Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wałęsa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wałęsa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 stycznia 2012

Walcząc o akta

28 stycznia 1990 r. po Mszy św. w kościele św. Brygidy w Gdańsku doszło do spontanicznej manifestacji. Po krótkich przemówieniach liderów Federacji Młodzieży Walczącej uformował się pochód, który ruszył pod Komitet Wojewódzki PZPR. Do budynku weszli manifestanci i opanowali go w celu zapobieżenia niszczeniu dokumentów, o czym w tym czasie krążyło w Gdańsku wiele plotek.
darmowy hosting obrazków
Chociaż sam uczestniczyłem w tym wydarzeniu, powiem więcej byłem jednym z jego inicjatorów i prowodyrów, to jednak z czasem pamięć jest coraz bardziej ulotna. Dlatego najbardziej obiektywnym opisem będą chyba urywki z prasy wychodzącej w tamtych dniach. Polecam również fragmenty materiału filmowego wyemitowanego przed dwoma laty na rocznicowej konferencji, przedstawiającego okupację budynku KW PZPR w Gdańsku, patrz tutaj.
W gmachu KW
Niemal od razu po wejściu do gmachu KW PZPR wszystkie informacje o zaawansowanym procesie likwidacji dokumentacji partyjnej się potwierdziły. W kotłowni znaleziono hałdy zmielonych oraz dopalających się akt PZPR. Okazało się, że na ostatnim piętrze „urzędują” zabarykadowani działacze KW, którzy przez komin wrzucali przeznaczone do „wybrakowania” dokumenty, a te, po dotarciu do kotłowni mielono w specjalnej maszynie i palono w piecu. Ten żałosny widok jeszcze bardziej zradykalizował nastroje wśród federacyjnej młodzieży. Jeden z worków wystawiono na zewnątrz budynku. „Niech ludzie zobaczą, jak partia zaciera ślady” – mówiono. (Patrz: B. Madajczyk-Krasowska, J. Fetor, Młodzież z partią się rozlicza, „Tygodnik Gdański”, 4 lutego 1990).
Obiekt został zabezpieczony przez Komitet Okupacyjny, do którego weszli przedstawiciele kilku organizacji: FMW, PPN, Niepodległościowej Partii „Solidarność” oraz KPN i SW. Powołano służby porządkowe mające zabezpieczyć mienie społeczne. Nawet PZPR-owski „Głos Wybrzeża” napisał później, że: „demonstranci zachowali dyscyplinę i powstrzymali się od wszelkich aktów wandalizmu. Klucze do wszystkich pomieszczeń zapakowano do worka i schowano. Na korytarzach stały warty, które nie dopuszczały innych osób powyżej pierwszego piętra”. W międzyczasie do budynku przyjechał ówczesny prezydent Gdańska Jerzym Pasiński, który powołując się na naciski ze strony rządu (wymieniał zwłaszcza ministrów Aleksandra Halla i Jacka Ambroziaka) próbował wynegocjować pokojowe opuszczenie gmachu PZPR (Patrz: C. Mączka, Niespokojna noc. Odbicie budynku KW PZPR, „Głos Wybrzeża”, 29 I 1990).
darmowy hosting obrazków
Wieczorem, po wielogodzinnych negocjacjach z młodzieżą okupującą budynek KW, a po telefonicznym skontaktowaniu się z rządem, prezydent Pasiński zakomunikował decyzję premiera Mazowieckiego: jeśli w ciągu godziny budynek nie zostanie oddany w ręce władz, to zostanie on siłą odbity przez jednostki MO. Około godziny 23-tej do budynku wtargnęło OPMO i wspierająca je brygada antyterrorystyczna komandosów uzbrojona w topory, kastety, bagnety i broń maszynową. (Patrz: C. Mączka, Niespokojna noc. Odbicie budynku KW PZPR, „Głos Wybrzeża”, 29 I 1990). Po kilkunastu minutach budynek wrócił do rąk byłych członków PZPR, a na zewnątrz doszło do spontanicznej manifestacji, która w okolicach Dworca Głównego PKP została szybko rozpędzona przez milicję. W wydanym nazajutrz wspólnym oświadczeniu FMW, PPN i NPS czytamy:
„Rząd Mazowieckiego wydając podobny rozkaz [odbicia budynku PZPR – przyp. autora] stanął przeciwko dążeniom własnego narodu, przedkładając obronę partykularnych interesów przestępczej partii ponad oczywiste dobro społeczne. Dzięki interwencji sytuacja »unormowała się« a kominy dalej dymią nad KW i innymi obiektami. Protestujemy przeciwko szkalowaniu okupujących przez część tendencyj¬nie nastawionych środków masowego przekazu”.
Krótka relacja uczestnika
Pod koniec lat 80-tych dojrzewało pokolenie, które nie przyjmowało do wiadomości, że z czerwonymi można uprawiać jakikolwiek dialog. „Dość paktów z czerwonymi” to było hasło noszone na gdyńskim transparencie FMW. Nie akceptowaliśmy idei okrągłego stołu oraz porozumienia z komunistami. Byliśmy wtedy wierni rządowi polskiemu na uchodźstwie i wspólnie z SW oraz Polską Partią Niepodległościową zorganizowaliśmy w Trójmieście bojkot koncesjonowanych wyborów. Bardzo wymownym akordem było zajęcie w styczniu 1990 r. budynku KW PZPR w Gdańsku, w wyniku którego ujawniliśmy fakt niszczenia partyjnych archiwów. Po kilkugodzinnej okupacji budynku, zostaliśmy jednak rozpędzeni na polecenie rządu Mazowieckiego przez jednostki MO i antyterrorystów.
darmowy hosting obrazków
W tydzień później, do naszych adwersarzy dołączył także Lech Wałęsa, który zarzucał nam działanie na szkodę kraju. Po mszy, w kościele św. Brygidy (4 lutego 1990 roku), na dziedzińcu przed budynkiem parafialnym przemawiając do kilkuset osób, Wałęsa m.in. tłumaczył a jednocześnie groził ówczesnej młodzieży, że obecny rząd będzie używał siły wobec każdej radykalnej akcji. W relacji zamieszczonej na łamach „Antymantyki”, pisma regionalnego FMW czytamy także:
„(...) Następnie zadawano mu pytania. Już pierwszemu z młodych ludzi zadającemu kłopotliwe pytanie L. Wałęsa zarzucił, że jest agentem SB. Na dalsze kłopotliwe pytania odpowiadał podobnie. Zarzucał pytającym, że mają „żółte papiery”, że biorą od niego pieniądze, z których rzekomo nie rozliczają się. W odpowiedzi grupa młodzieży zaczęła skandować hasła: „Przepraszamy, że żyjemy”, „Solidarność bez Wałęsy” i „Czauczesku”. Rozległy się również gwizdy. Zapytano ks. H. Jankowskiego, kim są wspomniani przez niego w kazaniu rzekomi prowodyrzy takich akcji jak zajęcie budynku KW PZPR. Ks. H. Jankowski zarzucił brak kultury politycznej, lecz na postawione pytanie nie odpowiedział. Oto jedna z wypowiedzi osób zebranych na placu:
- Zarzucił ksiądz młodzieży brak kultury politycznej, a przecież to Lech Wałęsa dał zły przykład zarzucając już pierwszemu z pytających, że jest ubekiem. To właśnie świadczy o złej kulturze politycznej panie Wałęsa. Zarzuca pan młodzieży, że jest radykalna i przeszkadza w pracy pańskiego sztabu. Ale wcześniej, gdy nie był Pan jeszcze w tym sztabie, to zależało panu na tym, by młodzież była radykalna. Teraz, gdy na jej plecach wszedł pan do tego sztabu, gdy dogaduje się pan z komunistami, gdy pańskimi doradcami są byli komuniści i emigranci z komunizmu, to chciałby pan młodzież uspokoić, aby w układach z komunistami panu nie przeszkadzała. Niedawno, ogłosił pan oświadczenie atakujące były rząd M. Rakowskiego. A niech pan sobie przypomni swoją wcześniejsza wypowiedź w „Rudym Kocie” (znany lokal w Gdańsku – przyp. autora), gdzie powiedział pan - nie ma takiej siły w Polsce, która mogłaby lepiej pokierować krajem niż ówczesne władze, i że tylko fanatycy i demagodzy mogą mówić inaczej (wypowiedź nawiązuje do spotkania L. Wałęsy z ZSMP – przyp. autora). Premierem był wówczas M. Rakowski. Niech pan się zdecyduje panie Wałęsa, za kim pan jest: za Rakowskim, czy przeciw Rakowskiemu?
Zdenerwowany L. Wałęsa odpowiedział: - Na pewno nie za Tobą. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Cytowaną relację kończył komentarz redakcyjny: kiedy L. Wałęsa był w opozycji M. Rakowski zarzucał mu, że nie ma programu, że jego działalność jest destrukcyjna itd. Czy nie widzi on dzisiaj tego, że używa on wobec nas tych samych zarzutów, jakich Rakowski używał przeciw niemu?
(za: Relacja: „W tydzień po zajęciu KW PZPR”, „Antymantyka” str. 3, pismo FMW Region Pomorze Wschodnie, Gdynia nr 29 z 25 lutego 1990).
Do podobnych w swojej wymowie utarczek słownych Lecha Wałęsy z młodzieżą dochodziło pod kościołem św. Brygidy, w tamtym przełomowym okresie 1988/1990 bardzo często. Młodzież ochrzciła go wtedy przezwiskiem „ponton” zarzucając, że: „na pontonie nawet komuna nie utonie”, oskarżała o zaprzepaszczenie ideałów „Solidarności” i dogadywanie się kosztem społeczeństwa z komunistami. W odpowiedzi Wałęsa jako strażnik nowego porządku oznajmił, że jeśli młodzież nadal będzie zachowywać się nieodpowiedzialnie, to: „sam stanie z pasem i będzie lał w dupę”. W odpowiedzi na murach pojawiło się nowe hasło: „Mazowiecki musi odejść”, a na uroczystościach z okazji X- lecia „Solidarności” ulotka sygnowana przez FMW pt. „Kto dzisiaj obłudnie świętuje?”.
Polecam również wywiad z dr hab. Sławomirem Cenckiewiczem w programie Pod Prąd dla TV Puls, który mówi m.in. o osobistych doświadczeniach związanych z zajęciem KW PZPR patrz poniżej:

Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum Autora]

sobota, 4 czerwca 2011

Jakie znowu święto wolności?

Zbigniew Herbert pisał przed laty, że jeżeli Polska odzyska utraconą niepodległość, to wybiegnie na ulice Paryża i będzie krzyczał w kierunku każdego napotkanego przechodnia Vive la Pologne. Jednak, naszemu wielkiemu wieszczowi nie przyszło do głowy wybiec na ulice Paryża w dniu 4 czerwca 1989 roku. Nie zrobił tego nigdy, aż do chwili swojej śmierci w 1998 roku.
darmowy hosting obrazków

I znowu feta w rocznicę wyborów z 1989 roku. Wystawy, akademie, odznaczenia... Bryluje prezydent państwa, który jak sam wielokrotnie wcześniej podkreślał – że, 4 czerwca 1989 miał wątpliwości - co do sukcesu, teraz buńczucznie ogłasza nam nowe święto – święto wolności. Pomimo tego, że mediom często zdarza się nawet twierdzić, że 4 czerwca jest rocznicą „pierwszych wolnych wyborów” w Europie Wschodniej, a zarazem datą graniczną upadku komunizmu i odzyskania przez Polskę niepodległości. To jednak nie wszyscy Polacy ulegają podobnym nastrojom i nie podlegają zbiorowej amnezji świętowania.

