Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Walentynowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Walentynowicz. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 kwietnia 2011

Geneza „Solidarności”

33 lata temu, 29 kwietnia 1978 roku w Gdańsku został powołany Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Inicjatywa ta nawiązywała do WZZ powstałych 21 lutego 1978 roku na Śląsku, ale to jednak gdańscy działacze WZZ pokierowali wielkim zrywem robotniczym z sierpnia 1980 roku i doprowadzili do powstania NSZZ „Solidarność”.
darmowy hosting obrazków

Joanna Duda-Gwiazda w biuletynie MKZ NSZZ „Solidarność” z 1981 r. pisze m.in.: „W przeddzień 1 maja 1978 r. Andrzej Gwiazda – inż. Elektronik z Elmoru, Antoni Sokołowski – spawacz zwolniony ze Stoczni Gdańskiej w 1976 i Krzysztof Wyszkowski – stolarz zatrudniony w Spółdzielni Mieszkaniowej „Osiedle Młodych”, podpisali deklarację powołującą Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża”.

„Społeczeństwo musi wywalczyć sobie prawo do demokratycznego kierowania swoim państwem. (...) Pamiętając tragiczne doświadczenia grudnia 1970, opierając się na oczekiwaniach licznych grup i środowisk społeczeństwa Wybrzeża, podejmujemy śląską inicjatywę tworzenia wolnych związków zawodowych. Dziś, w przededniu 1 maja, święta od ponad 80 lat symbolizującego walkę o prawa robotnicze, powołujemy Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Celem Wolnych Związków Zawodowych jest organizacja obrony interesów ekonomicznych, prawnych i humanitarnych pracowników. Wolne Związki Zawodowe deklarują swą pomoc i opiekę wszystkim pracownikom bez różnicy przekonań czy kwalifikacji" – czytamy w deklaracji założycielskiej WZZ.

Historycy, którzy zajmują się problematyką opozycji demokratycznej są zgodni, że źródłem powstania WZZ były wydarzenia Grudnia 1970 r. na Wybrzeżu. – Idea WZZ nie narodziła się w Warszawie tylko podczas Grudnia‘ 70. Wiedzieliśmy, że wszystkie zmiany muszą zostać dokonane z udziałem robotników – podkreśla Krzysztof Wyszkowski.

Wyłom w systemie

Wolne Związki Zawodowe działały niezależnie od socjalistycznego państwa. Wkrótce, obok struktur działających na Śląsku i Wybrzeżu, powstały w październiku WZZ w Szczecinie. Niestety, władzom udało się spacyfikować w zarodku podobne inicjatywy w Wałbrzychu, Gmiechowie, Łodzi, Krakowie, Radomiu i Częstochowie. SB dezintegrowała i ze szczególną wnikliwością penetrowała wolne związki, które stając w obronie praw robotniczych i obywatelskich, podważały w sposób szczególny podstawę istnienia ustroju sprawiedliwości dziejowej. W wychodzącym na Wybrzeżu biuletynie pt. "Robotnik Wybrzeża", czytamy m.in.:

„W PRL istnieją potężne związki zawodowe zrzeszające miliony pracowników, dysponujące własną prasą, funduszami, lokalami. Mimo to, co kilka lat robotnicy wychodzą na ulice i w gwałtowny sposób dopominają się o swoje prawa, narażając się na ataki MO i późniejsze represje. Nawet duże grupy pracowników w przypadku konfliktu z administracją są bezsilne i osamotnione. Sytuacja pojedynczego pracownika skrzywdzonego czy oszukanego jest jeszcze trudniejsza.

(...) Nie stawiamy sobie celów politycznych, nie narzucamy naszym członkom, współpracownikom i sympatykom określonych poglądów politycznych i światopoglądowych, nie dążymy do objęcia władzy. Zdajemy sobie jednak spraw, że nie unikniemy zarzutu o prowadzenie działalności politycznej. Zakres spraw, które u nas traktuje się jako sprawy polityczne jest bowiem niezmiernie szeroki i obejmuje prawie wszystko za wyjątkiem wycieczek na grzyby.

