Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gospodarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gospodarka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 maja 2012

DSS – jak to było naprawdę z A2?

Trafiłem do Dolnośląskich Surowców Skalnych SA zaledwie przed trzema tygodniami – to prawda. Ale już w tak krótkim czasie, zdołałem się zorientować, jak wiele „zła” otaczało nas w przeszłości i to zarówno z zewnątrz, jak i od wewnątrz Spółki. W najbliższym tygodniu w gronie współpracowników oraz Przyjaciół będziemy modlić się na dwóch Mszach Świętych w intencji DSS. Niczego tak bowiem nie potrzebujemy jak nowego otwarcia i prawdy, w czasie kiedy zapadają najbardziej istotne decyzje w sądach, a które dotyczą dalszego istnienia Spółki.

darmowy hosting obrazków

Póki co, Zarząd skupiony jest na działaniach mających w najbliższej przyszłości odwrócić opcję upadłości naszej firmy z likwidacyjnej na układową. Wspomagają nas wydatnie w tym przedsięwzięciu Akcjonariusze i wypróbowani Przyjaciele, zwłaszcza z Kredyt Banku oraz IDM SA. Tylko ten kierunek pozwala na zachowanie dalszego istnienia Spółki, a w postępowaniu układowym spłacenie wszelkich zaciągniętych wcześniej zobowiązań i wierzytelności oraz odzyskanie płynności. Ze zrozumieniem do tych naszych działań odnosi się również Syndyk, a z nadzieją oczekują na odwrócenie upadłości Inwestorzy.
Tymczasem w ostatnich dniach ukazują się w mediach liczne publikacje poświęcone inwestycjom drogowym, w których przedstawionych zostało wiele nie tylko nieprawdziwych, ale i krzywdzących opinii na temat przepływów finansowych pomiędzy GDDKiA, DSS a podwykonawcami spółki przy budowie odcinka C autostrady A2 oraz przyczyn problemów finansowych firm zaangażowanych w budowę autostrad.
Aby przeciwdziałać tym jednostronnym opiniom Zarząd DSS SA, wydał stosowne oświadczenie, w którym czytamy:
Ponieważ błędne informacje oraz mylne interpretacje faktów powielane są w publikacjach medialnych, chcielibyśmy je w niniejszej odpowiedzi sprostować. Jednocześnie nie zgadzamy się na obarczanie DSS winą za niewłaściwe funkcjonowanie systemu rozliczeń inwestycji drogowych, które to (obok sytuacji rynkowej) są główną przyczyną strat ponoszonych przez firmy zaangażowane w budowę autostrad.
darmowy hosting obrazków

Zdajemy sobie sprawę, iż temat budowy autostrad i problemów podwykonawców jest w chwili obecnej bardzo medialny, jednak równocześnie apelujemy o zachowanie rzetelności dziennikarskiej w publikowanych materiałach i umożliwienie przedstawienia punktu widzenia każdej ze stron.
Chcielibyśmy zwrócić Państwa uwagę na następujące fakty:
1. Zobowiązania handlowe DSS w stosunku do podwykonawców autostrady A2 wynoszą 72 mln zł, a nie kilkaset milionów złotych, jak to jest prezentowane w niektórych publikacjach;
2. W okresie między sierpniem 2011 r. (początek realizacji kontraktu na A2 przez DSS) a marcem 2012 r. DSS otrzymał od GDDKiA łącznie 203 mln zł. W tym czasie spółka wydatkowała 220 mln zł tytułem kosztów związanych z budową A2;
3. DSS działając jako podwykonawca Covec nie odzyskał 50 mln zł wierzytelności.

DSS jako podwykonawca Covec nie odzyskał 50 mln zł


Temat przepływów finansowych przy realizacji kontraktów drogowych budzi ogromne emocje. Doskonale to rozumiemy, ponieważ będąc spółką wyspecjalizowaną w produkcji kruszyw, sami - jako podwykonawca firmy Covec - znaleźliśmy się w identycznej sytuacji po wycofaniu się chińskiej firmy z budowy autostrady A2 w czerwcu 2011r. bezskutecznie domagając się zapłaty za zrealizowane dostawy kruszyw i betonów.
Łączna wartość niespłaconych przez Covec zobowiązań względem DSS wynosi w sumie ok. 50 mln zł (ok. 30 mln zł za dostawy i ok. 20 mln zł z tytułu kar umownych). Pomimo starań, nie uzyskaliśmy w tej kwestii wsparcia od GDDKiA, choć byliśmy podwykonawcą zatwierdzonym przez Generalną Dyrekcję - należności od Covecu do dnia dzisiejszego nie zostały uregulowane, co stało się jedną z głównych przyczyn problemów finansowych DSS.

Przejęcie kontraktu przez DSS po wycofaniu się Covec


Po opuszczeniu placu budowy przez Covec DSS został postawiony przed wyborem: kontynuacji prac - jako generalny wykonawca - co oznaczało znaczące rozszerzenie zakresu obowiązków, m.in. o roboty ziemne - lub wycofania się z tego kontraktu. Pomimo, że budowa dróg nie jest podstawową działalnością DSS, zdecydowaliśmy się na kontynuację projektu, ze względu na fakt, że cały cykl produkcyjny Grupy DSS był mu już wówczas podporządkowany i poczyniliśmy w związku z nim znaczące inwestycje. Stworzenie konsorcjum z doświadczonym partnerem – Boegl a Krysl – dawało duże szanse na odrobienie strat poniesionych w związku z realizacją kontraktu jako podwykonawca Covec.

Straty ponoszone na inwestycjach drogowych to w ogromnej mierze problem dotyczący całej branży


DSS, jak niemal wszystkie inne firmy realizujące inwestycje drogowe, poniósł na kontrakcie istotne straty (łącznie ok. 70 mln zł). Główne przyczyny tej sytuacji wynikały z uwarunkowań rynkowych, jakimi były:
• znaczący wzrost kosztów asfaltu (o ok. 42 proc. w 2011 r.) i paliw (o ok. 18 proc. w 2011 r.);
• wzrost kosztów innych surowców ze względu na duży popyt ze strony wykonawców (zwłaszcza w obszarze wykonywania istotnych projektów infrastrukturalnych);
• realizacja kontraktu pod presją czasu powodująca często konieczność nabywania niezbędnych materiałów po zawyżonych cenach;
• brak możliwości waloryzacji zawartych z GDDKiA umów, pomimo drastycznego wzrostu kosztów (skutki takiego stanowiska GDDKiA były tak negatywne dla branży, iż w ostatnich dniach Generalna Dyrekcja zapowiedziała, że nowo zawarte kontrakty będą waloryzowane o „podawany cyklicznie przez GUS wskaźnik wzrostu cen określonego materiału”).
Jednocześnie DSS, ze względu na wycofanie się jednego z podwykonawców tuż przed początkiem realizacji kontraktu, zmuszony został do podpisania kolejnej umowy pod presją czasu, co spowodowało, iż rzeczywiste koszty związane z kluczowymi dla jakości autostrady robotami ziemnymi, były wyższe od pierwotnie zakładanych o ok. 23 mln zł. Co istotne, GDDKiA nigdy nie zgłaszała istotnych zastrzeżeń co do jakości wykonanych przez konsorcjum prac, a DSS znalazł się w czołówce firm „najlepiej budujących drogi” w rankingu ogłoszonym przed kilkoma dniami przez Generalną Dyrekcję.
Paradoksalnie, gdy walczyliśmy o utrzymanie płynności finansowej GDDKiA obniżyła wartość ostatniej z faktur DSS o 5 mln zł, ponieważ do budowy autostrady wykorzystaliśmy kruszywo, które dostarczyliśmy, gdy wykonawcą był Covec. Nie otrzymaliśmy za nie zapłaty od chińskiej firmy, ale GDDKiA uznała że surowiec jest już jej własnością, pomimo korzystnych dla DSS zapisów w umowie z Covec.

Rozliczenia DSS z podwykonawcami były rzetelne


Zdając sobie sprawę z możliwości wystąpienia problemów związanych z płynnością w DSS, już w listopadzie 2011 r. zdecydowaliśmy o przekazaniu części prac konsorcjantowi – Boegl a Krysl. Uzyskaliśmy również pożyczki od Boegl a Krysl oraz Kredyt Banku na finansowanie projektu. Na początku 2012 r. przygotowaliśmy szczegółowy harmonogram płatności, a dla pełnej przejrzystości stworzone zostało specjalne konto do rozliczeń A2, na które trafiały środki z GDDKiA. Mogły one zostać następnie przelane jedynie po wspólnej akceptacji DSS oraz Boegl a Krysl. GDDKiA miała możliwość nieustannego podglądu rachunku, co jest praktyką wykraczającą poza standardy rynkowe. Z uwagi na pogarszającą się sytuację finansową, w lutym 2012 r. przekazaliśmy całość prac wykonawczych na A2 konsorcjantowi.
Podobnie jak wszystkie inne firmy występujące w roli generalnego wykonawcy, do wykonania poszczególnych specjalistycznych prac DSS zatrudnił podwykonawców. W chwili obecnej wiele firm występuje jako „pokrzywdzone przez DSS”. Należy podkreślić, iż DSS podpisał umowy z kilkunastoma podwykonawcami i nie może odpowiadać za brak rozliczeń pomiędzy podwykonawcami a ich kontrahentami.
Media obiegają astronomiczne kwoty, jakie rzekomo DSS winna jest wykonawcom autostrady A2 – niektóre źródła podają, iż jest to nawet 900 mln zł. W rzeczywistości zobowiązania handlowe DSS wynoszą na chwilę obecną ok. 143 mln zł, z czego ok. 72 mln zł to zobowiązania związane z realizacją A2. Prawdopodobne jest zatem, że w wielu przypadkach pieniądze wypłacone przez DSS „utknęły” u podwykonawców, którzy po otrzymaniu środków nie rozliczyli się ze swoimi kontrahentami. W efekcie firmy, występujące jako pokrzywdzone przez DSS, mogą być w rzeczywistości pokrzywdzone przez swoich bezpośrednich zleceniodawców.
W kwocie 72 mln zł zobowiązań związanych z realizacją A2 znajdują się również zobowiązania wątpliwe, których zasadność będzie rozstrzygana przez sąd. Można je podzielić na dwie grupy:
• niespłacone zobowiązania Covecu, które niektórzy podwykonawcy próbują bezpodstawnie przerzucić na DSS;
• koszty prac, które w rzeczywistości nie zostały wykonane lub zostały wykonane w o wiele mniejszym zakresie (np. wartość robót związanych z wykonaniem przepustów wynikająca z faktur wystawionych przez podwykonawców to 42 mln zł, zaś inwentaryzacja przeprowadzonych robót i analiza stawek uzgodnionych z podwykonawcami wskazuje, iż robót tych powinno być zafakturowanych na 30 mln zł).
W okresie między sierpniem 2011 r. (początek realizacji kontraktu na A2 przez DSS) a marcem 2012 r. DSS otrzymał od GDDKiA łącznie 203 mln zł. W tym czasie spółka wydatkowała ok. 220 mln zł tytułem kosztów związanych z budową A2, w tym na:
• podwykonawstwo, dostawy i usługi – 183 mln zł;
• koszty finansowe (koszty kredytu, leasingu, prowizji od gwarancji bankowych) – 26 mln zł;
• wynagrodzenia osób zatrudnionych przy A2 – 10 mln zł.