Przecież jeszcze na kilka dni przed rozpoczęciem rozmów „okrągłego stołu” z tzw. opozycją konstruktywną gotową na podjęcie kompromisu z komunistami, „nieznani sprawcy” mordują 20 stycznia 1989 roku ks. Stanisława Niedzielaka, a 30 stycznia tego samego roku – ks. Stanisława Suchowolca – zaangażowanych m.in. w pomoc dla więzionych i represjonowanych działaczy „S”. Na kilka dni przed samymi wyborami z czerwca 1989 roku ginie utopiony w kętrzyńskim jeziorku przez tych samych „nieznanych sprawców” – Robert Możejko, działacz Federacji Młodzieży Walczącej...

Mówi ostatni więzień komunizmu

Wybory z 4 czerwca 1989 były klasycznym przykładem wyborów niedemokratycznych, a ich wynik z góry ukartowano w wyniku porozumień: Okrągłego Stołu i tych tajnych w Magdalence. Gwarantując w nich 65 proc. miejsc dla PZPR i jej satelickich organizacji partyjnych, a tylko 35 proc. dla tzw. strony społecznej. A jak się plan za pierwszym razem nie powiódł, bo wyborcy odrzucili tzw. listę krajową, to zrobiono tzw. dogrywkę z wyborów. Żartowano wtedy w szeregach tzw. opozycji „niekonstruktywnej”, że Wałęsa z Jaruzelskim i Kiszczakiem zafundowali nam 35 proc. demokrację, a wiadomo, tak jak nie ma 35 proc. dziewictwa, tak i niemożliwa jest 35 proc. demokracja.
darmowy hosting obrazków

Do 23 grudnia 1989 roku, a więc także w czasie, gdy premierem PRL był już Tadeusz Mazowiecki, w wiezieniu w Barczewie przetrzymywano wciąż Józefa Szaniawskiego, więźnia systemu komunistycznego w Polsce. W wywiadzie, jakiego udzielił on przed dwoma laty „Naszemu Dziennikowi”, mówi o 4 czerwca 1989 wprost:

- Jak mogę uznać ten dzień za datę zwycięstwa nad komunizmem, skoro siedziałem tego dnia w więzieniu? I to w więzieniu bez wątpienia komunistycznym. Mało tego, po tym rzekomym zwycięstwie nad komunizmem siedziałem tam jeszcze pół roku. Kto mnie wtedy więził, jak nie komuniści?

Poproszony jednak przez dziennikarza, aby odniósł się do tego problemu, abstrahując od swoich osobistych przeżyć i doświadczeń, stwierdza jeszcze bardziej dosadnie:

- Podobnie uważam, że tego dnia komunizm w Polsce wcale się nie skończył. Formalnie państwo o nazwie PRL istniało do grudnia 1989 roku. Mazowiecki nie tylko nie był pierwszym niekomunistycznym premierem, ale był ostatnim premierem komunistycznego rządu. Był nim ze względu na swój życiorys, na nazwę państwa, którym rządził, i ze względu na to, że na tę funkcję został wykreowany nie tylko przez Geremka, Wałęsę, Michnika, Jaruzelskiego i Kiszczaka, ale także przez ambasadora Związku Sowieckiego Wiktora Borowikowa. Warto podkreślić, że gdy Mazowiecki został premierem, to pierwszym gościem, jakiego przyjął, był gen. Władimir Kriuczkow, szef, KGB. To on jako pierwszy przyjechał złożyć Mazowieckiemu osobiste gratulacje. To daje wiele do myślenia. W rządzie Mazowieckiego Kiszczak dostał, oprócz funkcji szefa MSW, także tekę wicepremiera, a więc patrząc obiektywnie w kategoriach hierarchii państwowej, człowiek odpowiedzialny za śmierć górników w kopalni "Wujek", szef bezpieki w strasznej dekadzie lat 80., w rządzie Mazowieckiego awansował. Podobnie Wojciech Jaruzelski - z I sekretarza KC PZPR awansował na prezydenta III RP. Takie są fakty dotyczące zwycięstwa nad komunizmem 4 czerwca, a cały ten solidarnościowy sztafaż to manipulacja służąca robieniu ludziom wody z mózgu.

Trudno mi się nie zgodzić z autorem powyższych słów, zwłaszcza, iż sam zostałem zatrzymany i pobity w żoliborskim komisariacie MO w drugiej połowie lipca 1989 roku. A powodem mojego zatrzymania był kolportaż zdjęć Wojciecha Jaruzelskiego, podobno obrażających wtedy majestat Prezydenta PRL, którym 19 lipca 1989 roku został właśnie Jaruzelski w wyniku zdrady 19 posłów i senatorów OKP.

Czym zatem były wybory z 1989?

Z całą pewnością wyborów z 1989 roku nie należy utożsamiać z upadkiem komunizmu ani w Polsce, ani tym bardziej w Europie Środkowo-Wschodniej. W Polsce rok 1989 umożliwił raczej skuteczne przedłużenie agonii systemu komunistycznego na następne kolejne dziesięciolecia w sytuacji, kiedy uwarunkowania międzynarodowe kończyły jego racje bytu. Dzięki tamtym wyborom i tamtemu porozumieniu stało się możliwe uwłaszczenie komunistów kosztem całego narodu i zalegalizowanie zbrodni komunistycznych poprzez zapewnienie im „grubej kreski”.
darmowy hosting obrazków

I jeszcze jedna ciekawa konkluzja podczas zebrania założycielskiego Stowarzyszenia Federacji Młodzieży Walczącej bodajże we wrześniu 2007 roku, Sławomir Cenckiewicz, znany historyk i dawny działacz FMW, zaprezentował nieznany wcześniej film, nagrany podczas spotkania Lecha Wałęsy z przedstawicielami związkowymi a jednocześnie funkcjonariuszami MO z początków 1990 roku. Trudno nam było uwierzyć w to, co wtedy zobaczyliśmy. Otóż Lech Wałęsa przekonywał zebranych, aby nie mieli żadnych zahamowań, w używaniu siły, w celu przywracania porządku publicznego, zwłaszcza w stosunku do grup radykalnej młodzieży.

W innym tekście, Sławomira Cenckiewicza czytamy: Klimat przełomu lat 1989/1990 oddają też w jakiś sposób dokumenty odnalezione w Instytucie Pamięci Narodowej. Zwłaszcza jeden, z którego wynika, że jeszcze w końcu maja 1990 r. już nie Służba Bezpieczeństwa, a Urząd Ochrony Państwa rozpracowywał trójmiejską FMW. „Prowadzone przez nią akcje mają coraz mniejszy rezonans społeczny. Działalność FMW ulegnie prawdopodobnie całkowitemu zanikowi” – napisał kończący sprawę operacyjnego rozpracowania kryptonim „Federacja” funkcjonariusz UOP ppłk Andrzej Kuziała z WUSW w Gdańsku.

Kiedy zatem powinniśmy świętować?

Pozostaje, zatem odpowiedzieć nam na pytanie, kiedy rzeczywiście komunizm w Polsce upadł tak naprawdę. I tutaj znowu pojawiają się wątpliwości. Może nie w stosunku do samego systemu, którego z całą pewnością już dawno nie ma. Ale przecież pozostaje w pamięci, to, co tak niedawno kpiąc ze strony solidarnościowej, powiedział dla TVN 24 gen. Czesław Kiszczak. Stwierdził on dosadnie, że skoro nikt mu nawet nie próbował odebrać emerytury przez ostatnie 20 lat, to tak naprawdę twierdzenie o słabości i upadku strony komunistycznej w 1989 mija się z prawdą.

Tymczasem Józef Szaniawski we wspomnianym wywiadzie dla „ND” pytany o określenie takiego przełomowego momentu w Polsce, dodaje jeszcze:

- To niezwykle ważna sprawa dla naszego 40-milionowego Narodu, który od dziesięcioleci usiłował wybić się na niepodległość. (...) Niemcy mają taki symbol - to dzień zburzenia muru berlińskiego i rozpoczęcia szturmu na kwaterę główną Stasi, zakończonego jej zdobyciem i przejęciem całego archiwum. Czesi i Słowacy mają swoją aksamitną rewolucję w Pradze i w Bratysławie, Rumuni mają dzień rozstrzelania Ceausescu, nawet Rosjanie mają taki dzień, kiedy Borys Jelcyn z czołgu na placu Czerwonym proklamował upadek komunizmu. A w Polsce jakimś dziwnym trafem wszystko się rozmyło. Nie ma takiej przełomowej daty. Powiem więcej, fakt, że premierem polskim mógł zostać Józef Oleksy, prezydentem przez dwie kadencje Aleksander Kwaśniewski, fakt, że za zbrodnie komunistyczne nikt nie został do dziś tak naprawdę ukarany, że nie wykryto sprawców morderstw politycznych lat 80., nawet w tak zdawałoby się prestiżowej dla solidarnościowej strony sprawie mordu na ks. Jerzym Popiełuszce, to wszystko sprawia, iż dzisiaj taki przełomowy dzień trudno wskazać.

Dlatego też może dajmy sobie spokój ze ściganiem się w Europie na wydarzenia w 1989 roku. Nie lepiej byłoby podkreślać, że wszystko zaczęło się 31 sierpnia 1980 roku, kiedy po raz pierwszy na tak masową skalę powstał ruch związkowy i antykomunistyczny zarazem. Przecież właśnie wtedy, ten ogólnopolski i robotniczy zryw podważył sens istnienia systemu budowanego w oparciu o leninowską zasadę tzw. terroru klasy robotniczej. A jeżeli koniecznie chcemy mieć swój udział także w upadku muru berlińskiego, to z całą pewnością lepszym byłoby podkreślanie pierwszeństwa strajków majowo-sierpniowych w 1988 roku, niż wątpliwego sukces wyborów kontraktowych z czerwca 1989.

Polecam także krótki film pt. „Niech się święci 4 czerwca”, patrz poniżej:



Mariusz A. Roman

[Fot. Archiwum Autora]

czwartek, 11 listopada 2010

O Polskę niepodległą!

