinacji własnego narodu, błagał marszałka Wiktora Kulikowa, cyt.: „Gdyby demonstracje miały ogarnąć cały kraj, to będziecie musieli nam pomóc. My sami nie damy sobie rady z wielomilionowym tłumem”. Słowa te padły, podczas narady przeprowadzonej w jego gabinecie w nocy z 8 na 9 grudnia 1981., na której zapadła ostateczna decyzja o ogłoszeniu stanu wojennego. Na pytanie marszałka Kulikowa: „Czy mogę złożyć meldunek Breżniewowi, że rozpoczynacie realizacje stanu wojennego w Polsce?”, Jaruzelski odpowiedział twierdząco, dodając: „Tak, ale pod warunkiem udzielenia pomocy przez wasze siły”. Prawda zatem o stanie wojennym, jest bardziej niż brutalna, Breżniew nie musiał i nie chciał interweniować w Polsce (z uwagi na ewentualność ogólnoświatowego kryzysu), posiadał wszakże do własnej dyspozycji oddane sobie i wierne „polskie” władze komunistyczne, które były wystarczająco silne i zdeterminowane, by pacyfikować i mordować własny naród.
Nieco statystyki
Przypomnijmy, wprowadzenia stanu wojennego, rozpoczęło się po północy 13 grudnia 1981 r. Jeszcze tej samej nocy internowano ponad trzy tysiące osób, w tym niemal wszystkich członków Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Władze PRL utworzyły 52 ośrodki internowania i wydały decyzje o internowaniu 9736 osób. W czasie stanu wojennego obowiązywała godzina milicyjna, a na ulicach miast pojawiły się wspólne patrole milicji i wojska, czołgi, transportery opancerzone i wozy bojowe. Wprowadzono też oficjalną cenzurę korespondencji i łączności telefonicznej. Władze zmilitaryzowały najważniejsze instytucje i zakłady pracy, kierując do nich komisarzy wojskowych. Ograniczono też działalność Polskiego Radia i Telewizji Polskiej. Zawieszone zostało również wydawanie prasy, z wyjątkiem dwóch gazet ogólnokrajowych ("Trybuny Ludu" i "Żołnierza Wolności") oraz 16 terenowych dzienników partyjnych.
darmowy hosting obrazków
Nie zawahano się, używając sił milicyjnych i wojska do brutalnej pacyfikacji strajkujących zakładów. Wariant siłowy zastosowano w 40 spośród 199 strajkujących w grudniu 1981 r. zakładów pracy. Największe akcje pacyfikacyjne przeprowadzono w Hucie im. Lenina, stoczniach Gdańskiej i Szczecińskiej, Hucie Warszawa, Ursusie, WSK Świdnik, kopalniach Manifest Lipcowy, Wujek, Borynia i Staszic. Najtragiczniejszy przebieg miała akcja w kopalni Wujek, gdzie interweniujący funkcjonariusze ZOMO użyli broni, w wyniku czego zginęło 9 górników, a kilkudziesięciu zostało rannych.
Opór społeczny
Najważniejszym ośrodkiem oporu społecznego wobec władzy z nadania sowieckiego w Polsce były wtedy duże miasta, z Trójmiastem jako niekwestionowanym bastionem sprzeciwu i oporu na czele. Przecież to tutaj, jakże żywe było wspomnienie Grudnia 1970., działalności opozycyjnej i Wolnych Związków Zawodowych, wielkiego strajku z sierpnia 1980 i powstania „Solidarności”. Dlatego, Stocznie Gdańską trzeba było pacyfikować przy pomocy oddziałów ZOMO aż do 16 grudnia. Port Gdański spacyfikowano dopiero 19 grudnia. 17 grudnia na ulicach Gdańska odbyła się regularna bitwa tysięcy demonstrantów z ZOMO, milicją i wojskiem. Byli ranni, śmierć poniósł 20-letni Antoni Browarczyk. Kolejne rocznice porozumień sierpniowych z 1980., wprowadzenia stanu wojennego, wydarzeń grudniowych z 1970. lub innych rocznic patriotycznych, takich jak 3 Maja lub 11 listopada, były w Trójmieście wspominane poprzez spontaniczne i gwałtowne manifestacje uliczne, podczas których żądano przywrócenia „Solidarności”, ale też coraz częściej dopominano się o niepodległość dla Polski.
darmowy hosting obrazków
Doskonale pamiętam atmosferę tamtych dni, opór społeczny na Wybrzeżu był powszechny, obejmował nawet uczniów szkół podstawowych i średnich. Jako trzynastolatek wydałem wraz z przyjaciółmi pierwszą w życiu odezwę, powielaną przez kalkę na maszynie do pisania, zatytułowaną do „Ludzi dobrej woli” i rozwieszaną następnie, jeszcze w grudniu 1981 na ulicach Gdyni. Założyliśmy w szkole podziemną „Organizację Starej Polski”, jako dzieci gotowi byliśmy walczyć, chociażby poprzez przypinanie oporników do naszych fartuszków lub przepisując ręcznie ulotki lub różnego rodzaju piosenki, jakie do nas docierały, a jakie podtrzymywały wtedy na duchu.
Na początku powszechną była wiara w: „byle do wiosny”, potem okazało się jednak, że potrwa to dłużej. W liceum zacząłem działalność w szeregach Federacji Młodzieży Walczącej, była to organizacja działająca głównie na terenie trójmiejskich szkół średnich. Wydawaliśmy coraz bardziej profesjonalne pisma szkolne i o szerszym zasięgu, organizowaliśmy ciche przerwy, koła samokształceniowe, w grudniu przychodziliśmy do szkoły ubrani na czarno. Coraz częściej i coraz bardziej profesjonalnie młodzież z FMW, NZS, WiP czy RSA dokonywała akcji ulotkowych, malowała hasła na murach, organizowała happeningi na ulicach miasta.
darmowy hosting obrazków
Z czasem, to właśnie młodzież wzięła na siebie organizację demonstracji i stała się siłą napędową opozycji. To młode pokolenie, a nie „starzy, coraz bardziej wypaleni działacze”, zorganizowali strajki 1988. w stoczni, Uniwersytecie Gdańskim i protesty poparcia w szkołach. Było to wspólne dzieło niezależnej młodzieży regionu gdańskiego jako całości, a nie jakieś indywidualnej, jednej organizacji. 20 lat temu młodzi stoczniowcy, studenci i uczniowie, podjęli walkę z reżimem komunistycznym, jako spadkobiercy Kolumbów – nazywając siebie generacją 1988. Ich działania wymykały się wówczas nie tylko spod kontroli komunistycznych władz, ale i podziemnej „Solidarności”. I tego się pewnie jedni i drudzy wystraszyli. Przyspieszając proces przemian demokratycznych w Polsce, ale i łagodząc zarazem proces transformacji wobec nomenklatury i agentury sowieckiej.
Rozliczenie mrocznej przeszłości
Do tej pory nie została sporządzona kompletna lista ofiar stanu wojennego. Według ustaleń kierowanej przez Jana Marię Rokitę nadzwyczajnej sejmowej komisji, która w latach 1989-1991 badała zbrodnie stanu wojennego, konsekwencją ówczesnych działań MO i SB było co najmniej 91 ofiar śmiertelnych. Niektóre ofiary stanu wojennego prawdopodobnie na zawsze pozostaną anonimowe, ponieważ w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. zostały wyłączone wszystkie telefony, nie tylko zwykłych obywateli, ale też służb ratunkowych: placówek służby zdrowia, w tym pogotowia ratunkowego, i straży pożarnej...
darmowy hosting obrazków
Początkowo ludzie ginęli najczęściej w demonstracjach ulicznych oraz podczas pacyfikacji w zakładach pracy, były także przypadki wyroków śmierci wykonanych na żołnierzach LWP, za odmowę rozkazu strzelania do rodaków. Z czasem przepisy o stanie wojennym ulegały złagodzeniu, oficjalnie stan wojenny zniesiono 22 lipca 1983. Ogłoszono także amnestię dla więźniów politycznych. Jednak rozbudowany do niebotycznych rozmiarów aparat represji działał dalej i mordował, tyle że bardziej skrycie. Jednymi z ostatnich ofiar śmiertelnych z przełomu 1988/1989 byli księża: Zych, Niedzielak i Suchowolec, ale także Robert Możejko działacz FMW z Kętrzyna, zamordowany w czerwcu 1989 na dzień przed zarządzonymi wyborami w wyniku porozumień okrągłego stołu. Wiele niewyjaśnionych zgonów działaczy opozycji z lat 80-tych, zanotowano także w następnych latach, choć tych nie traktuje się już jako ofiary stanu wojennego.
Tylko nielicznych funkcjonariuszy PRL, sądy III RP skazały za zbrodnie stanu wojennego. Dziś śledztwa w tych sprawach prowadzi pion śledczy IPN. O osądzeniu winnych przestępstw aparatu władzy PRL, także ze stanu wojennego, zaczęto mówić zaraz po przełomie 1989 r. Wymierzanie sprawiedliwości napotykało i napotyka jednak wciąż na liczne przeszkody, takie choćby jak: „gruba kreska” ogłoszona przez premiera Mazowieckiego, ciągłe przestrzeganie przed „polowaniem na czarownice” połączone ze wparciem dla generałów odpowiedzialnych za wprowadzenie stanu wojennego, jakiego udziela im środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej”.
Tymczasem bez rozliczenia zbrodni stanu wojennego (podkreślmy dzisiaj chodzi jedynie o aspekt moralny tego rozliczenia, poznanie całej prawdy o tamtym mrocznym okresie), nie będziemy w stanie wytłumaczyć nowym pokoleniom Polaków, co jest w życiu dobre, a co złe. Ciągła relatywizacja, upolitycznianie dążenia do poznania prawdy historycznej, wmawianie nam konieczności kierowania się w życiu „mniejszym złem”, sprzyja wciąż rozszerzającemu się kryzysowi tożsamości w Polsce.
Polecam również krótką retrospekcję filmową, pt. Stan Wojenny Nowa Huta, patrz poniżej:
Program Bliżej wyemitowany na TVP Info poświęcony stanu wojennego, patrz poniżej:
Mariusz A. Roman
[Fot. M. Roman]