(...) Nasza działalność jest legalna i zgodna z prawem. Każdy człowiek ma naturalne prawo do obrony, do sprawiedliwości i do godnego życia - gwarantuje nam to Konstytucja PRL oraz międzynarodowe konwencje i umowy dotyczące praw ludzkich i obywatelskich. Działalność związkowa jest pod szczególną ochroną prawną”.

za: Dlaczego założyliśmy WZZ?, „Robotnik Wybrzeża”, nr 1, z 1 sierpnia 1978, s. 1.
darmowy hosting obrazków

Formuła oraz koncepcja działalności ponad podziałami, wola niesienia pomocy robotnikom wywołała szczególne zaniepokojenie wśród komunistycznych władz nie tylko w kraju, ale również w Moskwie. Znany historyk Sławomir Cenckiewicz, m.in. w swoim artykule pt. „Gęgacze i cisi” opublikowanym przed rokiem na łamach tygodnika WPROST, cytuje wypowiedź Piotra Kostikowa, w latach 1964-1980 szefa sektora Polski Wydziału Łączności z Bratnimi Partiami Krajów Socjalistycznych KC KPZR, który w swoich wspomnieniach pisał m.in.:

„Z uwagą na przykład odnotowaliśmy już w (kwietniu) 1978 roku powstanie Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych. Dowiedzieliśmy się potem, że kolportowane są niezależne pisma, że bezpieczeństwo dokonało aresztowań. Bardzo nas to przestraszyło. Bardziej niż znane nam wcześniej działania Komitetu Obrony Robotników i może w założeniu szlachetna, ale odosobniona działalność młodych i starszych przedstawicieli kręgów intelektualnych wśród robotników Radomia, Ursusa i innych miejscowości dotkniętych represjami po czerwcu 1976 roku. Doniesienia naszej bezpieki o działalności Kuronia, Michnika, Modzelewskiego czy Moczulskiego nie robiły silniejszego wrażenia, jakby spowszedniały (...).

Dopiero wiadomości o Wolnych Związkach Zawodowych zaalarmowały naszych szefów. (...) Nasi szefowie sformułowali taką tezę: ten ruch jest niebezpieczny, już same nazwy – wolne związki zawodowe czy komitety obrony robotników – są dynamitem. Ruch jest niebezpieczny, bo wraca do początku wieku, do korzeni rewolucji społecznej. Tę niewiarygodną tezę sformułowano u nas jeszcze w latach 70. Krył się za nią strach przed... rewolucją. Nie poprzestano na teorii, na użytek wewnętrzny Związku Radzieckiego poszły polecenia o zaostrzeniu represji, obserwacji, ściganiu sił podejmujących działania przeciw państwu radzieckiemu. U nas jeszcze nikt nie pomyślał o wolnych związkach, ale już rozstawiano posterunki".

Nie byłoby Solidarności bez gdańskich WZZ

Działalność WZZ w latach 1978-1980 koncentrowała się wokół obrony praw pracowniczych i związkowych, organizacji obchodów rocznicowych Grudnia’70 i wydawania niezależnej prasy. WZZ wydały siedem numerów „Robotnika Wybrzeża" i około dziesięciu ulotek, w tym wydawnictwo zatytułowane „Placówka”, kolportowane następnie na kaszubskich wsiach. Pisano w nich o sprawach codziennych. Stałym tematem były prawa pracownicze i związkowe. Na łamach „Robotnika Wybrzeża" przybliżano również treść konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy oraz relacjonowano represje wymierzone w działaczy opozycji.




