Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 grudnia 2015

O restytucję Rzeczypospolitej

Tyle wrzawy, tyle zgiełku i haseł z trybuny sejmowej w dniu wczorajszym – tylko po to, aby nam obywatelom Rzeczypospolitej zamącić w głowach. Mądre głowy deliberują dzisiaj o „zamachu na demokrację”, tymczasem to te same „mądre głowy” uczestniczą od 26 lat w przepoczwarzaniu PRL-u, któremu wciąż daleko do ciągłości prawnej z Rzeczpospolitą, która co prawda utraciła swoje terytorium w 1939, ale nigdy nie zrzekła się i nie przekazała swojej suwerennej władzy.



Najpierw Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego sami biorą udział w procesie uchwalania sprzecznego z konstytucją prawa, a potem orzekają w sprawie zgodności uchwały z prawem. Przewodniczący TK uczestnicząc w legislacji bezprawia - całkowicie skompromitował tą instytucję. Można by mnożyć przykłady, uważam – że najlepiej ujął ten proceder Kornel Morawiecki w swojej dzisiejszej telewizyjnej wypowiedzi, cyt.: „to tak jakby najpierw ukraść, a potem krzyczeć łapać złodzieja”. Nic dodać, nic ująć.

A wszystko dlatego, że od 1989 roku zamiast wzorem chociażby postsowieckiej Litwy - restytuować II RP, narzucono nam jedynie przemodelowanie okupacyjnego tworu jakim była PRL, w ramach układów bardziej oficjalnych przy tzw. „okrągłym stole” oraz tych mniej oficjalnych prowadzonych w Magdalence. Przez następne lata w wyniku tych „porozumień” obowiązywała w Polsce wciąż poprawiana konstytucja stalinowska, a od 1997 roku z inicjatywy, o ironio prezydenta postkomunisty, obowiązuje przegłosowana w referendum obecna konstytucja, którą jak możemy się obecnie przekonać, mają w głębokim poważaniu, także jej twórcy.

O konsekwencjach porozumień z Magdalenki powiedziano i napisano już tak wiele, że nie chcąc się powtarzać, wspomnę jedynie o aspekcie emocjonalnie najważniejszym dla mnie, a mianowicie braku przywiązania do idei suwerenności państwa przez współczesne elity w Polsce. W konsekwencji podległość Sowietom do 1989 roku zastąpiono wasalstwem na rzecz Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Niemiec i w zależności od okoliczności – kogo tam jeszcze?

Ci, którzy odpowiadają za ten stan rzeczy, w tym m.in.: za bezkarność komunistycznych oprawców i sowieckiej agentury, dzisiaj krzyczą z mównicy sejmowej „precz z komuną” – to prawdziwy chichot historii jaką zafundowały nam łże elity i massmedia z nimi związane. Czy naprawdę musiało dojść aż do tego? Czy ogłupianie narodu musiało trwać niespełna 26 lat? Można by mnożyć stawianie pytań retorycznych… A przecież wszystko mogło odbyć się inaczej.

Wystarczyło, nie dać się zmanipulować i nie lecieć na lep bezpieki, nie siadać z nimi do stołu. Poczekać, aż system komunistyczny i tak wreszcie się zawali, przesłanek do tego w 1989 roku było aż nadto. Nie tworzyć ostatniego rządu PRL z Mazowieckim na czele, ale strajkować, kontestować, bojkotować i przede wszystkim z komunistami nie rozmawiać, aby ich nie legitymizować. Zresztą do rozmów tych zasiedli w większości jedynie Ci, którzy byli przez system agenturalnie prowadzeni i przygotowywani do tej roli przez lata lub ludzie naiwni, którzy dali się przez tych pierwszych zwieźć. Dla świata, któremu było to jak najbardziej wygodne, to wystarczyło…

O ileż lepszą Polakom zapewniono by przyszłość doprowadzając do powrotu z wychodźtwa suwerennych władz Rzeczpospolitej z Prezydentem Ryszardem Kaczorowskim na czele. W sposób jednoznaczny dalibyśmy wtedy światu do zrozumienia, że w Polsce wojna skończyła się dopiero w 1989 roku, a wszelkie zobowiązania PRL-u są po prostu niebyłe, gdyż PRL był formą władzy okupacyjnej eksploatującej naród na rzecz obcej nam dominacji sowieckiej. Dysponując tak wielu surowcami, tanią siłą roboczą i energią bylibyśmy bezkonkurencyjni w Europie, a mając tak przedsiębiorczych obywateli – po prostu tą Europę byśmy zdominowali mając dostęp do technologii.

Do tego jednak potrzebny był powrót legalny władz Rzeczpospolitej do Kraju, gdzie zgodnie z konstytucją kwietniową Prezydent miałby 3 miesiące na rozpisanie prawdziwie wolnych wyborów do parlamentu. A parlament z mocy tejże samej konstytucji na swoim pierwszym posiedzeniu zobligowany był do podjęcia prac nad nowelizacją jedynej legalnej w 1989 konstytucji, jaką była konstytucja kwietniowa. Jaka inna polska konstytucja, (ba, żadna z innych uchwalonych na świecie) przewidywała tak precyzyjnie i umożliwiała trwanie ciągłości suwerennej władzy podczas wojny w której agresorzy pozbawiali naród terytorium. Przodkowie nas nie zawiedli, czy jako naród zdaliśmy egzamin przed 26 laty – to już inna sprawa.

Niestety, wmówiono nam wtedy i wmawia się nam do dzisiaj, że nie można było inaczej, że inaczej to byłaby powtórka z Rumunii itp. Tymczasem, to właśnie w Polsce w tymże 1989 roku ginęli polscy księżą: Niedzielak, Suchowolec i Zych, a z jeziorka w Kętrzynie wyłowiono ciało Roberta Możejki, działacza Federacji Młodzieży Walczącej. Służba Bezpieczeństwa miała się jak najlepiej i z równą zaciekłością dla nowego premiera infiltrowała tych, którzy trwali w opozycji do „okrągłego stołu”. W następnych latach z zaciekłą brutalnością traktowano tych, którzy próbowali nie dopuścić do palenia akt w budynkach PZPR. Potem była „gruba kreska”, uwłaszczenie komunistów kosztem narodu, nocna zmiana blokująca proces dekomunizacji i lustracji, aż wreszcie nazwanie Jaruzelskiego – „człowiekiem honoru”, od którego Michnik kazał się nam odpie…

Dlatego dzisiaj kiedy Prezydent Andrzej Duda zachęca nas do budowania wspólnoty narodowej, kiedy wybory wygrywają ugrupowania (PiS, Kukiz 2015), które wprost w swoich programach odwołują się do zapisów brzmiących jednoznacznie z tymi zawartymi w konstytucji kwietniowej, należałoby wreszcie zarzucić politykę półśrodków i pomyśleć o autentycznej restytucji Rzeczpospolitej, przywracając nam ciągłość prawną z II RP.