środa, 30 listopada 2011

„Z mocy bezprawia” w Gdyni

Klub "Gazety Polskiej" w Gdyni zaprasza na spotkanie z dziennikarzem śledczym Wojciechem Sumlińskim, połączone z promocją jego najnowszej książki: „Z mocy bezprawia”, odnoszącej się do mających miejsce w ostatnich latach wydarzeń wokół jego osoby. Spotkanie odbędzie się 30 listopada 2011 o godz. 17:30 w Cechu Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Gdyni, ul. 10 Lutego 33, Ip.
darmowy hosting obrazków
„Z mocy bezprawia” to opowieść o wielomiesięcznej inwigilacji przez służby specjalne III RP dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego, jego bliskich i przyjaciół. Autor bez ogródek odsłania sieć mafijnych interesów z udziałem najważniejszych osób w państwie, pisze o wielkich korporacjach i fundacjach, których jedynym celem było wyłudzenie z kasy publicznej setek milionów złotych, o rosyjskich i ukraińskich zabójcach, którzy za miejsce swych spotkań obrali polski Sejm, i tajnych interesach ludzi Wojskowych Służb Informacyjnych i o ich wpływie na losy poszczególnych osób i całego kraju.
Najnowsza książka Sumlińskiego to thriller, który napisało samo życie. Odnoszący się do mających miejsce w ostatnich latach wydarzeń wokół jego osoby, w szczególności związanych z tzw. „Aferą Marszałkową”, patrz tutaj.
Jak to możliwe, że w wolnej Polsce śledztwo w sprawie ujawnienia wszystkich osób odpowiedzialnych za śmierć błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki trwa od ponad 20 lat i utknęło w martwym punkcie? Jak to się stało, że prezydent Aleksander Kwaśniewski wolał „zaśpiewać i zatańczyć”, niż stanąć przed Sejmową Komisją Śledczą? Jak doszło do tego, że w 2006 roku oficerowie Wojskowych Służb Informacyjnych usiłowali uwikłać polskich biskupów w opatrzoną klauzulą najwyższej tajemnicy kombinację operacyjną? W jakim celu Bronisław Komorowski spotykał się z oficerami kontrwywiadu PRL? Jak to możliwe, że niedługo przed śmiercią Andrzej Lepper powierzył dokumenty stanowiące dla niego „polisę na życie” człowiekowi powiązanemu z tajnymi służbami? Jaką cenę trzeba zapłacić w III RP za ujawnianie niewygodnej dla elit prawdy?
Cytując za portalem Fronda.pl podpowiadamy, że odpowiedzi na powyższe pytania można znaleźć przy okazji lektury książki pt. „Z mocy bezprawia”. Daje to przy okazji sugestywny i przekonujący obraz czegoś, czego oficjalnie nie ma, a co od lat podskórnie niszczy naszą Ojczyznę i tych, którzy usiłują to zdemaskować.
Fragmenty książki, patrz tutaj.
Książkę można również zamówić w Internecie, patrz tutaj.
Wojciech Sumliński jest dziennikarzem, autorem licznych reportaży i książek dotyczących działalności służb specjalnych PRL, m.in.: „Kto naprawdę Go zabił?” i „Teresa Trawa Robot” opisujących sprawę zamordowania księdza Jerzego Popiełuszko i jej następstwa oraz autor scenariusza filmowego na ten temat.
Polecamy również krótki wywiad z Wojciechem Sulimskim, patrz poniżej:
(MAR)
[Fot. Archiwum]

piątek, 11 listopada 2011

Kiedy wreszcie niepodległość?

Dziewięćdziesiąta trzecia rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę skłania do refleksji. Zwłaszcza, że wielu w tym media, stara się porównywać dwudziestolecie międzywojnia do dwudziestolecia, z jakim mamy do czynienia w Polsce po 1989. Tymczasem, podstawowa różnica między II a III Rzeczpospolitą, wynika z poczucia dumy wolnego narodu, dążącego do upodmiotowienia swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Takiego mocarstwowego myślenia, tak bardzo brakuje nam dzisiaj, kiedy zmuszeni jesteśmy szukać miejsca dla siebie tam, gdzie wskazują je nam silniejsi.
darmowy hosting obrazków
Przypomnijmy zatem, w II Rzeczpospolitej byli różni politycy, zdarzały się też skandale, a nawet korupcja. Dominującym był jednak wzór poświęcenia dla Ojczyzny i wierności imponderabiliom, który emanował z takich postaci, jak m.in.: Józef Piłsudski, Ignacy Paderewski, Roman Dmowski, Władysław Grabski czy Eugeniusz Kwiatkowski. Można się było nie zgadzać z taką czy inną prezentowaną wizją państwa, ale nie można było twórcom niepodległości zarzucić prywaty.
Niepodległa
Marszałek Józef Piłsudski uważał, że nieważne, z kim się mówi, ważne, by w rozmowach z przedstawicielami innych państw występować jak równy z równym, bo tylko w ten sposób można bronić polskiego interesu narodowego. To poczucie dumy i wartości w II Rzeczpospolitej było głęboko wpojone, stąd brały się wzorce wychowawcze, przekładane na system edukacji, jakże różnej od tej obecnej. Nie sposób pominąć także sukcesów gospodarczych: silna i stabilna waluta, nowoczesna myśl naukowa i techniczna, rozwój własnego przemysłu, powstał m.in.: Centralny Okręg Przemysłowy, magistrala węglowa uniezależniająca nas od Niemiec oraz port w Gdyni. A co udało się nam zbudować przez ostatnie 20 lat?
II Rzeczpospolita powstała w skrajnie gorszych warunkach niż III RP, jej granice Polacy zmuszeni byli wywalczyć sobie sami. Warto sobie uświadomić, że ziemie polskie gospodarczo były bardziej zniszczone po I niż po II wojnie światowej. Wreszcie, musiano te ziemie gospodarczo, infrastrukturalnie i administracyjnie zjednoczyć po trzech systemach zaborczych. Jednak dochód narodowy na głowę był w latach trzydziestych wyższy niż w Hiszpanii, Portugalii czy krajach bałtyckich. To, że dzisiaj nikt – przynajmniej oficjalnie i przynajmniej na razie nie kwestionuje prawa Polaków do własnego państwa, że nie jest to państwo małe, ale średniej wielkości kraj w Europie, jest największym i trwałym osiągnięciem tamtego pokolenia.
Post-PRL
Tymczasem narodziny III Rzeczpospolitej były jedynie, nieudolną próbą reformowania Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, w wyniku koncesjonowanych, zupełnie niedemokratycznych wyborów. Powstały w ten sposób twór państwowy nie miał nic wspólnego z ideałami niepodległościowymi kilku pokoleń Polaków pragnących przywrócenia niepodległości w 1918 roku. Umożliwił za to uwłaszczenie nomenklatury komunistycznej, przywrócił również realny wpływ na władzę: agentom i postkomunistom przefarbowanym w socjaldemokrację, a ostatnio także w tzw. nową lewicę.
Czy Polska wybiła się na niepodległość po czerwcowych wyborach 1989 roku? Czy państwo działające w oparciu o konstytuantę pisaną pod dyktando okupanta, w którym 60 proc. miejsc w Sejmie było z nadania komuny - a nie z wyboru, w którym prezydentem zostaje agent sowiecki - odpowiedzialny za śmierć swoich rodaków, mogło być niepodległe? Czy premier rządu pozwalający na niszczenie teczek z archiwów Sb-eckich, który wysyłał brygady antyterrorystyczne przeciwko patriotycznej młodzieży w obronie PZPR, był premierem niepodległego państwa? Wreszcie czy w normalnym, wolnym kraju pozwala się na rozkradanie majątku wypracowywanego przez pokolenia?
darmowy hosting obrazków
Odpowiedź jest oczywista – Polska w 1989 roku była mniej niepodległa od Królestwa Kongresowego (1815-1830). W tamtej Polsce, poza stwarzaniem pozorów, władza utożsamiana z premierem Mazowieckim, a potem także z prezydentem Wałęsą, miała mentalność lokaja, na dowód wystarczy sobie przypomnieć, choćby czas kryzysu związany z puczem Janajewa, kiedy to słano wiernopoddańcze depesze z Warszawy do Moskwy. Tymczasem, rozpadał się Związek Radziecki, kraje bałtyckie z marszu przywracały swój przedwojenny ustrój, Niemcy się jednoczyły, Czechy przeprowadziły uwłaszczenie. Polska pozostawała w tyle.
Wybijanie się na niepodległość
Przypomnijmy, Polska na niepodległość zaczęła się wybijać dopiero w wyniku przeprowadzenia pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych, w wyniku których, w pełni demokratycznie wyłoniony Sejm - powołał rząd Jana Olszewskiego. To właśnie ten rząd podjął wtedy, próbę zbudowania pierwszego po 1939., w pełni suwerennego, sprawiedliwego i sprawnego państwa. To właśnie rząd Jana Olszewskiego w wymiarze politycznym - próbował przeprowadzić dekomunizację, lustrację oraz oczyszczenie struktur państwa z aparatu bezpieczeństwa. W wymiarze gospodarczym starał się przeprowadzić reprywatyzację, wdrożyć w życie idee powszechnego uwłaszczenia. Jednak rząd ten napotkał zmasowany opór wszystkich tych, którzy byli wierni ustaleniom z Magdalenki. Przypomnijmy, dokonano wtedy swoistego zamachu stanu, a już wkrótce postkomuniści (nie licząc krótkiej przerwy na rządy AWS-UW), przywrócili w Polsce swoje niepodzielne wpływy.
Jak dotychczas pojawiła się jeszcze tylko jedna, niestety nieudana próba wyrwania naszego kraju z tego letargu… Polskie społeczeństwo, zszokowane, oburzone aferami, w tym najgłośniejszą z nich – aferą Rywina, przejrzało na oczy i podjęło decyzję o przeprowadzeniu radykalnych zmian. Większość oddanych głosów podczas wyborów w 2005 roku padło na PO i PiS, które w ten czy inny sposób kwestionowały istniejący porządek. Niestety, wkrótce znowu górę wzięła małostkowość naszych dzisiejszych polityków, niezdolnych do stworzenia trwałej i większościowej koalicji, mogącej dokonać zmian w konstytucji, by radykalnie przemodelować nasz ustrój i kraj.
W konsekwencji ugrupowania post-solidarnościowe trwają w wyniszczającej siebie nawzajem wojnie i wciąż trwamy w stagnacji a korzystają jedynie na sytuacji różni cyniczni pseudo uzdrowiciele spod znaku Palikota. Wygląda na to, że naprawdę już wkrótce dotkniemy dna, podobnie jak w czasach saskich. Wtedy utraciliśmy suwerenne państwo, czy dzisiaj jesteśmy w stanie odbić się od tego przysłowiowego dna by wybić się na niepodległość?
Polecam krótką retrospekcję filmową z obchodów I rocznicy odzyskaniu niepodległości, patrz poniżej:
Mariusz A. Roman
[Fot. Wikipedia]