Rzeczywista struktura zadłużenia DSS


Obecnie całkowite zadłużenie DSS wynosi ok. 580 mln zł, w tym:
• 143 mln zł zobowiązań handlowych (z tego ok. 72 mln zł związanych z budową A2);
• 153 mln zł zobowiązań bankowych;
• 158 mln zł zobowiązań wynikających z emisji obligacji;
• 98 mln zobowiązań wobec spółki zależnej KKSM;
• 19 mln zł zobowiązań publiczno-prawnych;
• 9 mln zł zobowiązań pracowniczych, w tym istotna część z tytułu odpraw.

Postępowanie układowe jest jedyną szansą powrotu do dochodowej działalności podstawowej


Opracowany przez Zarząd, przy aktywnym udziale największych wierzycieli, konserwatywny plan naprawczy DSS zakłada, że spółka koncentrując się na dochodowej działalności podstawowej, którą jest wydobycie kruszyw, jest w stanie dokonać spłaty zobowiązań handlowych w perspektywie około 5 lat. Oparte na racjonalnych i bezpiecznych założeniach projekcje finansowe wskazują, iż Grupa DSS może, po całkowitym wygaszeniu działalności związanej z budową autostrad, generować ok. 35 mln zł EBITDA (zysk operacyjny + amortyzacja) rocznie z tytułu wydobycia kruszyw i dostarczania ich na największe w kraju place budowy dróg kołowych i kolejowych, co od początku istnienia DSS było podstawową działalnością spółki. w której posiada ona najwyższe kompetencje. Warto dodać, że DSS jako jedyna firma w swojej branży, posiada możliwości dostarczania tak dużego wolumenu kruszyw, jednocześnie spełniającego najwyższe normy jakościowe.
Warto podkreślić, iż spółka uzyskała deklaracje podmiotów zewnętrznych o gotowości zapewnienia finansowania zewnętrznego, czego przejawem jest decyzja NWZA o emisji warrantów zamiennych na akcje. W ten sposób spółka mogłaby zostać zasilona w gotówkę, która pomogłaby w realizacji planu naprawczego.
Aby możliwa była realizacja zaprezentowanego powyżej scenariusza konieczna jest zmiana upadłości z likwidacyjnej na układową, która jest popierana przez zdecydowaną większość wierzycieli i pracowników. Jest to jedyny sposób, aby wierzyciele - zwłaszcza handlowi, mogli odzyskać należące im się środki.

Podstawowe liczby dotyczące DSS


30  mln zł - EBIDTA na działalności kruszywowej za 2011
-58 mln zł - EBIDTA na działalności drogowej za 2011
143 mln zł - Wartość zobowiązań handlowych na dzień 31.03.2012
72 mln zł  - Wartość wszystkich zobowiązań wobec podwykonawców na A2, w tym także spornych lub obarczonych brakami w dokumentacji, stan na dzień 31.03.2012
203 mln zł - Wartość środków otrzymanych przez DSS od GDDKIA z tytułu odcinka A2C
220 mln zł - Wartość środków wydatkowanych przez DSS na budowę odcinka A2C (usługi, towary, koszty finansowe)

Kontakt


Wszystkich dziennikarzy zainteresowanych informacjami dotyczącymi DSS oraz budową odcinka C autostrady A2 prosimy o kontakt pod adresem mailowym: media@dss.pl oraz numerem telefonu: 668 577 698, 602 578 305 lub 660 690 543. Z wielką chęcią odpowiemy na wszystkie Państwa pytania.

środa, 20 lipca 2011

Aby LOTOS pozostał polski

Jeszcze tylko do 29 lipca zbierane będą podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o zachowaniu przez państwo polskie większościowego pakietu akcji Grupy Lotos S.A. Autorzy projektu podkreślają, że strategiczne przedsiębiorstwo przynoszące ogromne zyski do budżetu nie powinno trafić w obce ręce. Zwłaszcza, że zabiegają o pakiet kontrolny firmy rosyjskie.
darmowy hosting obrazków

Właścicielem większościowym Grupy Lotos S.A. (53,19 proc.) wciąż pozostaje skarb państwa. W momencie jednak sprzedaży tych akcji przez rząd, istnieje niebezpieczeństwo, że Polska straci strategiczny zakład, najprawdopodobniej na rzecz mało przychylnych nam firm rosyjskich, od których to i tak już w dużej mierze uzależnieni jesteśmy energetycznie.

Grupa Lotos, w skład której wchodzą rafinerie i inne zakłady na terenie całej Polski ma zostać sprzedana za ok. 5 mld zł., tymczasem inwestycje w samą rafinerię gdańską Lotosu w ostatnich latach opiewają na ok. 10 mld zł. Do tego niezbyt logicznego rachunku warto dodać jeszcze jedną liczbę – rocznie z podatków Grupy Lotos budżet państwa uzyskuje ok. 3 mld zł. Sprzedaż pokryje więc jedynie dwuletnie wpływy budżetu z podatków. Nie wspominając o ewentualnych wpływach z dywidendy.



Dodatkowo należy liczyć się z tym, że nowy właściciel albo zostanie czasowo zwolniony z podatków, albo będzie starał się ograniczyć ich wysokość za wszelką cenę. Sprzedaż firmy nieuchronnie pociągnie za sobą także jej restrukturyzację i masowe zwolnienia w całym kraju.

Koniec Polskiego Lotosu to najprawdopodobniej także koniec sponsorowanych przez niego klubów i związków sportowych. Lotos to obecnie największy sponsor sportu w Polsce, nastawiony nie tyle na promowanie gwiazd co przede wszystkim na sportową edukację młodzieży.

Dlatego właśnie przygotowano Obywatelski Projekt Ustawy o Zachowaniu Przez Państwo Polskie Większościowego Pakietu Akcji Grupy Lotos SA. W tym celu potrzebne jest zebranie 100-tysięcy podpisów od osób popierających ideę Polskiego Lotosu. Liczy się każdy podpis!!! Druk zbierania podpisów można pobrać tutaj.

Więcej na stronie Polski Lotos, patrz tutaj.

Polecamy również program TV TRWAM „Po stronie prawdy” wyemitowany na żywo z przed siedziby Grupy Lotos SA w Gdańsku, patrz poniżej:



(MAR)

[Fot. www.polskilotos.pl]

wtorek, 24 maja 2011

Solidarność: Wołamy Dość!

W najbliższą środę odbędzie się ogólnopolski protest, zorganizowany przez NSZZ „Solidarność” w szesnastu wojewódzkich miastach. Głównym hasłem dla akcji w całej Polsce jest: "Polityka wasza - bieda nasza".

W Gdańsku protestujący spotkają się 25 maja br. o godz. 14 pod Pomnikiem Poległych stoczniowców, gdzie odbędzie się wiec. Stamtąd przejdą pod Urząd Wojewódzki. przy ul. Okopowej w Gdańsku, aby na ręce wojewody pomorskiego złożyć petycję dotycząca naprawy aktualnej sytuacji w kraju.
darmowy hosting obrazków

Podczas pikiety będą zbierane podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o podniesieniu płacy minimalnej. Organizatorzy protestu podkreślają, że mówią: „dość polityce, która doprowadziła do podwyżek cen żywności, paliwa i energii oraz czynszów”. Wzywają jednocześnie rząd do ochrony najuboższych i walki z rosnącą biedą. Domagają się podwyższenia płacy minimalnej, skierowania dodatkowych środków na walkę z bezrobociem, podwyższenia kryteriów dochodowych upoważniających do korzystania z pomocy społecznej, czasowego obniżenia podatku akcyzowego na paliwo.

Okolicznościowy spot wzywający do wzięcia udziału w proteście, patrz poniżej:



(Maro)

[Fot. Archiwum]

wtorek, 8 marca 2011

NSZZ „S”: Uwaga – wzrost bezrobocia

Dramatyczna sytuacja na rynku pracy województwa pomorskiego była głównym tematem obrad Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” we wtorek 7 marca. Zarząd przyjął stanowisko dotyczące bezrobocia w regionie.
Do tej pory bezrobocie w województwie pomorskim było niższe od krajowego, obecnie sytuacja jest odwrotna. Z comiesięcznego raportu Wojewódzkiego Urzędu Pracy wynika, że poziom bezrobocia w województwie zaniżają w znacznym stopniu Gdynia, Sopot i Gdańsk, gdzie jest ono zaledwie kilkuprocentowe. Zaś na obszarze wszystkim pozostałych powiatów województwa jest kilkunastoprocentowe, zaś w nowodworskim dochodzi do 30 proc. – To dowód na to, że polityka rządu w kwestii walki z bezrobociem po prostu nie istnieje – komentowano na posiedzeniu Zarządu.

darmowy hosting obrazków
„Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” wobec informacji o pogorszeniu się w kolejnym miesiącu sytuacji na naszym rynku pracy, uważa, że dramatycznie zwiększający się poziom bezrobocia zaczyna być poważnym zagrożeniem dla przyszłości i rozwoju naszego regionu. W ciągu tylko stycznia liczba bezrobotnych wzrosła w naszym województwie o 10 tysięcy, przekraczając 114 tysięcy osób, co stanowi 13,1 proc. aktywnych zawodowo.
Stale wzrasta ilość bezrobotnych do 25 roku życia. Bardzo niepokojąco rośnie wśród bezrobotnych liczba absolwentów różnego rodzaju szkół, w tym uczelni wyższych, pozostających bez pracy do 12 miesięcy od ukończenia nauki. Systematycznie spada także liczba oferowanych wolnych miejsc pracy. Zgłaszane są zaś kolejne zwolnienia grupowe. Stocznia Marynarki Wojennej, Poczta, kolej, telekomunikacja, Bomi – to zakłady pracy, gdzie kolejne setki pracowników stracą swoje miejsca pracy. Urzędy pracy alarmują o radykalnym zmniejszeniu środków na aktywne formy walki z bezrobociem” – czytamy w przyjętym stanowisku zarządu regionu.
Rząd zmniejszył środki przeznaczone dla urzędów pracy o ok. 2/3. W rezultacie wystarczą one tylko na wypłaty zasiłków i poradnictwo, nie będzie możliwe prowadzenie aktywnych form przeciwdziałania bezrobociu. Ilość ofert, przekazywanych przez pracodawców do urzędów pracy w województwie pomorskim spadła w styczniu br. w porównaniu z poprzednim miesiącem o 300. Dane wskazują także, że liczba wyrejestrowanych bezrobotnych tylko w 1/3 pokrywa się z liczbą osób podejmujących pracę, a więc faktyczna stopa bezrobocia może być o wiele wyższa niż wynika z danych urzędowych.
Podczas posiedzenia Zarządu Regionu NSZZ „S” zwracano również uwagę, że w Polsce wydatki na aktywizację bezrobotnego są jedenastokrotnie niższe niż w rozwiniętych krajach UE, zaś zasiłki dla bezrobotnych są ośmiokrotnie niższe.
Analiza sytuacji na rynku pracy pokazuje, że trwałe bezrobocie dotyka w znaczącym stopniu już młodych ludzi poniżej 25 roku życia. Okazuje się też, że 40 proc. spośród tych, którzy znajdują swoją pierwszą pracę, podejmują ją w dziedzinach, które nie odpowiadają zdobytemu wykształceniu.
Zarząd Regionu zajął się także formami zatrudnienia. Podkreślano, że Związek powinien walczyć o zatrudnianie na podstawie umów o pracę na czas nieokreślony. – Ta forma jest korzystna zarówno dla pracownika jak i dla pracodawcy i gospodarki – mówił Jacek Rybicki, członek prezydium ZRG „S”. Dla firmy dlatego, że dzięki stałej umowie zyskuje związanego z sobą pracownika, w którego może inwestować i czerpać z jego doświadczeń zawodowych. Dla gospodarki – ponieważ istnieje mniejsza prawdopodobieństwo jego zwolnienia a co za tym idzie pojawienia się kosztów, związanych z bezrobociem.
MAR/solidarnosc.gda.pl
[Fot. solidarnosc.gda.pl]

czwartek, 10 lutego 2011

Gdynia: świadectwo dumy i chluby


„Tutaj się kończy morze, a Polska zaczyna (...),
Biało-czerwony odkrył się proporzec Gdynia.”