Mariusz A. Roman

piątek, 27 stycznia 2012

Walcząc o akta

28 stycznia 1990 r. po Mszy św. w kościele św. Brygidy w Gdańsku doszło do spontanicznej manifestacji. Po krótkich przemówieniach liderów Federacji Młodzieży Walczącej uformował się pochód, który ruszył pod Komitet Wojewódzki PZPR. Do budynku weszli manifestanci i opanowali go w celu zapobieżenia niszczeniu dokumentów, o czym w tym czasie krążyło w Gdańsku wiele plotek.
darmowy hosting obrazków
Chociaż sam uczestniczyłem w tym wydarzeniu, powiem więcej byłem jednym z jego inicjatorów i prowodyrów, to jednak z czasem pamięć jest coraz bardziej ulotna. Dlatego najbardziej obiektywnym opisem będą chyba urywki z prasy wychodzącej w tamtych dniach. Polecam również fragmenty materiału filmowego wyemitowanego przed dwoma laty na rocznicowej konferencji, przedstawiającego okupację budynku KW PZPR w Gdańsku, patrz tutaj.
W gmachu KW
Niemal od razu po wejściu do gmachu KW PZPR wszystkie informacje o zaawansowanym procesie likwidacji dokumentacji partyjnej się potwierdziły. W kotłowni znaleziono hałdy zmielonych oraz dopalających się akt PZPR. Okazało się, że na ostatnim piętrze „urzędują” zabarykadowani działacze KW, którzy przez komin wrzucali przeznaczone do „wybrakowania” dokumenty, a te, po dotarciu do kotłowni mielono w specjalnej maszynie i palono w piecu. Ten żałosny widok jeszcze bardziej zradykalizował nastroje wśród federacyjnej młodzieży. Jeden z worków wystawiono na zewnątrz budynku. „Niech ludzie zobaczą, jak partia zaciera ślady” – mówiono. (Patrz: B. Madajczyk-Krasowska, J. Fetor, Młodzież z partią się rozlicza, „Tygodnik Gdański”, 4 lutego 1990).
Obiekt został zabezpieczony przez Komitet Okupacyjny, do którego weszli przedstawiciele kilku organizacji: FMW, PPN, Niepodległościowej Partii „Solidarność” oraz KPN i SW. Powołano służby porządkowe mające zabezpieczyć mienie społeczne. Nawet PZPR-owski „Głos Wybrzeża” napisał później, że: „demonstranci zachowali dyscyplinę i powstrzymali się od wszelkich aktów wandalizmu. Klucze do wszystkich pomieszczeń zapakowano do worka i schowano. Na korytarzach stały warty, które nie dopuszczały innych osób powyżej pierwszego piętra”. W międzyczasie do budynku przyjechał ówczesny prezydent Gdańska Jerzym Pasiński, który powołując się na naciski ze strony rządu (wymieniał zwłaszcza ministrów Aleksandra Halla i Jacka Ambroziaka) próbował wynegocjować pokojowe opuszczenie gmachu PZPR (Patrz: C. Mączka, Niespokojna noc. Odbicie budynku KW PZPR, „Głos Wybrzeża”, 29 I 1990).
darmowy hosting obrazków
Wieczorem, po wielogodzinnych negocjacjach z młodzieżą okupującą budynek KW, a po telefonicznym skontaktowaniu się z rządem, prezydent Pasiński zakomunikował decyzję premiera Mazowieckiego: jeśli w ciągu godziny budynek nie zostanie oddany w ręce władz, to zostanie on siłą odbity przez jednostki MO. Około godziny 23-tej do budynku wtargnęło OPMO i wspierająca je brygada antyterrorystyczna komandosów uzbrojona w topory, kastety, bagnety i broń maszynową. (Patrz: C. Mączka, Niespokojna noc. Odbicie budynku KW PZPR, „Głos Wybrzeża”, 29 I 1990). Po kilkunastu minutach budynek wrócił do rąk byłych członków PZPR, a na zewnątrz doszło do spontanicznej manifestacji, która w okolicach Dworca Głównego PKP została szybko rozpędzona przez milicję. W wydanym nazajutrz wspólnym oświadczeniu FMW, PPN i NPS czytamy:
„Rząd Mazowieckiego wydając podobny rozkaz [odbicia budynku PZPR – przyp. autora] stanął przeciwko dążeniom własnego narodu, przedkładając obronę partykularnych interesów przestępczej partii ponad oczywiste dobro społeczne. Dzięki interwencji sytuacja »unormowała się« a kominy dalej dymią nad KW i innymi obiektami. Protestujemy przeciwko szkalowaniu okupujących przez część tendencyj¬nie nastawionych środków masowego przekazu”.
Krótka relacja uczestnika
Pod koniec lat 80-tych dojrzewało pokolenie, które nie przyjmowało do wiadomości, że z czerwonymi można uprawiać jakikolwiek dialog. „Dość paktów z czerwonymi” to było hasło noszone na gdyńskim transparencie FMW. Nie akceptowaliśmy idei okrągłego stołu oraz porozumienia z komunistami. Byliśmy wtedy wierni rządowi polskiemu na uchodźstwie i wspólnie z SW oraz Polską Partią Niepodległościową zorganizowaliśmy w Trójmieście bojkot koncesjonowanych wyborów. Bardzo wymownym akordem było zajęcie w styczniu 1990 r. budynku KW PZPR w Gdańsku, w wyniku którego ujawniliśmy fakt niszczenia partyjnych archiwów. Po kilkugodzinnej okupacji budynku, zostaliśmy jednak rozpędzeni na polecenie rządu Mazowieckiego przez jednostki MO i antyterrorystów.
darmowy hosting obrazków
W tydzień później, do naszych adwersarzy dołączył także Lech Wałęsa, który zarzucał nam działanie na szkodę kraju. Po mszy, w kościele św. Brygidy (4 lutego 1990 roku), na dziedzińcu przed budynkiem parafialnym przemawiając do kilkuset osób, Wałęsa m.in. tłumaczył a jednocześnie groził ówczesnej młodzieży, że obecny rząd będzie używał siły wobec każdej radykalnej akcji. W relacji zamieszczonej na łamach „Antymantyki”, pisma regionalnego FMW czytamy także:
„(...) Następnie zadawano mu pytania. Już pierwszemu z młodych ludzi zadającemu kłopotliwe pytanie L. Wałęsa zarzucił, że jest agentem SB. Na dalsze kłopotliwe pytania odpowiadał podobnie. Zarzucał pytającym, że mają „żółte papiery”, że biorą od niego pieniądze, z których rzekomo nie rozliczają się. W odpowiedzi grupa młodzieży zaczęła skandować hasła: „Przepraszamy, że żyjemy”, „Solidarność bez Wałęsy” i „Czauczesku”. Rozległy się również gwizdy. Zapytano ks. H. Jankowskiego, kim są wspomniani przez niego w kazaniu rzekomi prowodyrzy takich akcji jak zajęcie budynku KW PZPR. Ks. H. Jankowski zarzucił brak kultury politycznej, lecz na postawione pytanie nie odpowiedział. Oto jedna z wypowiedzi osób zebranych na placu:
- Zarzucił ksiądz młodzieży brak kultury politycznej, a przecież to Lech Wałęsa dał zły przykład zarzucając już pierwszemu z pytających, że jest ubekiem. To właśnie świadczy o złej kulturze politycznej panie Wałęsa. Zarzuca pan młodzieży, że jest radykalna i przeszkadza w pracy pańskiego sztabu. Ale wcześniej, gdy nie był Pan jeszcze w tym sztabie, to zależało panu na tym, by młodzież była radykalna. Teraz, gdy na jej plecach wszedł pan do tego sztabu, gdy dogaduje się pan z komunistami, gdy pańskimi doradcami są byli komuniści i emigranci z komunizmu, to chciałby pan młodzież uspokoić, aby w układach z komunistami panu nie przeszkadzała. Niedawno, ogłosił pan oświadczenie atakujące były rząd M. Rakowskiego. A niech pan sobie przypomni swoją wcześniejsza wypowiedź w „Rudym Kocie” (znany lokal w Gdańsku – przyp. autora), gdzie powiedział pan - nie ma takiej siły w Polsce, która mogłaby lepiej pokierować krajem niż ówczesne władze, i że tylko fanatycy i demagodzy mogą mówić inaczej (wypowiedź nawiązuje do spotkania L. Wałęsy z ZSMP – przyp. autora). Premierem był wówczas M. Rakowski. Niech pan się zdecyduje panie Wałęsa, za kim pan jest: za Rakowskim, czy przeciw Rakowskiemu?
Zdenerwowany L. Wałęsa odpowiedział: - Na pewno nie za Tobą. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Cytowaną relację kończył komentarz redakcyjny: kiedy L. Wałęsa był w opozycji M. Rakowski zarzucał mu, że nie ma programu, że jego działalność jest destrukcyjna itd. Czy nie widzi on dzisiaj tego, że używa on wobec nas tych samych zarzutów, jakich Rakowski używał przeciw niemu?
(za: Relacja: „W tydzień po zajęciu KW PZPR”, „Antymantyka” str. 3, pismo FMW Region Pomorze Wschodnie, Gdynia nr 29 z 25 lutego 1990).
Do podobnych w swojej wymowie utarczek słownych Lecha Wałęsy z młodzieżą dochodziło pod kościołem św. Brygidy, w tamtym przełomowym okresie 1988/1990 bardzo często. Młodzież ochrzciła go wtedy przezwiskiem „ponton” zarzucając, że: „na pontonie nawet komuna nie utonie”, oskarżała o zaprzepaszczenie ideałów „Solidarności” i dogadywanie się kosztem społeczeństwa z komunistami. W odpowiedzi Wałęsa jako strażnik nowego porządku oznajmił, że jeśli młodzież nadal będzie zachowywać się nieodpowiedzialnie, to: „sam stanie z pasem i będzie lał w dupę”. W odpowiedzi na murach pojawiło się nowe hasło: „Mazowiecki musi odejść”, a na uroczystościach z okazji X- lecia „Solidarności” ulotka sygnowana przez FMW pt. „Kto dzisiaj obłudnie świętuje?”.
Polecam również wywiad z dr hab. Sławomirem Cenckiewiczem w programie Pod Prąd dla TV Puls, który mówi m.in. o osobistych doświadczeniach związanych z zajęciem KW PZPR patrz poniżej:

Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum Autora]