Dziewięćdziesiąta druga rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę skłania do refleksji. Zwłaszcza, że wielu w tym media, stara się porównać dwudziestolecie międzywojnia do dwudziestolecia, z jakim mamy do czynienia w Polsce po 1989. Tymczasem, podstawowa różnica miedzy II a III Rzeczpospolitą, wynika z poczucia dumy wolnego narodu, dążącego do upodmiotowienia swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Takiego mocarstwowego myślenia, tak bardzo brakuje nam dzisiaj, kiedy zmuszeni jesteśmy szukać miejsca dla siebie tam, gdzie wskazują je nam silniejsi.

darmowy hosting obrazków
Przypomnijmy zatem, w II Rzeczpospolitej byli różni politycy, zdarzały się też skandale, a nawet korupcja. Dominującym był jednak wzór poświęcenia dla Ojczyzny i wierności imponderabiliom, który emanował z takich postaci, jak m.in.: Józef Piłsudski, Ignacy Paderewski, Roman Dmowski, Władysław Grabski czy Eugeniusz Kwiatkowski. Można się było nie zgadzać z takim czy innym rozumieniem interesu państwa, ale nie można im było zarzucić prywaty.
Niepodległa
Marszałek Piłsudski uważał, że nieważne, z kim się mówi, ważne, by w rozmowach z przedstawicielami innych państw występować jak równy z równym, bo tylko w ten sposób można bronić polskiego interesu narodowego. To poczucie dumy i wartości w II Rzeczpospolitej było głęboko wpojone, stąd brały się wzorce wychowawcze, przekładane na system edukacji, jakże różnej od tej obecnej. Nie sposób pominąć także sukcesów gospodarczych: silna i stabilna waluta, nowoczesna myśl naukowa i techniczna, rozwój własnego przemysłu, powstał m.in. Centralny Okręg Przemysłowy, magistrala węglowa uniezależniająca nas od Niemiec oraz port w Gdyni. A co zbudowaliśmy o własnych siłach przez ostatnie 20 lat?
II Rzeczpospolita powstała w skrajnie gorszych warunkach niż III RP, jej granice Polacy zmuszeni byli wywalczyć sobie sami. Warto sobie uświadomić, że ziemie polskie gospodarczo były bardziej zniszczone po I niż po II wojnie światowej. Wreszcie, musiano te ziemie gospodarczo, infrastrukturalnie i administracyjnie zjednoczyć po trzech systemach zaborczych. Jednak dochód narodowy na głowę był w latach trzydziestych wyższy niż w Hiszpanii, Portugalii czy krajach bałtyckich. To, że dzisiaj nikt – przynajmniej oficjalnie i przynajmniej na razie nie kwestionuje prawa Polaków do własnego państwa, że nie jest to państwo małe, ale średniej wielkości kraj w Europie, jest największym i trwałym osiągnięciem tamtego pokolenia.
Post-PRL
Tymczasem narodziny III Rzeczpospolitej były jedynie, nieudolną próbą reformowania Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, w wyniku koncesjonowanych, zupełnie niedemokratycznych wyborów. Powstały w ten sposób twór państwowy nie miał nic wspólnego z ideałami niepodległościowymi kilku pokoleń Polaków pragnących przywrócenia II RP. Umożliwił za to uwłaszczenie nomenklatury komunistycznej, przywrócił również realny wpływ na władzę: agentom i postkomunistom przefarbowanym w socjaldemokrację.

darmowy hosting obrazków
Czy Polska wybiła się na niepodległość po czerwcowych wyborach 1989 roku? Czy państwo działające w oparciu o konstytuantę pisaną pod dyktando okupanta, w którym 60 proc. miejsc w Sejmie było z nadania komuny - a nie z wyboru, w którym prezydentem zostaje agent sowiecki - odpowiedzialny za śmierć wielu milionów swoich rodaków, mogło być niepodległe? Czy premier rządu pozwalający na niszczenie teczek z archiwów Sb-eckich, który wysyłał brygady antyterrorystyczne przeciwko patriotycznej młodzieży w obronie PZPR, był premierem niepodległego państwa? Wreszcie czy w normalnym, wolnym kraju pozwala się na rozkradanie majątku wypracowywanego przez pokolenia?
Odpowiedź jest oczywista – Polska w 1989 roku była mniej niepodległa od Królestwa Kongresowego (1815-1830). W tamtej Polsce, poza stwarzaniem pozorów, władza utożsamiana z premierem Mazowieckim, a potem także z prezydentem Wałęsą, miała mentalność lokaja, na dowód wystarczy sobie przypomnieć, choćby czas kryzysu związany z puczem Janajewa, kiedy to słano wiernopoddańcze depesze z Warszawy do Moskwy. Tymczasem, rozpadał się Związek Radziecki, kraje bałtyckie z marszu przywracały swój przedwojenny ustrój, Niemcy się jednoczyły, Czechy przeprowadziły uwłaszczenie. Polska pozostawała w tyle.
Wybijanie się na niepodległość
Przypomnijmy, Polska na niepodległość zaczęła się wybijać dopiero w wyniku przeprowadzenia pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych, w wyniku których, w pełni demokratycznie wyłoniony Sejm - powołał rząd Jana Olszewskiego. To właśnie ten rząd podjął wtedy, próbę zbudowania pierwszego po 1939., w pełni suwerennego, sprawiedliwego i sprawnego państwa. To właśnie rząd Jana Olszewskiego w wymiarze politycznym - próbował przeprowadzić dekomunizację, lustrację oraz oczyszczenie struktur państwa z aparatu bezpieczeństwa. W wymiarze gospodarczym starał się przeprowadzić reprywatyzację, wdrożyć w życie idee powszechnego uwłaszczenia. Niestety, rząd ten napotkał zmasowany opór wszystkich tych, którzy byli wierni ustaleniom z Magdalenki. Przypomnijmy, dokonano wtedy swoistego zamachu stanu, a już wkrótce postkomuniści (nie licząc krótkiej przerwy na rządy AWS-UW), przywrócili w Polsce swoje niepodzielne wpływy.

Była jeszcze tylko jedna, niestety nieudana próba wyrwania naszego kraju z tego letargu… Polskie społeczeństwo, zszokowane, oburzone aferami, w tym najgłośniejszą z nich – aferą Rywina, przejrzało na oczy i podjęło decyzję o przeprowadzeniu radykalnych zmian. Większość głosów podczas wyborów w 2005 roku padło na PO i PiS, które w ten czy inny sposób kwestionowały istniejący porządek. Niestety, wkrótce znowu górę wzięła małostkowość naszych dzisiejszych polityków, niezdolnych do stworzenia trwałej i większościowej koalicji, mogącej dokonać zmian w konstytucji, by radykalnie przemodelować nasz ustrój i kraj.
Polecam również krótką retrospekcję filmową poświęconą odzyskaniu niepodległości, patrz poniżej:
Święto Niepodległości Polski-Wiązanka Pieśni Patriotycznych
Mariusz A. Roman
[Fot. Wikipedia]

piątek, 16 lipca 2010

Nie musi przepraszać za „Bolka”

Spółka Arcana, czyli wydawca książki "Lech Wałęsa. Idea i historia" autorstwa Pawła Zyzaka, nie jest winna naruszenia dóbr Anny Domańskiej, córki byłego prezydenta - orzekł wczoraj Sąd Apelacyjny w Krakowie. Tym samym zmienił on wyrok sądu pierwszej instancji.

darmowy hosting obrazków
Sąd pierwszej instancji nakazał wydawcy przeproszenie córki Wałęsy na całej stronie ogólnopolskiego wydania „Gazety Wyborczej” w ciągu miesiąca po uprawomocnieniu się wyroku, usunięcie wpisów w kalendarium w przyszłych wydaniach książki oraz wpłatę 5 tys. zł na rzecz Fundacji „Sprawni Inaczej” w Gdańsku.
Sąd apelacyjny zmienił zaskarżony wyrok sądu pierwszej instancji, który częściowo uznał powództwo i stwierdził, że do naruszenia dóbr Anny Domańskiej doszło poprzez wpisy w kalendarium książki dat o zarejestrowaniu i wyrejestrowaniu Lecha Wałęsy, jako TW SB – wbrew wyrokowi sądu lustracyjnego, o którym nie napisano w książce.
Sąd apelacyjny podkreślał w ustnym uzasadnieniu, że wczorajsze orzeczenie nie odnosi się do całej książki Pawła Zyzaka, lecz jedynie do sentencji sądu pierwszej instancji.
Sąd drugiej instancji obciążył również Annę Domińską, która uważa, że książka obraża jej uczucia miłości do ojca i godności osobistej, kosztami postępowania sądowego w wysokości 4,5 tys. złotych. Wyrok został uzasadniony tym, iż "w ramach wolności słowa i wolności publikowania wyników swoich badań Paweł Zyzak mógł napisać w swojej książce, że Lech Wałęsa był zarejestrowany jako współpracownik SB, a po jakimś czasie został wyrejestrowany, jednocześnie musiał też zamieścić informację o wyroku sądu lustracyjnego oczyszczającego go z tych zarzutów". Według sądu, nie wykazano jednak, że książka narusza dobra osobiste Domańskiej. Tymczasem Anna Domańska nie pojawiła się na żadnej rozprawie i nie była przesłuchiwana przez sąd.
MAR

czwartek, 1 kwietnia 2010

Wałęsa przedrzeźnia Zyzaka

Przebywający w USA Paweł Zyzak, autor głośnej biografii Lecha Wałęsy, odpowiada byłemu prezydentowi, który szydzi z jego nazwiska pisząc na swoim Blogu "Gzygzak", a nie Zyzak.

darmowy hosting obrazków
Lech Wałęsa na swoim blogu napisał – nawiązując do oceny przez Janusza Kochanowskiego książki "Lech Wałęsa. Idea i historia" – że rzecznik jest "ewidentną pomyłką demokracji". Dodając również: "Jeśli jest tak rzetelny jak ocenił Gzygzaka (Paweł Zyzak), gdzie 99 proc. faktów to wymysł chorej wyobraźni, kłamstwa i pomówienia".
W nawiązaniu do tego wpisu Lecha Wałęsy, Paweł Zyzak zaripostował dzisiaj na swoim Blogu: „Sześćdziesięciosiedmioletni facet o nazwisku Wałęsa przedrzeźnia dwudziestopięcioletniego faceta o nazwisku Zyzak... Zabawne... Wydaje mi się jednak, że już dawno wyrosłem z zabaw na poziomie haseł: „Wałęsa – kupa mięsa” „Zyzak - lizak”, więc chyba powinienem przynajmniej uprzedzić co poniektórych złotoustych, że towarzystwa i żartów poszukam sobie poza obrębem piaskownicy”.
Całość wpisu, patrz tutaj.
Paweł Zyzak, młody historyk, przebywa w USA na stypendium naukowym, w Polsce nie mógł liczyć na inną pracę niż tylko magazynier w hipermarkecie.
Jego książka: "Lech Wałęsa. Idea i historia", wydana nakładem wydawnictwa ARCANA, a wcześniej obroniona jako praca magisterska na Uniwersytecie Jagiellońskim, wzbudzała kontrowersje. Autor napisał w niej m.in., że Lech Wałęsa współpracował z SB i miał nieślubne dziecko. Po ukazaniu się książki Wałęsa powiedział, że myśli o "zwróceniu wszystkich nagród i wyjeździe z kraju", a wokół IPN rozpętała się polityczna burza, gdy okazało się, że Paweł Zyzak został zatrudniony w krakowskim oddziale tej instytucji.
Ostatecznie córka byłego prezydenta Anna Domińska zaskarżyła wydawcę do sądu, który w marcu orzekł, że ten częściowo naruszył jej dobra osobiste, publikując książkę Zyzaka. Wałęsa ocenił wówczas, że książka powinna zostać "całkowicie zmielona".
Czytaj również: „W obronie taty – Lecha Wałęsy”, patrz tutaj.
Mariusz A. Roman
[Fot. PAP/ Grzegorz Jakubowski]

piątek, 19 marca 2010

Rocznica Prowokacji Bydgoskiej

Do najbardziej dramatycznych wydarzeń, jakie miały miejsce w czasie „karnawału Solidarności” (1980/1981) doszło 19 marca 1981 r. podczas sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy. W sesji tej brał udział wicepremier Stanisław Mach, a jako zaproszeni goście przybyli przedstawiciele bydgoskiej „Solidarności” z szefem regionu Janem Rulewskim na czele.