środa, 20 lipca 2011

Aby LOTOS pozostał polski

Jeszcze tylko do 29 lipca zbierane będą podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o zachowaniu przez państwo polskie większościowego pakietu akcji Grupy Lotos S.A. Autorzy projektu podkreślają, że strategiczne przedsiębiorstwo przynoszące ogromne zyski do budżetu nie powinno trafić w obce ręce. Zwłaszcza, że zabiegają o pakiet kontrolny firmy rosyjskie.
darmowy hosting obrazków

Właścicielem większościowym Grupy Lotos S.A. (53,19 proc.) wciąż pozostaje skarb państwa. W momencie jednak sprzedaży tych akcji przez rząd, istnieje niebezpieczeństwo, że Polska straci strategiczny zakład, najprawdopodobniej na rzecz mało przychylnych nam firm rosyjskich, od których to i tak już w dużej mierze uzależnieni jesteśmy energetycznie.

Grupa Lotos, w skład której wchodzą rafinerie i inne zakłady na terenie całej Polski ma zostać sprzedana za ok. 5 mld zł., tymczasem inwestycje w samą rafinerię gdańską Lotosu w ostatnich latach opiewają na ok. 10 mld zł. Do tego niezbyt logicznego rachunku warto dodać jeszcze jedną liczbę – rocznie z podatków Grupy Lotos budżet państwa uzyskuje ok. 3 mld zł. Sprzedaż pokryje więc jedynie dwuletnie wpływy budżetu z podatków. Nie wspominając o ewentualnych wpływach z dywidendy.



Dodatkowo należy liczyć się z tym, że nowy właściciel albo zostanie czasowo zwolniony z podatków, albo będzie starał się ograniczyć ich wysokość za wszelką cenę. Sprzedaż firmy nieuchronnie pociągnie za sobą także jej restrukturyzację i masowe zwolnienia w całym kraju.

Koniec Polskiego Lotosu to najprawdopodobniej także koniec sponsorowanych przez niego klubów i związków sportowych. Lotos to obecnie największy sponsor sportu w Polsce, nastawiony nie tyle na promowanie gwiazd co przede wszystkim na sportową edukację młodzieży.

Dlatego właśnie przygotowano Obywatelski Projekt Ustawy o Zachowaniu Przez Państwo Polskie Większościowego Pakietu Akcji Grupy Lotos SA. W tym celu potrzebne jest zebranie 100-tysięcy podpisów od osób popierających ideę Polskiego Lotosu. Liczy się każdy podpis!!! Druk zbierania podpisów można pobrać tutaj.

Więcej na stronie Polski Lotos, patrz tutaj.

Polecamy również program TV TRWAM „Po stronie prawdy” wyemitowany na żywo z przed siedziby Grupy Lotos SA w Gdańsku, patrz poniżej:



(MAR)

[Fot. www.polskilotos.pl]

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Film "Krzyż" w Gdańsku

Gdański Oddział Terytorialny Stowarzyszenia Solidarni 2010 zaprasza w dniu dzisiejszym na pokaz najnowszego filmu Ewy Stankiewicz, zrealizowanego we współpracy z Janem Pospieszalskim pt. "Krzyż" (kontynuacja "Solidarnych 2010"), który odbędzie się 4 kwietnia (poniedziałek) o godz. 18:00 w sali BHP na terenie Stoczni Gdańskiej (Gdańsk, ul. Doki 1).

darmowy hosting obrazków

Jedna z najzdolniejszych polskich reżyserek młodego pokolenia i znany z Warto rozmawiać dziennikarz opowiadają o wydarzeniach na Krakowskim Przedmieściu które przez wiele tygodni emocjonowały Polaków. Jednak ich obraz nie ma nic wspólnego z powierzchownymi relacjami dziennikarskimi. Cierpliwie z wytrwałością przyglądają się wszystkim wydarzeniom i ich bohaterom, dzięki czemu zapis nie jest banalny i wykrzywiony, a prawda o tym, co się stało, jest bardziej złożona.

Znakomita reżyseria i koncepcja realizatorska, bogaty unikatowy materiał, formuła, która trzyma widza w napięciu oraz elektryzujący temat składają się na absolutnie wyjątkowy film, wobec którego nie można przejść obojętnie. Tak pełnego obrazu spotkań pod krzyżem nie pokazały żadne wiadomości, nie przekazała żadna gazeta. Książka dołączona do płyty zawiera wywiad rzekę z twórcami Krzyża – między innymi o cenie, jaką przyszło im zapłacić za Solidarnych 2010, oraz o roli wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu w najnowszej historii Polski.

Książka wraz z filmem dostępna już w Internecie, patrz tutaj.

Polecamy również urywki z Konferencji inaugurującej dystrybucję filmu "Krzyż", patrz tutajżej:


Zapowiedź filmu, patrz poniżej:


Po gdańskiej projekcji będzie miała miejsce dyskusja z udziałem członków Stowarzyszenia Solidarni 2010 oraz Stowarzyszenia Godność.

Mariusz A. Roman

[Fot. Archiwum]

czwartek, 3 lutego 2011

Kętrzyn: IV Memoriał im. A. Dydzińskiego

Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Kętrzynie oraz Stowarzyszenie Federacji Młodzieży Walczącej zaprasza na IV Zimowy Turniej Piłki Nożnej im. Adama Dydzińskiego o Puchar Burmistrza Kętrzyna. Spotkania drużyn będą odbywać się w najbliższą niedzielę na boisku Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, ulica Kazimierza Wielkiego 12 A, Kętrzyn.

darmowy hosting obrazków
Termin turnieju i czas rozgrywania meczów: niedziela 06.02.2011 rok, początek godzina: 11.00.
W Turnieju udział wezmą: Lechia – Gdańsk, Orlęta - Reszel, Vęgoria - Węgorzewo oraz KKS „Granica” - Kętrzyn. Obowiązuje system gry każdy z każdym.
Po turnieju przewidziano okolicznościową Mszę świętą za duszę śp. Adama Dydzińskiego oraz składanie wieńców na Jego grobie.

Adam Dydziński „Dudi” - był człowiekiem wielkiego serca, patriotą walczącym o wolną i niepodległą Polskę m.in. w strukturach Polskiej Partii Niepodległościowej oraz Federacji Młodzieży Walczącej. Był założycielem FMW Region Warmia i Mazury, wydawcą pism bezdebitowych m.in.: „Larwa” i „Sąd Kapturowy”. Cichy i skromny, odważny, aktywny i twórczy, pozostał za życia mało doceniony. Odszedł do Pana - 28 lutego 2007, będąc w sile wieku, nie doczekawszy swoich 40 urodzin. Osierocił żonę i dwie wspaniałe córeczki. Pozostał w pamięci swoich przyjaciół jako jeden z najbardziej aktywnych działaczy niepodległościowych, do końca swoich dni zaangażowany w służbę Ojczyźnie.
W kilka dni po śmierci Adama, pisaliśmy wspomnienia na Jego temat dla portalu internetowego FMW, patrz: Pożegnanie Dudiego.
Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum Autora]

piątek, 7 stycznia 2011

III Patriotyczna pielgrzymka kibiców

Kibice polskich klubów piłkarskich w najbliższą sobotę 8 stycznia, wspólnie spotkają się podczas III Ogólnopolskiej Pielgrzymki Kibiców na Jasnej Górze. Organizatorem i pomysłodawcą tego wydarzenia jest: Salezjańskie Stowarzyszenie Wychowania Młodzieży. Podobnie jak w zeszłych latach obok wymiaru religijnego tego spotkania, ważną część stanowić będzie program patriotyczny (wykład ks. Isakowicza - Zaleskiego), a także kulturalny (koncert Andrzeja Kołakowskiego).

darmowy hosting obrazków
W Częstochowie na Jasnej Górze spotkają się fani futbolu z całej Polski. Na pielgrzymce pojawią się kibice m.in.: z Trójmiasta, Poznania, Krakowa, Warszawy, Szczecina, Wrocławia, Chorzowa czy Gliwic, których połączy wspólna modlitwa podczas mszy świętej w częstochowskiej kaplicy Cudownego Obrazu.
Pielgrzymka jest inicjatywą bez precedensu. Jej organizatorem są Salezjańskie Wspólnoty Ewangelizacyjne (Salezjańska Pielgrzymka Ewangelizacyjna i Pustynia Miast). Homilię podczas mszy dla kibiców wygłosi ksiądz Jarosław Wąsowicz SDB, autor m.in. książki pt. "Biało-zielona Solidarność", poświęconej walce kibiców z władzą komunistyczną w czasach PRL-u. Ksiądz Wąsowicz, działacz podziemnych struktur Federacji Młodzieży Walczącej, znany jest z wielu patriotycznych akcji przeprowadzanych wśród polskiej młodzieży m.in., co roku jest przewodnikiem młodzieżowej grupy żółtej podczas pielgrzymki z Suwałk do Wilna.
- Nasza pielgrzymka jest próbą poszukiwania, tego, co łączy wszystkich kibiców, a nie dzieli – mówi ksiądz Jarosław Wasąwicz. – Środowisko kibiców jest społecznością, gdzie wbrew pozorom temat patriotyzmu jest bardzo ważny.