sobota, 31 grudnia 2011

Perypetie ulicy Wiśniewskiego

Nie ma już w Gdyni - starych, malowanych ręcznie tabliczek z nazwą ulicy J. Wiśniewskiego, zawieszanych społecznie przez młodzież z SW i FMW w 1990. Zastąpiły je zupełnie nowe tabliczki na niebieskim tle. Jednak wmurowanie przed trzema laty nowej tablicy w ramach pomnika ofiar Grudnia ‘70 przy al. Solidarności, to swoiste epitafium dla wszystkich gdyńskich ofiar. Tablica została odsłonięta w ramach obchodów rocznicy wydarzeń grudnia 1970.
darmowy hosting obrazków
Nowopowstała Rada Miasta w Gdyni, składająca się w 49/50 z radnych Komitetu Obywatelskiego Solidarność, wahała się w 1990 roku ze zmianą nazwy ulicy Juliana Marchlewskiego (czołowego działacza komunistycznego) na ulicę Janka Wiśniewskiego. Twierdząc m.in., że Janek Wiśniewski to postać fikcyjna. I rzeczywiście, to fakt bezsporny. Jednak Janek Wiśniewski, to, co prawda postać symboliczna, ale najbardziej kojarząca się z wydarzeniami Grudnia 1970 roku na Wybrzeżu.
Akcja denazyfikacyjna
Nie mogąc się doczekać oficjalnej decyzji władz miejskich, czynnik społeczny postanowił sprawę wziąć we własne ręce. 20 rocznicę obchodów Grudnia 1970, działacze Solidarności Walczącej oraz Federacji Młodzieży Walczącej uczcili w ten sposób, że samodzielnie, bez uchwały Rady Miasta, przeprowadzili akcję denazyfikacyjną polegającą na zmianie wszystkich tabliczek z nazwą ul. Marchlewskiego na ul. Wiśniewskiego.
darmowy hosting obrazków
Akcja została przeprowadzona w nocy z 16/17 grudnia 1990 roku, brałem w niej także, osobiście udział. Ulica Wiśniewskiego jest jedną z dłuższych w Gdyni – liczy dobrych parę kilometrów. Całość prac, trwała zatem, kilka nocnych godzin, ale zakończyła się pełnym sukcesem. Zamalowano wszystkie tabliczki z Marchlewskim, w to same miejsce przymocowując przygotowane wcześniej (w stoczniowym warsztacie) tabliczki z napisem: ul. J. Wiśniewskiego. Jedną z tych tabliczek przymocowano do siatki na ogrodzeniu przy torach, zarówno w stronę peronu kolejki SKM Gdynia Stocznia, jak i do ulicy. I właśnie ta tabliczka przetrwała najdłużej, jeszcze kilka lat temu była na swoim miejscu...
Podczas uroczystości grudniowych w 1990, przy pomniku poległych stoczniowców u zbiegu wcześniej: ulic Marchlewskiego i Czechosłowackiej, zebrani (w tym radni RM w Gdyni) zauważyli, że nie ma już tabliczek z ulicą Marchlewskiego. Z racji tego, że były o wiele szersze od „naszych”, zostały wcześniej zamalowane, a do nich przymocowane zostały tabliczki z napisem: ul. J. Wiśniewskiego. Władzom miasta nie zostawiono zatem wyboru, pozostało im jedynie usankcjonować uchwałą – to, co zostało już faktycznie i tak, społecznie wykonane.
darmowy hosting obrazków
Na miejsce tabliczek wykonanych społecznie (napis malowany ręcznie czerwoną farbą), pojawiły się wkrótce nowe, oryginalne miejskie tabliczki. Z racji tego, że „naszych” było dość sporo i mocowaliśmy je także do płotów i siatek ogrodzeń, przez jakiś czas funkcjonowały one, obok tych oficjalnych i była to, przez długie lata, bodajże najlepiej oznakowana ulica w Gdyni. Do niedawna przetrwała jedna z tych tabliczek przy kolejce SKM. Tabliczka wykonana w stoczniowym warsztacie różniła się od oficjalnej tym, że napis z nazwą był namalowany ręcznie i oficjalne tabliczki podają całe imię: Janka Wiśniewskiego, a „nasze” były o treści: ul. J. Wiśniewskiego.
Po 20 latach...
Sprawdziłem dokładnie, nie przetrwała żadna z malowanych ręcznie i przywieszanych bez zgody władz miejskich przez SW i FMW, tabliczek z nazwą: ul. J. Wiśniewskiego. Nie ma nawet, tych miejskich tabliczek z czerwona obwolutą - zastąpiły je zupełnie nowe, na niebieskim tle, które pojawiły się przy okazji przeprowadzanego remontu historycznego wiaduktu i ronda pod stocznią w Gdyni. To znak czasu, ale za to wiecznie zakorkowana ulica Wiśniewskiego została poszerzona o dodatkowe pasy w każdą ze stron.
Tradycyjnie, rozpoczynające się każdego 17 grudnia o godz. 6 rano, przy pomniku - obok przystanku SKM Gdynia Stocznia, gdyńskie obchody rocznicy tragedii z 1970, przed trzema laty miały szczególnie uroczystą oprawę. Połączono je bowiem z odsłonięciem tablicy, upamiętniającej pomordowanych stoczniowców w 1970. Tablicę, w towarzystwie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, odsłoniły Izabela Godlewska - matka i Stefania Drywa – wdowa, po zabitych w Gdyni.
darmowy hosting obrazków 
Tablica została ufundowana przez społeczny komitet i została zamontowana na Pomniku Ofiar Grudnia. Zaprojektował ją rzeźbiarz Stanisław Gierada, który jest także autorem samego pomnika. Tablica jest dwustronna. Po jednej ze stron znajduje się lista znanych nam nazwisk 18 osób poległych na ulicach Gdyni w grudniu 1970, a po drugiej swoiste epitafium o treści:
„Ulica, po której codziennie zmierzają do pracy gdyńscy portowcy i stoczniowcy nosi imię Janka Wiśniewskiego – bohatera ballady opiewającej młodego portowca Zbyszka Godlewskiego, którego ciało niesiono na drzwiach przez miasto”.
I choć najprawdopodobniej na drzwiach niesiono wtedy, co najmniej dwie ofiary, to z całą pewnością, jedną z nich był uwieczniony na tablicy Zbyszek Godlewski.
Ballada o Janku Wiśniewskim wg. interpretacji E. Wojnowskiej, patrz poniżej:
Ballada o Janku Wiśniewskim wg. Interpretacji R. Przemyk, patrz poniżej:
Mariusz A. Roman
[Fot. M. Roman]

sobota, 17 grudnia 2011

Grudzień 1970 – masakra na Wybrzeżu

Chłopcy z Grabówka, chłopcy z Chyloni,
Dzisiaj milicja użyła broni,
Dzielnieśmy stali i celnie rzucali.
Janek Wiśniewski padł. (...)

Jeden zraniony, drugi zabity,
Krwi się zachciało słupskim bandytom,
To partia strzela do robotników,
Janek Wiśniewski padł.

Autor ballady o Janku Wiśniewskim – Krzysztof Dowgiałło, nadał to symboliczne imię - temu, co: „Na drzwiach ponieśli go Świętojańską”. Masakra gdyńska była najbardziej krwawa, przeprowadzona na zamówienie władz, by pokazać, że „kto podnosi rękę na władzę ludową, temu władza tę rękę utnie” – jak to w 1956 sformułował Cyrankiewicz. Zenon Kliszko bez ogródek dodawał do tego w 1970 roku – „zginie trzystu robotników, ale bunt zdławimy”. Zastawili więc pułapkę pod gdyńską stocznią, bo nie było stamtąd jak uciekać, aby wziąć krwawy odwet na znienawidzonym sanacyjnym mieście.
W grudniu 1970 roku robotnicy zbuntowali się przeciwko komunistycznej władzy. Doszło do spontanicznych protestów w wielu miastach Wybrzeża, m.in. w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie, Elblągu i Słupsku. Wszystko zaczęło się od strajku zorganizowanego 14 grudnia w stoczni gdańskiej. Od 15 grudnia trwały strajki i demonstracje w Gdyni i Szczecinie, od 16 grudnia demonstrowano też w Słupsku i Elblągu. Doszło do gwałtownych wystąpień ulicznych w Gdańsku, o których po latach wspomina Joanna Wojciechowicz (w latach 80. kierowała Agencja Informacyjną Solidarności):
darmowy hosting obrazków
- Pracowałam wtedy w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Gdańsku, która mieściła się w budynku Miejskiej Rady Narodowej, obecnie budynek Urzędu Miasta. Następnego dnia, tj. we wtorek, 15-go grudnia, niewielu z nas przyszło do pracy. (...) Około 7:30 na ul. 3-go maja, na wysokości "Żaka" pojawił się ogromny, szary pochód. (...) W każdym razie, około 8-ej rano, pochód stoczniowców zaczął szturmować budynek Milicji, dokładnie naprzeciwko nas. Leciały kamienie w szyby i pojawiały się raz po raz jakieś ognie. Trzeba było kilku lat, żeby się dowiedzieć, ze stoczniowy pochód przyszedł odbić swoich, strajkowych przywódców. (...) Około 8:05 ze zdumieniem zobaczyłam, ze ktoś spośród stoczniowców, uderzony czymś w ramię, nagle pada. Potem drugi, trzeci... Nie mogłam pojąć, dlaczego? Dlaczego, ten uroczy chłopak z flagą, zakręcił się nagle dookoła siebie samego i upadł na bruk ulicy? Potrzeba było dobrych kilku minut, żebym uwierzyła w to, co się dzieje. To były prawdziwe strzały, z ostrej amunicji, oddawane z naszego budynku, z piwnicy, dokładnie 5 pięter pod nami. (...).