darmowy hosting obrazków
Bydgoszcz stała się wtedy miejscem szczególnych wydarzeń. Wówczas to, po raz pierwszy, radni Wojewódzkiej Rady Narodowej zbuntowali się przeciwko totalitarnej władzy, którą w pewien sposób reprezentowali. Część z nich, pozostając na sali sesyjnej, by wysłuchać problemów robotników i rolników, dała Polakom sygnał, że "czas wziąć sprawy we własne ręce".
Masowe protesty, do których wówczas doszło w całym kraju były z jednej strony sprzeciwem wobec brutalnej akcji milicji, jaka miała miejsce w tym dniu w stosunku do obecnych na obradach Wojewódzkiej Rady Narodowej członków delegacji "Solidarności", a z drugiej strony szczytem mobilizacji społeczeństwa, które stanęło w obronie pobitych, a przeciwko władzy komunistycznej. W konsekwencji wydarzenia te sprawiły, że Bydgoszcz znalazła się w centrum zainteresowania całej Polski.
Spór o „Solidarność Chłopską”
Przedmiotem obrad WRN był nasilający się protest przeciwko odmowie rejestracji powstałego na zjeździe zjednoczeniowym w Poznaniu w dniach 8-9 marca 1981 - NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”. Głównym obszarem konfrontacji była wówczas będąca siedzibą tego związku Bydgoszcz. 16 marca 1981 r. rozgoryczeni odmową poparcia ze strony ZSL działacze chłopskiej „Solidarności” zajęli tamtejszą siedzibę Komitetu Wojewódzkiego tej satelitarnej względem PZPR partii i rozpoczęli w niej strajk okupacyjny.

darmowy hosting obrazków
Działacze „Solidarności” mieli nadzieję, że uda im się wykorzystać salę obrad WRN jako trybunę dla poparcia postulatów strajkujących chłopów. W swoich kalkulacjach mocno się jednak przeliczyli. Nie tylko bowiem nie dopuszczono ich do głosu, ale w momencie, gdy próbowali protestować, zostali ciężko pobici. Najbardziej ucierpieli wtedy: Jan Rulewski, Mariusz Łabentowicz oraz znany działacz chłopski Michał Bartoszcze. Wszyscy trzej w wyniku pobicia trafili do szpitala. Tymczasem oficjalnie, nikt się nie przyznał do wezwania na salę obrad - milicji.
Nie nasza sprawa
Wiadomość o tym, co stało się w Bydgoszczy, a także reakcja władz na to wydarzenie (w oficjalnym komunikacie z posiedzenia Biura Politycznego KC PZPR z 22 III 1981 r. stwierdzono m.in., że „w trakcie interwencji służb porządkowych MO nikt nie był bity” a obrażenia odniesione przez Rulewskiego przypisano wypadkowi samochodowemu, w jakim uczestniczył parę dni wcześniej) wywołała gwałtowną reakcję w polskim społeczeństwie. Osobiście pamiętam, plakaty i ulotki informujące o pobiciu działaczy „Solidarności” rozwieszane zupełnie spontanicznie w sklepach, a nawet kioskach ruchu. W sposób szczególny, przemawiały zdjęcia pobitych. Zwłaszcza, że zaledwie miesiąc wcześniej funkcje premiera objął gen. Wojciech Jaruzelski, który tuż po objęciu urzędu zaapelował o słynne „90 spokojnych dni”. Tymczasem wydarzenia w Bydgoszczy stawiały pod dużym znakiem zapytania szczerość intencji generała.

darmowy hosting obrazków
Wbrew oczekiwaniom kierownictwa „Solidarności” , próba wyjaśnienia wydarzeń w Bydgoszczy jako antyrządowej prowokacji spotkała się z zaostrzeniem stanowiska władz partyjnych. Wyrazem tego było wypowiedziane przez Stanisława Kanię, I Sekretarza KC PZPR na posiedzeniu Biura Politycznego w dniu 26 marca 1981 r. zdanie: „Czy w Bydgoszczy MO biła, czy nie biła, to nie sprawa Biura Politycznego. Bronimy zasadności decyzji o usunięciu z sali siłą”.
Jednocześnie zaczęto rozpowszechniać ulotki, w których oczerniano Rulewskiego i wyrażano stwierdzenie, że odniesione przez niego obrażenia były wynikiem prowokacyjnego „samookaleczenia”. Jak się okazało, ulotki te, podpisane przez „prawdziwych członków „Solidarności”, wydrukowano w Oddziale Propagandy Specjalnej Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego pod osobistym nadzorem generałów Tadeusza Szaciły i Józefa Baryły. Atmosfera stawała się tym gęstsza, że od 16 marca 1981 r. na terenie Polski trwały manewry wojsk Układu Warszawskiego pod kryptonimem „Sojuz 81”, będące widomym znakiem nacisku Kremla na władze polskie w kwestii traktowania opozycji.
Wejdą, nie wejdą...
Tego już było dla „Solidarności” za wiele. Kierownictwo związku zażądało pełnego wyjaśnienia zaistniałych wydarzeń i ukarania winnych. Ostatecznie podjęto decyzję o przeprowadzeniu 27 marca czterogodzinnego strajku ostrzegawczego, zapowiadając jednocześnie na 31 marca strajk generalny, jeżeli w tym czasie nie dojdzie do porozumienia. Co ciekawe w dniu strajku ostrzegawczego gen Jaruzelski podpisał między innymi dokument pod tytułem „Myśl przewodnia stanu wojennego”. Jednocześnie dowódca ćwiczeń „Sojuz 81” zapowiedział bezterminowe przedłużenie trwających od 16 marca manewrów. W społeczeństwie polskim wściekłość wobec postępowania władz ścierała się obawami przed interwencją sowiecką.

darmowy hosting obrazków
Zaognianie się sytuacji zastopowało dopiero podpisane wieczorem 30 marca w Warszawie porozumienie między władzami a kierownictwem „Solidarności”. Komunistów reprezentował wicepremier Rakowski, stronę solidarnościową Wałęsa. Władze zobowiązały się do wyjaśnienia wydarzeń w Bydgoszczy i ukarania winnych, ale przede wszystkim zgodziły się na rejestrację rolniczej „Solidarności”. W zamian odwołano zapowiedziany na następny dzień strajk generalny.
Nie wszyscy działacze „Solidarności” zaakceptowali porozumienie, część z nich uznała, że Wałęsa przekroczył swoje kompetencje, a związek nie wykorzystał szansy. Emocje, jakie towarzyszyły przez te 14 dni uczestnikom sporu, atmosferę napięcia, w niezwykle realistyczny sposób pokazuje m.in. film dokumentalny Macieja Wasilewskiego pt. „Robotnicy, chłopi - czyli bydgoski marzec 1981”, patrz fragmenty tego filmu:


Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]

środa, 11 listopada 2009

Na ile Polska jest niepodległa?

Dziewięćdziesiąta pierwsza rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę skłania do refleksji. Zwłaszcza, że wielu w tym media, stara się porównać dwudziestolecie międzywojnia do dwudziestolecia, z jakim mamy do czynienia w Polsce po 1989. Tymczasem, podstawowa różnica miedzy II a III Rzeczpospolitą, wynika z poczucia dumy wolnego narodu, dążącego do upodmiotowienia swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Takiego mocarstwowego myślenia, tak bardzo brakuje nam dzisiaj, kiedy zmuszeni jesteśmy szukać miejsca dla siebie tam, gdzie wskazują je nam silniejsi.

darmowy hosting obrazków
Przypomnijmy zatem, w II Rzeczpospolitej byli różni politycy, zdarzały się też skandale, a nawet korupcja. Dominującym był jednak wzór poświęcenia dla Ojczyzny i wierności imponderabiliom, który emanował z takich postaci, jak m.in.: Józef Piłsudski, Ignacy Paderewski, Roman Dmowski, Władysław Grabski czy Eugeniusz Kwiatkowski. Można się było nie zgadzać z takim czy innym rozumieniem interesu państwa, ale nie można im było zarzucić prywaty.
Niepodległa
Marszałek Piłsudski uważał, że nieważne, z kim się mówi, ważne, by w rozmowach z przedstawicielami innych państw występować jak równy z równym, bo tylko w ten sposób można bronić polskiego interesu narodowego. To poczucie dumy i wartości w II Rzeczpospolitej było głęboko wpojone, stąd brały się wzorce wychowawcze, przekładane na system edukacji, jakże różnej od tej obecnej. Nie sposób pominąć także sukcesów gospodarczych: silna i stabilna waluta, nowoczesna myśl naukowa i techniczna, rozwój własnego przemysłu, powstał m.in. Centralny Okręg Przemysłowy, magistrala węglowa uniezależniająca nas od Niemiec oraz port w Gdyni. A co zbudowaliśmy o własnych siłach przez ostatnie 20 lat?
II Rzeczpospolita powstała w skrajnie gorszych warunkach niż III RP, jej granice Polacy zmuszeni byli wywalczyć sobie sami. Warto sobie uświadomić, że ziemie polskie gospodarczo były bardziej zniszczone po I niż po II wojnie światowej. Wreszcie, musiano te ziemie gospodarczo, infrastrukturalnie i administracyjnie zjednoczyć po trzech systemach zaborczych. Jednak dochód narodowy na głowę był w latach trzydziestych wyższy niż w Hiszpanii, Portugalii czy krajach bałtyckich. To, że dzisiaj nikt – przynajmniej oficjalnie i przynajmniej na razie nie kwestionuje prawa Polaków do własnego państwa, że nie jest to państwo małe, ale średniej wielkości kraj w Europie, jest największym i trwałym osiągnięciem tamtego pokolenia.
Post-PRL
Tymczasem III Rzeczpospolita to jedynie, nieudolnie reformowana od środka, Polska Rzeczpospolita Ludowa. Rodziła się przecież w wyniku koncesjonowanych, zupełnie niedemokratycznych wyborów. Powstały w ten sposób twór państwowy nie miał nic wspólnego z ideałami niepodległościowymi kilku pokoleń Polaków pragnących przywrócenia II RP. Umożliwił za to uwłaszczenie nomenklatury komunistycznej, przywrócił również realny wpływ na władzę: renegatom, agentom i postkomunistom przefarbowanym w socjaldemokrację.

darmowy hosting obrazków

Czy Polska wybiła się na niepodległość po czerwcowych wyborach 1989 roku? Czy państwo działające w oparciu o konstytuantę pisaną pod dyktando okupanta, w którym 60 proc miejsc w Sejmie było z nadania komuny - a nie z wyboru, w którym prezydentem zostaje agent sowiecki - odpowiedzialny za śmierć wielu milionów swoich rodaków, mogło być niepodległe? Czy premier rządu pozwalający na niszczenie teczek z archiwów Sb-eckich, który wysyłał brygady antyterrorystyczne przeciwko patriotycznej młodzieży w obronie PZPR, był premierem niepodległego państwa? Wreszcie czy w normalnym, wolnym kraju pozwala się na rozkradanie majątku wypracowywanego przez pokolenia?
Odpowiedź jest oczywista – Polska po 1989 roku była mniej niepodległa od Królestwa Kongresowego (1815-1830). W tamtej Polsce, poza stwarzaniem pozorów, władza utożsamiana z premierem Mazowieckim, a potem także z prezydentem Wałęsą, miała mentalność lokaja, na dowód wystarczy sobie przypomnieć, choćby czas kryzysu związany z puczem Janajewa, kiedy to słano wiernopoddańcze depesze z Warszawy do Moskwy. Tymczasem, rozpadał się Związek Radziecki, kraje bałtyckie z marszu przywracały swój przedwojenny ustrój, Niemcy się jednoczyły, Czechy przeprowadziły uwłaszczenie. Polska pozostawała w tyle.
Wybijanie się na niepodległość
Przypomnijmy, Polska na niepodległość zaczęła się wybijać dopiero w wyniku przeprowadzenia pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych, w wyniku których, w pełni demokratycznie wyłoniony Sejm - powołał rząd Jana Olszewskiego. To właśnie ten rząd podjął wtedy, próbę zbudowania pierwszego po 1939., w pełni suwerennego, sprawiedliwego i sprawnego państwa. To właśnie rząd Jana Olszewskiego w wymiarze politycznym - próbował przeprowadzić dekomunizację, lustrację oraz oczyszczenie struktur państwa z aparatu bezpieczeństwa. W wymiarze gospodarczym starał się przeprowadzić reprywatyzację, wdrożyć w życie idee powszechnego uwłaszczenia. Niestety, rząd ten napotkał zmasowany opór wszystkich tych, którzy wierni ustaleniom z Magdalenki, postanowili nadal państwo i majątek narodowy traktować jako swoje, przekazane im na użytek żerowisko. Przypomnijmy, dokonano wtedy swoistego zamachu stanu, a już wkrótce postkomuniści (nie licząc krótkiej przerwy na rządy AWS-UW), przywrócili w Polsce swoje niepodzielne wpływy.
Była jeszcze, co prawda próba utworzenia IV RP. Polskie społeczeństwo, zszokowane, oburzone aferami, w tym najgłośniejszą z nich – aferą Rywina, przejrzało na oczy i podjęło decyzję o przeprowadzeniu radykalnych zmian. Większość głosów podczas wyborów w 2005 roku padło na ugrupowania, które w ten czy inny sposób kwestionowały istniejący porządek. Niestety, wtedy znowu górę wzięła małostkowość naszych dzisiejszych polityków, niezdolnych do stworzenia trwałej i większościowej koalicji, mogącej dokonać zmian w konstytucji, by radykalnie przemodelować nasz ustrój i kraj.
Polecam również krótką retrospekcję filmową poświęconą niepodległości:


Na dzień Święta Niepodległości - Gaude Mater Polonia


Mariusz A. Roman
[Fot. Wikipedia]

sobota, 17 października 2009

W obronie taty – Lecha Wałęsy

Córka byłego prezydenta RP Lecha Wałęsy uznała, że książka Pawła Zyzaka "Lech Wałęsa. Idea i Historia" narusza jej dobro osobiste oraz poczucie godności osobistej. Pozew Anny Domińskiej z domu Wałęsa przeciwko spółce ARCANA, która wydała książkę, trafił w piątek do sądu. Dzieci Lecha Wałęsy wielokrotnie występowały w obronie dobrego imienia swojego Ojca. W styczniu 1989 roku na łamach „Na Przełaj”, 19-letni wtedy Bogdan Wałęsa, tłumaczył „przykręcaniem śruby z obu stron” konieczność wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.
"Ojciec nigdy nie był agentem SB, TW "Bolek" czy też jakimkolwiek innym agentem" - stwierdza w swoim pozwie do krakowskiego sądu córka Lecha Wałęsy Anna Domińska. W uzasadnieniu pisze również, że książka „narusza jej dobra osobiste, jakimi są jej sfera uczuciowa wyrażająca się szacunkiem i miłością do osoby ojca oraz poczucie godności osobistej”. Według niej, książka jest pełna inwektyw i kłamstwa na temat Lecha Wałęsy. Dlatego domaga się zamieszczenia przeprosin w ogólnopolskim dzienniku za wszystkie nieprawdziwe i obraźliwe sugestie pod adresem jej ojca. Domińska żąda również zakazu druku i rozpowszechniania pracy magisterskiej Pawła Zyzaka, oraz domaga się 20 tys. zł tytułem zadośćuczynienia na rzecz Fundacji "Sprawni Inaczej" w Gdańsku.

darmowy hosting obrazków
Książka jest wciąż dostępna w Internecie, patrz tutaj.
Przypomnijmy, publikacja Pawła Zyzaka od początku wywołała wielkie emocje, patrz tutaj. Wałęsa zagroził nawet po ukazaniu się książki, że wyjedzie z Polski. Autora pracy atakowano za rzekome „zlecenie z IPN”. Cytowano fragmenty publikacji z relacjami mówiącymi o tym, iż Wałęsa miał w swej rodzinnej miejscowości nieślubne dziecko, a jako dziesięciolatek miał w parafialnym kościele „sikać do kropielnicy”.
W rezultacie, po ukazaniu się publikacji o Lechu Wałęsie nie przyjęto Pawła Zyzaka na studia doktoranckie. Stracił też pracę w IPN, bezowocnie szukał pracy w swoim zawodzie w szkołach publicznych. By utrzymać swoją rodzinę pracuje fizycznie w supermarkecie. Tymczasem, książka ma bardzo dobre dwie recenzje profesorskie oraz została obroniona na Uniwersytecie Jagiellońskim. Autor zwraca uwagę, że jego praca została dobrze udokumentowana, także przez dziennikarzy, którzy poszli jego śladem, patrz tutaj.

darmowy hosting obrazków
Nie sposób obok tej nagonki i ostracyzmowi, jakiemu poddawany jest Paweł Zyzak przejść obojętnie. Zwłaszcza, że warto przypomnieć wywiad, jakiego udzielił 20 lat temu Bogdan Wałęsa, najstarszy syn polskiego noblisty. On także, w wydawanym w PRL piśmie dla młodzieży „Na przełaj”, bronił na swój sposób postawy swojego Ojca. Fragmenty tego wywiadu opublikowało w drugim obiegu, pismo „Szaniec”, za którym cyt.:

- A rok 1981? Jego zakończenie było klęską Ojca.
- To było przykręcanie śruby z obu stron. Robotnicy w pewnym momencie chcieli za dużo i to musiało się tak skończyć.
- Za dużo, czego?
- Chcieli więcej pieniędzy niż była warta ich praca i nie umieli opanować anarchii. Wydaje mi się, że w pewnym momencie Ojciec stracił kontrolę nad tym wszystkim. Tylko czy był ktoś, kto mógłby to kontrolować? Z tego, co wiem, z tego, co mówią nasi znajomi, cały ruch posunął się wtedy za daleko. To nie była skuteczna droga, jeśli nie chciało się niepotrzebnych ofiar.
- Co stanowiło granicę?
- Żądania. Nie można było zaspokoić wszystkich żądań na raz. I ekonomicznych i politycznych. Byli tacy, którzy chcieli osiągnąć wszystko od razu, nie dając w zamian nic.
- Mówiłeś o utracie kontroli. Ta wątpliwość podnoszona jest i dzisiaj. Nikt nie chce wisieć na drzewach, zamiast liści.
- Są tacy ludzie, którzy chcą szybkich, całościowych przemian. Oni podburzają tych, którym ciężko się żyje i pragną jakiejś odmiany. Ojciec spotkał w stoczni ludzi, którzy mówili, że nie posłuchają go, nie przerwą strajku. Rozmawiał z nimi, powiedział: słuchajcie teraz musimy przerwać, bo nic więcej nie zwojujemy, będzie tylko rosnąć zmęczenie i niechęć. A jak nic się nie zmieni, to pójdziemy dalej. Trzeba zachować siły na później. Nie ma, co liczyć na to, że ktokolwiek w tym kraju może strzelić palcami i już wszystko będzie, złote życie. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Ale jeśli nie podejmie się dzisiaj radykalnych decyzji, to każda zwłoka, każde odwlekanie, będzie nas pogrążało, aż zabrniemy w sytuację już naprawdę bez wyjścia.

darmowy hosting obrazków
- Nie wszyscy tak myślą. Są ludzie, którzy byli kiedyś związani blisko z twoim ojcem a dziś występują przeciwko niemu. Zarzucając mu na przykład sprzeniewierzenie pieniędzy z Nagrody Nobla.
- Pamiętam, jeszcze przed rokiem 1980, chodziliśmy do Kościoła Mariackiego w Gdańsku na takie spotkania, modlitwy za aresztowanych. Ci wszyscy, którzy się tam spotykali, próbowali zorganizować coś, co spowodowałoby, że będzie lepiej. I gdy ojciec się wybił, stał się tym, kim jest dzisiaj, oni cały czas chcieli tego samego – też przewodzić, też mówić, co jest dobre, a co złe (...).
- I jak to oceniasz?
- Sądzę, że to nic nie zmienia. Oni na szczęście nie mają większego wpływu. To jest posunięcie anarchistyczne przeciwko temu, co się teraz dzieje i co może przynieść zmiany na lepsze. Będą patrzeć, co Ojciec robi i jeśli nie będzie szło po ich myśli, znowu zaczną podgryzać. Ale mam nadzieję, że on sobie z tym poradzi (...).
za: „Szaniec”, pismo młodzieży Polskiej Partii Niepodległościowej, nr 1 z kwietnia 1989.
Według informacji, jaką podało „Na Przełaj” wywiad został sprawdzony i zaakceptowany przez „jednego ze współpracowników Ojca”. Uderzają jednak prezentowane przez Bogdana Wałęsę tezy nt. oceny wprowadzenia stanu wojennego w Polsce czy ocena samych robotników i działaczy Solidarności. Przecież, 19-letni wówczas syn Lecha Wałęsy, swoją ocenę musiał wynieść z domu rodzinnego i nie sposób pozbyć się wrażenia, że była one powielaniem schematu propagandowego lansowanego wtedy przez komunistów.
Dlatego, po raz kolejny zadajmy sobie pytanie, jak to naprawdę było z tym Lechem Wałęsą i jego wkładem w odzyskanie przez Polskę niepodległości?
Polecam również fragment zapisu wideo ze spotkania autorskiego z Pawłem Zyzakiem w Gdyni, patrz poniżej:


Mariusz A. Roman
[Fot. PAP/Grzegorz Jakubowski oraz Archiwum Autora]

niedziela, 4 października 2009

RMP: W obronie prawa do prawdy

Piotr Walerych, Konrad Turzyński oraz Antoni Wręga to trzech aktywnych działaczy byłego Ruchu Młodej Polski. W 30 rocznicę powstania RMP zabrali oni głos poza oficjalnymi obchodami - wystosowując list otwarty, który zamieszczamy poniżej.