Kiedy władze PRL ogłosiły 1 lipca 1980 r. podwyżkę cen żywności, wywołało to falę strajków. Dyrekcje zakładów rozpoczęły zwalnianie „niepokornych". 7 sierpnia 1980 r. zwolniono z pracy w Stoczni Gdańskiej im. Lenina Annę Walentynowicz, działaczkę WZZ. Kilka dni później na zebraniu Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych Bogdan Borusewicz zaproponował wywołanie strajku w trójmiejskich stoczniach. Rozpoczęcia akcji strajkowej w stoczni gdańskiej, 14 sierpnia 1980 r. podjęli się członkowie WZZ – Jerzy Borowczak, Bogdan Felski i Ludwik Prądzyński. Strajk w gdyńskiej stoczni im. Komuny Paryskiej zorganizował inny działacz WZZ - Andrzej Kołodziej i to podczas swojego pierwszego dnia pracy w tej stoczni. Wkrótce powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy na czele którego stanął inny członek WZZ, Lech Wałęsa.

A zatem na realizację podstawowego celu, jaki stawiały sobie Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, przyszło czekać zaledwie dwa lata, kiedy to w sierpniu 1980 r. Międzyzakładowy Komitet Strajkowy zmusił władze do wyrażenia zgody na powstanie niezależnych związków zawodowych. Była to niewątpliwa zasługa gdańskich działaczy WZZ, którzy odegrali decydującą rolę w dziele powstania „Solidarności".

Mariusz A. Roman

Czytaj również:

Sławomir Cenckiewicz, „Gęgacze i Cisi”, patrz tutaj.

Antoni J. Wręga, „Transparentność spraw sekretnych”, patrz tutaj.

[Na załączonych zdjęciach: Składanie wieńców pod bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej im. Lenina, zorganizowane przez WZZ w dniu 16 grudnia 1979 roku; Pierwszy numer „Robotnika Wybrzeża” z 1 sierpnia 1978].

środa, 23 czerwca 2010

Z biografią Walentynowicz po Polsce

Wydawnictwo Zysk i S-ka wspólnie z klubami „Gazety Polskiej” zorganizowało serię spotkań promujących fascynującą biografię Anny Walentynowicz autorstwa dr Sławomira Cenckiewicza pt. „Anna Solidarność”. Odbyły się one już w Poznaniu, Węgrowie i Olsztynie. W najbliższy czwartek czytelnicy mają okazję spotkać się z autorem w Gdańsku, a w piątek w Słupsku.
To przez Annę Walentynowicz powstała „Solidarność”. To właśnie dla niej w 1980 roku stanęła Stocznia Gdańska. Kiedy po trzech dniach Komitet Strajkowy zakończył strajk, Walentynowicz miała odwagę powstrzymać robotników, którzy opuszczali stocznię. To ta akcja, ten straceńczy czyn prostej robotnicy stał się czynnikiem decydującym o losach Sierpnia ’80 i najnowszej historii Polski.


darmowy hosting obrazków
Czytaj również na moim portalu tekst pt. „Promocja Anny Solidarność”, patrz tutaj.
Najbliższe spotkania z dr Sławomirem Cenckiewiczem, autorem biografii pt. „Anna Solidarność. Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki (1929-2010)” odbędą się:
GDAŃSK
Czwartek, 24 czerwca br., godz. 17.30, Dom Technika NOT, Sala A, ul. Rajska 6
Moderator: Piotr Semka
SŁUPSK
Piątek, 25 czerwca br, godz. 17.00, Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana, ul. I.J. Paderewskiego 9
Moderator: Robert Kujawski
KIELCE
Wtorek, 29 czerwca br., godz. 18.00, Aula Wyższej Szkoły Umiejętności im. Stanisława Staszica, ul. Wesoła 52
Moderator: Jerzy Kenig
WROCŁAW
Środa, 30 czerwca br., godz. 17.30, Papieski Wydział Teologiczny, Aula, pl. Katedralny 1
Moderator: prof. dr hab. inż. Ireneusz Jóźwiak
PIŁA
Piątek, 2 lipca br., godz. 19.00, Sala Św. Jana Bosko przy Parafii Św. Rodziny, ul. Św. Jana Bosko 1. Promocja „Anny Solidarność” stanie się jednocześnie inauguracją działalności Pilskiego Klubu „Gazety Polskiej”.
Moderator ks. Jarosław Wąsowicz (SDB)
ŁÓDŹ
Czwartek, 8 lipca, godz. 18.00, Księgarnia Wojskowa im. gen. Gorta-Roweckiego, ul. Tuwima 34
Moderator Józef Śreniowski
Najnowsza książka Sławomira Cenckiewicza, dostępna jest również w Internecie, patrz tutaj.
[Fot. Archiwum]

poniedziałek, 17 maja 2010

Promocja „Anny Solidarność”