To partia strzela do robotników
Władysław Gomułka zdecydował o użyciu wobec demonstrantów broni palnej i wprowadzeniu do Gdańska wojska. Żadna z osób obecnych na posiedzeniu ścisłych władz PZPR nie zgłosiła sprzeciwu wobec tej decyzji, także ówczesny szef MON gen. Wojciech Jaruzelski. Gomułka podjął decyzję po przedstawieniu mu nieprawdziwej - jak już dziś wiadomo - informacji o zabiciu przez demonstrujących dwóch milicjantów.
- Przede wszystkim, to był szok. Nikt jeszcze na dobre nie uwierzył, co się naprawdę stało. "To partia strzela do robotników" - śpiewano potem. Wtedy, choć wiedzieliśmy już, że ci wszyscy strzelcy byli gotowi i ukryci w piwnicy naszego budynku, to jednak ciągle w to nie mogliśmy uwierzyć, widząc dosłownie 10-tki ciał. Pewnie większość z tych osób była ranna, a nie nieżywa, ale potworne zdziwienie, z powodu ich liczby było takie, ze wszyscyśmy jakby zamarli. Nikt, już nie mówił o niczym. Skończyła się euforia, zaczęła się zgroza – wspomina Joanna Wojciechowicz.
Następnego dnia, zgromadzone przed bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej wojsko, otworzyło ogień do opuszczającej teren stoczni grupy robotników, na cześć poległych wówczas osób w 1980. postawiono w tym miejscu pomnik Poległych Stoczniowców. Strzelano do „chuliganów, bandytów i kontrrewolucyjnych wichrzycieli”, do „rozjuszonego tłumu”, twierdziła wtedy oficjalna propaganda.
Krwawy Kociołek to kat Trójmiasta
Tego samego dnia wieczorem w gdańskiej telewizji wystąpił wicepremier i były I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku, Stanisław Kociołek. Wezwał wszystkich do powrotu do pracy. Gdy jednak następnego dnia o świcie na stacji kolejki SKM w Gdyni Stoczni, wysiadały grupy robotników spieszące do pracy, wojsko blokujące na polecenie Zenona Kliszki Stocznię im. Komuny Paryskiej otworzyło ogień - padły kolejne ofiary. Prawdziwej masakry dokonywali tam strzelcy pokładowi z helikopterów, którzy strzelając ostrą amunicją z powietrza, nie mogli przecież trafiać w nogi – a takie było ponoć oficjalne zalecenie władz z Warszawy. Admirał Janczyszyn, były dowódca Marynarki Wojennej stwierdził w udzielonym wywiadzie dla Sekcji Historycznej NSZZ „Solidarność”, że Kociołek o zarządzonej blokadzie SKP wiedział, jeśli nawet przesunięcie blokady od bramy stoczni do przystanku kolejki elektrycznej dokonane zostało poza jego wiedzą, to jak nazwać wysłanie ludzi do zamkniętych i obstawionych wojskiem gdyńskich zakładów pracy?
darmowy hosting obrazków
Rozgoryczony - komunistyczną krwawą zemstą, gdyński tłum formował się kilkakrotnie. I to właśnie spod stoczni niesiono na drzwiach ofiary, w kilkukilometrowym pochodzie m.in. ulicą Świętojańską pod budynek Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni. Całodzienne zamieszki przeniosły się do Śródmieścia Gdyni, gdzie potem w dosłownych łapankach, chwytano często zupełnie przypadkowych przechodniów i poddawano strasznym torturom w komisariatach milicji i podziemiach budynku MRN. Grudzień 1970. na trwałe i bardzo krwawo zapisał się w powojennej historii Gdyni.
17 grudnia strajki i zamieszki rozpoczęły się także w Szczecinie, gdzie także były ofiary. Protesty trwały również w Słupsku, Elblągu, Krakowie i Wałbrzychu oraz w innych miastach. 17 grudnia do Gomułki dzwonił zaniepokojony sytuacją w Polsce generalny sekretarz KPZR Leonid Breżniew, który miał podkreślać, że "na ulice wyszli robotnicy". Gomułka miał mu odpowiedzieć, że to nie robotnicy, lecz kontrrewolucja i że zostanie stłumiona tak jak Lenin stłumił antybolszewickie powstanie marynarzy w Kronsztadzie w 1921 r.
Padają dzieci, starcy, kobiety
Według oficjalnych danych, w grudniu 1970. na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga zginęły 44 osoby, a ponad 1160 zostało rannych. Prawdziwa liczba ofiar - chodzi tu przede wszystkim o rannych - może być większa. Lekarze bowiem - obawiając się represji wobec uczestników zamieszek - nie zarejestrowali udzielenia pomocy wielu osobom, wielu poszkodowanych nie podawało nazwisk. Wiarygodność tych danych podważają również przekonujące relacje mieszkańców Trójmiasta, opowiadający m.in. o tym, że widzieli np. postrzelone śmiertelnie kobiety, których jednak w oficjalnym spisie brak.
Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł, patrz poniżej:
Osoby mieszkające wtedy, przy Cmentarzu Witomińskim w Gdyni - pamiętają, że w nocy z 19 na 20 grudnia 1970. ulica Witomińska została dla ruchu zamknięta, następnie na cmentarz wjechały samochody ciężarowe. Rano okazało się, że jedna z cmentarnych alejek została świeżo przekopana. Relacjonujący to wydarzenie dla Sekcji Historycznej NSZZ „S” są przekonani, że zakopano wtedy w alejce anonimowe zwłoki. Trudno sobie zresztą wyobrazić, po co innego miano by rozkopywać potajemnie i nocą, cmentarną ziemię? Wiele takich grobów, może się również znajdować w okolicznych trójmiejskich lasach. Poza ofiarami śmiertelnymi i rannymi, kilka tysięcy osób aresztowano i poddano różnorodnym represjom, m.in. zwolnieniom z pracy. Wiele rodzin zostało zastraszonych i zmuszonych do milczenia o ofierze swych bliskich.
Za chleb i wolność, za nową Polskę
Najczęściej, wciąż jako jedyny powód grudniowych protestów, podaje się drastyczną podwyżkę cen na podstawowe artykuły spożywcze, jaką 12 grudnia 1970. ogłosił rząd PRL. Tymczasem podwyżka była jedynie kroplą przepełniającą czarę. Oto, co na ten temat napisano m.in. w pracy zbiorowej, opracowanej przez Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego w 1988 roku:
darmowy hosting obrazków
„Postulaty z lat 1970/71 są równie polityczne i systemowe w swej krytyce systemu leninowskiego jak postulaty z 1980 roku. Jeszcze przed stworzeniem KOR-u i aktywizacją społeczną kościoła katolickiego robotnicy wyraźnie sformułowali program, który mógłby być programem „Solidarności”: wolne związki zawodowe niezależne od Partii, rządu i kierownictwa zakładu pracy. Ich zainteresowania wykraczały poza płace i warunki pracy po samo państwo leninowskie i zawierały szeroką krytykę strukturalną władzy i jej przywilejów. Jeszcze bardziej godne uwagi jest to, że nie byli po prostu antypaństwowi i nastawieni na zniszczenie, ale proponowali alternatywne rozwiązania obejmujące główne postulaty, jakie przyniosła 10 lat później „Solidarność”.
Tego rodzaju dojrzałość polityczna była dla komunizmu tak niebezpieczna, że władza postanowiła brutalnie spacyfikować zamieszki i niepokoje społeczne, nawet za cenę ofiar po swojej stronie. Wzrost napięcia politycznego spowodował bowiem przesilenie na szczytach władzy i zmianę ekipy rządzącej. Kierujący państwem od 1956 r. Gomułka został zmuszony do ustąpienia. 20 grudnia 1970 r. nowym I sekretarzem Komitetu Centralnego PZPR został Edward Gierek, dotychczas kierujący wojewódzką organizacją partyjną w Katowicach. Zmienił się też premier - Józefa Cyrankiewicza (pełniącego tę funkcję z dwuletnią przerwą od 1947 r.) zastąpił generał Piotr Jaroszewicz.
Polecam film pt. Pamiętajcie Grudzien '70, patrz poniżej:


Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]

wtorek, 13 grudnia 2011

W rocznicę stanu wojennego

Do generała
Wesołych Świąt, panie generale!
U nas jak zwykle nic się nie zmieniło.
W siedemdziesiątym był taki karnawał,
W czarnych kostiumach się wtedy tańczyło!
Tańce były wcale nie taneczne,
Trupy stoczniowców trochę przeszkadzały.
Ja dzisiaj myślę, że te trupy wiecznie
Będą po ziemi się poniewierały.
Wesołych Świąt, panie generale!
Przy ruskiej wódce i ruskim kawiorze.
Ja siedząc sama przy świątecznym stole,
Wciąż nasłuchuję, bo o tej to porze
Twoi służalcy mogą drzwi wyłamać,
Mogą opłatek jak życie znieważyć.
To dzięki tobie jestem dzisiaj sama,
Ty dałeś rozkaz zabronić nam marzyć.
Wesołych Świąt, panie generale.
Krew zmyć się nie da, popatrz na swe ręce.
Już nie odejdziesz ty w glorii i chwale,
Lecz pozostaniesz w niejednej piosence.
Wszak prawda a naszym narodzie powraca,
Jak ci esbecy, co drzwi wyważają.
Po ruskiej wódce ma się w Polsce kaca,
A za krwią polską jej obrońcy stoją.
Wesołych Świąt, panie generale
Wesołej śmierci, choć nie będzie chlubna.
Dław się krwią naszą przy świątecznym stole –
Życzą ofiary następnego grudnia.
(BiS Nr 23 24 grudnia 1982 r.
NSZZ "S" Regionu Pomorza Zachodniego)
Wprowadzając przed 30 laty stan wojenny gen. Jaruzelski wydał wojnę własnemu narodowi, by zabezpieczyć wpływy, profity i władzę komunistom, wypełniając przy tym solennie zalecenia swoich mocodawców z Kremla. A wszystko po to, aby stłumić polskie dążenie do wolności. Stan wojenny spowodował – bezpośrednio lub pośrednio – około 100 ofiar śmiertelnych. Zbrodnia ta wciąż czeka na rozliczenie, chociażby w aspekcie moralnym.
darmowy hosting obrazków
Jaruzelski był faktycznym dyktatorem w PRL, pełnił jednocześnie stanowiska: I Sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, premiera i ministra obrony narodowej, szefa Komitetu Obrony Kraju, a od 13 grudnia 1981. szefa Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, czyli junty wojskowej odpowiedzialnej za zamach stanu przeprowadzony w imię imperialnych celów Moskwy, którego celem było zniszczenie 10 milionowego ruchu „Solidarności”.
Dzisiaj, opinia publiczna dysponuje już dokumentami, świadczącymi o służalczej postawie Jaruzelskiego, obalającymi wszelkie mity o mającej ponoć nastąpić interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Polsce. To nie kto inny, tylko sam Jaruzelski, bojąc się determinacji własnego narodu, błagał marszałka Wiktora Kulikowa, cyt.: „Gdyby demonstracje miały ogarnąć cały kraj, to będziecie musieli nam pomóc. My sami nie damy sobie rady z wielomilionowym tłumem”. Słowa te padły, podczas narady przeprowadzonej w jego gabinecie w nocy z 8 na 9 grudnia 1981., na której zapadła ostateczna decyzja o ogłoszeniu stanu wojennego. Na pytanie marszałka Kulikowa: „Czy mogę złożyć meldunek Breżniewowi, że rozpoczynacie realizacje stanu wojennego w Polsce?”, Jaruzelski odpowiedział twierdząco, dodając: „Tak, ale pod warunkiem udzielenia pomocy przez wasze siły”. Prawda zatem o stanie wojennym, jest bardziej niż brutalna, Breżniew nie musiał i nie chciał interweniować w Polsce (z uwagi na ewentualność ogólnoświatowego kryzysu), posiadał wszakże do własnej dyspozycji oddane sobie i wierne „polskie” władze komunistyczne, które były wystarczająco silne i zdeterminowane, by pacyfikować i mordować własny naród.
Nieco statystyki
Przypomnijmy, wprowadzenia stanu wojennego, rozpoczęło się po północy 13 grudnia 1981 r. Jeszcze tej samej nocy internowano ponad trzy tysiące osób, w tym niemal wszystkich członków Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Władze PRL utworzyły 52 ośrodki internowania i wydały decyzje o internowaniu 9736 osób. W czasie stanu wojennego obowiązywała godzina milicyjna, a na ulicach miast pojawiły się wspólne patrole milicji i wojska, czołgi, transportery opancerzone i wozy bojowe. Wprowadzono też oficjalną cenzurę korespondencji i łączności telefonicznej. Władze zmilitaryzowały najważniejsze instytucje i zakłady pracy, kierując do nich komisarzy wojskowych. Ograniczono też działalność Polskiego Radia i Telewizji Polskiej. Zawieszone zostało również wydawanie prasy, z wyjątkiem dwóch gazet ogólnokrajowych ("Trybuny Ludu" i "Żołnierza Wolności") oraz 16 terenowych dzienników partyjnych.
darmowy hosting obrazków
Nie zawahano się, używając sił milicyjnych i wojska do brutalnej pacyfikacji strajkujących zakładów. Wariant siłowy zastosowano w 40 spośród 199 strajkujących w grudniu 1981 r. zakładów pracy. Największe akcje pacyfikacyjne przeprowadzono w Hucie im. Lenina, stoczniach Gdańskiej i Szczecińskiej, Hucie Warszawa, Ursusie, WSK Świdnik, kopalniach Manifest Lipcowy, Wujek, Borynia i Staszic. Najtragiczniejszy przebieg miała akcja w kopalni Wujek, gdzie interweniujący funkcjonariusze ZOMO użyli broni, w wyniku czego zginęło 9 górników, a kilkudziesięciu zostało rannych.
Opór społeczny
Najważniejszym ośrodkiem oporu społecznego wobec władzy z nadania sowieckiego w Polsce były wtedy duże miasta, z Trójmiastem jako niekwestionowanym bastionem sprzeciwu i oporu na czele. Przecież to tutaj, jakże żywe było wspomnienie Grudnia 1970., działalności opozycyjnej i Wolnych Związków Zawodowych, wielkiego strajku z sierpnia 1980 i powstania „Solidarności”. Dlatego, Stocznie Gdańską trzeba było pacyfikować przy pomocy oddziałów ZOMO aż do 16 grudnia. Port Gdański spacyfikowano dopiero 19 grudnia. 17 grudnia na ulicach Gdańska odbyła się regularna bitwa tysięcy demonstrantów z ZOMO, milicją i wojskiem. Byli ranni, śmierć poniósł 20-letni Antoni Browarczyk. Kolejne rocznice porozumień sierpniowych z 1980., wprowadzenia stanu wojennego, wydarzeń grudniowych z 1970. lub innych rocznic patriotycznych, takich jak 3 Maja lub 11 listopada, były w Trójmieście wspominane poprzez spontaniczne i gwałtowne manifestacje uliczne, podczas których żądano przywrócenia „Solidarności”, ale też coraz częściej dopominano się o niepodległość dla Polski.
darmowy hosting obrazków
Doskonale pamiętam atmosferę tamtych dni, opór społeczny na Wybrzeżu był powszechny, obejmował nawet uczniów szkół podstawowych i średnich. Jako trzynastolatek wydałem wraz z przyjaciółmi pierwszą w życiu odezwę, powielaną przez kalkę na maszynie do pisania, zatytułowaną do „Ludzi dobrej woli” i rozwieszaną następnie, jeszcze w grudniu 1981 na ulicach Gdyni. Założyliśmy w szkole podziemną „Organizację Starej Polski”, jako dzieci gotowi byliśmy walczyć, chociażby poprzez przypinanie oporników do naszych fartuszków lub przepisując ręcznie ulotki lub różnego rodzaju piosenki, jakie do nas docierały, a jakie podtrzymywały wtedy na duchu.
Na początku powszechną była wiara w: „byle do wiosny”, potem okazało się jednak, że potrwa to dłużej. W liceum zacząłem działalność w szeregach Federacji Młodzieży Walczącej, była to organizacja działająca głównie na terenie trójmiejskich szkół średnich. Wydawaliśmy coraz bardziej profesjonalne pisma szkolne i o szerszym zasięgu, organizowaliśmy ciche przerwy, koła samokształceniowe, w grudniu przychodziliśmy do szkoły ubrani na czarno. Coraz częściej i coraz bardziej profesjonalnie młodzież z FMW, NZS, WiP czy RSA dokonywała akcji ulotkowych, malowała hasła na murach, organizowała happeningi na ulicach miasta.
darmowy hosting obrazków
Z czasem, to właśnie młodzież wzięła na siebie organizację demonstracji i stała się siłą napędową opozycji. To młode pokolenie, a nie „starzy, coraz bardziej wypaleni działacze”, zorganizowali strajki 1988. w stoczni, Uniwersytecie Gdańskim i protesty poparcia w szkołach. Było to wspólne dzieło niezależnej młodzieży regionu gdańskiego jako całości, a nie jakieś indywidualnej, jednej organizacji. 20 lat temu młodzi stoczniowcy, studenci i uczniowie, podjęli walkę z reżimem komunistycznym, jako spadkobiercy Kolumbów – nazywając siebie generacją 1988. Ich działania wymykały się wówczas nie tylko spod kontroli komunistycznych władz, ale i podziemnej „Solidarności”. I tego się pewnie jedni i drudzy wystraszyli. Przyspieszając proces przemian demokratycznych w Polsce, ale i łagodząc zarazem proces transformacji wobec nomenklatury i agentury sowieckiej.
Rozliczenie mrocznej przeszłości
Do tej pory nie została sporządzona kompletna lista ofiar stanu wojennego. Według ustaleń kierowanej przez Jana Marię Rokitę nadzwyczajnej sejmowej komisji, która w latach 1989-1991 badała zbrodnie stanu wojennego, konsekwencją ówczesnych działań MO i SB było co najmniej 91 ofiar śmiertelnych. Niektóre ofiary stanu wojennego prawdopodobnie na zawsze pozostaną anonimowe, ponieważ w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. zostały wyłączone wszystkie telefony, nie tylko zwykłych obywateli, ale też służb ratunkowych: placówek służby zdrowia, w tym pogotowia ratunkowego, i straży pożarnej...
darmowy hosting obrazków
Początkowo ludzie ginęli najczęściej w demonstracjach ulicznych oraz podczas pacyfikacji w zakładach pracy, były także przypadki wyroków śmierci wykonanych na żołnierzach LWP, za odmowę rozkazu strzelania do rodaków. Z czasem przepisy o stanie wojennym ulegały złagodzeniu, oficjalnie stan wojenny zniesiono 22 lipca 1983. Ogłoszono także amnestię dla więźniów politycznych. Jednak rozbudowany do niebotycznych rozmiarów aparat represji działał dalej i mordował, tyle że bardziej skrycie. Jednymi z ostatnich ofiar śmiertelnych z przełomu 1988/1989 byli księża: Zych, Niedzielak i Suchowolec, ale także Robert Możejko działacz FMW z Kętrzyna, zamordowany w czerwcu 1989 na dzień przed zarządzonymi wyborami w wyniku porozumień okrągłego stołu. Wiele niewyjaśnionych zgonów działaczy opozycji z lat 80-tych, zanotowano także w następnych latach, choć tych nie traktuje się już jako ofiary stanu wojennego.
Tylko nielicznych funkcjonariuszy PRL, sądy III RP skazały za zbrodnie stanu wojennego. Dziś śledztwa w tych sprawach prowadzi pion śledczy IPN. O osądzeniu winnych przestępstw aparatu władzy PRL, także ze stanu wojennego, zaczęto mówić zaraz po przełomie 1989 r. Wymierzanie sprawiedliwości napotykało i napotyka jednak wciąż na liczne przeszkody, takie choćby jak: „gruba kreska” ogłoszona przez premiera Mazowieckiego, ciągłe przestrzeganie przed „polowaniem na czarownice” połączone ze wparciem dla generałów odpowiedzialnych za wprowadzenie stanu wojennego, jakiego udziela im środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej”.
Tymczasem bez rozliczenia zbrodni stanu wojennego (podkreślmy dzisiaj chodzi jedynie o aspekt moralny tego rozliczenia, poznanie całej prawdy o tamtym mrocznym okresie), nie będziemy w stanie wytłumaczyć nowym pokoleniom Polaków, co jest w życiu dobre, a co złe. Ciągła relatywizacja, upolitycznianie dążenia do poznania prawdy historycznej, wmawianie nam konieczności kierowania się w życiu „mniejszym złem”, sprzyja wciąż rozszerzającemu się kryzysowi tożsamości w Polsce.
Polecam również krótką retrospekcję filmową, pt. Stan Wojenny Nowa Huta, patrz poniżej:
Program Bliżej wyemitowany na TVP Info poświęcony stanu wojennego, patrz poniżej:
Mariusz A. Roman
[Fot. M. Roman]