Witold Zechenter
Dziesiątego lutego mija kolejna rocznica urodzin Gdyni. Przed 85 laty, na mocy rozporządzenia Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej, nadano kaszubskiej wiosce rybackiej, znanej od 750 lat, prawa miejskie. Niewiele lat potem z woli i czynu patriotycznego całego narodu, miasto wyrosło na metropolię, a port stał się największym portem na Bałtyku. Gdynia w pamięć pokoleń wpisała się z chlubą jako symbol II Rzeczpospolitej, wyśnione marzenie Polek i Polaków, których tradycje morskie, tak żywo, po latach niewoli, to miasto i port urzeczywistniało.
Na ślady pierwszego osadnictwa w okolicach dzisiejszej Gdyni natrafiamy już w czasach starożytnych ok. 65 do 500 r. p.n.e. na Oksywiu, o czym świadczą liczne wykopaliska oraz najstarszy trakt handlowy na terenie miasta, obecna ul. Płk Dąbka. W czasach tych powstała specyficzna organizacja plemienna nazywana przez archeologów kulturą oksywską. W wiekach VII – XIII istniał na Oksywiu, usytuowany na stromym brzegu cypla oksywskiego, warowny gród naczelnika wspólnoty terytorialnej, później stając się siedzibą administracji książęcej. Na Oksywiu powstała także jedna z najstarszych parafii na Pomorzu Gdańskim, powstała z całą pewnością jeszcze przed 1224 rokiem. Do parafii oksywskiej należały wszystkie wsie zlokalizowane na Kępie Oksywskiej oraz kilka innych położonych na tzw. Pradolinie Kaszubskiej i nieco poza nią. Wśród nich były m.in. Gdynia, Redłowo i Witomino, a więc oksywska struktura kościelna obejmowała już wtedy, rozległe tereny dzisiejszego miasta.
Na pierwszą wzmiankę o osadzie o nazwie Gdina, ad Gdinam w zapisach źródłowych natrafiamy w dokumentach biskupa Wolimira już z 1253 roku. Przechodziła ta osada przez lata z rąk panów i rycerzy, którzy wreszcie przekazali ją - „aby zapewnić zbawienie duszy swej i swych rodziców” zakonnikom klasztoru w Kartuzach, których własnością pozostaje aż do I rozbioru Polski.

darmowy hosting obrazków
Ludność kaszubska zamieszkująca tą osadę, była znana od wieków z przywiązania do wiary i Korony Polskiej. Podczas sporu katolickiego króla Stefana Batorego z protestanckim Gdańskiem tłumy gdańszczan, chcąc zlikwidować punkty oporu króla, spaliły w 1576 roku Gdynię, Kolibki i Sopot oraz inne wsie nadmorskie. W 1634 roku hetman Stanisław Koniecpolski a następnie inżynier wojskowy Jan Pleitner zaproponowali królowi Władysławowi IV budowę w okolicach Gdyni portu wojennego, ostatecznie skończyło się na budowie Władysławowa, ale pomysł zrealizowano w trzy wieki później...
Podczas zaborów mieszkańcy Gdyni, nie dali się zgermanizować trwając w wierze i tradycji swych Ojców, dając świadectwo polskości tych ziem. Do gdyńskiego mitu wpisał się nieodwołalnie, działacz polonijny i niepodległościowy z przełomu dwóch ostatnich stuleci Antoni Abraham, który świadczył i domagał się przyłączenia ziemi pomorskiej do Macierzy na konferencji pokojowej w Wersalu.
W konsekwencji tych i wielu innych zdarzeń Polska w 1920 roku uzyskała bezpośredni dostęp do Bałtyku, część ziemi kaszubskiej włączając bezpośrednio do państwa polskiego. Rodząca się po 123 latach niewoli Rzeczpospolita, budująca zręby swojej państwowości z trzech zaborów, jak powiewu świeżego powietrza potrzebowała kontaktu ze światem, zwłaszcza, że dostępu do niego broniła niemiecka buta, ograniczając jak tylko można, polskie prawa do Gdańska. Paradoksalnie o potrzebie przyspieszenia budowy portu wojennego a potem handlowego zadecydował splot wydarzeń międzynarodowych, w tym wybuch w 1925 roku wojny celnej z Niemcami, oraz strajk górników angielskich w 1926 roku...

darmowy hosting obrazków
Szansę powstałą w wyniku tego splotu wydarzeń potrafił bardzo umiejętnie wykorzystać minister przemysłu i handlu inżynier Eugeniusz Kwiatkowski. Wysunięta przez niego teza: „...że słupy cywilizacji starożytnej i współczesnej stawiane były przez te społeczeństwa, które dzierżyły prymat w sprawach morskich”, w latach trzydziestych szybko zyskała powszechną akceptację. Popularyzacji idei państwa morskiego służyły bardzo liczne wydawnictwa Ligi Morskiej i Kolonialnej, obchody Świąt Morza, ale nade wszystko dostrzegane przez cały naród polski, realne osiągnięcia z wykorzystania dostępu do morza. W konsekwencji, pomimo ogólnoświatowego kryzysu, w ciągu zaledwie kilkunastu lat, Gdynia z małego portu rybackiego stała się jednym z najnowocześniejszych i uniwersalnych portów na świecie.
Równocześnie, bardzo żywiołowo rodziło się miasto, które jeszcze w 1921 roku liczyło zaledwie 1300 mieszkańców, a w 1938 roku było już 125-tysieczną metropolią. Z Gdynią nierozerwalnie związała swoje losy Marynarka Wojenna. Gdynia stała się i tak jest do dzisiaj, siedzibą dowództwa Marynarki Wojennej oraz jej główną bazą morską.
Gdynia broniąc honoru Polaka i Kaszuby podczas II wojny światowej stała się również miastem bohaterskim i niezłomnym. Wtedy to, tak nieliczni obrońcy miasta w osamotnieniu odpierali nawałę germańską w 1939 r. Następnie dziesiątki tysięcy gdynian zostało wysiedlonych ze swojego miasta, ale Ci, którym udało się pozostać – walczyli dalej. Działając w konspiracji w Gryfie Pomorskim, Armii Krajowej, oraz w Tajnym Hufcu Harcerzy, tak wielu patriotów oddając swoje życie dla Polski, dawało świadectwo honoru, nie po raz ostatni w historii... Gdynia nigdy bowiem nie szczędziła krwi. Także po wojnie, tak wielu niezłomnych, oddało swoje życie na ulicach miasta w 1970 roku oraz tragicznym okresie stanu wojennego. Wielu Gdynian przeszło kazamaty i cierpienia. Jednak w trudzie i znoju, pocie i wyrzeczeniach powstało miasto piękne, niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju.
Gdynia jest niewątpliwie „miastem z morza i z marzeń”, miastem o ogromnym potencjale, które wzrosło z czynu patriotycznego całego narodu. Gdynia jak żadne inne miasto w Polsce jest związana z morzem i gospodarką morską. Powstała przecież jako morskie okno na świat. Klimat tego miasta przyciągał zawsze do niego ludzi kreatywnych, dynamicznych i przedsiębiorczych, którzy w tym mieście i dla niego pracowali, osiągając przeróżne życiowe sukcesy. To im Gdynia zawdzięcza swój obecny kształt, to oni są twórcami jej sukcesów i to im właśnie przysługuje niezbywalne prawo do decydowania o jej dalszych losach. Pisząc te słowa myślę o wszystkich mieszkańcach, których los związał w ciągu ostatnich 85 lat z Gdynią. Wszyscy tutaj mieszkający, możemy być dumni i szczycić się tym, że związaliśmy się z miastem o takiej tradycji oraz wielowiekowej historii. Mieszkamy w mieście, które jest chlubą Polski.
Polecam również krótkie filmy poświęcone historii oraz budowie Gdyni, patrz tutaj:





Mariusz A. Roman
Na załączonych zdjęciach: Kartka z 1906 r. przedstawiająca najstarszy i zabytkowy kościół gdyński św. Michała Archanioła w Oksywiu; Dworzec Morski, przed nim nabrzeże Francuskie, 1936-1939 r.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Ostatni artykuł prezesa Skrzypka

"Financial Times" publikuje ostatni artykuł Sławomira Skrzypka. Prezes NBP zginął w sobotę w katastrofie samolotowej, wraz z prezydentem, jego małżonką i wieloma politykami. Zdążył jednak napisać do jednej z ważniejszych gazet finansowych świata.
Artykuł nosi tytuł "Polska nie powinna spieszyć się z przyjęciem euro". Zgodę na publikację tekstu po jego śmierci udzieliły Narodowy Bank Polski oraz wdowa po tragicznie zmarłym.
Sławomir Skrzypek odniósł się w nim m.in. do wprowadzenia w Polsce euro: „Konieczne reformy strukturalne w dłuższym czasie poprawią kondycję polskiej gospodarki tak, by spełniła kryteria członkostwa w Europejskiej Unii Monetarnej. Dążąc do wprowadzenia euro musimy kierować się mądrością. Nie powinniśmy wiązać sobie rąk terminami, które mogą przynieść skutek odwrotny od zamierzonego” - napisał.
Według niego przykład peryferyjnych państw eurostrefy: Grecji, Hiszpanii, Portugalii i Irlandii, których gospodarka wytraciła konkurencyjność powinien dać do myślenia. „Nic nie zastąpi samodzielnych działań rządu nad poprawą konkurencyjności, wzmocnieniem fiskalnej dyscypliny, uelastycznieniu rynku pracy i rynku produktów” - stwierdził.

darmowy hosting obrazków
„Solidny wzrost gospodarki i rozsądna polityka ws. długu i deficytu są możliwe zarówno w ramach eurostrefy, jak i poza nią. Kraje, którym spieszno do euro mogą rozminąć się ze swoimi najważniejszymi celami. Te zaś, które tak, jak Polska, przedkładają należyte wykonanie prac domowych nad wejściem do euro w krótkim czasie, będą miały odporną strukturę gospodarki i będą lepiej przygotowane do euro w dłuższym czasie” - zasugerował.
Skrzypek uważał, iż rząd w kryzysowym 2009 r. postąpił słusznie poluzowując politykę fiskalną, ale ekspansja fiskalna poszła zbyt daleko: „Z punktu widzenia stosunkowo prężnej gospodarki deficyt finansów publicznych na poziomie ok. 7 proc. PKB w 2010 r. wobec 2 proc. w 2007 r. jest zbyt wysoki” - stwierdził.
Wśród czynników, które pomogły polskiej gospodarce w stawieniu czoła kryzysowi lat 2008-09, prezes NBP wymienił elastyczny kurs wymiany złotego oraz niezależny bank centralny, a więc instrumenty, z których kraje członkowskie UE nie mogą korzystać. „Polska jako państwo nie będące w eurostrefie skorzystała z elastycznego kursu wymiany złotego, w taki sposób, iż okazał się on wsparciem dla wzrostu i obniżył ujemne saldo rachunku obrotów bieżących bez importowania inflacji” - zaznaczył.
„W latach 2008-09 realny, efektywny kurs wymiany złotego obniżył się o blisko 20 proc., co było ważnym czynnikiem zmniejszenia ujemnego salda rachunku obrotów bieżących. W trakcie tego procesu Polska dokonała postępu w dościganiu innych państw UE. PKB na głowę mieszkańca jest w Polsce na poziomie 60 proc. średniej UE wobec 49 proc. w 2004 r.” – podkreślił Skrzypek.
Sławomir Skrzypek zginał w sobotę w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Jego obowiązki - zarówno w NBP i Radzie Polityki Pieniężnej - przejął I wiceprezes NBP Piotr Wiesiołek. Kandydata na nowego prezesa wskaże pełniący obowiązku głowy państwa marszałek Sejmu, a wybierze w głosowaniu Sejm. Zgodnie z ustawą o NBP powinien on zostać powołany najpóźniej 10 lipca.
(MAR) / TVP INFO

środa, 10 lutego 2010

Dumna karta dziejowa Gdyni

„Tutaj się kończy morze, a Polska zaczyna (...),
Biało-czerwony odkrył się proporzec Gdynia.”