darmowy hosting obrazków
Polecam również wywiad z ks. Wąsowiczem, jednym z inicjatorów corocznego pielgrzymowania kibiców, opublikowany w Częstochowskim Portalu Sportowym, patrz tutaj.
Program III Ogólnopolskiej Pielgrzymki Kibiców na Jasną Górę:
Sobota, 08 stycznia 2011 r.
Godz. 14.00 - Msza św. w kaplicy cudownego obrazu.
Przewodniczy ks. Leszek Zioła SDB – moderator Salezjańskich Wspólnot Ewangelizacyjnych;
Kazanie wygłosi- ks. Jarosław Wąsowicz SDB;
Mszę animują kibice Ruchu Chorzów.
Godz. 15.00 – Wykład ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego „Ludobójstwo na Wschodzie".
Podczas spotkaniu będzie można nabyć książki ks. Zaleskiego. Po wykładzie zbierana będzie składka na wsparcie dla odradzającego się polskiego klubu - Pogoni Lwów.
Godz. 16.00 – Koncert Andrzeja Kołakowskiego z Gdańska – „Pieśń o żołnierzach wyklętych”.
Godz. 17.00 - Poczęstunek dla przyjezdnych kibiców zorganizowany przez kibiców Rakowa Częstochowa.
Szczegółowych informacji udziela: ks. Jarosław Wąsowicz SDB, tel. 501 471 835, e-mail: jwasowicz@salezjanie.pl
Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]

czwartek, 23 grudnia 2010

Epitafium dla Janka Wiśniewskiego

Nie ma już w Gdyni - starych, malowanych ręcznie tabliczek z nazwą ulicy J. Wiśniewskiego, zawieszanych społecznie przez młodzież z SW i FMW w 1990. Zastąpiły je zupełnie nowe tabliczki na niebieskim tle. Jednak wmurowanie przed dwoma laty nowej tablicy w ramach pomnika ofiar Grudnia ‘70 przy al. Solidarności, to swoiste epitafium dla wszystkich gdyńskich ofiar. Tablica została odsłonięta w ramach obchodów rocznicy wydarzeń grudnia 1970.

darmowy hosting obrazków
Nowopowstała Rada Miasta w Gdyni, składająca się w 49/50 z radnych Komitetu Obywatelskiego Solidarność, wahała się w 1990 roku ze zmianą nazwy ulicy Juliana Marchlewskiego (czołowego działacza komunistycznego) na ulicę Janka Wiśniewskiego. Twierdząc m.in., że Janek Wiśniewski to postać fikcyjna. I rzeczywiście, to fakt bezsporny. Jednak Janek Wiśniewski, to, co prawda postać symboliczna, ale najbardziej kojarząca się z wydarzeniami Grudnia 1970 roku na Wybrzeżu.
Akcja denazyfikacyjna
Nie mogąc się doczekać oficjalnej decyzji władz miejskich, czynnik społeczny postanowił sprawę wziąć we własne ręce. 20 rocznicę obchodów Grudnia 1970, działacze Solidarności Walczącej oraz Federacji Młodzieży Walczącej uczcili w ten sposób, że samodzielnie, bez uchwały Rady Miasta, przeprowadzili akcję denazyfikacyjną polegającą na zmianie wszystkich tabliczek z nazwą ul. Marchlewskiego na ul. Wiśniewskiego.
Akcja została przeprowadzona w nocy z 16/17 grudnia 1990 roku, brałem w niej także, osobiście udział. Ulica Wiśniewskiego jest jedną z dłuższych w Gdyni – liczy dobrych parę kilometrów. Całość prac, trwała zatem, kilka nocnych godzin, ale zakończyła się pełnym sukcesem. Zamalowano wszystkie tabliczki z Marchlewskim, w to same miejsce przymocowując przygotowane wcześniej (w stoczniowym warsztacie) tabliczki z napisem: ul. J. Wiśniewskiego. Jedną z tych tabliczek przymocowano do siatki na ogrodzeniu przy torach, zarówno w stronę peronu kolejki SKM Gdynia Stocznia, jak i do ulicy. I właśnie ta tabliczka przetrwała najdłużej, jeszcze kilka lat temu była na swoim miejscu...

darmowy hosting obrazków
Podczas uroczystości grudniowych w 1990, przy pomniku poległych stoczniowców u zbiegu wcześniej: ulic Marchlewskiego i Czechosłowackiej, zebrani (w tym radni RM w Gdyni) zauważyli, że nie ma już tabliczek z ulicą Marchlewskiego. Z racji tego, że były o wiele szersze od „naszych”, zostały wcześniej zamalowane, a do nich przymocowane zostały tabliczki z napisem: ul. J. Wiśniewskiego. Władzom miasta nie zostawiono zatem wyboru, pozostało im jedynie usankcjonować uchwałą – to, co zostało już faktycznie i tak, społecznie wykonane.
Na miejsce tabliczek wykonanych społecznie (napis malowany ręcznie czerwoną farbą), pojawiły się wkrótce nowe, oryginalne miejskie tabliczki. Z racji tego, że „naszych” było dość sporo i mocowaliśmy je także do płotów i siatek ogrodzeń, przez jakiś czas funkcjonowały one, obok tych oficjalnych i była to, przez długie lata, bodajże najlepiej oznakowana ulica w Gdyni. Do niedawna przetrwała jedna z tych tabliczek przy kolejce SKM. Tabliczka wykonana w stoczniowym warsztacie różniła się od oficjalnej tym, że napis z nazwą był namalowany ręcznie i oficjalne tabliczki podają całe imię: Janka Wiśniewskiego, a „nasze” były o treści: ul. J. Wiśniewskiego.
Po 20 latach...
Sprawdziłem dokładnie, nie przetrwała żadna z malowanych ręcznie i przywieszanych bez zgody władz miejskich przez SW i FMW, tabliczek z nazwą: ul. J. Wiśniewskiego. Nie ma nawet, tych miejskich tabliczek z czerwona obwolutą - zastąpiły je zupełnie nowe, na niebieskim tle, które pojawiły się przy okazji przeprowadzanego remontu historycznego wiaduktu i ronda pod stocznią w Gdyni. To znak czasu, ale za to wiecznie zakorkowana ulica Wiśniewskiego została poszerzona o dodatkowe pasy w każdą ze stron.
Tradycyjnie, rozpoczynające się każdego 17 grudnia o godz. 6 rano, przy pomniku - obok przystanku SKM Gdynia Stocznia, gdyńskie obchody rocznicy tragedii z 1970, przed dwoma laty miały szczególnie uroczystą oprawę. Połączono je bowiem z odsłonięciem tablicy, upamiętniającej pomordowanych stoczniowców w 1970. Tablicę, w towarzystwie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, odsłoniły Izabela Godlewska - matka i Stefania Drywa – wdowa, po zabitych w Gdyni.

darmowy hosting obrazków
Tablica została ufundowana przez społeczny komitet i została zamontowana na Pomniku Ofiar Grudnia. Zaprojektował ją rzeźbiarz Stanisław Gierada, który jest także autorem samego pomnika. Tablica jest dwustronna. Po jednej ze stron znajduje się lista znanych nam nazwisk 18 osób poległych na ulicach Gdyni w grudniu 1970, a po drugiej swoiste epitafium o treści:
„Ulica, po której codziennie zmierzają do pracy gdyńscy portowcy i stoczniowcy nosi imię Janka Wiśniewskiego – bohatera ballady opiewającej młodego portowca Zbyszka Godlewskiego, którego ciało niesiono na drzwiach przez miasto”.
I choć najprawdopodobniej na drzwiach niesiono wtedy, co najmniej dwie ofiary, to z całą pewnością, jedną z nich był uwieczniony na tablicy Zbyszek Godlewski.
Ballada o Janku Wiśniewskim, patrz poniżej:
Mariusz A. Roman
[Fot. Mariusz Roman]

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Zbrodnia stanu wojennego

Do generała

Wesołych Świąt, panie generale!
U nas jak zwykle nic się nie zmieniło.
W siedemdziesiątym był taki karnawał,
W czarnych kostiumach się wtedy tańczyło!


Tańce były wcale nie taneczne,
Trupy stoczniowców trochę przeszkadzały.
Ja dzisiaj myślę, że te trupy wiecznie
Będą po ziemi się poniewierały.


Wesołych Świąt, panie generale!
Przy ruskiej wódce i ruskim kawiorze.
Ja siedząc sama przy świątecznym stole,
Wciąż nasłuchuję, bo o tej to porze


Twoi służalcy mogą drzwi wyłamać,
Mogą opłatek jak życie znieważyć.
To dzięki tobie jestem dzisiaj sama,
Ty dałeś rozkaz zabronić nam marzyć.


Wesołych Świąt, panie generale.
Krew zmyć się nie da, popatrz na swe ręce.
Już nie odejdziesz ty w glorii i chwale,
Lecz pozostaniesz w niejednej piosence.


Wszak prawda a naszym narodzie powraca,
Jak ci esbecy, co drzwi wyważają.
Po ruskiej wódce ma się w Polsce kaca,
A za krwią polską jej obrońcy stoją.


Wesołych Świąt, panie generale
Wesołej śmierci, choć nie będzie chlubna.
Dław się krwią naszą przy świątecznym stole –
Życzą ofiary następnego grudnia.