sobota, 10 grudnia 2011

Grudniowe obchody w Trójmieście

W Trójmieście ruszyły obchody związane z upamiętnieniem Grudniowej Masakry na Wybrzeżu w 1970 oraz 30 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. W kilku trójmiejskich kościołach odprawione zostaną msze św. w intencji ofiar grudniowych. Zaplanowano szereg wystaw, konferencji, marszy, koncertów oraz innych imprez towarzyszących.
W piątek 9 grudnia br. odsłonięto na budynku Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” w Gdańsku przy ul. Wały Piastowskie, baner upamiętniający śmierć Antoniego Browarczyka (Tolka), który zginął podczas pierwszych dni stanu wojennego.
darmowy hosting obrazków
"Tolek", chłopak z gdańskiej Zaspy, zafascynowany ruchem "Solidarności" i zagorzały kibic piłkarski został zastrzelony przez MO na Targu Rakowym 17 grudnia 1981 roku. Miał zaledwie 20 lat. Został trafiony strzałem prosto w głowę podczas rozpędzania demonstracji pod komitetem wojewódzkim PZPR w Gdańsku. Mimo że ludzie niemal natychmiast przenieśli go na ławce do szpitala, nie udało się go uratować. Ślady zbrodni były tuszowane, winni nigdy za nią nie odpowiedzieli.
Na banerze o wymiarach 6 na 16 metrów znajduje się autentyczne czarno-białe zdjęcie twarzy Browarczyka wykonane w czasie sekcji zwłok z widoczną raną postrzałową. Obok umieszczono informację o okolicznościach śmierci 20-latka.
Baner ten, choć odnosi się do konkretnej ofiary stanu wojennego, to jest jednak z jednej strony oddaniem hołdu wszystkim ofiarom junty gen. Jaruzelskiego jak i formą przypomnienia o tamtych tragicznych wydarzeniach sprzed 30 lat. Wydarzeniach, które na zawsze powinny wryć się w naszej świadomości, aby już nigdy więcej nie doszło do takiej tragedii.
O jego trwałe upamiętnienie, w postaci np. tablicy w miejscu śmierci, stara się rodzina, Solidarność oraz kilka miejscowych organizacji, w tym członkowie Federacji Młodzieży Walczącej i Stowarzyszenia "Lwy Północy".
Relacja TVP Gdańsk z odsłonięcia baneru, patrz tutaj.
darmowy hosting obrazków
W siedzibie związku otwarte zostały także dwie wystawy poświęcone tragedii stanu wojennego w Polsce. Pierwsza poświęcona jest pamięci zamordowanego Antoniego Browarczyka. Druga ukazuje walkę solidarnościowego podziemia z komunistycznym reżimem w pierwszych latach stanu wojennego. Złożyło się na nie około 40 plansz prezentujących m.in. archiwalne fotografie, dokumenty i wycinki z gazet z czasu stanu wojennego. Częścią wystawy będzie także zrekonstruowana cela więzienna mająca oddać warunki, w jakich przebywali internowani.
Szczegółowy program trójmiejskich obchodów:
10 grudnia (sobota):
godz. 12.00 – Gdańsk, Długi Targ 13/12, wernisaż wystawy „Codzienność stanu wojennego” (organizator: Europejskie Centrum Solidarności);
godz. 18.00 – Gdańsk, Centrum Św. Jana (ul. Świętojańska 50), „Szukamy stajenki” – Kolędy i pastorałki Jacka Karczmarskiego (organizator: Europejskie Centrum Solidarności);
godz. 20.00 – Sopot – Kościół Gwiazda Morza (ul. Kościuszki 19), koncert rockowy „KOLĘDA NOCKA” – w 30. Rocznicę stanu wojennego;
10 - 19 grudnia 2011 r. - Gdynia, Skwer Żeromskiego (skrzyżowanie ulic Świętojańskiej z 10 Lutego) - Wystawa plenerowa „Dwa Grudnie";
11 grudnia (niedziela):
godz. 19.00, Gdańsk Rock Cafe (ul. Tkacka 7/8), „Zadzwońcie na milicję” – Gdańska premiera płyty zespołu Big Cyc (organizator: Europejskie Centrum Solidarności);
darmowy hosting obrazków
12 grudnia (poniedziałek):
godz. 17.00 – Gdynia, Muzeum Miasta Gdynia ul. Zawiszy Czarnego 1, Polskie Grudnie - otwarte sympozjum: „Grudzień' 70 - Uniwersytet Robotniczy" oraz „Grudzień' 81 - Wojna z narodem - lekcja patriotyzmu". W programie:
- Archiwalne materiały filmowe z Gdańska i Gdyni z wydarzeń w 1970 roku;
- Prezentacja dokumentów archiwalnych wskazujących winnych zbrodni masakry w Gdyni (narada 16.12.70 w Gdańsku / wprowadzenie rozkazu użycia broni);
- „Bezwzględność władzy w tłumieniu społecznych protestów"- przedstawiciel IPN Gdańsk;
- Prezentacja publikacji IPN „Lista osób internowanych w regionie gdańskim";
- Promocja książki „Gdynianka. Opowieść o Wiesławie Kwiatkowskiej (1936 - 2006)";
- Niepodległość Polski i odrzucenie komunizmu - prezentacja filmu - „Głową mur przebijesz";
godz. 18.00 – Gdańsk, Ratusz Głównego Miasta, ul. Długa 46/47 „Wojna ze społeczeństwem” - debata(organizator: Europejskie Centrum Solidarności);
godz. 23.30 – Gdańsk, spotkanie na Placu Solidarności z okazji trzydziestej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego (złożenie kwiatów, zapalenie zniczy, wystąpienia). Organizatorzy: m.in.: Stowarzyszenie Godność, Zarząd Regionu Gd. NSZZ „S”, Stowarzyszenie „Solidarni z Kolebki”, Związek Stowarzyszeń Osób Represjonowanych;
13 grudnia (wtorek):
godz. 17.00 – Gdańsk – Sala BHP Stoczni Gdańskiej, spotkanie „Pamięć zbrodni Grudnia 1970 i stanu wojennego” Organizatorzy: m. in.: Stowarzyszenie Godność, Zarząd Regionu Gd. NSZZ „S”, Stowarzyszenie „Solidarni z Kolebki”, Związek Stowarzyszeń Osób Represjonowanych;
godz. 17.45 - Gdynia - Msza Święta w Kościele O.O. Redemptorystów przy ul. Portowej 2 w intencji ofiar stanu wojennego oraz montaż słowno-muzyczny (II LO w Gdyni) obejmujący rekonstrukcję wydarzeń związanych z tamtym okresem;
Następnie uczestnicy przejdą na Plac Kaszubski, gdzie na fasadzie Szpitala Miejskiego zaprezentowany będzie specjalny pokaz m.in. zdjęć z zasobów archiwalnych IPN, a także materiałów operacyjnych Służby Bezpieczeństwa nigdzie dotąd niepublikowanych. Pokaz zakończy symboliczne pochowanie komuny - czerń kiru oplatająca oddziały ZOMO, a biała i czerwona wstęga otuli uczestników wydarzenia odprowadzając ich pod pomnik Ofiar Terroru Komunistycznego przy ul. Pułaskiego, gdzie zostaną złożone okolicznościowe wiązanki kwiatów.
około godz. 20.30 – Gdynia, Franciszkańskie Centrum Kultury przy ul. Ujejskiego 40 wystąpi krakowski bard Leszek Długosz z zespołem.
O centralnych obchodach 30 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Polsce z Przemysławem Miśkiewiczem, patrz poniżej:
16 grudnia (piątek):
godz. 09.00 – Gdynia, Teatr Miejski (ul Bema 26): Wystawa w foyer teatru: „Organizacje opozycyjne na Pomorzu" oraz Polskie Grudnie - Spotkanie z młodzieżą, a także Sympozjum: „Grudzień 70 - Uniwersytet Robotniczy" oraz „Grudzień' 81 - Wojna z narodem - lekcja patriotyzmu". W programie m.in.:
- Grudzień 70' w Gdyni - społeczny protest,
- „Niedziela bez teleranka" - materiał filmowy o wprowadzeniu Stanu Wojennego,
- „Przyczyny wprowadzenia stanu wojennego" - przedstawiciel IPN oddział Gdańsk,
- „Historia czynnego oporu" - prezentacja filmowa z walk ulicznych w latach 80,
- „Droga do Niepodległości - nowa jakość walki o „Wolność i Solidarność" - A. Kołodziej,
- Młodzież przeciw reżimowi - prezentacja filmu „Grupy Oporu" M. Dłużewskiej,
- Pokaz druku /sitodruk/,
- Musical „Wiatr od Morza" - fragmenty spektaklu w wykonaniu Klubu Młodych Gdynian,
Uroczystości przygotowała Fundacja Pomorska Inicjatywa Historyczna.
godz. 10.00 – Gdańsk – złożenie wieńców i kwiatów pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców przez pracowników Stoczni Gdańskiej SA;
godz. 17.00 – Gdańsk – uroczysta Msza Święta w Kościele Świętej Brygidy; Przemarsz na skwer im. Polskich Harcerzy w byłym Wolnym Mieście Gdańsku – uczczenie pamięci zamordowanego XXX lat temu Antoniego Browarczyka (w tym zapalenie zniczy); Przemarsz pod Pomnik Poległych Stoczniowców; Apel Poległych; Modlitwa; Składanie wieńców i wiązanek kwiatów. Organizatorzy: Zarząd Regionu Gd. NSZZ „Solidarność”, Stowarzyszenie „Lwy Północy”, Stowarzyszenie FMW. Uwaga: po uroczystości w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej odbędzie się koncert Jana Pietrzaka.
17 grudnia (sobota)
godz. 06.00 – Gdynia-Stocznia – Pomnik Ofiar Grudnia 1970: Apel Poległych; Modlitwa; Wystąpienia; Składanie wieńców i wiązanek kwiatów;
godz. 16.30 – Gdynia – Msza św. w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa; przemarsz pod Pomnik Ofiar Grudnia przy Urzędzie Miasta Gdynia: Apel Poległych, Modlitwa, Wystąpienia, Składanie wieńców i wiązanek kwiatów.
Opracował: M. Roman
[Fot. Archiwum]