Witold Zechenter

10 lutego mija kolejna rocznica urodzin Gdyni. Przed 84 laty, na mocy rozporządzenia Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej, nadano kaszubskiej wiosce rybackiej, znanej od 750 lat, prawa miejskie. Niewiele lat potem z woli i czynu patriotycznego całego narodu, miasto wyrosło na metropolię, a port stał się największym portem na Bałtyku. Gdynia w pamięć pokoleń wpisała się z chlubą jako symbol II Rzeczpospolitej, wyśnione marzenie Polek i Polaków, których tradycje morskie, tak żywo, po latach niewoli, to miasto i port urzeczywistniało.

darmowy hosting obrazków
Na ślady pierwszego osadnictwa w okolicach dzisiejszej Gdyni natrafiamy już w czasach starożytnych ok. 65 do 500 r. p.n.e. na Oksywiu, o czym świadczą liczne wykopaliska oraz najstarszy trakt handlowy na terenie miasta, obecna ul. Płk Dąbka. W czasach tych powstała specyficzna organizacja plemienna nazywana przez archeologów kulturą oksywską. W wiekach VII – XIII istniał na Oksywiu, usytuowany na stromym brzegu cypla oksywskiego, warowny gród naczelnika wspólnoty terytorialnej, później stając się siedzibą administracji książęcej. Na Oksywiu powstała także jedna z najstarszych parafii na Pomorzu Gdańskim, powstała z całą pewnością jeszcze przed 1224 rokiem. Do parafii oksywskiej należały wszystkie wsie zlokalizowane na Kępie Oksywskiej oraz kilka innych położonych na tzw. Pradolinie Kaszubskiej i nieco poza nią. Wśród nich były m.in. Gdynia, Redłowo i Witomino, a więc oksywska struktura kościelna obejmowała już wtedy, rozległe tereny dzisiejszego miasta.
Na pierwszą wzmiankę o osadzie o nazwie Gdina, ad Gdinam w zapisach źródłowych natrafiamy w dokumentach biskupa Wolimira już z 1253 roku. Przechodziła ta osada przez lata z rąk panów i rycerzy, którzy wreszcie przekazali ją - „aby zapewnić zbawienie duszy swej i swych rodziców” zakonnikom klasztoru w Kartuzach, których własnością pozostaje aż do I rozbioru Polski.
Ludność kaszubska zamieszkująca tą osadę, była znana od wieków z przywiązania do wiary i Korony Polskiej. Podczas sporu katolickiego króla Stefana Batorego z protestanckim Gdańskiem tłumy gdańszczan, chcąc zlikwidować punkty oporu króla, spaliły w 1576 roku Gdynię, Kolibki i Sopot oraz inne wsie nadmorskie. W 1634 roku hetman Stanisław Koniecpolski a następnie inżynier wojskowy Jan Pleitner zaproponowali królowi Władysławowi IV budowę w okolicach Gdyni portu wojennego, ostatecznie skończyło się na budowie Władysławowa, ale pomysł zrealizowano w trzy wieki później...
Podczas zaborów mieszkańcy Gdyni, nie dali się zgermanizować trwając w wierze i tradycji swych Ojców, dając świadectwo polskości tych ziem. Do gdyńskiego mitu wpisał się nieodwołalnie, działacz polonijny i niepodległościowy z przełomu dwóch ostatnich stuleci Antoni Abraham, który świadczył i domagał się przyłączenia ziemi pomorskiej do Macierzy na konferencji pokojowej w Wersalu.

W konsekwencji tych i wielu innych zdarzeń Polska w 1920 roku uzyskała bezpośredni dostęp do Bałtyku, część ziemi kaszubskiej włączając bezpośrednio do państwa polskiego. Rodząca się po 123 latach niewoli Rzeczpospolita, budująca zręby swojej państwowości z trzech zaborów, jak powiewu świeżego powietrza potrzebowała kontaktu ze światem, zwłaszcza, że dostępu do niego broniła niemiecka buta, ograniczając jak tylko można, polskie prawa do Gdańska. Paradoksalnie o potrzebie przyspieszenia budowy portu wojennego a potem handlowego zadecydował splot wydarzeń międzynarodowych, w tym wybuch w 1925 roku wojny celnej z Niemcami, oraz strajk górników angielskich w 1926 roku...

darmowy hosting obrazków
Szansę powstałą w wyniku tego splotu wydarzeń potrafił bardzo umiejętnie wykorzystać minister przemysłu i handlu inżynier Eugeniusz Kwiatkowski. Wysunięta przez niego teza: „...że słupy cywilizacji starożytnej i współczesnej stawiane były przez te społeczeństwa, które dzierżyły prymat w sprawach morskich”, w latach trzydziestych szybko zyskała powszechną akceptację. Popularyzacji idei państwa morskiego służyły bardzo liczne wydawnictwa Ligi Morskiej i Kolonialnej, obchody Świąt Morza, ale nade wszystko dostrzegane przez cały naród polski, realne osiągnięcia z wykorzystania dostępu do morza. W konsekwencji, pomimo ogólnoświatowego kryzysu, w ciągu zaledwie kilkunastu lat, Gdynia z małego portu rybackiego stała się jednym z najnowocześniejszych i uniwersalnych portów na świecie.
Równocześnie, bardzo żywiołowo rodziło się miasto, które jeszcze w 1921 roku liczyło zaledwie 1300 mieszkańców, a w 1938 roku było już 125-tysieczną metropolią. Z Gdynią nierozerwalnie związała swoje losy Marynarka Wojenna. Gdynia stała się i tak jest do dzisiaj, siedzibą dowództwa Marynarki Wojennej oraz jej główną bazą morską.
Gdynia broniąc honoru Polaka i Kaszuby podczas II wojny światowej stała się również miastem bohaterskim i niezłomnym. Wtedy to, tak nieliczni obrońcy miasta w osamotnieniu odpierali nawałę germańską w 1939 r. Następnie dziesiątki tysięcy gdynian zostało wysiedlonych ze swojego miasta, ale Ci, którym udało się pozostać – walczyli dalej. Działając w konspiracji w Gryfie Pomorskim, Armii Krajowej, oraz w Tajnym Hufcu Harcerzy, tak wielu patriotów oddając swoje życie dla Polski, dawało świadectwo honoru, nie po raz ostatni w historii... Gdynia nigdy bowiem nie szczędziła krwi. Także po wojnie, tak wielu niezłomnych, oddało swoje życie na ulicach miasta w 1970 roku oraz tragicznym okresie stanu wojennego. Wielu Gdynian przeszło kazamaty i cierpienia. Jednak w trudzie i znoju, pocie i wyrzeczeniach powstało miasto piękne, niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju.
Gdynia jest niewątpliwie „miastem z morza i z marzeń”, miastem o ogromnym potencjale, które wzrosło z czynu patriotycznego całego narodu. Gdynia jak żadne inne miasto w Polsce jest związana z morzem i gospodarką morską. Powstała przecież jako morskie okno na świat. Klimat tego miasta przyciągał zawsze do niego ludzi kreatywnych, dynamicznych i przedsiębiorczych, którzy w tym mieście i dla niego pracowali, osiągając przeróżne życiowe sukcesy. To im Gdynia zawdzięcza swój obecny kształt, to oni są twórcami jej sukcesów i to im właśnie przysługuje niezbywalne prawo do decydowania o jej dalszych losach. Pisząc te słowa myślę o wszystkich mieszkańcach, których los związał w ciągu ostatnich 83 lat z Gdynią. Wszyscy tutaj mieszkający, możemy być dumni i szczycić się tym, że związaliśmy się z miastem o takiej tradycji oraz wielowiekowej historii. Mieszkamy w mieście, które jest chlubą Polski.
Mariusz A. Roman
[Na załączonych zdjęciach: Kartka z 1906 r. przedstawiająca najstarszy i zabytkowy kościół gdyński św. Michała Archanioła w Oksywiu; Dworzec Morski, przed nim nabrzeże Francuskie, 1936-1939 r.]

piątek, 29 stycznia 2010

W Gdyni o IV RP

Klub "Gazety Polskiej" w Gdyni zaprasza na spotkanie z Pawłem Szałamachą, prawnikiem, wiceministrem skarbu państwa w latach 2006-2007, współzałożycielem i prezesem Zarządu Instytutu Sobieskiego, autorem książki “IV Rzeczpospolita- pierwsza odsłona”. Spotkanie odbędzie się 30 stycznia 2010 o godz. 12:30 w Gdyni (Miejska Biblioteka Publiczna Filia nr 15), Al. Marszałka Józefa Piłsudskiego 18.

darmowy hosting obrazków
Tematem przewodnim sobotniego spotkania z Pawłem Szałamachą będzie prelekcja poświęcona wydanej niedawno książce Pawła Szałamachy „IV Rzeczpospolita - pierwsza odsłona”. Oto, co o książce mówi sam autor:
Ta książka skierowana jest do sierot po niezawiązanej koalicji PO-PiS. Zamierzam odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że ambitny projekt naprawy naszego kraju, wokół którego skupiło się dwie trzecie wyborców w 2005 roku, został zaniechany, a przez wielu wyśmiany. Co takiego nastąpiło w latach 2005-2007, że pękły stare przyjaźnie, a temperatura sporu politycznego podniosła się do poziomu niespotykanego od początku lat 90. Polityka to sztuka zdobycia władzy w celu realizacji programu. Pierwsze można zredukować do słowa: „kto?”, drugie: „po co ?”. W książce koncentruję się na tym drugim. Zastanawiam się, po co mamy sądy i służby specjalne, ile spółek może mieć rząd i jak wybudować infrastrukturę drogową. Na koniec stwierdzam, że to dobrze, iż nie powstał PO-PIS. Trzeba się pozbyć choroby sierocej.
Na łamach Rzeczpospolitej książkę P. Szałamachy zrecenzował Bronisław Wildstein, patrz tutaj.