Anna Walentynowicz zdążyła jeszcze przeczytać przed śmiercią rękopis swojej biografii autorstwa Sławomira Cenckiewicza, ale nie dożyła jej wydania drukiem. Walentynowicz była wielokrotnie internowana i prześladowana przez SB. 10 kwietnia zginęła w katastrofie prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Promocja książki "Anna Solidarność" odbyła się w ostatnią sobotę podczas targów książki w Warszawie.
– Dosłownie dwa tygodnie przed śmiercią (…) pani Ania przeczytała tę książkę i mogę powiedzieć, że była z niej zadowolona – powiedział Sławomir Cenckiewicz podczas promocji swojej najnowszej książki pt. „Anna Solidarność”.

darmowy hosting obrazków
Pomysł napisania biografii Anny Walentynowicz zrodził się na długo przed tragiczną śmiercią bohaterki. Życiorys Walentynowicz to historia opozycji w PRL. Pracująca w stoczni gdańskiej Suwnicowa była w połowie lat 70. współzałożycielką Wolnych Związków Zawodowych. W sierpniu 1980 r. to m.in. ona zatrzymała wychodzących ze stoczni robotników. Strajk nie został przerwany, co doprowadziło do zwycięstwa.
– Ostatni raz widziałem się z Anną Walentynowicz na kilka dni przed jej śmiercią w katastrofie pod Smoleńskiem. Przekazała mi wtedy ostatnie materiały, dotyczące jej syna. Wcześniej przeczytała moją książkę w maszynopisie i była z niej zadowolona. Sama historia dopisała ostatni rozdział – mówił Cenckiewicz na spotkaniu podczas I Warszawskich Targów Książki.
– Zaakceptowała nawet te fragmenty, które dotyczyły spraw, o których nie rozmawiała z nikim. Na przykład związku z ojcem jej syna Janusza, który porzucił ją, gdy dowiedział się, że jest w ciąży. Tak dokładnie wymazała go ze swego życia, że Janusz nie zna nawet nazwiska swego ojca, nosi nazwisko ojczyma. Nie ominąłem też okresu z przełomu lat 40. i 50., kiedy Anna Walentynowicz wierzyła jeszcze, że nowa Polska będzie rzeczywiście „ludowa”, kiedy działała w ZMP i była przodownicą pracy w stoczni, której zdjęcia ukazywały się na pierwszych stronach gazet – mówił Cenckiewicz.
Anna Lubczyk urodziła się w 1928 roku w Równem na Wołyniu, podczas wojny zginęli jej rodzice, a brata Sowieci wywieźli na Wschód. Anną zaopiekowali się sąsiedzi z Równego, ale traktowali dziewczynkę jak darmową służącą, bili, głodzili i zaganiali do pracy ponad siły dziecka. Razem z tą rodziną jeszcze podczas okupacji przedostała się pod Warszawę a po wojnie – do Gdańska. Tam zdecydowała się usamodzielnić.