środa, 30 listopada 2011

„Z mocy bezprawia” w Gdyni

Klub "Gazety Polskiej" w Gdyni zaprasza na spotkanie z dziennikarzem śledczym Wojciechem Sumlińskim, połączone z promocją jego najnowszej książki: „Z mocy bezprawia”, odnoszącej się do mających miejsce w ostatnich latach wydarzeń wokół jego osoby. Spotkanie odbędzie się 30 listopada 2011 o godz. 17:30 w Cechu Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Gdyni, ul. 10 Lutego 33, Ip.
darmowy hosting obrazków
„Z mocy bezprawia” to opowieść o wielomiesięcznej inwigilacji przez służby specjalne III RP dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego, jego bliskich i przyjaciół. Autor bez ogródek odsłania sieć mafijnych interesów z udziałem najważniejszych osób w państwie, pisze o wielkich korporacjach i fundacjach, których jedynym celem było wyłudzenie z kasy publicznej setek milionów złotych, o rosyjskich i ukraińskich zabójcach, którzy za miejsce swych spotkań obrali polski Sejm, i tajnych interesach ludzi Wojskowych Służb Informacyjnych i o ich wpływie na losy poszczególnych osób i całego kraju.
Najnowsza książka Sumlińskiego to thriller, który napisało samo życie. Odnoszący się do mających miejsce w ostatnich latach wydarzeń wokół jego osoby, w szczególności związanych z tzw. „Aferą Marszałkową”, patrz tutaj.
Jak to możliwe, że w wolnej Polsce śledztwo w sprawie ujawnienia wszystkich osób odpowiedzialnych za śmierć błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki trwa od ponad 20 lat i utknęło w martwym punkcie? Jak to się stało, że prezydent Aleksander Kwaśniewski wolał „zaśpiewać i zatańczyć”, niż stanąć przed Sejmową Komisją Śledczą? Jak doszło do tego, że w 2006 roku oficerowie Wojskowych Służb Informacyjnych usiłowali uwikłać polskich biskupów w opatrzoną klauzulą najwyższej tajemnicy kombinację operacyjną? W jakim celu Bronisław Komorowski spotykał się z oficerami kontrwywiadu PRL? Jak to możliwe, że niedługo przed śmiercią Andrzej Lepper powierzył dokumenty stanowiące dla niego „polisę na życie” człowiekowi powiązanemu z tajnymi służbami? Jaką cenę trzeba zapłacić w III RP za ujawnianie niewygodnej dla elit prawdy?
Cytując za portalem Fronda.pl podpowiadamy, że odpowiedzi na powyższe pytania można znaleźć przy okazji lektury książki pt. „Z mocy bezprawia”. Daje to przy okazji sugestywny i przekonujący obraz czegoś, czego oficjalnie nie ma, a co od lat podskórnie niszczy naszą Ojczyznę i tych, którzy usiłują to zdemaskować.
Fragmenty książki, patrz tutaj.
Książkę można również zamówić w Internecie, patrz tutaj.
Wojciech Sumliński jest dziennikarzem, autorem licznych reportaży i książek dotyczących działalności służb specjalnych PRL, m.in.: „Kto naprawdę Go zabił?” i „Teresa Trawa Robot” opisujących sprawę zamordowania księdza Jerzego Popiełuszko i jej następstwa oraz autor scenariusza filmowego na ten temat.
Polecamy również krótki wywiad z Wojciechem Sulimskim, patrz poniżej:
(MAR)
[Fot. Archiwum]

czwartek, 27 października 2011

„Długie ramię Moskwy” w Gdyni

Dobiega końca trasa autorska dr Sławomira Cenckiewicza związana z promocją książki "Długie ramię Moskwy". Pozostało ostatnie spotkanie w Cechu Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Gdyni 27 października o godz. 17.00. W promocji zorganizowanej przez Klub "Gazety Polskiej" w Gdyni weźmie również udział red. Cezary Gmyz z "Rzeczpospolitej".
Przez ostatni miesiąc Wydawnictwo Zysk i S-ka wraz ze Sławomirem Cenckiewiczem promują książkę "Długie ramię Moskwy" prezentując ją w kolejnych miastach Polski. Książka, o której mało się mówi w mainstreamowych mediach, zyskała w krótkim czasie olbrzymie zainteresowanie i uznanie pierwszych czytelników, często z odmiennych środowisk i przeciwstawnych obozów politycznych.
O trasie autorskiej S. Cenckiewicza więcej, patrz tutaj.
Uwagę zwraca chociażby zdarzenie zanotowane w czasie spotkania autora z czytelnikami w Szczecinie. Podczas promocji książki zorganizowanej w tym mieście przez IPN osobiście gratulował autorowi "Długiego ramienia..." sam Andrzej Milczanowski, który przecież kilka lat temu stał się "czarnym bohaterem" książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka pt. "SB a Lech Wałęsa". Gest byłego ministra spraw wewnętrznych potwierdza, że książki Cenckiewicza są cenione nie tylko przez zwolenników IV RP. Było tak zawsze, choć publicznie nie chciano tego przyznawać.
Spotkania w Warszawie, Olsztynie, Krakowie, Szczecinie, Poznaniu, Bydgoszczy, Pile, Wrocławiu czy Opolu zgromadziły setki czytelników zainteresowanych książką Cenckiewicza. Sale, kawiarnie i aule uniwersyteckie nie mogły często pomieścić wszystkich zainteresowanych spotkaniem z Cenckiewiczem. W ciągu zaledwie dwóch tygodni od wprowadzenia książki na rynek wydawniczy "Długie ramię Moskwy" znalazła się na wysokim miejscu w topowych sieciach księgarskich - Empik i Matras.
Sprzedano już kilka tysięcy egzemplarzy!
darmowy hosting obrazków
Już dziś można powiedzieć, że pierwsza książka o kulisach wywiadu wojskowego PRL stała się hitem wydawniczym. Czytają ją żołnierze, ludzie spec-służb, politycy, uczniowie, studenci, badacze... Oby lektura "Długiego ramienia Moskwy" stała się dla nas wszystkich lekcją... bo przecież jak napisał o tej książce Andrzej Zybertowicz "drogą badań historycznych można wykazać fałszywość wielu legend na temat PRL i III RP".
Książkę można również zamówić w Internecie, patrz tutaj.
Klub Gazety Polskiej w Gdyni zapraszamy w dniu dzisiejszym na spotkanie autorskie z dr Sławomirem Cenckiewiczem, promujące jego najnowszą książkę pt. „Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej w latach 1943-1991″.
Spotkanie odbędzie się w dniu 27 października 2011r. o godz. 17 w Cechu Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Gdyni, (ul. 10 Lutego 33, Ip).
Polecam również krótki wywiad z dr Sławomirem Cenckiewiczem, patrz poniżej:
Spotkanie promocyjne najnowszej książki dr Sławomira Cenckiewicza w Warszawie, patrz poniżej:
MAR/wPolityce.pl
[Fot. Archiwum]

piątek, 21 października 2011

Ostatni Żołnierz Niepodległej

Przed 48 laty, 21 października 1963 roku w obławie funkcjonariuszy SB i ZOMO na Lubelszczyźnie zginął Józef Franczak "Lalek", ostatni żołnierz antykomunistycznego podziemia. Został wydany w ręce bezpieki przez krewnego zwerbowanego do współpracy z SB. Z bronią w ręku ukrywał się dokładnie 24 lata. Miał wtedy 45 lat.
Józef Franczak, (pseud. „Lalek”, „Laluś”) urodził się 17 marca 1918 r. w Kozicach Górnych. Ukończył Szkołę Podoficerską Żandarmerii w Grudziądzu. Był żołnierzem kampanii wrześniowej. Po 17 września 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej, z której uciekł. Już w 1940 r. wstąpił do ZWZ, a następnie do AK. Działał w podziemiu do 1944 roku. W 1944 r. jako oficer, został przymusowo wcielony do 2. Armii Wojska Polskiego. W styczniu 1945 r., będąc świadkiem wydawania wyroków śmierci na AK-owców, zdecydował się na dezercję.
Odtąd przez następne 18 lat ukrywał się przed władzą ludową. Swoją działalność w podziemiu antykomunistycznym i niepodległościowym rozpoczął w Zgrupowaniu mjr Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. W 1947 r. związał się z oddziałem kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Po śmierci „Uskoka” ukrywał się, samotnie wykonując kilka akcji w Lublinie i okolicach. Nie skorzystał z amnestii ogłoszonej w 1956 r. Przetrwał w konspiracji antykomunistycznej 18 lat.
darmowy hosting obrazków
"Lalek" nie budował świetnie zamaskowanych bunkrów, aby przebywać w nich przez wiele miesięcy. Był w ciągłym ruchu, często zmieniając kwatery. Jak szacowali funkcjonariusze UB/SB, jego siatka współpracowników liczyła około dwustu osób, co jest liczbą imponującą, tym bardziej że za udzielanie pomocy tak "niebezpiecznemu bandycie" groził kilkuletni wyrok więzienia.
Jego miejsce pobytu zostało ustalone przez organy bezpieczeństwa w wyniku donosu agenta SB Stanisława Mazura TW ps. "Michał" dopiero w październiku 1963 r. Zginął podczas obławy we wsi Majdan Kozic Górnych, patrz tutaj.
darmowy hosting obrazków
W prosektorium Zakładu Medycyny Sądowej w Lublinie przeprowadzono sekcję zwłok „Lalka” i pozbawiono je głowy, a następnie złożono w bezimiennym grobie na cmentarzu komunalnym przy ul. Unickiej w Lublinie. Dzięki pomocy pracownika cmentarza rodzinie udało się jednak ustalić miejsce pochówku. Dopiero w 1983 roku siostry "Lalusia" przeniosły prochy ciała [pozbawionego przez komunistów głowy] do rodzinnego grobowca, na cmentarzu parafialnym w Piaskach.
Więcej na temat życia i walki sierż. Józefa Franczaka "Lalka", patrz tutaj.
darmowy hosting obrazków
17 marca 2008 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński nadał pośmiertnie ostatniemu żołnierzowi wyklętemu - Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Józef Franczak został odznaczony za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej w 90. rocznicę swoich urodzin. Odznaczenie odebrał 19 października 2008 w Lublinie - syn Marek Franczak.
Polecam również krótki film pt. „Ostatni partyzant 1963”, patrz poniżej:
Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]