darmowy hosting obrazków
W tym roku mija trzydzieści lat od chwili powołania RMP. Byliśmy aktywnymi uczestnikami tego środowiska, dlatego zabieramy głos nie godząc się na jednostronną wizje historii oraz postaw politycznych i moralnych prezentowaną przez niemałą część naszych dawnych kolegów z RMP.
Od wielu lat toczy się w Polsce spór ideowy, polityczny i moralny o przebieg procesu tak zwanej transformacji, dekomunizacji i lustracji, wreszcie o kształt i miejsce Polski w Europie. Środowisko wywodzące się z antykomunistycznego i konserwatywnego Ruchu Młodej Polski, którego uczestnikami byliśmy, stało w tych sporach po różnych stronach barykady po 1989 r. Mówiąc w uproszczeniu, jedni zaangażowali się po stronie tych, którzy aprobowali, afirmowali i bronili układów z komunistami i ich agenturą, drudzy – byliśmy w mniejszości – wybrali stanowczy sprzeciw wobec tej postawy.
Najbardziej wyrazistym obrazem patologii w życiu publicznym lat 90-tych była prezydentura Lecha Wałęsy. Działania, które podejmował wtedy Pałac Prezydencki – walka z opozycją antykomunistyczną, rozbijanie manifestacji zwolenników dekomunizacji, obrona przywilejów ludzi PRL-owskiego aparatu przemocy, wspieranie „lewej nogi” nie spotkały się z żadną poważną reakcją większości środowiska RMP. Nie było wówczas miejsca na pełną swobodę wypowiedzi, a bierność i przyzwolenie lub zwyczajny brak cywilnej odwagi, tylko utrwalały zwyrodnienie życia publicznego. Ci, którzy domagali się prawa do prawdy, w najlepszym razie określani byli mianem „oszołomów”. Powtórzmy raz jeszcze, zabrakło wówczas potępienia tych praktyk przez większość naszych dawnych kolegów. Niektórzy zaś przyłączyli się do chóru nienawistnych ataków większości mediów i większości tak zwanej klasy politycznej. Przyjmowali też stanowiska i profity z rąk ówczesnego prezydenta.
Z poczuciem głębokiego żalu i wstydu możemy powiedzieć, że po kilkunastu latach sytuacja się powtarza z podobnym natężeniem. W minionych kilkunastu miesiącach mieliśmy do czynienia z niebywałymi presjami i personalnymi atakami na niektórych badaczy najnowszej historii oraz niezależnych naukowców i artystów, których jedynym „grzechem” było wnikliwe dochodzenie do prawdy oraz badanie mechanizmów życia społecznego.
Mamy na myśli przede wszystkim historyków z dużym dorobkiem naukowym: doktorów Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, wybitnego socjologa prof. Andrzeja Zybertowicza oraz reżysera Grzegorza Brauna. Już od 2005 r. nasi dawni koledzy z RMP Aleksander Hall, Arkadiusz Rybicki czy redaktor Tomasz Wołek potępiali prace badawcze prowadzone przez dr Cenckiewicza na temat trójmiejskiego ruchu antykomunistycznego (w tym RMP) używając nierzadko epitetów i inwektyw, nie przedstawiając przy tym żadnego poważnego uzasadnienia co do meritum (por. A. Hall, „Oczami bezpieki”, „Gazeta Wyborcza”, 9 II 2005; T. Wołek, Ślepa bezpieka, byle jakie teczki, „Gazeta Wyborcza”, 30 XII 2008).
Logiczną konsekwencją tej postawy był udział niektórych naszych d. kolegów w trwającej w minionych latach i miesiącach kampanii pomówień i oszczerstw wobec autorów książki SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii. Jeden z nich, współzałożyciel RMP, obecnie poseł Platformy Obywatelskiej, Arkadiusz Rybicki powiedział podczas spotkania w Gdańsku (cyt. za „Rzeczpospolitą” z 22-23 XI 2008 r.), że: „Wydanie książki SB a Lech Wałęsa było błędem IPN, należało upomnieć kierownictwo IPN i za ten błąd IPN zapłaci obciętym budżetem na rok 2009”. Mamy do czynienia z próbami reglamentacji procesów badawczych, wpisywaniu się w degradację i demoralizacje życia publicznego w kraju, rozpoczętą w latach 90-tych.
W końcu z atrofią rzetelnej debaty publicznej, spychaniem na margines ludzi, których poglądy i pracę uznaje się za wyjątkowo niepoprawne. Warto w tym miejscu przypomnieć list „przeciwko szkalowaniu dziś jednego z twórców wolnej Polski – Jacka Kuronia”, który po publikacji przez pracowników IPN dokumentów na temat rozmów Kuronia z funkcjonariuszami SB, w imieniu środowiska byłego Ruchu Młodej Polski w dniu 5 września 2006 r. podpisali m.in. Arkadiusz Rybicki, Maciej Grzywaczewski, Aleksander Hall, Marek Jurek, Krzysztof Nowak i Tomasz Wołek.
Protestujemy przeciw takim obyczajom, przypominając naszym kolegom z dawnych lat, że kiedyś wspólnie tworzyliśmy i kolportowaliśmy „Apel o nauczanie bez kłamstwa”. Przynajmniej część z nas pragnie być wierna tamtemu przesłaniu. Jesteśmy z tymi, którzy biją się o prawdę. Jesteśmy z tymi, których się poniża i szykanuje(w ostatnich kilku miesiącach dotknęło to także panów: Pawła Zyzaka i prof. Andrzeja Nowaka). Nie chcemy i nie będziemy biernie się przyglądać pseudointelektualnej przemocy. Wybieramy solidarność z poszukującymi prawdy, a nie solidarność grupowego oportunizmu. Pragniemy także złożyć hołd naszym nieżyjącym, niezłomnym kolegom: Janowi Samsonowiczowi, Dariuszowi Kobzdejowi i Dariuszowi Młodzianowskiemu. W XXX rocznicę powołania RMP i w przededniu zapowiadanych obchodów które organizują ludzie, którzy nie są jedynymi reprezentantami RMP, a próbują w znacznej mierze zawłaszczyć jego historię, apelujemy do tych kolegów z RMP, którzy milczą nie chcąc narażać się obowiązującemu kierunkowi, by zechcieli przyłączyć się do tego listu pamiętając o słowach Zbigniewa Herberta z wiersza „Pan Cogito o cnocie”:
Nic dziwnego
że nie jest oblubienicą
prawdziwych mężczyzn
generałów
atletów władzy
despotów
przez wieki idzie za nimi
ta płaczliwa stara panna
w okropnym kapeluszu Armii Zbawienia
napomina
wyciąga z lamusa
portret Sokratesa
krzyżyk ulepiony z chleba
stare słowa
-a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku
prawie ją można pochować
w srebrnej szkatułce
niewinnych pamiątek
jest coraz mniejsza
jak włos w gardle
jak brzęczenie w uchu
mój Boże
żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza
szła z duchem czasu
kołysała się w biodrach
w takt modnej muzyki
może wówczas pokochaliby ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie atleci władzy despoci
żeby zadbała o siebie
wyglądała po ludzku
jak Liz Taylor
albo Bogini Zwycięstwa
ale od niej wionie
zapach naftaliny
sznuruje usta
powtarza wielkie Nie
nieznośna w swoim uporze
śmieszna jak strach na wróble
jak sen anarchisty
jak żywoty świętych
(Zbigniew Herbert)
Piotr Walerych
Konrad Turzyński
Antoni Wręga

Piotr Walerych - politolog, więzień PRL, organizator tajnego nauczania w Poznaniu w latach 1982-88, poseł na sejm RP 1-szej Kadencji.
Konrad Turzyński - matematyk, współpracownik miesięcznika „Opcja na prawo” i Polskiego Radia w l. 2006-2008.
Antoni Wręga - historyk, więzień PRL, dyplomata.
Ruch Młodej Polski - polska młodzieżowa organizacja opozycyjna, wyłoniona z ZINO (Zespół Inicjatywy Obywatelskiej - struktura powstała w ramach ROPCiO w 1978. Po roku uczestnicy ZINO powołali Konfederację Polski Niepodległej i RMP) w lipcu 1979 w Gdańsku.
Celem działalności RMP była m.in. obrona praw człowieka i obywatela, praw i kultury narodu polskiego. Ze środowiskiem związane były pisma: "Bratniak" (1977-1981) i "Polityka Polska" (1982-1991). Główne ośrodki, w których działał RMP, to: Gdańsk, Poznań, Łódź, Warszawa, Lublin, Szczecin i Kraków. RMP został rozwiązany w 1989.
Patrz również: Wiesław Walendziak na 30 lecie RMP


[Fot. Archiwum]

środa, 24 czerwca 2009

O ludziach czynu z NZS-u

- Mieścili się w gronie 3 proc. osób aktywnych tamtego okresu, byli ludźmi czynu. Dzisiaj nieprzypadkowo osiągają sukcesy w życiu zawodowym. Jak ulał pasuje do nich przysłowie – „dobry kogut w jajku pieje” – tak bohaterów swojej książki pt. „Drugie Podejście. Niezależne Zrzeszenie Studentów w Uniwersytecie Gdańskim 1985 – 1989 na tle swoich czasów” scharakteryzował podczas spotkania promocyjnego w Gdańsku znany trójmiejski publicysta Zbigniew Gach.
Nieprzypadkowo promocja książki odbyła się na Wydziale Filologiczno-Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego, gdyż to właśnie tutaj na dawnej „Humanie” zorganizowano w maju 1988 okupacyjny strajk studencki, mający wesprzeć protesty robotnicze w Gdańsku i Nowej Hucie. Inicjatorem i organizatorem spotkania był współczesny NZS UG oraz Instytut Kultury Polskiej i Integracji Europejskiej w Gdańsku, jako wydawca. Spotkanie prowadził Lech Parell z Dziennika Bałtyckiego, przed laty działacz organizacji Wolność i Pokój.
Atrakcyjna czytelniczo
Otwierając spotkanie Roman Sikora (prezes IKPiIE), a dawniej działacz Solidarności Młodych, mówił m.in., że wydana książka, jest próbą znalezienia prawdy o działalności NZS, która może różnić się nieco od subiektywnych odczuć poszczególnych działaczy, zwłaszcza po tylu latach od opisywanych wydarzeń. Za najważniejsze jednak uznał, że ludzie którym jest bliski patriotyzm, chcą nadal się spotykać i dyskutować.

darmowy hosting obrazków
Z kolei, Zbigniew Gach zwrócił uwagę, że książka nie zawsze musi być bardzo źródłowa, aby być atrakcyjna czytelniczo. I rzeczywiście, książka jest napisana w bardzo przystępnym, popularnym i reporterskim stylu. Poszczególne rozdziały nawiązują do form działalności prowadzonej w „konspirze”, wszystko okraszone jest wspomnieniami uczestników wydarzeń w tym licznymi anegdotami. Wiele z tych anegdot, autor zacytował zebranym. Oto jedna z nich (cytat z rozdziału „Chleba i bibuły” na str. 78), która bodajże najbardziej wpłynęła na dobry humor uczestników spotkania:
„(...) Dawniejsi studenci z domu akademickiego UG nr 7 przy sopockiej ul. Czerwonej Armii (dzisiaj: Armii Krajowej) wspominają słynne powroty z kolporterskich eskapad w wykonaniu Przemysława Gosiewskiego, gdy był jeszcze kudłaty, brodaty i szczupły. Mimo iż każdorazowo przywoził z Warszawy np. po kilka tysięcy egzemplarzy „Tygodnika Mazowsze”, czyli komin jego plecaka sterczał wysoko ponad głowę, „Przemo” nigdy nie szedł z dworca prosto do swojej kwatery, lecz - dla ostrożności – lawirował. Tym sposobem trasa, którą zwyczajny piechur pokonywał w niecałe 10 minut, jemu zabierała godzinę. Kumple z akademika nieraz obserwowali, jak wyłaniał się z lasu, czyli od strony przeciwnej niż dworzec. Gołym okiem było widać, co dźwiga, lecz do końca balansował mniej uczęszczanymi ścieżkami, udając, że – powiedzmy – wyskoczył tylko nakopać sobie robaków na ryby (...)”.

darmowy hosting obrazków
Autor podkreślił także wyjątkowy charakter niezależnej młodzieży z tamtych lat, ich konsolidację i wspólne działanie pomimo zrzeszania się pod różnymi szyldami. Zwrócił uwagę, jak wielkim wydarzeniem dla tych ruchów była wizyta Ojca Świętego na Wybrzeżu w 1987 roku. To właśnie wtedy większość z nich z kadrowych formacji, zaczęła przekształcać się w masowy ruch sprzeciwu wobec władzy komunistycznej.
Wspomnienia
Krótkimi wspomnieniami ze swojej działalności opozycyjnej prowadzonej w latach 80-tych podzielił się z zebranymi m.in. Grzegorz Bierecki, dzisiaj prezes Kasy Krajowej SKOK, wówczas członek Międzyuczelnianego Komitetu NZS, a wcześniej we wrześniu 1981 przewodniczący prezydium ogólnopolskiego Komitetu Założycielskiego Niezależnej Federacji Młodzieży Szkolnej, której tradycję kontynuowała w latach stanu wojennego Federacja Młodzieży Walczącej.