(BiS Nr 23 24 grudnia 1982 r.
NSZZ "S" Regionu Pomorza Zachodniego)


Wprowadzając przed 29 laty stan wojenny gen. Jaruzelski wydał wojnę własnemu narodowi, by zabezpieczyć wpływy, profity i władzę komunistom, wypełniając przy tym solennie zalecenia swoich mocodawców z Kremla. A wszystko po to, aby stłumić polskie dążenie do wolności. Stan wojenny spowodował – bezpośrednio lub pośrednio – około 100 ofiar śmiertelnych. Zbrodnia ta wciąż czeka na rozliczenie, chociażby w aspekcie moralnym.

darmowy hosting obrazków
Jaruzelski był faktycznym dyktatorem w PRL, pełnił jednocześnie stanowiska: I Sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, premiera i ministra obrony narodowej, szefa Komitetu Obrony Kraju, a od 13 grudnia 1981. szefa Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, czyli junty wojskowej odpowiedzialnej za zamach stanu przeprowadzony w imię imperialnych celów Moskwy, którego celem było zniszczenie 10 milionowego ruchu „Solidarności”.
Dzisiaj, opinia publiczna dysponuje już dokumentami, świadczącymi o służalczej postawie Jaruzelskiego, obalającymi wszelkie mity o mającej ponoć nastąpić interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Polsce. To nie kto inny, tylko sam Jaruzelski, bojąc się determinacji własnego narodu, błagał marszałka Wiktora Kulikowa, cyt.: „Gdyby demonstracje miały ogarnąć cały kraj, to będziecie musieli nam pomóc. My sami nie damy sobie rady z wielomilionowym tłumem”. Słowa te padły, podczas narady przeprowadzonej w jego gabinecie w nocy z 8 na 9 grudnia 1981., na której zapadła ostateczna decyzja o ogłoszeniu stanu wojennego. Na pytanie marszałka Kulikowa: „Czy mogę złożyć meldunek Breżniewowi, że rozpoczynacie realizacje stanu wojennego w Polsce?”, Jaruzelski odpowiedział twierdząco, dodając: „Tak, ale pod warunkiem udzielenia pomocy przez wasze siły”. Prawda zatem o stanie wojennym, jest bardziej niż brutalna, Breżniew nie musiał i nie chciał interweniować w Polsce (z uwagi na ewentualność ogólnoświatowego kryzysu), posiadał wszakże do własnej dyspozycji oddane sobie i wierne „polskie” władze komunistyczne, które były wystarczająco silne i zdeterminowane, by pacyfikować i mordować własny naród.
Nieco statystyki
Przypomnijmy, wprowadzenia stanu wojennego, rozpoczęło się po północy 13 grudnia 1981 r. Jeszcze tej samej nocy internowano ponad trzy tysiące osób, w tym niemal wszystkich członków Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Władze PRL utworzyły 52 ośrodki internowania i wydały decyzje o internowaniu 9736 osób. W czasie stanu wojennego obowiązywała godzina milicyjna, a na ulicach miast pojawiły się wspólne patrole milicji i wojska, czołgi, transportery opancerzone i wozy bojowe. Wprowadzono też oficjalną cenzurę korespondencji i łączności telefonicznej. Władze zmilitaryzowały najważniejsze instytucje i zakłady pracy, kierując do nich komisarzy wojskowych. Ograniczono też działalność Polskiego Radia i Telewizji Polskiej. Zawieszone zostało również wydawanie prasy, z wyjątkiem dwóch gazet ogólnokrajowych ("Trybuny Ludu" i "Żołnierza Wolności") oraz 16 terenowych dzienników partyjnych.

darmowy hosting obrazków
Nie zawahano się, używając sił milicyjnych i wojska do brutalnej pacyfikacji strajkujących zakładów. Wariant siłowy zastosowano w 40 spośród 199 strajkujących w grudniu 1981 r. zakładów pracy. Największe akcje pacyfikacyjne przeprowadzono w Hucie im. Lenina, stoczniach Gdańskiej i Szczecińskiej, Hucie Warszawa, Ursusie, WSK Świdnik, kopalniach Manifest Lipcowy, Wujek, Borynia i Staszic. Najtragiczniejszy przebieg miała akcja w kopalni Wujek, gdzie interweniujący funkcjonariusze ZOMO użyli broni, w wyniku czego zginęło 9 górników, a kilkudziesięciu zostało rannych.
Opór społeczny
Całość tekstu, patrz tutaj.
Stan Wojenny 13 grudnia 1981

Pamiętajmy!

Muzyczny hołd ofiarom stanu wojennego

sobota, 20 listopada 2010

O Formozie w Warszawie

Wystawa „Zanim uderzył GROM” otwarta w Muzeum Wojska Polskiego ukazuje 90-lat historii polskich jednostek specjalnych. Poczesne miejsce w 90-letniej historii polskich komandosów zajmują marynarze z Formozy, jednostki powstałej w 1974 roku, obecnie podlegającej dowódcy wojsk specjalnych. W uroczystości otwarcia wystawy 17 listopada w Warszawie jednym z honorowych gości był komandor rezerwy Józef Rembisz, twórca i pierwszy dowódca Formozy, oraz obecny dowódca Morskiej Jednostki Działań Specjalnych Formoza, kmdr por. Dariusz Wichniarek.

darmowy hosting obrazków
Ekspozycja przedstawia historię polskich jednostek specjalnych począwszy od 1918 roku. Przypomina walki o Lwów i wojnę 1920 roku, czy działania spadochroniarzy w 20-leciu międzywojennym; prezentuje jednostki specjalne na Zachodzie i na Wschodzie, oddziały dywersyjne AK, działania specjalne partyzantki, a także historię jednostek specjalnych po 1945 roku. W części poświęconej ostatniemu 20-leciu są m.in. eksponaty z działań GROM-u, oczywiście jednostki specjalnej Marynarki Wojennej Formoza a także 1. Pułku Specjalnego Komandosów z Lublińca.
Przez rok w muzeum można oglądać zdjęcia, dokumenty, mundury bojowe w różnych kamuflażach, kombinezony i podwodne szkicowniki płetwonurków, odznaki pododdziałów, sprzęt radiowy, broń palną, noże i wyposażenie indywidualne. Wiele z tych elementów koniecznych do wykonania zadania i walki operatorzy, w tym także nurkowie bojowi Formozy, wykonywali własnoręcznie.
Więcej o wystawie w Muzeum Wojska Polskiego, patrz tutaj.
Polecam również krótki film, poświęcony Formozie, patrz poniżej:
MAR/BP Marynarki RP
[Fot. Marynarka Wojenna RP]

czwartek, 11 listopada 2010

O Polskę niepodległą!

Dziewięćdziesiąta druga rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę skłania do refleksji. Zwłaszcza, że wielu w tym media, stara się porównać dwudziestolecie międzywojnia do dwudziestolecia, z jakim mamy do czynienia w Polsce po 1989. Tymczasem, podstawowa różnica miedzy II a III Rzeczpospolitą, wynika z poczucia dumy wolnego narodu, dążącego do upodmiotowienia swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Takiego mocarstwowego myślenia, tak bardzo brakuje nam dzisiaj, kiedy zmuszeni jesteśmy szukać miejsca dla siebie tam, gdzie wskazują je nam silniejsi.

darmowy hosting obrazków
Przypomnijmy zatem, w II Rzeczpospolitej byli różni politycy, zdarzały się też skandale, a nawet korupcja. Dominującym był jednak wzór poświęcenia dla Ojczyzny i wierności imponderabiliom, który emanował z takich postaci, jak m.in.: Józef Piłsudski, Ignacy Paderewski, Roman Dmowski, Władysław Grabski czy Eugeniusz Kwiatkowski. Można się było nie zgadzać z takim czy innym rozumieniem interesu państwa, ale nie można im było zarzucić prywaty.
Niepodległa
Marszałek Piłsudski uważał, że nieważne, z kim się mówi, ważne, by w rozmowach z przedstawicielami innych państw występować jak równy z równym, bo tylko w ten sposób można bronić polskiego interesu narodowego. To poczucie dumy i wartości w II Rzeczpospolitej było głęboko wpojone, stąd brały się wzorce wychowawcze, przekładane na system edukacji, jakże różnej od tej obecnej. Nie sposób pominąć także sukcesów gospodarczych: silna i stabilna waluta, nowoczesna myśl naukowa i techniczna, rozwój własnego przemysłu, powstał m.in. Centralny Okręg Przemysłowy, magistrala węglowa uniezależniająca nas od Niemiec oraz port w Gdyni. A co zbudowaliśmy o własnych siłach przez ostatnie 20 lat?
II Rzeczpospolita powstała w skrajnie gorszych warunkach niż III RP, jej granice Polacy zmuszeni byli wywalczyć sobie sami. Warto sobie uświadomić, że ziemie polskie gospodarczo były bardziej zniszczone po I niż po II wojnie światowej. Wreszcie, musiano te ziemie gospodarczo, infrastrukturalnie i administracyjnie zjednoczyć po trzech systemach zaborczych. Jednak dochód narodowy na głowę był w latach trzydziestych wyższy niż w Hiszpanii, Portugalii czy krajach bałtyckich. To, że dzisiaj nikt – przynajmniej oficjalnie i przynajmniej na razie nie kwestionuje prawa Polaków do własnego państwa, że nie jest to państwo małe, ale średniej wielkości kraj w Europie, jest największym i trwałym osiągnięciem tamtego pokolenia.
Post-PRL
Tymczasem narodziny III Rzeczpospolitej były jedynie, nieudolną próbą reformowania Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, w wyniku koncesjonowanych, zupełnie niedemokratycznych wyborów. Powstały w ten sposób twór państwowy nie miał nic wspólnego z ideałami niepodległościowymi kilku pokoleń Polaków pragnących przywrócenia II RP. Umożliwił za to uwłaszczenie nomenklatury komunistycznej, przywrócił również realny wpływ na władzę: agentom i postkomunistom przefarbowanym w socjaldemokrację.