darmowy hosting obrazków
Paweł Szałamacha jest prawnikiem, byłym wiceministrem skarbu państwa w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz w College d'Europe w Brugii. W latach 1994-2004 pracował w kancelarii Clifford Chance w Warszawie. Uczestniczył w zespołach doradczych przy transakcjach prywatyzacyjnych. Od 1998 jest radcą prawnym w Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Poznaniu, przez kilka lat był ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadził też prywatną spółkę "Horyzont-Technologie Internetowe". Był współzałożycielem, w latach 2003-2005 członkiem zarządu, zaś od 1 lutego 2008 pełni funkcję prezesa zarządu Instytutu Sobieskiego, zajmującego się tworzeniem programów społeczno-gospodarczych poświęconych życiu publicznemu w Polsce. Od 2002 wchodzi w skład rady redakcyjnej "Międzynarodowego Przeglądu Politycznego". Od 6 grudnia 2005 pracował w Ministerstwie Skarbu Państwa, najpierw na stanowisku podsekretarza stanu, a od 5 stycznia 2006 do 13 listopad 2007 sekretarza stanu, odpowiadając m.in. za sektor finansowy, energetyczny, chemiczny i maszynowy. Autor publikacji z dziedziny prawa i ekonomii. Publikował m.in. w "Międzynarodowym Przeglądzie Politycznym", "Rzeczpospolitej", "Najwyższym CZASIE!", oraz "Gazecie Polskiej".
Polecamy również fragment zapisu wideo ze spotkania z Pawłem Szałamachą w Płocku, patrz poniżej:


Podczas spotkania możliwy będzie zakup książki autora. Organizatorzy serdecznie zapraszają wszystkich chętnych.
[Fot. Archiwum]

sobota, 10 października 2009

Gdynia: O gospodarce morskiej, turystyce i przestrzeni miejskiej

Wpływ światowego kryzysu na polską gospodarkę, nowe zjawiska i trendy w sektorze turystycznym oraz rozwój przestrzeni miejskich. To główne tematy, jakie poruszyli uczestnicy IX Międzynarodowego Forum Gospodarczego, które odbyło się 9 października w Gdyni.

darmowy hosting obrazków
Podczas gdyńskiego forum odbyła się ciekawa dyskusja na temat skutków światowego kryzysu, zmian i nowych trendów w gospodarce światowej oraz ich wpływu na gospodarkę morską. Zostały przedstawione nowe zjawiska oraz trendy w sektorze usług turystycznych, mające wpływ na rozwój innowacji w marketingu terytorialnym. Forum starało się także odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób przetworzyć przestrzeń miejską, aby stała się wizytówką miasta.
Forum zostało podzielone na trzy panele tematyczne. Każdy z nich posiadał odrębną koncepcję i poruszał inne tematy, łączył je jednak wspólny mianownik – pasjonujące dyskusje i prezentacje oraz profesjonalizm specjalistów.
Panele tematyczne IX Międzynarodowego Forum Gospodarczego:
Panel gospodarki morskiej
„Kryzys w gospodarce światowej – kolejny rozdział czy początek nowej ery”
Rozważania prezentowane podczas tego panelu zostały oparte o szereg analiz pokazujących wpływ wywierany przez skutki światowego kryzysu finansowego i ekonomicznego na polską gospodarkę, a w szczególności na branżę morską. W czasie panelu morskiego badano także sposoby przetrwania w poszczególnych branżach.
Panel turystyczny
„Turystyka bez granic – nowe wyzwania”
W ramach panelu turystycznego zostały omówione nowe zjawiska oraz dynamiczne zmiany zachodzące na rynku usług turystycznych i marketingu terytorialnego. Prelegenci poruszali m.in. kwestie dotyczące sposobów pozyskiwania efektywnej i możliwie rzetelnej informacji z rynku, w tym dotyczącej także takich zjawisk, jak: zmiany w stylach życia, czy przewidywania i oceny trendów. Z prelekcją wystąpił m.in. prof. Jose Aramberri z Drexel University of Philadelphia określany jako „guru” przemysłu i marketingu turystycznego.
Panel: Przestrzeń miejska
„Inteligentne przestrzenie w rozwoju współczesnych miast”
W ramach tej części, zaprezentowane zostały niekonwencjonalne pomysły oraz innowacyjne metody kreowania niepowtarzalnego wizerunku miast i regionów. Celem panelu, obok przekrojowego przedstawienia zagadnienia, było również umożliwienie nawiązania kontaktów między przedstawicielami urzędów i instytucji samorządowych a firmami działającymi na kierunku kreowania przestrzeni urbanistycznej.
Międzynarodowego Forum Gospodarczego w Gdyni wpisało się już na stałe w kalendarz imprez jako największe wydarzenie gospodarcze na Pomorzu. Ostatnia edycja Forum zgromadziła w Gdyni ok. 500 gości oraz kilkudziesięciu wybitnych specjalistów w dziedzinie rozwoju turystyki, najaktywniejszych przedstawicieli środowiska biznesowego oraz twórców sukcesu rozwoju miast.
Więcej informacji na stronie, patrz tutaj.
Mariusz A. Roman
[Fot. www.forum.gdynia.pl]

sobota, 27 czerwca 2009

Gdańsk: Pikieta przeciwników rządu

W piątek (26 czerwca 2009) w godzinach 14-16 w Gdańsku, w okolicy Dworca Głównego PKP miała miejsce pikieta grupy obywateli określającej się jako Aktywne Społeczeństwo Obywatelskie, sprzeciwiających się polityce rządzącej koalicji PO-PSL oraz innym niekorzystnym zjawiskom obecnym w życiu polityczno-społecznym kraju. Jedno z prezentowanych haseł dotyczyło obrony IPN oraz mediów publicznych.

darmowy hosting obrazków
Pikietujący rozdawali przechodniom dwie ulotki: pierwsza dotyczyła powodów sprzeciwu wobec rządzącej koalicji a druga była Apelem do gdańskiej Rady Miasta w sprawie budowy pomnika pomordowanym polskim dzieciom w latach 1939-45. Grupa nazwała swoją inicjatywę Aktywne Społeczeństwo Obywatelskie - zainspirowana artykułem red. Jadwigi Chmielowskiej, który ukazał się wiosną b.r. w "Gazecie Polskiej".
W pierwszej z ulotek, czytamy m.in.: „Nieudolność i niekompetencja, dziesiątek afer związanych z PO i PSL, przykrywane są medialną fikcją przygotowywaną codziennie przez grupy cynicznych manipulatorów, psychologów tłumu, zatrudnionych przez rząd za pieniądze podatników. To oni wyświetlają nam świat wymyślony, zamiast jego rzeczywistego obrazu.
Sprawa ważna dla całej Polski a szczególnie dla nas, na Wybrzeżu – stocznie. Rząd ciągle zwleka z wyjawieniem, kto kupił stocznie w Gdyni i Szczecinie!! Jakie są plany nowych właścicieli? Dlaczego media nie naciskają o wyjaśnienia!! Słabną podstawy do nadziei, że będzie kontynuowana w nich budowa statków”.
Całość tekstu, patrz tutaj.
Apel ws. Pomnika Pomordowanych Dzieci Polskich, patrz tutaj.
W pikiecie brali udział między innymi członkowie klubu "Gazety Polskiej" w Rumii-Redzie-Wejherowie oraz klubu "Gazety Polskiej" w Gdyni. Głównym animatorem akcji był Andrzej Fic, działacz i drukarz podziemnej „Solidarności”, (jego biografia, patrz tutaj).

darmowy hosting obrazków
Według Andrzej Fica: - Było spore (a przynajmniej większe niż się spodziewano) zainteresowanie pikietą ze strony przechodniów i pasażerów tramwajów, autobusów i samochodów. Było dużo więcej niż się spodziewaliśmy przychylnych, albo, chociaż grzecznych reakcji ze strony młodzieży. Wszyscy uczestnicy są zdania, że demonstracja była udana, a niektórzy, nawet, że nawet bardzo udana.
- Wyczuwało się też silnie duże zaskoczenie, ale i jakiś respekt ze strony oglądających demonstrację, a było też nie tak mało ludzi, którzy chyba odczuwali sporą satysfakcję patrząc na transparenty i odbierając ulotki – dodaje Fic.
Uczestnicy pikiety podkreślali także, że przeprowadzona akcja nie spotkała się z zainteresowanie mediów lokalnych, na 4 godziny przed demonstracją zostały powiadomione m.in.: "Dziennik Bałtycki" i "Radio Gdańsk".
Więcej zdjęć z pikiety, patrz tutaj.
Mariusz A. Roman
(Fot. Rafał Kobylański)

czwartek, 16 kwietnia 2009

Gdańsk: Konferencja „Polska Pierwszej Prędkości”

Jakie są perspektywy energetyki jądrowej w Polsce? Co uczynić, by zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju? Jak powinna kształtować się polska gospodarka morska? Wokół odpowiedzi na te pytania koncentrować się będzie uwaga uczestników gdańskiej konferencji Ruchu Obywatelskiego Polska XXI z cyklu "Polska Pierwszej Prędkości". Konferencja odbędzie się w najbliższą sobotę 18 kwietnia br. w Gdańsku, w Parku Naukowo - Technologicznym (ul. Trzy Lipy 3). Początek konferencji - godz. 11.00.
Program konferencji będzie się składał z dwóch paneli dyskusyjnych. Pierwszy pt. „Bezpieczeństwo energetyczne Polski decyduje się dziś” poprowadzi prof. Jerzy Buzek, a uczestniczyć w dyskusji będą: Piotr Książek (Elektrownia Wodna Żarnowiec S.A.), Krzysztof Madajewski (Instytut Energetyki Oddział w Gdańsku), prof. Jerzy Niewodniczański (Akademia Górniczo-Hutnicza), były prezes Państwowej Agencji Atomistyki.
Drugi panel pt. ”Czy mamy szansę na Polskę morską?” poprowadzi Wojciech Szczurek, Prezydent Gdyni, a wystąpią w nim: red. Marek Kański (ekspert, dziennikarz), prof. Jan Szantyr (Politechnika Gdańska) oraz Walery Tankiewicz (Port Gdynia).
darmowy hosting obrazków
Konferencję otworzy Jarosław Sellin (prezes Stowarzyszenia Pomorze XXI) a jej podsumowaniem zajmie się Rafał Dutkiewicz, Prezydent Wrocławia i jednocześnie przewodniczący Ruchu Obywatelskiego Polska XXI. Konferencja otwarta jest dla wszystkich zainteresowanych, a jej zakończenie planowane jest na godzinę 14:00.
Celem cyklu konferencji pod wspólnym tytułem: "Polska pierwszej prędkości" jest merytoryczne poprawienie jakości debaty publicznej w Polsce poprzez koncentrowanie się na dyskusji wokół najbardziej istotnych wyzwań, stojących przed naszą Ojczyzną. Jak dotychczas, podobne konferencje odbyły się w Warszawie, gdzie dyskutowano o rozwoju, w Łodzi (o kulturze i samorządzie terytorialnym) w Krakowie (o edukacji) i Wrocławiu (o ekonomii). W zamierzeniu organizatorów konferencja w Gdańsku, skoncentruje się wokół dwóch tematów: bezpieczeństwa energetycznego kraju ze szczególnym uwzględnieniem perspektyw dla energetyki jądrowej i gospodarki morskiej.
Mariusz A. Roman
Na załączonym zdjęciu: Budynek Parku Naukowo-Technologicznego w Gdańsku.

czwartek, 19 marca 2009

„Rz” ujawnia kolejną aferę związaną z rządem...