darmowy hosting obrazków
Do sytuacji strajkowej z 1988 roku, w swoich wystąpieniach nawiązali Andrzej Sosnowski, obecnie prezes SKOK Stefczyka oraz Mariusz Popielarz, dziennikarz i działacz sportowy, oboje przed laty wchodzili w skład studenckiego komitetu strajkowego. Sosnowski podkreślił, że wtedy uważał, iż strajk powinien trwać dłużej, ale podporządkował się decyzji większości komitetu o zawieszeniu protestu. Popielarz przywołał wspomnienie zagrożenia, a nawet defetyzmu panującego podczas protestów robotniczych i jego bezpośredniego wpływu na zawieszenie strajku studenckiego. Przypomniał, że nawet Lech Wałęsa nie chciał wtedy nocować w stoczni.
Paweł Adamowicz, obecnie prezydent Gdańska, a w maju 1988 roku przewodniczący komitetu strajkowego na UG, oprócz przywołanej przez siebie anegdoty, opowiadał również o wyjątkowo dobrej wtedy współpracy z Przemysławem Gosiewskim. Dzisiaj Adamowicz jest członkiem PO, a Gosiewski czołowym działaczem PiS.
Podczas spotkania nie zabrakło również krótkiej prezentacji multimedialnej, przybliżającej zebranym działalność NZS w tamtych latach, oraz przerywnika muzycznego w wykonaniu duetu studenckiego, który zagrał „Naszą Klasę” Jacka Kaczmarskiego.
Wymiana pokoleniowa
Spotkanie promocyjne książki przyciągnęło zarówno dawnych, jak i obecnych działaczy Niezależnego Zrzeszenia Studentów, a także osoby zaangażowane w latach 80-tych w działalność innych niezależnych organizacji młodzieżowych. Widoczna była spora grupa przedstawicieli Federacji Młodzieży Walczącej oraz organizacji „Wolność i Pokój”. Nie zabrakło znanego historyka, dawniej członka FMW Sławomira Cenckiewicza oraz czołowych przedstawicieli „dorosłej” opozycji antykomunistycznej – Joanny i Andrzeja Gwiazdów oraz Krzysztofa Wyszkowskiego.

darmowy hosting obrazków
Głównym celem przyświecającym organizacji tego spotkania, jak podkreślali organizatorzy, było zachowanie i upowszechnianie zbiorowej pamięci dotyczącej działalności konspiracyjnej Niezależnego Zrzeszenia Studentów, a tym samym kształtowanie modelu nowoczesnego polskiego patriotyzmu. I pewnie właśnie dlatego Roman Sikora wyraził podczas swojego wystąpienia radość z faktu, że podczas spotkania na UG udało się zgromadzić tak wielu działaczy antykomunistycznych, walczących o wolną i niepodległą Polskę, przeszło 20 lat temu.
Nic bowiem lepiej nie przybliża młodemu pokoleniu tamtej szarej rzeczywistości, jak żywy kontakt z historią. Nic lepiej nie wpływa na świadomość narodową młodych, na szerzenie patriotyzmu oraz promowanie wzorów godnych naśladowania, jak rozmowy kuluarowe prowadzone przez studentów z uczestnikami tamtych wydarzeń, które były istotnym elementem tego wydarzenia. Był na nie czas, choćby podczas zwiedzania wystawy pt. „Archiwum NZS”, prezentującej fotografie i historię NZS z lat 80-tych.

darmowy hosting obrazków
Każdy uczestnik spotkania otrzymał także egzemplarz książki autorstwa Zbigniewa Gacha, opisującej szczególnie ważny okres w dziejach Niezależnego Zrzeszenia Studentów, co z pewnością przyczyni się do dalszego zgłębiania najnowszej historii.
Osoby zainteresowane historią okresu stanu wojennego, w tym historią NZS i innych niezależnych młodzieżowych organizacji, zapraszamy do odwiedzania społecznościowego portalu: http://www.memento.org.pl/. Już wkrótce za jego pośrednictwem będzie można również nabyć książkę red. Zbigniewa Gacha.
Mariusz A. Roman
(Fot. Autor)

czwartek, 4 czerwca 2009

Kiedy w Polsce skończył się komunizm?

Zbigniew Herbert pisał przed laty, że jeżeli Polska odzyska utraconą niepodległość, to wybiegnie na ulice Paryża i będzie krzyczał w kierunku każdego napotkanego przechodnia Viva la Polonia. Jednak, naszemu wielkiemu wieszczowi nie przyszło do głowy wybiec na ulice Paryża w dniu 4 czerwca 1989 roku. Nie zrobił tego nigdy, aż do chwili swojej śmierci w 1998 roku.

darmowy hosting obrazków
Pomimo wielkiej fety, jaką zorganizowano w Polsce, w 20 rocznicę wyborów kontraktowych. Pomimo tego, że mediom często zdarza się nawet twierdzić, że jest to rocznica „pierwszych wolnych wyborów” w Europie Wschodniej, ba publicznie stwierdził to sam premier Donald Tusk. To jednak nie wszyscy Polacy ulegają podobnym nastrojom i nie podlegają zbiorowej amnezji świętowania. Na najbardziej popularnym serwisie społecznościowym nasza-klasa, samorzutnie ktoś wymyślił i stworzył plakat z hasłem: „4 czerwca 1989 upadła komuna na cztery łapy”. Błyskawicznie zdjęcie to do swoich profili zaczęli dołączać także inni użytkownicy. W każdym razie, wśród moich znajomych, jest już całkiem spora grupa tych - którzy tak właśnie zrobili...
Mówi ostatni więzień komunizmu
Przecież wybory z 4 czerwca 1989 były klasycznym przykładem wyborów niedemokratycznych, gdyż ich wynik z góry ukartowano w wyniku porozumień Okrągłego Stołu. Gwarantując w nich 65 proc. miejsc dla PZPR i jej satelickich organizacji partyjnych, a tylko 35 proc. dla tzw. strony społecznej. A jak się plan za pierwszym razem nie powiódł, bo wyborcy odrzucili tzw. listę krajową, to zrobiono tzw. dogrywkę z wyborów. Żartowano wtedy w szeregach tzw. opozycji „niekonstruktywnej”, że Wałęsa z Jaruzelskim i Kiszczakiem zafundowali nam 35 proc. demokrację, a wiadomo, tak jak nie ma 35 proc. dziewictwa, tak i niemożliwa jest 35 proc. demokracja.

darmowy hosting obrazków
Do 23 grudnia 1989 roku, a więc także w czasie, gdy premierem PRL był już Tadeusz Mazowiecki, w wiezieniu w Barczewie siedział jeszcze Józef Szaniawski, ostatni więzień komunizmu w Polsce. W wywiadzie, jakiego udzielił on dzisiejszemu „Naszemu Dziennikowi”, mówi o 4 czerwca 1989 wprost:

- Jak mogę uznać ten dzień za datę zwycięstwa nad komunizmem, skoro siedziałem tego dnia w więzieniu? I to w więzieniu bez wątpienia komunistycznym. Mało tego, po tym rzekomym zwycięstwie nad komunizmem siedziałem tam jeszcze pół roku. Kto mnie wtedy więził, jak nie komuniści?
Poproszony jednak przez dziennikarza, aby odniósł się do tego problemu, abstrahując od swoich osobistych przeżyć i doświadczeń, stwierdza jeszcze bardziej dosadnie:
- Podobnie uważam, że tego dnia komunizm w Polsce wcale się nie skończył. Formalnie państwo o nazwie PRL istniało do grudnia 1989 roku. Mazowiecki nie tylko nie był pierwszym niekomunistycznym premierem, ale był ostatnim premierem komunistycznego rządu. Był nim ze względu na swój życiorys, na nazwę państwa, którym rządził, i ze względu na to, że na tę funkcję został wykreowany nie tylko przez Geremka, Wałęsę, Michnika, Jaruzelskiego i Kiszczaka, ale także przez ambasadora Związku Sowieckiego Wiktora Browikowa. Warto podkreślić, że gdy Mazowiecki został premierem, to pierwszym gościem, jakiego przyjął, był gen. Władimir Kriuczkow, szef, KGB. To on jako pierwszy przyjechał złożyć Mazowieckiemu osobiste gratulacje. To daje wiele do myślenia. W rządzie Mazowieckiego Kiszczak dostał, oprócz funkcji szefa MSW, także tekę wicepremiera, a więc patrząc obiektywnie w kategoriach hierarchii państwowej, człowiek odpowiedzialny za śmierć górników w kopalni "Wujek", szef bezpieki w strasznej dekadzie lat 80., w rządzie Mazowieckiego awansował. Podobnie Wojciech Jaruzelski - z I sekretarza KC PZPR awansował na prezydenta III RP. Takie są fakty dotyczące zwycięstwa nad komunizmem 4 czerwca, a cały ten solidarnościowy sztafaż to manipulacja służąca robieniu ludziom wody z mózgu.
A więc kiedy i jaka data?
Pozostaje, zatem odpowiedzieć nam na pytanie, kiedy rzeczywiście komunizm w Polsce upadł tak naprawdę. I tutaj znowu pojawiają się wątpliwości. Może nie w stosunku do samego systemu, którego z całą pewnością już dawno nie ma. Ale przecież pozostaje w pamięci, to co tak niedawno kpiąc ze strony solidarnościowej, powiedział dla TVN 24 gen. Czesław Kiszczak. Stwierdził on dosadnie, że skoro nikt mu nawet nie próbował odebrać emerytury przez ostatnie 20 lat, to tak naprawdę twierdzenie o słabości i upadku strony komunistycznej w 1989 mija się z prawdą.

darmowy hosting obrazków
Tymczasem Józef Szaniawski w wywiadzie dla „ND” pytany o określenie takiego przełomowego momentu w Polsce, dodaje jeszcze:
- To niezwykle ważna sprawa dla naszego 40-milionowego Narodu, który od dziesięcioleci usiłował wybić się na niepodległość. (...) Niemcy mają taki symbol - to dzień zburzenia muru berlińskiego i rozpoczęcia szturmu na kwaterę główną Stasi, zakończonego jej zdobyciem i przejęciem całego archiwum. Czesi i Słowacy mają swoją aksamitną rewolucję w Pradze i w Bratysławie, Rumuni mają dzień rozstrzelania Ceausescu, nawet Rosjanie mają taki dzień, kiedy Borys Jelcyn z czołgu na placu Czerwonym proklamował upadek komunizmu. A w Polsce jakimś dziwnym trafem wszystko się rozmyło. Nie ma takiej przełomowej daty. Powiem więcej, fakt, że premierem polskim mógł zostać Józef Oleksy, prezydentem przez dwie kadencje Aleksander Kwaśniewski, fakt, że za zbrodnie komunistyczne nikt nie został do dziś tak naprawdę ukarany, że nie wykryto sprawców morderstw politycznych lat 80., nawet w tak zdawałoby się prestiżowej dla solidarnościowej strony sprawie mordu na ks. Jerzym Popiełuszce, to wszystko sprawia, iż dzisiaj taki przełomowy dzień trudno wskazać.
Dlatego też może dajmy sobie spokój ze ściganiem się w Europie na wydarzenia w 1989 roku. Nie lepiej byłoby podkreślać, że wszystko zaczęło się 31 sierpnia 1980 roku, kiedy po raz pierwszy na tak masową skalę powstał ruch związkowy i antykomunistyczny zarazem. Przecież właśnie wtedy, ten ogólnopolski i robotniczy zryw podważył sens istnienia systemu budowanego w oparciu o leninowską zasadę tzw. terroru klasy robotniczej. A jeżeli koniecznie chcemy mieć swój udział także w upadku muru berlińskiego, to z całą pewnością lepszym byłoby podkreślanie pierwszeństwa strajków majowo-sierpniowych w 1988 roku, niż wątpliwego sukces wyborów kontraktowych z czerwca 1989.
Mariusz A. Roman
Na załączonych zdjęciach: Wiec przedwyborczy Komitetu Obywatelskiego w Gdyni w 1989; Hasło okolicznościowe umieszczane na profilach użytkowników serwisu nasza-klasa; Okolicznościowy plakat Federacji Młodzieży Walczącej z 1989 roku.