darmowy hosting obrazków
Czy Polska wybiła się na niepodległość po czerwcowych wyborach 1989 roku? Czy państwo działające w oparciu o konstytuantę pisaną pod dyktando okupanta, w którym 60 proc. miejsc w Sejmie było z nadania komuny - a nie z wyboru, w którym prezydentem zostaje agent sowiecki - odpowiedzialny za śmierć wielu milionów swoich rodaków, mogło być niepodległe? Czy premier rządu pozwalający na niszczenie teczek z archiwów Sb-eckich, który wysyłał brygady antyterrorystyczne przeciwko patriotycznej młodzieży w obronie PZPR, był premierem niepodległego państwa? Wreszcie czy w normalnym, wolnym kraju pozwala się na rozkradanie majątku wypracowywanego przez pokolenia?
Odpowiedź jest oczywista – Polska w 1989 roku była mniej niepodległa od Królestwa Kongresowego (1815-1830). W tamtej Polsce, poza stwarzaniem pozorów, władza utożsamiana z premierem Mazowieckim, a potem także z prezydentem Wałęsą, miała mentalność lokaja, na dowód wystarczy sobie przypomnieć, choćby czas kryzysu związany z puczem Janajewa, kiedy to słano wiernopoddańcze depesze z Warszawy do Moskwy. Tymczasem, rozpadał się Związek Radziecki, kraje bałtyckie z marszu przywracały swój przedwojenny ustrój, Niemcy się jednoczyły, Czechy przeprowadziły uwłaszczenie. Polska pozostawała w tyle.
Wybijanie się na niepodległość
Przypomnijmy, Polska na niepodległość zaczęła się wybijać dopiero w wyniku przeprowadzenia pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych, w wyniku których, w pełni demokratycznie wyłoniony Sejm - powołał rząd Jana Olszewskiego. To właśnie ten rząd podjął wtedy, próbę zbudowania pierwszego po 1939., w pełni suwerennego, sprawiedliwego i sprawnego państwa. To właśnie rząd Jana Olszewskiego w wymiarze politycznym - próbował przeprowadzić dekomunizację, lustrację oraz oczyszczenie struktur państwa z aparatu bezpieczeństwa. W wymiarze gospodarczym starał się przeprowadzić reprywatyzację, wdrożyć w życie idee powszechnego uwłaszczenia. Niestety, rząd ten napotkał zmasowany opór wszystkich tych, którzy byli wierni ustaleniom z Magdalenki. Przypomnijmy, dokonano wtedy swoistego zamachu stanu, a już wkrótce postkomuniści (nie licząc krótkiej przerwy na rządy AWS-UW), przywrócili w Polsce swoje niepodzielne wpływy.

Była jeszcze tylko jedna, niestety nieudana próba wyrwania naszego kraju z tego letargu… Polskie społeczeństwo, zszokowane, oburzone aferami, w tym najgłośniejszą z nich – aferą Rywina, przejrzało na oczy i podjęło decyzję o przeprowadzeniu radykalnych zmian. Większość głosów podczas wyborów w 2005 roku padło na PO i PiS, które w ten czy inny sposób kwestionowały istniejący porządek. Niestety, wkrótce znowu górę wzięła małostkowość naszych dzisiejszych polityków, niezdolnych do stworzenia trwałej i większościowej koalicji, mogącej dokonać zmian w konstytucji, by radykalnie przemodelować nasz ustrój i kraj.
Polecam również krótką retrospekcję filmową poświęconą odzyskaniu niepodległości, patrz poniżej:
Święto Niepodległości Polski-Wiązanka Pieśni Patriotycznych
Mariusz A. Roman
[Fot. Wikipedia]

czwartek, 16 września 2010

Krzyż został zbezczeszczony

- Funkcjonariusze publiczni nie mogą dysponować krzyżami, jak im się podoba. Doszliśmy do momentu, w którym należy przypomnieć słowa kardynała Stefana Wyszyńskiego: Non possumus – powiedział dzisiaj dla portalu Fronda.pl ksiądz Stanisław Małkowski. I trudno się z nim nie zgodzić.

Ks. Stanisław Małkowski: - Decyzja władz mnie nie dziwi. Jest ona konsekwencją ich polityki wobec krzyża i katastrofy smoleńskiej. Niestety, wynika ona również z błędnej postawy części hierarchów. Kilka dni temu Kościół zaapelował o odłączenie krzyża od polityki. Jednak oznacza to również odłączenie polityki od Chrystusa. A tylko on jest w stanie zrobić, by ze zła wynikło dobro. Przecież ludzie modlący się pod Pałacem między innymi właśnie tego chcą. Chcą, by ze zła, jakim była katastrofa smoleńska, wynikło jakieś dobro. I ono się dzieje, np. w postaci budzenia się ludzkich sumień. Jednak to może się dziać tylko mocą Chrystusa. W normalnym ludzkim porządku ze zła wynika tylko zło.
Również dla ludzi niewierzących krzyż jest symbolem miłości Chrystusa, Jego bezinteresownej ofiary.
Sposób, w jaki przeniesiono krzyż, jest jego zbezczeszczeniem. On został przecież poświęcony, obmodlony. Funkcjonariusze publiczni nie mogą dysponować krzyżami, jak im się podoba. To może prowadzić do sytuacji, w której oni będą decydowali, gdzie mogą stać krzyże, a gdzie nie.
Wydaje mi się, że doszliśmy do momentu, w którym należy przypomnieć słowa kardynała Stefana Wyszyńskiego. On mówił, że gdy cesarz siada na ołtarzu należy wzywać: Non possumus.
I rzeczywiście trudno nie zgodzić się z Ks. Małkowskim, że dzisiejszego poranka na Krakowskim Przedmieściu doszło nie tylko do zbezczeszczenia krzyża, ale też jego zawłaszczenia przez coraz bardziej butną i arogancką władzę. Nie liczącą się z odczuciami własnych obywateli.

darmowy hosting obrazków
Byłem pod tym krzyżem wieczorem 13 sierpnia, na kilka godzin przed użyciem siły wobec modlących się pod nim osób. Widziałem setki tych, którzy przychodzili choćby na chwilę jak ja, aby włączyć się w nieustannie trwającą tam modlitwę. Był to wyraz solidarności z tymi, którzy trwali pod tym krzyżem. A jednocześnie było w tym świadectwie coś więcej niż jedynie chęć upominania się o godne upamiętnienie ofiar smoleńskiej tragedii z 10 kwietnia br. Większość z przybywających tam osób poczuła się w obowiązku do zamanifestowania: swoich uczuć religijnych, swojego sprzeciwu wobec spychania wiary do katakumb.
Przecież krzyż: poświęcony, obmodlony i postawiony w sferze publicznej, staje się własnością wszystkich wiernych. Niewyobrażalnym byłoby zabrać, a nawet tylko przenieść jakikolwiek inny przydrożny krzyż lub kapliczkę wiejską, w czasie gdy ktoś przy niej się modli. Niestety, doszło do tego - w samym sercu Polski, na Krakowskim Przedmieściu.
Wcześniej przygotowano grunt do tego incydentu w wyniku manipulacji, przekłamań oraz prowokacji. Codziennie, za przyzwoleniem władz, dochodziło tam bowiem do gorszących scen: naigrywania się z uczuć religijnych oraz profanowania w mowie i uczynkach symboliki katolickiej.
Sam widziałem, właśnie 13 sierpnia wieczorem, pijaną garstkę rozwydrzonej młodzieży, dumnie noszącej na koszulkach znak szatana (pentagram), która wznosiła bluźniercze okrzyki. Dla dodania sobie animuszu w małych grupkach co chwilę udawała się do baru „Przekąski, zakąski”, aby spożywać po przeciwległej stronnie Krakowskiego Przedmieścia – alkohol.
To właśnie nimi interesowały się media, to ich filmowano i przedstawiano jako światłych humanistów walczących o neutralne światopoglądowo i świeckie państwo. Tyle, że wznoszone przez nich hasła w rodzaju: „Chcemy Barabasza”, „odebrać krzyż Zygmuntowi Wazie”, oraz rzucane obelgi w kierunku modlących się – nie można nazwać neutralnymi!
I to właśnie takich sojuszników dla realizacji doraźnego planu usunięcia krzyża spod Pałacu Namiestnikowskiego znalazła obecna władza. Jednocześnie, kilkakrotnie wysyłając organa porządkowe przeciwko spokojnie trwającym w modlitwie: „obrońców krzyża”. Do czego to wszystko może prowadzić? Odpowiedzi proponuje poszukać w lekturze Apokalipsy Św. Jana…
Polecam również film Fronda TV pt. „Krzyżowcy spod pałacu”, patrz poniżej:


Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]

wtorek, 7 września 2010

Armia Klicha nie obroni Polski

W dzisiejszym „Naszym Dzienniku” ukazał się wywiad z prof. KUL dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, byłym ministrem oraz wiceministrem obrony narodowej, pod jakże wymownym tytułem: „Armia Klicha nie obroni Polski”. Poruszony w nim został beznadziejny stan Wojska Polskiego, a zwłaszcza polskich sił powietrznych. Obszerne fragmenty wywiadu przedstawiam poniżej:

darmowy hosting obrazków
Jak ocenia Pan wyposażenie naszych Sił Powietrznych?
- Mamy w Polsce 48 nowoczesnych samolotów F-16. Będą jednak one zdolne do wykonywania zadań bojowych, zdaje się, dopiero w 2018 roku. Ponadto na uzbrojeniu znajduje się jeszcze 31 myśliwców Mig-29 (będą wycofane do 2025 roku) i 44 stare szturmowce Su-22, przewidziane na złom za sześć lat. Wkrótce w ogóle nie będzie jednak odrzutowych samolotów szkoleniowych, ponieważ iskry (54 maszyny) znikną z Dęblina w przyszłym roku. Stosunkowo liczne jest natomiast lotnictwo transportowe: 11 nowych samolotów CASA (plus 1 zamówiony), 3 używane amerykańskie C-130 Hercules (łącznie będzie ich 5) i 17 samolotów bryza (zamówiono dodatkowo 12). Będziemy mieli malejącą z czasem liczbę samolotów bojowych, żadnych do szkolenia pilotów i pokaźną flotę do transportowania żołnierzy.
Na szkolenia dla pilotów i paliwo brakuje pieniędzy...
- W tej kwestii w 2009 roku pojawił się meldunek generała Anatola Czabana, ówczesnego szefa Szkolenia Sił Powietrznych. Pisał on, że w 2008 roku nie udało się zrealizować żadnego z zadań szkoleniowych w Siłach Powietrznych, a na rok 2009 w lotnictwie brakowało ponad 50 proc. paliwa. Sądzę, że wystarczającym komentarzem w tej kwestii jest odejście ze służby p.o. szefa lotnictwa - gen. Krzysztofa Załęskiego, który według nieoficjalnych doniesień uznał, że nie ma wpływu na system szkolenia pilotów i planowanie lotów.
Obserwujemy, że nie lepiej jest w pozostałych rodzajach sił zbrojnych, o czym świadczą chociażby odejścia ze służby kolejnych generałów.
- To prawda. Dymisji było sporo. Pamiętamy spektakularne odejście dowódcy Wojsk Lądowych - gen. Waldemara Skrzypczaka. Wymowna jest także niedawna dymisja gen. Wiesława Michnowicza, który od lipca ubiegłego roku stał na czele Zarządu Szkolenia P-7 Sztabu Generalnego WP. Dymisję złożył na dwa lata przed końcem swojej kadencji. Generał Michnowicz odpowiadał za szkolenie polskiej armii. Zrezygnował ze stanowiska, bo nie było pieniędzy na to, za co odpowiadał jako szef P-7. Mówienie w tej sytuacji o profesjonalizacji armii jest ponurym żartem.