W 1950 roku zatrudniła się w Stoczni Gdańskiej jako spawacz, co, jak podkreśla historyk, było jednym z najcięższych i najbardziej ryzykownych zajęć w zakładzie. Pracowała, jak wspominała w rozmowach z Cenckiewiczem, z radością i przekonaniem, należała do stoczniowego teatru i chóru, zapisała się do ZMP. Jednak szybko przekonała się, co kryje się za partyjnymi sloganami. Pensja nie wystarczała nawet na jedzenie nie mówiąc o mieszkaniu.
Gdy w 1952 r. urodziła syna Janusza była w tak dramatycznej sytuacji, że napisała nawet list do Bieruta pytając, „czy mam zginąć z tym dzieckiem, jak bezdomny pies?”. List pozostał bez odpowiedzi.
W czwartek 14 sierpnia 1980 r. w Stoczni Gdańskiej im. Lenina proklamowano strajk. Tego samego dnia przemawiała do stoczniowców, prosząc o wytrwanie w walce. Porozumienie w kwestii postulatów dotyczących samej stoczni osiągnięto już 16 sierpnia. Kiedy Wałęsa ogłaszał przez megafon zakończenie strajku, Walentynowicz domagała się kontynuowania protestu do czasu realizacji wszystkich postulatów zgłoszonych również przez inne zakłady pracy. Wówczas to razem z Aliną Pienkowską pobiegła do bramy nr 3, zamknęła ją i przez tubę prosiła robotników, by nie opuszczali stoczni.
– W ten sposób narodził się strajk solidarnościowy, a wraz z nim idea i ruch „Solidarności”. Ta akcja, ten czyn prostej robotnicy zadecydował o losach Sierpnia'80 i najnowszej historii Polski. Wtedy także rozpoczęły się kontrowersje pomiędzy Walentynowicz a Wałęsą – mówił Cenckiewicz.
Po 1989 roku Walentynowicz należała do najbardziej konsekwentnych krytyków Okrągłego Stołu i kompromisu z komunistami. – Nie chciała siedzieć cicho, więc została zmarginalizowana, przylepiono jej łatkę niezrównoważonej wariatki. Przez ostatnie 20 lat tacy ludzie jak Walentynowicz czy małżeństwo Gwiazdów nieustannie przegrywali bitwę o pamięć i prawdę na temat ruchu antykomunistycznego, ustawicznie marginalizowano ich rolę, przemilczano zasługi – mówił Cenckiewicz.
– Moja opowieść o Walentynowicz to także hołd dla wszystkich tych działaczy Solidarności, którzy nie zmieścili się w oficjalnym micie założycielskim III RP – dodał autor książki.
Polecam również krótki film: „Odeszła Anna Walentynowicz”, patrz poniżej:



„Anna Solidarność” trafi do księgarń jeszcze w maju. Ukaże się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka.
Film dokumentalny z cyklu: "Pod prąd" - wywiad z Anna Walentynowicz, patrz poniżej:









MAR/TVP Info

[Fot. Archiwum]

czwartek, 29 kwietnia 2010

Zanim powstała „Solidarność”

Dokładnie 32 lata temu, 29 kwietnia 1978 roku w Gdańsku został powołany Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Inicjatywa ta nawiązywała do WZZ powstałych 21 lutego 1978 roku na Śląsku, ale to jednak gdańscy działacze WZZ pokierowali wielkim zrywem robotniczym z sierpnia 1980 roku i doprowadzili do powstania NSZZ „Solidarność”.

darmowy hosting obrazków
Joanna Duda-Gwiazda w biuletynie MKZ NSZZ „Solidarność” z 1981 r. pisze m.in.: „W przeddzień 1 maja 1978 r. Andrzej Gwiazda – inż. Elektronik z Elmoru, Antoni Sokołowski – spawacz zwolniony ze Stoczni Gdańskiej w 1976 i Krzysztof Wyszkowski – stolarz zatrudniony w Spółdzielni Mieszkaniowej „Osiedle Młodych”, podpisali deklarację powołującą Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża”.
„Społeczeństwo musi wywalczyć sobie prawo do demokratycznego kierowania swoim państwem. (...) Pamiętając tragiczne doświadczenia grudnia 1970, opierając się na oczekiwaniach licznych grup i środowisk społeczeństwa Wybrzeża, podejmujemy śląską inicjatywę tworzenia wolnych związków zawodowych. Dziś, w przededniu 1 maja, święta od ponad 80 lat symbolizującego walkę o prawa robotnicze, powołujemy Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Celem Wolnych Związków Zawodowych jest organizacja obrony interesów ekonomicznych, prawnych i humanitarnych pracowników. Wolne Związki Zawodowe deklarują swą pomoc i opiekę wszystkim pracownikom bez różnicy przekonań czy kwalifikacji" – czytamy w deklaracji założycielskiej WZZ.
Historycy, którzy zajmują się problematyką opozycji demokratycznej są zgodni, że źródłem powstania WZZ były wydarzenia Grudnia 1970 r. na Wybrzeżu. – Idea WZZ nie narodziła się w Warszawie tylko podczas Grudnia‘ 70. Wiedzieliśmy, że wszystkie zmiany muszą zostać dokonane z udziałem robotników – podkreśla Krzysztof Wyszkowski.
Wyłom w systemie
Wolne Związki Zawodowe działały niezależnie od socjalistycznego państwa. Wkrótce, obok struktur działających na Śląsku i Wybrzeżu, powstały w październiku WZZ w Szczecinie. Niestety, władzom udało się spacyfikować w zarodku podobne inicjatywy w Wałbrzychu, Gmiechowie, Łodzi, Krakowie, Radomiu i Częstochowie. SB dezintegrowała i ze szczególną wnikliwością penetrowała wolne związki, które stając w obronie praw robotniczych i obywatelskich, podważały w sposób szczególny podstawę istnienia ustroju sprawiedliwości dziejowej. W wychodzącym na Wybrzeżu biuletynie pt. "Robotnik Wybrzeża", czytamy m.in.:
„W PRL istnieją potężne związki zawodowe zrzeszające miliony pracowników, dysponujące własną prasą, funduszami, lokalami. Mimo to, co kilka lat robotnicy wychodzą na ulice i w gwałtowny sposób dopominają się o swoje prawa, narażając się na ataki MO i późniejsze represje. Nawet duże grupy pracowników w przypadku konfliktu z administracją są bezsilne i osamotnione. Sytuacja pojedynczego pracownika skrzywdzonego czy oszukanego jest jeszcze trudniejsza.
(...) Nie stawiamy sobie celów politycznych, nie narzucamy naszym członkom, współpracownikom i sympatykom określonych poglądów politycznych i światopoglądowych, nie dążymy do objęcia władzy. Zdajemy sobie jednak spraw, że nie unikniemy zarzutu o prowadzenie działalności politycznej. Zakres spraw, które u nas traktuje się jako sprawy polityczne jest bowiem niezmiernie szeroki i obejmuje prawie wszystko za wyjątkiem wycieczek na grzyby.
(...) Nasza działalność jest legalna i zgodna z prawem. Każdy człowiek ma naturalne prawo do obrony, do sprawiedliwości i do godnego życia - gwarantuje nam to Konstytucja PRL oraz międzynarodowe konwencje i umowy dotyczące praw ludzkich i obywatelskich. Działalność związkowa jest pod szczególną ochroną prawną”.
za: Dlaczego założyliśmy WZZ?, „Robotnik Wybrzeża”, nr 1, z 1 sierpnia 1978, s. 1.