Dzisiejsza "Rzeczpospolita" ujawniła, że żona wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego figuruje jako członek rady nadzorczej spółki PL Energia. Tymczasem firma ta stara się właśnie w resorcie środowiska o koncesję na poszukiwania złóż gazu.
darmowy hosting obrazków
Zgodnie z prawem geologicznym i górniczym, aby uzyskać zgodę na poszukiwania i eksploatację złóż strategicznych surowców, należy złożyć wniosek w resorcie środowiska. Koncesja może być przyznana uznaniowo bądź w formie przetargu. Jedną z takich koncesji przyznano spółce PL Energia. Wartość złoża, do którego ma prawo, wynosi około 225 milionów złotych. Obecnie spółka stara się o następną koncesję na poszukiwania gazu i złożyła już stosowne dokumenty. Firma poinformowała "Rzeczpospolitą", że wniosek wciąż jest rozpatrywany, resort dodaje, iż postępowanie przetargowe właśnie się kończy.
Wiceminister Gawłowski w rozmowie z „Rz” podkreśla, że jego żona jest specjalistką z zakresu pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych i tym miała się zajmować w PL Energia. Tymczasem z profilu żony wiceministra, umieszczonego na portalu Nasza-Klasa wynika, że dopiero w 2008 roku jego żona ukończyła zaocznie studia licencjackie i to na kierunku administracji publicznej w Bałtyckiej Wyższej Szkole Humanistycznej. Obecnie uczęszcza na tej samej uczelni na magisterskie studia uzupełniające. Pracuje jednocześnie w Miejskich Wodociągach i Kanalizacji w Koszalinie.
– Z punktu widzenia moralnego te związki budzą duże wątpliwości – ocenia Jan Szyszko, były minister środowiska w rządzie PiS i AWS. – To na pewno sprawa naganna – dodaje Stanisław Żelichowski z PSL dla „Rz”. Podobnego zdania jest poseł Zbigniew Wasermann z PiS.
"Rzeczpospolita" ustaliła, że według Krajowego Rejestru Sądowego członkiem zarządu przedsiębiorstwa PL Energia jest Renata Listowska-Gawłowska, żona wiceministra. Stanisław Gawłowski zaznacza, że nie ma żadnego wpływu na wydawanie koncesji, a jego żona złożyła rezygnację z członkostwa w radzie i współpracy z PL Energia.
Stanisław Gawłowski, były szef zachodniopomorskiej PO, pełni funkcję wiceministra środowiska od listopada 2007. Od dwóch kadencji jest posłem na Sejm. Był również m.in. wiceprezydentem Koszalina. Jako wiceminister zasłynął z udziału w sporze z fundacją Lux Veritas, związaną z o. Tadeuszem Rydzykiem, dyrektorem Radia Maryja. Chodziło o wstrzymanie wypłaty pieniędzy na odwierty w poszukiwaniu wód geotermalnych z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. A właśnie Gawłowski pełni również funkcję szefa rady nadzorczej NFOŚiGW.
Na zdjęciu: Gawłowski razem z posłem Januszem Palikotem.

wtorek, 24 lutego 2009

Drenaż kapitału z Polski to nic nowego

Wywożenie kapitału z naszego kraju trwa od dawna, właściwie od początku transformacji ustrojowej po 1989 r. W ostatnich jednak latach odbywa się to szczególnie intensywnie i za pomocą nowych metod. Zwłaszcza, że stworzone w Polsce warunki ekspansji dla międzynarodowych grup kapitałowych sprzyjają transferowi gotówki na zachód, tak potrzebnej w centralach tych instytucji, w dobie ogólnoświatowego kryzysu.

Saldo bilansu płatniczego wskazuje jednoznacznie, że z Polski transferowany jest kapitał. W znacznej mierze odpowiadają za to oddziały zagranicznych banków, które transferują zebrane w Polsce oszczędności do swoich centrali za granicę. Oczywiście wymieniając wcześniej złotego na inne waluty. Słabnięcie polskiego złotego jesienią 2008, wywołane tym drenażem, pogłębione zostało jeszcze przez skuteczne spekulacje zagranicznego kapitału. Dzięki tzw. opcjom walutowym CALL spekulanci nabyli prawo zakupu na polskim rynku waluty po cenie z lata 2008 roku, kiedy to – przypomnijmy – za jedno euro płaciło się około trzy i pół złotego. W konsekwencji Polska została wystawiona na atak spekulacyjny wskutek nieostrożnej polityki finansowej, a także zwrócenia na ten fakt uwagi przez międzynarodowe kręgi finansowe.

Przypomnijmy tylko, że już we wrześniu ubiegłego roku JP Morgan ogłosił wiadomość, iż złoty jest najsłabszą walutą i mniej bezpieczną niż węgierski forint. W tej wiadomości padło też charakterystyczne zdanie, że w przypadku kryzysu Polska pozostałaby prawie bez rezerw. To nie wyglądało na prognozę, lecz na zapowiedź. Tymczasem odpływ kapitału jest czynnikiem, który niewątpliwie sprzyja spekulacjom finansowym obliczonym na osłabienie złotego. Jak wynika z ustaleń Instytutu Edukacji Konsumentów na Rynku Kapitałowym, jest bardzo prawdopodobne, że sytuacja ta ma charakter zaplanowanych i zorganizowanych działań, zbliżonym pod względem sposobu działania do sławnego ataku spekulacyjnego George Sorosa na funta szterlinga w 1992 roku.

Drenaż w postaci transferu zysków

Profesor Kazimierz Z. Poznański trafnie przytoczył rzecz wydawałoby się oczywistą, że najkorzystniejszym sposobem dopuszczenia obcego kapitału do danego kraju - jest zgoda na tworzenie całkiem nowych inwestycji, a nie jego inwestycje w zakup starego kapitału (patrz: K. Z. Poznański, „Wielki przekręt. Klęska polskich reform”, Warszawa 2000, s. 25). Wcześniej James Goldsmith radził, żeby uzależniać dostęp zagranicznych korporacji do rynków krajowych od zbudowania przez nie fabryk, a więc od wniesienia swojego wkładu w gospodarkę kraju gospodarza (patrz: J. Goldsmith, „Pułapka”, Warszawa 1995, s. 36). I rzeczywiście, potencjalna aktywność założycielska napływającego do nas kapitału zagranicznego była w stanie wykreować nowe aktywa finansowe i produkcyjne, a więc tym samym - nowe miejsca pracy w Polsce.

Niestety, ani większość rządzących po 1990 roku, ani ich zachodni doradcy, nie rozważali w odniesieniu do zagranicznego kapitału innej strategii w Polsce, poza strategią masowego wykupu przez cudzoziemców rentownych spółek polskiego Skarbu Państwa. W konsekwencji nowi właściciele zagraniczni, poza nielicznymi wyjątkami, nie tworzyli w Polsce po 1990 roku nowych aktywów i nowych miejsc pracy. Najczęściej celem dokonanego wykupu było zniszczenie polskiego państwowo-kapitalistycznego konkurenta rynkowego. O tym mówią chociażby manipulacje dokonane na majątku Fabryki "Wagon" w Ostrowie Wielkopolskim, albo zdemontowanie przez Siemensa we Wrocławiu państwowych Zakładów Elektronicznych "Elwro". W ten sposób, umożliwiono także komunalnej spółce STOEN (Niemcy) zakupienie wielkiego państwowego przedsiębiorstwa zajmującego się dystrybucją energii elektrycznej w Warszawie.

W rezultacie, z przejętych w ten sposób firm, dokonuje się rokrocznie legalny i oficjalny transfer zysków poprzez dywidendy. Dotyczy to zwłaszcza sektora bankowego, który w blisko 80 proc. znajduje się pod kontrolą kapitału zagranicznego. Tylko w latach 2004-2005 w postaci transferów bankowych, wydrenowano z Polski kapitał o wartości około 22 miliardów dolarów. Przy czym, nie zawsze ta sytuacja jest jednoznaczna prawnie, jak choćby w przypadku nowego właściciela Banku Handlowego - czyli Citi Banku, który bez żadnego związku z umową prywatyzacyjną, przekazał do swojej nowojorskiej centrali dywidendę, która została wypracowana na rynku - także w czasie, gdy właścicielem Banku Handlowego był polski Skarb Państwa. Niestety, tego typu proceder możliwy jest, przy całkowitej akceptacji polskich instytucji nadzoru finansowego.

Drenaż transakcyjny

Kolejny kanał wywozu kapitału z Polski związany jest z tzw. cenami transakcyjnymi. Polega on na tym, że polskie firmy-córki w stosunku do swoich zagranicznych firm-matek prowadzą taką politykę rozliczania kosztów, że zawyża się ceny sprowadzanych surowców i półproduktów, które są tutaj poddawane procesowi uszlachetniania. Przy czym w Polsce produkuje się praktycznie po kosztach własnych, do tego dochodzi tańsza robocizna. Natomiast gotowy produkt, wyjeżdża z Polski z wygenerowanym zyskiem, tylko że jego wielkość ujawnia się dopiero poza granicami.

Pomimo tego, że istnieje nawet specjalna dyrektywa UE w sprawie przeciwdziałania takim praktykom, z której wynikają odpowiednie procedury i zalecenia. To jednak ani Ministerstwo Finansów, ani urzędy skarbowe, praktycznie nie prowadzą żadnych działań przeciwdziałających tej ścieżce wywozu kapitału.

Drenaż spekulacyjny

Trzecim sposobem transferu kapitału z Polski jest spekulacja finansowa i giełdowa na ogromna skalę. Jedną z metod takiej spekulacji jest oczywiście gra na giełdzie. Tutaj obowiązuje prosta reguła: ten, kto ma informacje i odpowiednio duże środki, może wygenerować zachowania mniejszych graczy giełdowych. Oczywiście cała operacja polega na tym, aby wycofać swoje aktywa w odpowiednim momencie i pozostawić całą rzeszę tych mniejszych graczy z jak największą stratą na rzecz zysku własnego.

Obecny kryzys światowy - wzmocnił jeszcze motywację do wywozu kapitału – by uzupełnić braki w macierzystych centralach firm, pozbawiając ten proceder jakichkolwiek zasad. Aby być skutecznym zastosowano na masową skalę tzw. opcję walutową. Ostatnio bardzo nagłośnioną w mediach - spekulację finansową.

Strategię opcji zastosowało kilkanaście banków i najczęściej chodziło w niej o oszukanie własnych klientów. Media opublikowały m.in. opracowanie na ten temat dr Mariusza Andrzejewskiego oraz analizę dr Pawła Karkowskiego, którzy zgodnie wykazują, że banki większość transakcji opcyjnych zawarły w momencie, gdy złoty był u szczytu aprecjacji i dla bankowców musiało być jasne, że lada chwila trend się odwróci i nastąpi deprecjacja. Co więcej, oferowano przedsiębiorstwom w pakietach opcje asymetryczne, jednostronnie korzystne dla banków, a czasem uzależniano nawet od nich przyznanie kredytu obrotowego.

Następnie, niektórzy z zagranicznych inwestorów dla rozkręcenia tej spekulacji ogłaszali złe prognozy dla rynku na najbliższy rok. Wreszcie realizując swoje opcje i kupując na polskim rynku walutę, uzyskali zysk będący różnicą pomiędzy wartością złotówki z lata i późnej jesieni ubiegłego roku, a przy okazji jeszcze bardziej obniżyli jej kurs. W rezultacie dochodzi dzisiaj do upadku kolejnych polskich firm i pogłębiania się kłopotów setek innych, a co za tym idzie mnożenia dziesiątek tysięcy - kolejnych bezrobotnych.

Skala zjawiska

Nie można określić precyzyjnie skali transferu kapitału z Polski, gdyż nikt tak naprawdę tego nie monitoruje. Jednak szacunkowo ocenia się wielkość tego zjawiska przynajmniej na 40 mld zł. Do tego dochodzi ujemne saldo w handlu zagranicznym, a więc dewizy, które musimy zapłacić, by zbilansować import z eksportem – co również jest szacowane na ok. 40 mld zł. W sumie zatem wielkość drenażu kapitału z Polski w 2008 roku wyceniana jest na ok. 80 mld zł.