darmowy hosting obrazków
Jak z perspektywy czasu ocenia Pan zakup F-16?
- Współczesny samolot bojowy to bardzo droga broń. Trzeba dobrze zastanowić się przy podejmowaniu decyzji. Polska kupiła F-16, który jest samolotem tzw. IV generacji. Obecnie w lotnictwie następuje jednak zmiana generacyjna uzbrojenia. Kłopot mamy taki, że w innych armiach zaczną wkrótce wchodzić na uzbrojenie samoloty V generacji (F-35). Polska z racji braków finansowych nie ma pieniędzy na zakup najnowszych aparatów, a więc za kilka lat ponownie będziemy mieli przestarzałe samoloty. Chyba nie potrzeba w tym miejscu dodatkowego komentarza.
Inny problem stanowią przyszłe remonty tych samolotów, ponieważ Amerykanie nie zgodzili się, aby F-16 remontowały inne kraje, które za tą samą usługę żądają kilka razy mniej pieniędzy.
- W 2007 roku pojawiły się doniesienia prasowe o sfinalizowaniu rozmów z Amerykanami w sprawie uruchomienia w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 2 w Bydgoszczy centrum serwisowego samolotów F-16. Okazuje się, iż wielokrotnie powtarzane oczekiwanie wykorzystania WZL-2 do wsparcia eksploatacji F-16 w Siłach Powietrznych RP, sygnalizowane co najmniej od 2004 roku, pozostaje tylko możliwością. Zapowiadanego centrum ciągle nie ma. Nie mogę też zrozumieć, dlaczego nie możemy obsługiwać naszych "efów" tak, jak chcemy.
Prezydent Bronisław Komorowski podczas wizyty w Łasku w ubiegłą sobotę powiedział, że F-16 będą u nas używane w 2016 roku i pozostaną w eksploatacji do przynajmniej roku 2030.
- Samoloty Mig-29 będą na uzbrojeniu do 2025 roku, a F-16, według prezydenta Komorowskiego, tylko pięć lat dłużej. Rodzi się więc wątpliwość, po co w 2002 roku kupiono nowe samoloty. Dla tych pięciu lat? Jakimi samolotami będą latali nasi piloci po roku 2030? Dziesięć lat temu przekonywałem, aby Polska włączyła się do amerykańskiego programu JSF samolotu V generacji, jak to zrobiły inne państwa NATO. Zamierzałem pożyczyć dwie-trzy eskadry używanych F-16, przeszkolić pilotów i zbudować infrastrukturę pod amerykański sprzęt. Polska po kilku latach kupiłaby samoloty V generacji i to byłby już F-35. Dzięki takiemu działaniu mielibyśmy czas na przygotowanie ludzi i logistyki i - co równie ważne - mielibyśmy najnowocześniejsze samoloty. Niestety, premier Jerzy Buzek odrzucił moje propozycje, wskazując, że odłożenie zakupu w czasie pozbawi rząd AWS korzyści offsetowych.

darmowy hosting obrazków
Statki powietrzne są na uzbrojeniu nie tylko Sił Powietrznych.
- Swoje lotnictwo mają Wojska Lądowe i Marynarka Wojenna. W działaniach lądowych ważną bojową rolę odgrywają śmigłowce, które w przypadku Sił Powietrznych pełnią funkcje pomocnicze. Polskie siły zbrojne posiadają około 240 śmigłowców. Tylko część z nich jest względnie nowa (PZL W-3 Sokół, PZL SW-4). Większość pochodzi z lat 1975-1989. Stąd ich niska sprawność, wynosząca zaledwie 47 proc. stanu (dane z 2008 roku). Do tego wojska lądowe nie mają nowoczesnego śmigłowca uderzeniowego. W tej kategorii mamy tylko 35 ponad 20-letnich Mi-24. Sztab Generalny WP wskazywał na konieczność zakupu 150-156 śmigłowców. MON deklarowało, że ma środki na 51 maszyn. W październiku ubiegłego roku minister Bogdan Klich zapowiedział, że w latach 2013-2018 kupi 26 śmigłowców. Nie było wśród nich śmigłowców uderzeniowych. Teraz, gdy rząd zamierza obniżyć procent PKB na obronę, wątpię, aby nawet ten okrojony projekt śmigłowcowy został zrealizowany.
A w jakim stanie znajduje się lotnictwo Marynarki Wojennej?
- Lotnictwo morskie posiada 11 samolotów i 17 śmigłowców przeznaczonych do wykonywania zadań rozpoznawczych i ratowniczych. Ma też 15 śmigłowców do zwalczania okrętów podwodnych (jedenaście z nich to Mi-14 z połowy lat 70. ubiegłego wieku). Po wycofaniu myśliwców Mig-21 marynarka nie ma ani jednego samolotu bojowego. Nie wiem więc, jakie samoloty mają wykonywać zadania bojowe nad Bałtykiem.
Jakie znaczenie ma silne lotnictwo dla bezpieczeństwa Polski?
- Zagrożenia militarne bezpieczeństwa państwa mogą pojawić się na lądzie, morzu i w powietrzu. Przyjmujemy, że w obecnym położeniu geopolitycznym Polsce nie grozi napaść na lądzie. Ponadto w razie takiej napaści agresor musi wcześniej dokonać mobilizacji sił i skoncentrować jednostki w rejonach wyjściowych do ataku. Takie działania przy obecnych środkach rozpoznania trudno jest ukryć. Teoretycznie powinniśmy mieć czas, aby przygotować obronę kraju. Inaczej jest w przypadku ataku z powietrza lub morza. Samolotów, rakiet oraz okrętów można użyć z zaskoczenia. Polska, chcąc zapewnić sobie bezpieczeństwo, musi więc dbać o obronę swojej przestrzeni powietrznej i morskiej. Tymczasem Siły Powietrzne mogą takie zadania wypełnić w stopniu ograniczonym, natomiast stan obrony przeciwlotniczej kraju i Marynarki Wojennej jest katastrofalny.
Minister Bogdan Klich w czasie uroczystości objęcia zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi przez prezydenta Komorowskiego powiedział, że przekazuje dobre wojsko. Prezydent nie jest w tym względzie szczególnie wymagający, jako minister obrony zapewniał, że "polski pilot poleci na wrotach od stodoły".
- Oceniając lotnictwo, widać, że obrona polskiego nieba nie jest według MON zadaniem najważniejszym. Szef ministerstwa obrony chełpi się, że w krótkim czasie stworzył "profesjonalną" armię zawodową. Ta armia, według norm taktycznych, będzie w stanie obronić 1 procent powierzchni kraju. Tragicznym obrazem stanu bezpieczeństwa kraju jest organizacja i wykonanie lotu do Smoleńska 10 kwietnia br. Państwo polskie nie potrafiło zadbać o bezpieczeństwo prezydenta RP i najwyższych dowódców wojskowych. Nie wydaje mi się, aby to wszystko upoważniało kogokolwiek do odczuwania dumy.
Całość wywiadu, patrz tutaj.
MAR/naszdziennik.pl
[Fot. Archiwum własne]

piątek, 16 lipca 2010

Nie musi przepraszać za „Bolka”

Spółka Arcana, czyli wydawca książki "Lech Wałęsa. Idea i historia" autorstwa Pawła Zyzaka, nie jest winna naruszenia dóbr Anny Domańskiej, córki byłego prezydenta - orzekł wczoraj Sąd Apelacyjny w Krakowie. Tym samym zmienił on wyrok sądu pierwszej instancji.

darmowy hosting obrazków
Sąd pierwszej instancji nakazał wydawcy przeproszenie córki Wałęsy na całej stronie ogólnopolskiego wydania „Gazety Wyborczej” w ciągu miesiąca po uprawomocnieniu się wyroku, usunięcie wpisów w kalendarium w przyszłych wydaniach książki oraz wpłatę 5 tys. zł na rzecz Fundacji „Sprawni Inaczej” w Gdańsku.
Sąd apelacyjny zmienił zaskarżony wyrok sądu pierwszej instancji, który częściowo uznał powództwo i stwierdził, że do naruszenia dóbr Anny Domańskiej doszło poprzez wpisy w kalendarium książki dat o zarejestrowaniu i wyrejestrowaniu Lecha Wałęsy, jako TW SB – wbrew wyrokowi sądu lustracyjnego, o którym nie napisano w książce.
Sąd apelacyjny podkreślał w ustnym uzasadnieniu, że wczorajsze orzeczenie nie odnosi się do całej książki Pawła Zyzaka, lecz jedynie do sentencji sądu pierwszej instancji.
Sąd drugiej instancji obciążył również Annę Domińską, która uważa, że książka obraża jej uczucia miłości do ojca i godności osobistej, kosztami postępowania sądowego w wysokości 4,5 tys. złotych. Wyrok został uzasadniony tym, iż "w ramach wolności słowa i wolności publikowania wyników swoich badań Paweł Zyzak mógł napisać w swojej książce, że Lech Wałęsa był zarejestrowany jako współpracownik SB, a po jakimś czasie został wyrejestrowany, jednocześnie musiał też zamieścić informację o wyroku sądu lustracyjnego oczyszczającego go z tych zarzutów". Według sądu, nie wykazano jednak, że książka narusza dobra osobiste Domańskiej. Tymczasem Anna Domańska nie pojawiła się na żadnej rozprawie i nie była przesłuchiwana przez sąd.
MAR