darmowy hosting obrazków
Formuła oraz koncepcja działalności ponad podziałami, wola niesienia pomocy robotnikom wywołała szczególne zaniepokojenie wśród komunistycznych władz nie tylko w kraju, ale również w Moskwie. Znany historyk Sławomir Cenckiewicz, m.in. w swoim artykule pt. „Gęgacze i cisi” opublikowanym przed rokiem na łamach tygodnika WPROST, cytuje wypowiedź Piotra Kostikowa, w latach 1964-1980 szefa sektora Polski Wydziału Łączności z Bratnimi Partiami Krajów Socjalistycznych KC KPZR, który w swoich wspomnieniach pisał m.in.:
„Z uwagą na przykład odnotowaliśmy już w (kwietniu) 1978 roku powstanie Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych. Dowiedzieliśmy się potem, że kolportowane są niezależne pisma, że bezpieczeństwo dokonało aresztowań. Bardzo nas to przestraszyło. Bardziej niż znane nam wcześniej działania Komitetu Obrony Robotników i może w założeniu szlachetna, ale odosobniona działalność młodych i starszych przedstawicieli kręgów intelektualnych wśród robotników Radomia, Ursusa i innych miejscowości dotkniętych represjami po czerwcu 1976 roku. Doniesienia naszej bezpieki o działalności Kuronia, Michnika, Modzelewskiego czy Moczulskiego nie robiły silniejszego wrażenia, jakby spowszedniały (...).
Dopiero wiadomości o Wolnych Związkach Zawodowych zaalarmowały naszych szefów. (...) Nasi szefowie sformułowali taką tezę: ten ruch jest niebezpieczny, już same nazwy – wolne związki zawodowe czy komitety obrony robotników – są dynamitem. Ruch jest niebezpieczny, bo wraca do początku wieku, do korzeni rewolucji społecznej. Tę niewiarygodną tezę sformułowano u nas jeszcze w latach 70. Krył się za nią strach przed... rewolucją. Nie poprzestano na teorii, na użytek wewnętrzny Związku Radzieckiego poszły polecenia o zaostrzeniu represji, obserwacji, ściganiu sił podejmujących działania przeciw państwu radzieckiemu. U nas jeszcze nikt nie pomyślał o wolnych związkach, ale już rozstawiano posterunki".
Nie byłoby Solidarności bez gdańskich WZZ
Działalność WZZ w latach 1978-1980 koncentrowała się wokół obrony praw pracowniczych i związkowych, organizacji obchodów rocznicowych Grudnia’70 i wydawania niezależnej prasy. WZZ wydały siedem numerów „Robotnika Wybrzeża" i około dziesięciu ulotek, w tym wydawnictwo zatytułowane „Placówka”, kolportowane następnie na kaszubskich wsiach. Pisano w nich o sprawach codziennych. Stałym tematem były prawa pracownicze i związkowe. Na łamach „Robotnika Wybrzeża" przybliżano również treść konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy oraz relacjonowano represje wymierzone w działaczy opozycji.


Kiedy władze PRL ogłosiły 1 lipca 1980 r. podwyżkę cen żywności, wywołało to falę strajków. Dyrekcje zakładów rozpoczęły zwalnianie „niepokornych". 7 sierpnia 1980 r. zwolniono z pracy w Stoczni Gdańskiej im. Lenina Annę Walentynowicz, działaczkę WZZ. Kilka dni później na zebraniu Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych Bogdan Borusewicz zaproponował wywołanie strajku w trójmiejskich stoczniach. Rozpoczęcia akcji strajkowej w stoczni gdańskiej, 14 sierpnia 1980 r. podjęli się członkowie WZZ – Jerzy Borowczak, Bogdan Felski i Ludwik Prądzyński. Strajk w gdyńskiej stoczni im. Komuny Paryskiej zorganizował inny działacz WZZ - Andrzej Kołodziej i to podczas swojego pierwszego dnia pracy w tej stoczni. Wkrótce powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy na czele którego stanął inny członek WZZ, Lech Wałęsa.
A zatem na realizację podstawowego celu, jaki stawiały sobie Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, przyszło czekać zaledwie dwa lata, kiedy to w sierpniu 1980 r. Międzyzakładowy Komitet Strajkowy zmusił władze do wyrażenia zgody na powstanie niezależnych związków zawodowych. Była to niewątpliwa zasługa gdańskich działaczy WZZ, którzy odegrali decydującą rolę w dziele powstania „Solidarności".
Mariusz A. Roman
Czytaj również:
Sławomir Cenckiewicz, „Gęgacze i Cisi”;
[Na załączonych zdjęciach: Składanie wieńców pod bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej im. Lenina, zorganizowane przez WZZ w dniu 16 grudnia 1979 roku; Pierwszy numer „Robotnika Wybrzeża” z 1 sierpnia 1978.]