Mariusz A. Roman

poniedziałek, 23 lutego 2009

Litwini kupują w Polsce!

Mieszkańcy Litwy coraz częściej tankują swoje samochody i robią zakupy w Polsce. Zaopatrzeni w taniego złotego masowo zjeżdżają do północno-wschodnich miast naszego kraju. Takich pielgrzymek nie spodziewały się władze litewskie, windując od nowego roku podatki na paliwa i produkty spożywcze.
Na parkingach przed każdym większym sklepem w Białymstoku czy Suwałkach pełno jest samochodów z litewskimi rejestracjami. W sklepach coraz częściej słyszy się mowę litewską. Na bazarach Litwini kupują w dużych ilościach mięso, masło, jajka, banany, cukier, chleb. Po dostawach towaru kolejki do kas w supermarketach mają po kilkadziesiąt metrów długości. Prawdziwe oblężenie przeżywają także polskie stacje benzynowe, gdzie w kolejkach stają także litewskie samochody ciężarowe, od stycznia nasz napędowy jest bowiem tańszy - nawet o 40 centów litewskich.
Jak donosi „Kurier Wileński” – codzienna polska gazeta na Litwie, przyczyną takiego stanu rzeczy jest olbrzymia różnica w cenach. I podaje: „przykładowo: kupując kilogram filetów z kurczaka w polskim supermarkecie trzeba zapłacić 8,35 lita, tymczasem w dowolnym litewskim sklepie za to samo mięso płaci się 15-17 litów. Podobnie jest z cenami na inne artykuły spożywcze, np. cukier: 2,00 – 2,50 lita za kilo. Jeszcze więcej można zaoszczędzić, kiedy się trafi na promocję”. Według „KW” produkty spożywcze wzrosły w ostatnim roku na Litwie o 16,4 proc. tymczasem w Polsce zaledwie o 5,9 proc.
W Kurierze możemy również przeczytać, że brak jest na Litwie informacji o stratach, jakie notują litewskie sieci handlowe. Jednak zdaniem litewskiego Instytutu Wolnego Rynku najbardziej groźnym zjawiskiem jest spadek sprzedaży oleju napędowego na litewskich stacjach paliwowych. Według Kaetany Leontjevej z IWR z powodu zmniejszenia obrotów na litewskich rynku paliwowym, do budżetu tej bałtyckiej republiki nie wpłynie co najmniej 200 mln litów. Akcyza według. IWR za tonę oleju napędowego w Polsce wynosi obecnie 800 litów, a na Litwie 1140 litów.
W 2009 roku podatek VAT na Litwie wzrósł z 18 do 19 proc. Ulgowy 5 proc. VAT na leki, świeże i mrożone mięso, ryby, owoce i warzywa wzrósł do 19 proc. Zwiększono także akcyzę na paliwo, alkohol i papierosy. Jednocześnie kurs euro do lita jest sztywny i na Litwie wciąż za jedno euro płaci się 3,45 lita. W polskich kantorach lity są sprzedawane po 1,4 zł. Podczas gdy jeszcze jesienią kosztowały 95 groszy.
Na załączonym zdjęciu z „KW”: Coraz więcej litewskich samochodów pod polskimi sklepami. Fot. Marian Paluszkiewicz

piątek, 20 lutego 2009

Miliardy za opieszałość rządu

Opcje walutowe: 15 czy 50 mld zł strat ? Skutki finansowe kontraktów opcyjnych i tak poniesie Skarb Państwa, czyli podatnicy.
darmowy hosting obrazków

Rząd zapomniał bowiem w listopadzie 2007 r. wdrożyć unijnej dyrektywy MIFID, która zabezpieczała klientów banków przed nieuczciwym oferowaniem niekorzystnych instrumentów finansowych. W rezultacie - firmy, które stracą na opcjach, będą mogły dochodzić odszkodowania od państwa. Beneficjentami transakcji nie będą jednak banki w Polsce. Przeciwnie - mogą one znaleźć się w kręgu poszkodowanych, jeśli zabezpieczały swoje pozycje w zagranicznych bankach inwestycyjnych. To właśnie duże banki inwestycyjne amerykańskie i europejskie, operujące za pośrednictwem funduszy hedgingowych, dzisiaj zarabiają na opcjach miliardy.

W czwartek do redakcji "Wall Street Journal" skierował list szef Stowarzyszenia Przejrzysty Rynek Jerzy Bielewicz, wskazując, że globalni potentaci bankowi w sposób spekulacyjny destabilizują rynki Europy Środkowowschodniej. Komisja Nadzoru Finansowego wyceniła wartość kontraktów opcyjnych na 15 mld zł, ale nie brak głosów, że może to być nawet 50 mld złotych. Stratami zagrożone są tysiące firm, w tym spółki Skarbu Państwa.
Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Stanisław Kluza wyjaśnił, że przy osłabieniu złotego o każde 10 gr negatywna wycena zwiększa się o kolejny miliard złotych. Przy kursie 4,8 zł za euro, negatywna wycena opcji walutowych polskich firm wyniosła 15 mld zł. Szacunki KNF i tak są nieco bardziej optymistyczne w porównaniu z tymi, które np. przedstawił Zbigniew Jakubas. Właściciel Feroco stracił na opcjach ponad 100 mln zł i według niego polskie firmy mogły stracić nawet 50 mld zł. Szacuje się, że problem dotyczy kilku tysięcy przedsiębiorstw, np. Krośnieńskie Huty Szkła z powodu strat na opcjach musiały złożyć wniosek o upadłość.

W spółkach z udziałem skarbu państwa, dane dotyczące strat na opcjach mają zostać przedstawione najpóźniej w dniu zatwierdzenia budżetu na 2009 r. Ogólnie wiadomo jednak, że tego typy transakcje zawarło 48 państwowych spółek, z czego połowa poniesie z tego tytułu poważne straty. Straty z powodu negatywnej wyceny opcji poniosły m.in. Ciech (ponad 100 mln zł w 2008 r.), Zakłady Azotowe w Tarnowie (10-20 mln zł) czy Jastrzębska Spółka Węglowa. Ta ostatnia w 2008 r. straciła 5 mln zł, zaś w tym roku może być to nawet 100 mln zł.

niedziela, 11 stycznia 2009

Kolejna wojna gazowa na wschodzie. Najwyższy czas na reakcję!

To już nie konflikt, to prawdziwa gazowa wojna. I wcale ta sytuacja nie powinna dziwić, skoro w rosyjskiej strategii energetycznej oficjalnie zapisano, że strategicznymi celami rozwoju przemysłu gazowego jest m.in.: zabezpieczenie jej politycznych interesów. A taki właśnie wymiar ma ta wojna - polityczny, a nie biznesowy. Najwyższy zatem czas na otrzeźwienie i realizację zapowiadanych od lat inwestycji w zakresie bezpieczeństwa energetycznego w naszym kraju.

Podczas piątkowej debaty nad bezpieczeństwem energetycznym Polski, przeprowadzonej w Sejmie rząd zademonstrował jedynie siłę spokoju, nie widząc specjalnie zagrożeń w związku z kryzysem gazowym. Premier Pawlak przekonywał posłów, ze nasz kraj posiadając znaczne zasoby paliw stałych, jest jednym z najmniej uzależnionych od dostaw surowców energetycznych krajem Unii Europejskiej. Uspakajał, że w naszym bilansie energetycznym gaz stanowi jedynie 12 proc. ogólnego zużycia. Jakby zapominając o istocie problemu, jak bardzo gaz jest istotny dla odbiorcy detalicznego, używającego go do ogrzania mieszkań i powszechnie wykorzystującego go w kuchni. I właśnie z tego powodu brak gazu, zawsze oznaczać będzie ogromny problem społeczny.

Tymczasem problem z gazem w Polsce to nie tylko alternatywne źródła dostaw gazu, ale również m.in.: możliwość pełnego dysponowania systemem przesyłowym (kontrola właścicielska) i konieczność jego rozbudowy, zabezpieczenie odpowiedniej pojemności magazynowej i wzrostu potencjału wydobycia gazu krajowego, oraz wprowadzenie odpowiednich regulacji prawnych zapewniających funkcjonalność całego sektora (obrót, magazynowanie, dystrybucja, przesył) i liberalizację rynku. Na wszystkich wymienionych kierunkach rozwoju występuje w Polsce nie tylko zastój, ale notujemy również wiele podjętych wcześniej, negatywnych dla poziomu naszego bezpieczeństwa decyzji. Chodzi tu przede wszystkim o zaniechanie podpisanych w 2001 r. kontraktów z dostawcami z Danii i Norwegii, oraz przedwczesny proces prywatyzacji PGNiG, zanim państwo nie zapewniło sobie wyłącznego wpływu na wydobycie i przesył gazu. Odpowiedzialność za podjęcie tych decyzji ponosi rząd SLD-owski Millera a potem Belki.

Bezpieczeństwo energetyczne

Gazprom jest światowym liderem w produkcji i eksporcie gazu ziemnego. Jest on też głównym dostawcą gazu w Europie z eksportem na poziomie ok. 130 mld m sześc., a wliczając w to także Turcję 150 mld m sześc. gazu. Firma rosyjska jest również udziałowcem operatorów gazowych z Niemiec, Włoch, Czech, Finlandii, Węgier, Wielkiej Brytanii oraz Litwy, Łotwy i Estonii. Apetyty tego potentata są jednak dużo większe i planuje on zwiększyć swój udział eksportu gazu na rynku europejskim do poziomu 180 mld m sześc. w 2010 r. i do ok. 220 mld sześc. w 2020 r. co będzie stanowić 30 proc. zużycia gazu ziemnego w Unii Europejskiej. W tym samy czasie, prognozowany jest także wzrost zużycia gazu w Polsce z poziomu ok. 15 mld sześc. do 26 mld m sześc. Przy czym planowany jednocześnie wzrost wydobycia gazu krajowego jest wprost nieproporcjonalny i ma wynieść zaledwie 6 mld m sześc. (obecnie blisko 5 mld m sześc). Co oznacza, że w najbliższej przyszłości znacząco zmieni się na niekorzyść ilość własnego surowca używanego do zaspokajania potrzeb gazowych w Polsce, przy jednoczesnym stałym wzroście zapotrzebowania na gaz sprowadzany w imporcie.

Realizację planu ekspansji Gazpromu mają zapewnić inwestycje w zwiększenie przepustowości już istniejących gazociągów oraz budowa nowych w tym Gazociągu Północnego prowadzonego do Niemiec po dnie Bałtyku. Przy czym trudno wyzbyć się wrażenia, że tzw. bałtycka rura ma nie tyle zapewnić dywersyfikację rosyjskich korytarzy eksportowych w celu zwiększenia dostaw, co po prostu chodzi o eliminację tranzytu przez kraje trzecie, w tym przypadku Polski. Gdyby było inaczej, to zrealizowano by najpierw to, do czego zobowiązano się już wcześniej, czyli druga nitkę rurociągu Jamał – Europa (Rosja-Białoruś-Polska-Niemcy), zwłaszcza, że inwestycja lądowa jest dużo tańsza niż morska.

Tymczasem z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski, czytamy w dokumencie pt. „Polityka dla przemysłu gazu ziemnego” z marca 2007 r., a opracowanego przez poprzedni rząd: warte odnotowania są zmiany w polityce rynkowej prowadzonej przez największe spółki sektora funkcjonujące w regionie, a zwłaszcza przez największego dostawcę – OAO Gazprom. W rządowej Strategii energetycznej Federacji Rosyjskiej do roku 2020 z 28 sierpnia 2003 r. zamieszczono następujące stwierdzenie:

„Strategicznymi celami rozwoju przemysłu gazowego są: (...) zabezpieczenie politycznych interesów Rosji w Europie i państwach sąsiedzkich, a także w regionie azjatyckim i Oceanu Spokojnego”.