środa, 23 czerwca 2010

Z biografią Walentynowicz po Polsce

Wydawnictwo Zysk i S-ka wspólnie z klubami „Gazety Polskiej” zorganizowało serię spotkań promujących fascynującą biografię Anny Walentynowicz autorstwa dr Sławomira Cenckiewicza pt. „Anna Solidarność”. Odbyły się one już w Poznaniu, Węgrowie i Olsztynie. W najbliższy czwartek czytelnicy mają okazję spotkać się z autorem w Gdańsku, a w piątek w Słupsku.
To przez Annę Walentynowicz powstała „Solidarność”. To właśnie dla niej w 1980 roku stanęła Stocznia Gdańska. Kiedy po trzech dniach Komitet Strajkowy zakończył strajk, Walentynowicz miała odwagę powstrzymać robotników, którzy opuszczali stocznię. To ta akcja, ten straceńczy czyn prostej robotnicy stał się czynnikiem decydującym o losach Sierpnia ’80 i najnowszej historii Polski.


darmowy hosting obrazków
Czytaj również na moim portalu tekst pt. „Promocja Anny Solidarność”, patrz tutaj.
Najbliższe spotkania z dr Sławomirem Cenckiewiczem, autorem biografii pt. „Anna Solidarność. Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki (1929-2010)” odbędą się:
GDAŃSK
Czwartek, 24 czerwca br., godz. 17.30, Dom Technika NOT, Sala A, ul. Rajska 6
Moderator: Piotr Semka
SŁUPSK
Piątek, 25 czerwca br, godz. 17.00, Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana, ul. I.J. Paderewskiego 9
Moderator: Robert Kujawski
KIELCE
Wtorek, 29 czerwca br., godz. 18.00, Aula Wyższej Szkoły Umiejętności im. Stanisława Staszica, ul. Wesoła 52
Moderator: Jerzy Kenig
WROCŁAW
Środa, 30 czerwca br., godz. 17.30, Papieski Wydział Teologiczny, Aula, pl. Katedralny 1
Moderator: prof. dr hab. inż. Ireneusz Jóźwiak
PIŁA
Piątek, 2 lipca br., godz. 19.00, Sala Św. Jana Bosko przy Parafii Św. Rodziny, ul. Św. Jana Bosko 1. Promocja „Anny Solidarność” stanie się jednocześnie inauguracją działalności Pilskiego Klubu „Gazety Polskiej”.
Moderator ks. Jarosław Wąsowicz (SDB)
ŁÓDŹ
Czwartek, 8 lipca, godz. 18.00, Księgarnia Wojskowa im. gen. Gorta-Roweckiego, ul. Tuwima 34
Moderator Józef Śreniowski
Najnowsza książka Sławomira Cenckiewicza, dostępna jest również w Internecie, patrz tutaj.
[Fot. Archiwum]

poniedziałek, 31 maja 2010

Sprawa „Projektu Łódź”

Fundacja „Projekt Łódź", powołana została przez grupę młodzieży akademickiej i środowiska byłej opozycji demokratycznej, od 2005 roku działa na rzecz ożywienia społecznej i gospodarczej aktywności obywateli Łodzi. Przed tygodniem Łodzią wstrząsnęła wiadomość o licznych zatrzymaniach działaczy z „PŁ” przez ABW.

darmowy hosting obrazków
Sprawa jest, co najmniej dziwna, Centrum im. Adama Smitha, pisze wprost o nielegalnym użyciu ABW, w swoim oświadczeniu, jakże wymownie zatytułowanym - „Łukaszenkizacja Rzeczypospolitej”, patrz tutaj.
Zastanawiającym jest, że do zatrzymania ludzi o nieposzlakowanej opinii społecznej, wcześniej niekaralnych, prowadzących działalność społeczną i samorządową, angażowany jest aparat mający dbać o bezpieczeństwo państwa i to akurat na kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi.
Traktowani są jak pospolici przestępcy i nie brane są pod uwagę ich dotychczasowe zasługi życiowe. Bulwersuje zwłaszcza nie zastosowanie środka zapobiegawczego wobec Sebastiana Rybarczyka (osoby nie karanej nigdy wcześniej, prowadzącej w latach 80-tych działalność niepodległościową, związanej na początku lat 90 z polskim wywiadem), na którego nałożono trzymiesięczną sankcję prokuratorską i osadzono w areszcie.
Czytaj również oświadczenie Projektu Łódź w tej sprawie, patrz tutaj.
Sprawa prowokuje do wysnucia pewnej analogii pomiędzy tym, jak podobne sytuacje traktowano w II RP i jak są traktowane w post-PRL, zwanym inaczej III RP.
II Rzeczpospolita
Sergiusz Piasecki, agent II Oddziału działający w Rosji Sowieckiej (patrz: „Bogom Nocy Równi”), wcześniej przemytnik działający na pograniczu polsko-sowieckim (patrz: „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”), człowiek walczący o Niepodległą, o którym ta potem nieco zapomniała (patrz: „Żywot Człowieka Rozbrojonego”), popełnił błąd w życiu..., ze zgryzoty i opuszczenia odreagował i dokonał rozboju z bronią w ręku - dostał za to wyrok śmierci.
Jednak wtedy odkryto-przypomniano, że przecież był agentem II. Pracował, ryzykował życiem dla Polski... Jak skazać na śmierć bohatera? W II RP to nie przeszło, został ułaskawiony i skazany na ciężkie więzienie w Świętym Krzyżu. W tym więzieniu, pomimo, że w Jego rodzinnym domu mówiono po rosyjsku, a sam Piasecki chodził do rosyjskich szkół, to jednak ujawnił się w nim wprost niesamowity talent pisarski. Na skrawkach gazet powstaje rękopis – „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”, pisany po polsku, najlepszą z możliwych polszczyzn, chociaż sam Piasecki był samoukiem.
Napisana w ciężkim więzieniu powieść okazuje się hitem literackim, kilkakrotnie wydawana - wzbudza sensację. Polscy literaci wstawiają się za Piaseckim (zwłaszcza Wańkowicz) i w 1936 roku Piasecki wychodzi na wolność. Jest jednym z najbardziej poczytnych pisarzy nie tylko okresu międzywojennego, ale jest wciąż poczytny – jeszcze do dzisiaj...
Jego bohaterskie wyczyny na Wileńszczyźnie podczas okupacji to już inna historia... nie mająca istotnego dla sprawy wydźwięku, może tylko ten, że Piasecki swój błąd, najpiękniej jak mógł – odpokutował – dla Polski.
O Sergiuszu Piaseckim, można przeczytać więcej, patrz tutaj.
Post-PRL, nazywany III RP
Sebastian Rybarczyk, jeden z działaczy niepodległościowych, przyjaciel wielu z nas. Przeszliśmy z nim w drugiej połowie lat 80 niejedno. Na początku lat 90-tych pracuje w wywiadzie, jeździ pod przykrywką korespondenta wojennego m.in. na Kaukaz, jest w Wilnie, gdy sowieci strzelają pod wieżą telewizyjną, a potem w obleganym parlamencie litewskim. Wielokrotnie pewnie ryzykował własnym życiem – dla Polski, dla sprawy. Po latach (jeszcze niedawno), najczęściej można spotkać go w szpitalu, ma pewną dolegliwość, na którą nie ma póki co skutecznego lekarstwa.

darmowy hosting obrazków
Dzisiaj, tzn. przed tygodniem, jak donoszą media, dostał trzymiesięczną sankcję i osadzono go w areszcie, ale po kilku dniach przeniesiono do więziennego szpitala. Zatrzymano 7 czy 8 osób, wszystkich wypuszczono (najczęściej za poręczeniem majątkowym). Sebastiana zatrzymano, gdyż jak donoszą media, jest: „głównym podejrzanym”, „szefem grupy przestępczej”. A zarzuty: ktoś przywłaszczył sobie 500 PLN, kogoś, ponoć fikcyjnie zatrudniono... Ale ABW zatrzymało grupę działaczy z Projektu Łódź i to akurat przed wyborami samorządowymi. Przypadek? Dawno przestałem wierzyć w przypadki...
Wszystko to dzieje się w tym samym czasie, kiedy prawdziwi bandyci mający polską krew na rękach - opływają w luksusy, korzystają z prominenckich emerytur, próbują kreować się na przywódców bezkrwawej rewolucji. Wożeni są rządowymi samolotami na ogólnoświatowe uroczystości. Chyba wiecie, o kim piszę, nie trzeba wymieniać ich nazwisk.
Zamknięto jednego z cichych, bezimiennych, tak licznych bohaterów stanu wojennego, a mordercy Księdza Jerzego od dawna są na wolności. Sądy debatują czy Jaruzelski złamał prawo PRL, czy też nie – wprowadzając stan wojenny. Nikt nie zastanawia się nad tym, co warte było prawa okupacyjnego państwa. Nikt nie zrobi prostej analogii, nie porówna PRL do Generalnego Gubernatorstwa, bo wtedy by nie zastanawiano się nad tym, czy Jaruzelski złamał prawo PRL, czy też nie... Nie było by programów publicystycznych napastliwie oceniających film odsłaniający prawdziwe oblicze Jaruzelskiego.
Sebastian Rybarczyk dostał trzymiesięczna sankcję prokuratorską. „Szef grupy przestępczej”, właściciel dwupokojowego mieszkania w Łodzi i samochodu kupionego na kredyt zostawił żonę i córkę na pastwę bezlitosnej gawiedzi. Nikt nie pamięta, co zrobił wcześniej dla Polski. Przyjaciele najczęściej milczą, chowają głowę w piasek... Co zrobimy MY – dawni działacze FMW, NZS, PPN, SW, LDPN - z którymi współpracował Sebastian?
Krótka notatka biograficzna Sebastiana Rybarczyka, patrz tutaj.
Roman Kluska o nieuzasadnionych aresztowaniach, patrz poniżej:

Robert Gwiazdowski o nieuzasadnionych aresztowaniach, patrz poniżej:

Lech Jeziorny o nieuzasadnionych aresztowaniach, patrz poniżej:

Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]