czwartek, 6 października 2011

Uhonorowanie braci Kowalczyków

Dziś w Opolu odbędą się niezależne uroczystości dla uczczenia 40. rocznicy wysadzenia auli WSP w Opolu przez braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków, którzy nie chcieli dopuścić do celebrowania Święta Milicji i Służby Bezpieczeństwa hańbiącego pamięć pomordowanych robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 r.
darmowy hosting obrazków
W 2011 roku mija 40. rocznica desperackiego, antykomunistycznego protestu, którym było wysadzenie w nocy z 5 na 6 października 1971 r. auli Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu przez pracowników tej uczelni, braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków.
Historia braci Kowalczyków, patrz tutaj.
Trzy lata temu Opolskie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej i Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” Uniwersytetu Opolskiego zwrócili się do Senatu Uniwersytetu Opolskiego z propozycją wmurowania na budynku UO tablicy upamiętniającej protest braci Kowalczyków. Senat uczelni propozycję jednak odrzucił. Echo opolskich sporów o uczczenie pamięci czynu Kowalczyków dotarło do Gdańska – kolebki „Solidarności”. Tam, dzięki osobistemu zaangażowaniu, przede wszystkim, śp. Anny Walentynowicz, władze miasta uhonorowały w grudniu 2010 r. ów czyn tablicą umieszczoną na murze Stoczni Gdańskiej. Po uroczystościach gdańskich powtórny apel do Senatu UO o wmurowanie tablicy na historycznym budynku dawnej Auli WSP został po raz kolejny przez władze opolskiej uczelni odrzucony.
Następnie działacze OSPN wystąpili do Urzędu Miasta Opola z prośbą o godne uczczenie 40. rocznicy czynu braci Kowalczyków. Władze początkowo uznały doniosłą wagę wydarzenia dla najnowszej historii miasta i zmagań o niepodległość Polski. Ustalono, że właściwym miejscem dla uczczenia czynu braci Kowalczyków będzie ściana opolskiego Ratusza. Utworzono specjalny komitet honorowy, zebrano fundusze.
Wykonanie projektu tablicy powierzono opolskiemu artyście, Andrzejowi Czyczyle, który doskonale pamięta tamte czasy:
- Miałem 19 lat jak gruchnęła dosłownie i w przenośni ta aula... Mam osobisty stosunek do tego wydarzenia. Bracia Kowalczykowie niebywale mi zaimponowali i choć osobiście ich nie znam, to byłem dumny z tego co zrobili – stwierdził artysta, który zrezygnował ze swojego honorarium.
Andrzej Czyczyło zdradził również co chciał wyrazić w swoim dziele:
- Chodziło mi o to, żeby pokazać kontur Polski, wybuch i krater. Chciałem uniknąć dosłowności, chciałem pokazać rodowód ideowy braci oraz to z jakiej tradycji się wywodzą Kowalczykowie.
darmowy hosting obrazków
Realizacją wizji artystycznej Andrzeja Czyczyły zajął się znany opolski rzeźbiarz Jerzy Piechnik. Zaś odlew w brązie wykonała renomowana pracownia ART ODLEW Wiktora Halupczoka.
Tablica ma 50 cm szerokości na 80 cm wysokości. Waży około 40 kg. Wykonana jest z brązu. Została sfinansowana ze środków wpłaconych na ten cel przez osoby indywidualne oraz organizacje społeczne i patriotyczne z całej Polski.
Niestety, tablica ta nie zawiśnie również w centrum Opola ponieważ Prezydent Ryszard Zembaczyński wycofał się z poparcia umieszczenia jej na ścianie frontowej opolskiego ratusza. Ostatecznie tablica ufundowana przez Opolan z okazji 40. rocznicy czynu braci Kowalczyków umieszczona prawdopodobnie zostanie na terenie klasztoru OO. Franciszkanów w Opolu. Będzie czekać na czasy, kiedy będzie można zamontować ją na jedynym właściwym miejscu – historycznym budynku dawnej Auli WSP w Opolu.
Organizatorzy, Opolskie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej i Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” Uniwersytetu Opolskiego serdecznie zapraszają wszystkich chętnych z całej Polski do udziału w okolicznościowej konferencji w czwartek 6 października 2011 r. o godz. 18.00 przy ul. Oleskiej 48 w Opolu, w historycznej auli Kowalczyków.
W programie konferencji:
Prezentacja tablicy upamiętniającej czyn braci Kowalczyków;
Przemówienia okolicznościowe;
Projekcja filmu o czynie braci Kowalczyków.
Po konferencji o godz. 19.oo rozpocznie się Msza. św. w kościele OO. Franciszkanów w Opolu, gdzie zostanie poświęcona tablica.
Polecamy również film pt. „Desperaci - film o braciach Kowalczykach” , patrz poniżej:

Opr. M. Roman
[Fot. Archiwum]

czwartek, 29 września 2011

„Długie ramię Moskwy” – rzecz o wywiadzie

Wczoraj, w warszawskim Traffic Club, miała premierę najnowsza książka Sławomira Cenckiewicza "Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943-1989". Autor, opisuje w niej genezę wywiadu wojskowego w komunistycznej Polsce oraz rolę Sowietów w jego działalności, kierunki działania, politykę personalną i struktury. Wydawca zaprasza na spotkania autorskie Sławomira Cenckiewicza w ramach trasy promocyjnej.
„Długie ramię Moskwy” jest pierwszą publikacją naukową opisującą dzieje komunistycznego wywiadu wojskowego od powołania go przez GRU w 1943 r. aż do powstania i likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych (1991-2006). W książce miedzy innymi: kulisy decyzji, operacje wywiadowcze, przygotowania do wojny z Zachodem i tajne operacje finansowe związane z aferą FOZZ.
Fragment książki opisujący kulisy afery FOZZ, patrz tutaj.
- Pokazałem brak suwerenności, co nie jest zaskoczeniem - ścisły związek między Sowietami a wojskiem Polski Ludowej (szkolenia, wyjazdy na kursy GRU), kontrolowanie służb i zlecanie im każdego roku różnych planów operacyjnych, brak profesjonalizmu, Myślałem, że wywiad wojskowy PRL-u był w stanie prowadzić jakieś skomplikowane, skuteczne operacje. Okazuje się, że była to kompletna fikcja, z której Sowieci nie byli zadowoleni – mówił w audycji Radia Wnet.pl Sławomir Cenckiewicz.
darmowy hosting obrazków
- Jeśli chodzi o Zachód, wywiad ten nie miał żadnych spektakularnych sukcesów. Nie był w stanie zdobyć technologii, których by Sowieci nie mieli, umiejscowić agentury w ważnych i znaczących obiektach sowieckiego zainteresowania. Koncentrował się na sprawach krajowych i sieć jego współpracowników w kraju była olbrzymia - dodał.
W książce nie brakuje także wątków sensacyjnych. Cenckiewicz odnajduje m. in. ppłk Mariana Kozłowskiego - którego nie znalazły nawet PRL-owskie służby (okazało się, że przeszedł do Amerykanów). Wyjaśnia także sprawę porywania dzieci na Zachodzie - po to, by stworzyć agentom doskonałe przykrycie (wątek znany z filmu SALT).
Jeszcze przed premierą książki, która ukaże się w księgarniach na początku października, wydawca zaprosił na spotkania autorskie Sławomira Cenckiewicza w ramach trasy promocyjnej, która rozpoczęła się wczoraj w Warszawie, a obejmuje kilkanaście miast Polski.
Plan spotkań przedstawia się następująco:
OSTRÓDA, 29 września, godz. 19.00, Zamek, ul. Mickiewicza 22;
OLSZTYN, 30 września, godz. 18.00, Dom Polski, ul. Partyzantów 87;
KRAKÓW, 5 października, godz. 18.30, Collegium Witkowskiego UJ, ul. Gołębia 13;
TARNÓW, 6 października, godz. 17.00, Starostwo Powiatowe, ul. Narutowicza 38;
ŁÓDŹ, 7 października, godz. 18.00, Księgarnia Wojskowa, ul. Tuwima 42;
SZCZECIN, 12 października, godz. 17.00, Książnica Pomorska, ul. Podgórna 15;
POZNAŃ, 13 października, godz. 18.00, Sala Karmelitańska, ul. Łąkowa 3;
BYDGOSZCZ, 14 października;
PIŁA, 15 października, godz. 17.00, Parafia pw. św. Rodziny, ul. św. Jana Bosko 1;
WROCŁAW, 18 października, godz. 17.00, Katolickie Stowarzyszenie "Civitas Christiana", ul. Kuźnicza 11/14;
OPOLE, 19 października, godz. 18.00, Uniwersytet Opolski (aula „Stara”), ul. Oleska 48;
KATOWICE, 20 październik, godz. 18.00, Klub Marcholt, ul. Warszawska 37;
GLIWICE, 21 października, godz. 18.00, Centrum Edukacji, ul. Jana Pawła II;
W Kielcach spotkanie autorskie przewidziano na 22 października br. Następnie autor zapowiada zorganizowanie promocji książki w rodzinnym Trójmieście.
Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]

wtorek, 30 sierpnia 2011

Gdynia: wystawa w rocznicę Sierpnia’ 80

Fundacja Pomorska Inicjatywa Historyczna zaprasza na odsłonięcie wystaw prezentujących udział, wysiłek i ofiary Gdyni na drodze do niepodległości: „Grudzień 1970 w Gdyni" oraz „Solidarna Gdynia 1980".
darmowy hosting obrazków

Wystawy pod wspólną nazwą „Gdyńskie drogi do Niepodległości" zostaną na stałe umieszczone na historycznej kładce nad przystankiem Gdynia Stocznia. W tym miejscu 17 grudnia 1970 r. na wezwanie władz ludzie szli do pracy. Sto metrów dalej Ludowe Wojsko Polskie strzelało do polskich robotników.
10 lat później, 15 sierpnia 1980 r., gdyńska Stocznia im. Komuny Paryskiej, do której droga prowadziła między innymi tą kładką, rozpoczęła strajk o niezwykłym znaczeniu dla ruchu solidarnościowego i dla historii Gdyni. W mieście strajk został utrzymany mimo jego zakończenia w Gdańsku.
darmowy hosting obrazków

Nie wszyscy wiedzą, że 15 z 21 postulatów przyjętych przez Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS) zostało sformułowanych w Gdyni. Wystawy mają przypomnieć nie tylko gdynianom, jak istotna była historia w życiu miasta, ale także jak wielką rolę gdynianie odegrali w historii.
Wystawę „Grudzień 1970" opracował Andrzej Kołodziej we współpracy z Romanem Zwiercanem. Autorką „Solidarnej Gdyni 1980" jest Danuta Sadowska.

Odsłonięcie wystaw nastąpi na Pomoście Gdynia Stocznia ok. godz. 9.30 w dniu 31 sierpnia 2011 – w ramach obchodów XXXI rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych, po złożeniu kwiatów pod Pomnikiem Ofiar Grudnia 70 przy Stoczni Gdynia o godz. 9:00.
Składanie kwiatów pod Pomnikiem Ofiar Grudnia 70 przy Urzędzie Miasta planowane jest o godzinie 10.

Więcej o wystawie, patrz tutaj.

(MAR)