Gazprom – monopolista w zakresie eksportu i przesyłu gazu w FR – jest naturalnym wykonawcą tej strategii. W tak rozumianej strategii należy wyróżnić m.in. próby uzyskania przez Gazprom dostępu do rynków detalicznych poprzez kontrolę sieci przesyłowych i dystrybucyjnych w krajach odbiorcach gazu, a także poszukiwanie nowych dróg przesyłu gazu z pominięciem krajów tranzytowych. Stosowana przez Gazprom od lat polityka cenowa świadczy dobitnie o ich politycznej motywacji. Kraje spolegliwe wobec Kremla płacą za rosyjski surowiec znacznie mniej. I tak dla przykładu na Białorusi Gazprom przejął gazociąg Jamał – Europa i Mińsk płaci 128 dol. za 1000 m sześc. gazu, czyli blisko cztery razy mniej niż Wilno czy Warszawa.

Smok zjada własny ogon

Dyskusja o uniezależnieniu się od importu gazu z Rosji zupełnie przesłania nam sytuację tej gazowej potęgi. Tymczasem już wkrótce – alarmują eksperci – Rosja może przestać realizować swoje gazowe zobowiązania. Według Instytutu Polityki Energetycznej z Moskwy w najbliższej przyszłości w rosyjskim bilansie gazowym zabraknie w sumie 100 mld m sześc. surowca. Rosyjski Instytut Problemów Monopoli Naturalnych prezentuje podobną opinię: w krótkim okresie czasu Gazprom będzie mógł rekompensować braki gazu dzięki zmniejszaniu eksportu w dopuszczanym kontraktami przedziale i przez pozyskiwanie gazu środkowoazjatyckiego, ale w 2010 r. deficyt gazu na rynku krajowym i zagranicznym sięgnie 124 mld sześc.

Rosja produkuje rocznie 550 mld sześc. gazu ziemnego, z czego dwie trzecie rozprowadza na rynku wewnętrznym i już dzisiaj potrzebuje gazu z Turkmenistanu (50 mld sześc.), aby Gazprom mógł zrealizować kontrakty zewnętrzne. Podstawowym problemem jest według ekspertów to, że Gazprom wciąż za mało inwestuje w wydobycie. Ponadto wydobycie Gazpromu skoncentrowane zostało w dużej większości, w trzech „dojrzałych” złożach: Urengojskoje, Jamburskoje, Miedwieżje - które dostarczają coraz mniej gazu. Podczas gdy Gazprom podaje, że kierując się opłacalnością do 2010 r. będzie kontynuował wydobycie w złożach zlokalizowanych blisko istniejącej już sieci gazociągowej. Instytut Polityki Energetycznej podkreśla z kolei, że najprawdopodobniej dopiero po 2012 roku będą uruchomione nowe wielkie złoża jamalskie i złoże Sztokmanowskie, które od 2011 roku miało zapewnić eksport gazu skroplonego do USA. Tymczasem nie uruchamiając nowych wielkich złóż gazu Gazprom może utrzymywać wydobycie na stałym poziomie, ale nie może istotnie go powiększyć. Zwłaszcza, że deklaracja o koncentrowaniu się rosyjskiego potentata na wydobyciu w pobliżu działających już tras przesyłu oznaczałaby też zahamowanie rozwoju projektów wydobycia we Wschodniej Syberii i na Dalekim Wschodzie Rosji.

Do konfliktu gazowego między Ukrainą i Rosją dochodzi co roku. W tym roku obydwie strony znalazły się jednak w szczególnie trudnej sytuacji, gdyż tym razem Ukraina zgromadziła zapasy gazu na wiele tygodni, natomiast Rosji zależy na jak najszybszym uruchomieniu dostaw – aby ratować zagrożony budżet państwa, którego dochody w 65 proc. pochodzą ze sprzedaży surowców naturalnych, w tym przede wszystkim ze sprzedaży ropy i gazu. Ponadto dopóki gaz jest wydobywany i płynie, fizycznie nie można przerwać eksploatacji złoża. Gazprom nie może więc nie dostarczać gazu, nie tylko z powodów ekonomicznych i prestiżowych, ale także technologicznych. I Ukraińcy dobrze o tym wiedzą.

Dywersyfikacja koniecznością

Aby sprostać wyzwaniom inwestycyjnym Gazprom potrzebuje ogromnych funduszy, tymczasem w wyniku kryzysu spadające gwałtownie ceny ropy i w ślad za nią gazu, doprowadziły rosyjską firmę do poważnych tarapatów finansowych. Wartość giełdowa spółki spadła o 76 proc. a jej zadłużenie szacuje się na 50 mld dol. Sytuacja ta zagraża również dochodom budżetu Rosji, co może nieść nawet nieobliczalne następstwa dla wewnętrznej stabilności kraju. Dodatkowo odcinając gaz dla Ukrainy, rosyjski koncern ukarał faktycznie swoich najlepszych i rzetelnych klientów. Wiele europejskich krajów, dla których gazociągi ukraińskie są jedyną lub główną drogą dostaw rosyjskiego surowca, ma duże problemy.

Biorąc, zatem pod uwagę ograniczenia rosyjskiej gazowej potęgi może się okazać, że planowana przez kraje europejskie w tym Polskę dywersyfikacja stanie się po prostu koniecznością. Tymczasem zakręcając kurki z gazem premier Rosji Władimir Putin, paradoksalnie może osiągnąć cele odwrotne do zamierzonych. Obecnie każdemu liderowi UE o wiele trudniej będzie argumentować, że Rosja jest wiarygodnym partnerem handlowym, jeśli Putin chwali się w telewizji, że zakręcił gaz w okresie najmroźniejszej od lat zimy.

Mariusz A. Roman

Autor od kwietnia 2006 do sierpnia 2007 był członkiem Rady Nadzorczej w spółce Operator Gazociągów Przesyłowych "Gaz -System" S.A.

środa, 31 grudnia 2008

Biznes 2008: sukcesy i porażki roku

Ludzie i gospodarka w kraju i na świecie. W tym roku przegrali nie tylko ludzie, ale także kapitalizm w liberalnym wydaniu. Nie sprawdził się model bardzo ostrożnej kontroli operacji finansowych, zwłaszcza dokonywanych przez banki, głównie inwestycyjne. Po bankructwie Lehman Brothers nie tylko w USA, ale także w innych rejonach możemy obserwować interwencjonizm państwowy w niespotykanym dotąd wymiarze. Chodzi już nie tylko o tzw. plan Paulsona, warty ponad 700 mld dol. program ratowania amerykańskiej gospodarki przed skutkami kryzysu przez przejmowanie udziałów i zobowiązań firm u progu bankructwa, głównie z sektora finansowego, ale także motoryzacyjnego.

Japonia, Australia, ale także Niemcy, Belgia, Wielka Brytania czy Francja, nawet mimo pomruków ze strony Komisji Europejskiej, rzuciły się na ratunek zwłaszcza bankom, których upadek przyniósłby utratę tysięcy miejsc pracy i fatalnie podziałałby na atmosferę na rynku. To także rok masowych nacjonalizacji banków, takich jak Fortis, Dexia, Barclays, Royal Bank of Scotland, co jest zjawiskiem bez precedensu. Był to też rok nierealnych prognoz i pod tym względem można mówić o przegranej wielu analityków. Kiedy cena baryłki ropy naftowej w lipcu sięgała 150 dol., powszechne były głosy, że należy się spodziewać dalszego wzrostu, nawet ponad pułap 200 dol. Tymczasem w końcówce roku baryłka kosztuje już poniżej 40 dol. Podobnie wygląda sytuacja na rynku złota – wiosną cena uncji przekroczyła barierę 1 tys. dol., a kanadyjska firma Yamana Gold prognozowała, że pod koniec roku cena kruszcu może sięgnąć 1,5 tys. dol. Złoto jednak zaczęło tanieć i kosztuje do 840 dol. za uncję.

Na światowej liście przegranych pierwszą pozycję zajmuje były prezes Fedu Alan Greenspan. W październiku ze łzami w oczach przyznał, że jego teoria taniego pieniądza i rynkowej samoregulacji okazała się katastrofalna dla światowej gospodarki. Greenspan zlekceważył dwie bańki spekulacyjne – internetową sprzed kilku lat oraz ostatnią na rynku nieruchomości. Efektem było m.in. spektakularne bankructwo zadłużonego na ponad 600 mld dol. amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Jego prezes Richard Fuld to kolejny symbol biznesowej klęski. Upadek banku wstrząsnął giełdą, a rząd USA musiał wydać setki miliardów dolarów, by ratować następne wielkie instytucje finansowe.

Spektakularnych porażek nie brakowało też w Polsce. Rafał Bauer, były już prezes Vistuli & Wólczanki, najpierw sfinalizował transakcję przejęcia kontroli nad jubilerskim imperium Wojciecha Kruka, by potem stracić stanowisko, gdy karty w tej grze nagle się odwróciły. Skurczyła się także o ponad 70 procent wartość giełdowych spółek należących do Leszka Czarneckiego. Z powodu kryzysu odłożył on m.in. budowę swej sztandarowej inwestycji – wieżowca Sky Tower we Wrocławiu.

Rok mija wprawdzie pod znakiem rozlewającego się po świecie kryzysu finansowego, nie brak jednak przykładów sukcesów w biznesie. JP Morgan (który z racji negatywnych prognoz dotyczących Polski nie ma u nas dobrej prasy) dzięki przemyślanym i ostrożnym decyzjom prezesa Jamiego Dimona nie stracił na papierach typu subprime. Z kolei szef niemieckiej linii lotniczej Lufthansa Wolfgang Mayrhuber jako jedyny w branży przejmuje kolejne spółki. W Polsce, oprócz Wojciecha Kruka, także Zygmunt Solorz-Żak może zaliczyć mijający rok do udanych. Na wyjątkowo trudnym rynku sprzedał swoje akcje Cyfrowego Polsatu za ponad 800 mln zł.
____________________________________________________________________
za: Rzeczpospolita/Piotr Mazurkiewicz, wydanie 30 grudnia 2008

*****************
I choć nadchodzący, nowy rok nie napawa optymizmem. Wielu światowym bankom realnie stanęła przed oczami wizja bankructwa, giełdy ledwie dyszą, kursy walut wariują, ludzie na całym świecie zaczynają bać się o swoją pracę. To jednak na pocieszenie powiedzmy sobie szczerze, że przecież mogło być jeszcze gorzej. Pomoc dla banków jest niewiarygodnie kosztowna, bolesna, a nawet oburzająca, ale nie ma dla niej alternatywy. Banki trzeba było uratować, bo w przeciwnym razie czekałaby nas przerażająca recesja, której koszty byłyby jeszcze większe.
Pewnie w Polsce, nie uda się naszej gospodarce zachować tempa wzrostu PKB, na poziomie do jakiego zdążyliśmy się w ostatnich latach przyzwyczaić, oszczędności spowodowane światowym kryzysem, zmuszą także polskie firmy do przeprowadzenia pewnych restrukturyzacji. To jednak, dzięki reformie podatkowej wprowadzonej jeszcze przez poprzedni rząd, zostanie w naszych kieszeniach więcej pieniędzy. Od nowego roku, trzy dotychczasowe stawki PIT (19, 30 i 40 proc.), zastąpią tylko dwie (18 i 32 proc).