środa, 20 maja 2009

Nowa książka: Śladami bezpieki i partii

Zmarły niedawno prof. Paweł Wieczorkiewicz, który recenzował najnowszą książkę Sławomira Cenckiewicza, napisał: „Praca jest niezwykle aktualna, gdyż autor demaskuje metody działania SB, przedstawia sposoby funkcjonowania agentury i osoby agentów. Ostre, acz umotywowane oceny, a także pisarski talent powodują, że Śladami bezpieki i partii czyta się jak najlepszy kryminał”.

darmowy hosting obrazków

Śladami bezpieki i partii. Rozprawy – Źródła – Publicystyka - to nowa książka dr Sławomira Cenckiewicza, znanego czytelnikom przede wszystkim z wydanej wspólnie z Piotrem Gontarczykiem, przed rokiem, głośnej książki: SB a Lech Walęsa. Przyczynek do biografii (Wydawnictwo IPN, Gdańsk-Warszawa-Kraków 2008).
Wchodzący właśnie do księgarń, obszerny tom Śladami bezpieki i partii jest niejako kontynuacją zbioru Oczami bezpieki (Kraków 2004). Przyświeca jej ten sam pomysł – chęć zebrania w jednym tomie najważniejszych tekstów autora z ostatnich lat, rozproszonych po różnych czasopismach naukowych, pracach zbiorowych oraz gazetach i tygodnikach. Zostały one jednak poprawione i uzupełnione, przez co stały się bardziej aktualne.
Jak napisał we wstępie Sławomir Cenckiewicz: „Śladami bezpieki i partii to kolejny mały krok na drodze do odsłonięcia prawdy o Polsce Ludowej”. Na książkę składa się ponad czterdzieści artykułów, rozpraw naukowych i tekstów publicystycznych ułożonych w pięciu rozdziałach odpowiadających ich charakterowi (Rozprawy – Studia i źródła – Publicystyka – Polemiki i recenzje – Pro memoria).
Czytelnik znajdzie w nich m. in. fascynujące szkice o roli polskich komunistów i działalności Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych, powojennej walce bezpieki z „polskim Londynem”, uwikłaniu Stanisława Mackiewicza, kulisach Grudnia ’70 i Sierpnia ’80, kryzysie w szeregach PZPR, operacji wprowadzenia stanu wojennego i losach ludzi obozu narodowego w PRL. Ponadto Autor zaprezentował sylwetki trójmiejskich bohaterów walki o niepodległość – Anny Walentynowicz, Andrzeja Butkiewicza, Henryka Lenarciaka i Kazimierza Szołocha. Opisał on również wstrząsającą historię zaginięcia i tragicznej śmierci działacza Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża – Tadeusza Szczepańskiego. Osobny tekst poświęcił roli groźnego agenta bezpieki w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża – Edwina Myszka.

darmowy hosting obrazków
Na kartach Śladami bezpieki i partii ponownie powraca sprawa związków Lecha Wałęsy z SB i związanych z tym konsekwencji (kradzieży dokumentów „Bolka” w latach 1992-1995, procesu lustracyjnego i statusu pokrzywdzonego). Autor nie stronił również od spraw bardziej aktualnych, stąd też oprócz tekstów stricte naukowych, znalazły się w tomie teksty publicystyczne poświęcone m. in. likwidacji WSI oraz liczne polemiki z historykami i politykami zaniepokojonymi stopniowym otwarciem archiwów komunistycznej bezpieki. Całość wieńczy obszerne studium z zakresu strategii unieważniania prawdy, jako nowej metodzie walki z prawdą historyczną i wolnością nauki.

Szukaj od przyszłego tygodnia w księgarniach lub zamów już dzisiaj: tutaj.
Śladami bezpieki i partii. Rozprawy – Źródła – Publicystyka (Wydawnictwo LTW, Łomianki 2009, 876 stron, fotografie, bibliografia, indeks nazwisk).
Przed kilkoma miesiącami pytałem Sławomira Cenckiewicza, o jego szerokie plany publicystyczne. Oto, co mi wtedy odpowiedział:
- Czym się zajmujesz obecnie, jakie są Twoje najbliższe plany wydawnicze?
- Pracuję nad książką o płk Ignacym Matuszewskim – przedwojennym szefie wywiadu. Marszałek Piłsudski powiedział kiedyś o nim, że dzięki niemu wygraliśmy w 1920 r. wojnę z bolszewikami, gdyż za przyczyną Matuszewskiego wiedzieliśmy o Sowietach więcej niż oni o nas. Poza tym niebawem ukaże się moja książka o Annie Walentynowicz i oporze społecznym lat 70. w Trójmieście. Później będą książki o inwigilacji Polonii, działaniach wywiadu PRL na kierunku amerykańskim, niszczeniu dokumentów SB w latach 1989/1990… Mam więc sporo planów w tym zakresie.
Mariusz A. Roman

Na załączonych zdjęciach: Okładka nowej książki dr Sławomira Cenckiewicza, Sławek Cenckiewicz, m.in. wspólnie z Autorem w Chęcinach na Marszu Szlakiem I Kompanii Kadrowej w sierpniu 1989.

piątek, 8 maja 2009

21. rocznica strajków majowych na Wybrzeżu

W drugiej połowie kwietnia 1988 roku doszło do fali protestów. Jako pierwsi zastrajkowali pracownicy komunikacji miejskiej w Bydgoszczy – 25 kwietnia, dzień później Huta im. Lenina w Nowej Hucie, a 29 kwietnia – huta w Stalowej Woli. Na Wybrzeżu strajkowała przez dziewięć dni (2-11 maja) Stocznia Gdańska oraz kilka dni studenci z Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Wspomagali ich działacze FMW, WiP oraz wielu innych niezależnych organizacji. To właśnie przedstawiciele młodego pokolenia, któremu była obca obojętność starszych działaczy „Solidarności”, jak i strach przed reżimem komunistycznym, zorganizowali te strajki.

darmowy hosting obrazków
To młodzieżowe parcie na strajk uwidoczniło się już podczas wiecu przy plebani kościoła św. Brygidy w niedzielę 1 maja. Na wiecu przemawiał m.in. Wałęsa. Nawoływał do spokoju, przekonywał, że wszystko odbywa się pod kontrolą podziemia „Solidarności”. Odpowiedziało mu gromkie: „Jutro strajk!” wykrzyczane przez młodych stoczniowców i działaczy młodzieżowych z organizacji opozycyjnych. Jak się rzekło, tak się stało. W poniedziałek 2 maja wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej. Zorganizowali go młodzi robotnicy, którzy obok żądań płacowych podnieśli również postulat reaktywowania NSZZ „Solidarność”.
Wsparcie niezależnej młodzieży
Młodzież m.in. z Federacji Młodzieży Walczącej włączyła się w strajk w stoczni i wydatnie wsparła protest majowy na wielu płaszczyznach. Mariusz Wilczyński pojawił się w stoczni w pierwszym dniu strajku razem z Jarkiem Rybickim i Jackiem Kurskim. Później Wilczyński wrócił na miasto, aby sprowadzić do stoczni Dariusza Krawczyka, który miał zorganizować w stoczni poligrafię. Pojechał po Darka do szkoły na Przymorzu. Ten akurat prowadził lekcję. Kiedy dowiedział się o strajku zwolnił się z zajęć w klasie i tak jak stał ruszył organizować strajkową drukarnię. Na teren stoczni przedarł się biegnąc między kordonami ZOMO z plecakiem wypełnionym „domowej roboty” sprzętem poligraficznym. Parę godzin później światło dzienne ujrzały stoczniowy biuletyn „Rozwaga i Solidarność”, komunikaty Komitetu Strajkowego, liczne plakaty oraz pamiątkowe znaczki pocztowe powielane metodą sitodruku. Farbę zorganizowano według „kultowej” receptury, uzyskując ją z mieszaniny pasty komfort z tuszem. Po pewnym czasie do grona drukarzy z FMW przyłączyło się kilku młodych stoczniowców oraz członkowie Ruchu „Wolność i Pokój”. Powstała w ten sposób ekipa była m.in. organizatorem dwóch audycji nadanych ze stoczni na fonii telewizyjnej.

darmowy hosting obrazków
Federacja wspierała stoczniowe protesty także drukując ulotki i prasę strajkową poza stocznią. „Monit” - pismo FMW Gdańsk i Gdynia wydanie specjalne, stał się w tych dniach dziennikiem. Oprócz codziennej pracy przy druku „Monitu” młodzież z FMW uczestniczyła także w kolportażu i druku codziennej ulotki, sygnowanej przez Komitet Strajkowy w Stoczni, która była kolportowana w bardzo dużym nakładzie w Trójmieście. Ulotka powstawała w stoczni, ale diapozytywy szły na wszystkie zakonspirowane drukarnie w Trójmieście.
Dokonywano akcji ulotkowych, malowania murów, pojawiały się także inicjatywy na rzecz strajkujących robotników i studentów w szkołach, jak przerwy milczenia (główna akcja tego typu odbyła się w trójmiejskich szkołach ponadpodstawowych 5 maja), niezależne apele, śpiewy pieśni patriotycznych. Uczniowie z Liceum Plastycznego w Gdyni ogłosili spontanicznie w dniu 4 maja pogotowie strajkowe. Wielu działaczy FMW codziennie angażowało się w pracę kurierów, podtrzymując łączność i donosząc wsparcie dla strajkujących. Olgierd Buchocki jako oficjalny przedstawiciel FMW dołączył do strajkujących studentów na UG i PG.
„- (...) Nadzieję podtrzymał strajk studencki. Na wezwanie Jana Pastwy, drużynowego naszej „Czarnej Czwórki” wieziemy kuchnię polową na „Humanę”. Taka była widać nasza rola, żeby zapewnić logistykę, dla tych, którzy mieli wtedy przywilej strajkować. Z tego przywileju niewielu odważyło się skorzystać. Tym większa chwała tym, co dali świadectwo, zwłaszcza młodemu pokoleniu stoczniowców (...)” – wspomina Grzegorz Bonk, działacz FMW i członek Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej.

darmowy hosting obrazków
Warto przypomnieć, że w strajku w stoczni uczestniczyła także mocna ekipa FMW związana z kibicami Lechii Gdańsk ze śp. Tadeuszem Duffekiem na czele W maju strajkująca stocznia otrzymała od „biało – zielonych” kibiców potężne wsparcie w dniu 7 maja podczas meczu z Górnikiem Wałbrzych. Najpierw fani Lechii na stadionie przez 90 min. skandowali „Stocznia Gdańska!” i inne solidarnościowe okrzyki. Następnie kibice z tzw. młyna, pod hasłem „Bić gestapo!” wykrzykiwanym przez cały stadion, prowadzili na trybunach regularną bitwę z ZOMO. Po meczu zaś cały ten tłum ruszył pod stocznię tocząc po drodze wielogodzinne walki z milicją. Lechistom udało się dotrzeć do stoczni i wspólnie ze strajkującymi robotnikami skandowali do późnych godzin wieczornych wolnościowe hasła.
Grupy Pomocy Strajkowej
Działacze WiP byli pomysłodawcami powstania zorganizowanej pomocy i wsparcia dla strajkujących, na bazie salki katechetycznej kościoła św. Brygidy w Gdańsku.
„- W ten sposób ruszyły Grupy Pomocy Strajkowej, jak nazwaliśmy naszą akcję wspomagającą. Zaraz dołączyli do nas koledzy z FMW. Część z nich już wcześniej wylądowała w stoczni, gdzie uruchomili mini-drukarnię. Wkrótce druga mała drukarnia ruszyła w "Brygidzie". Rozpoczęliśmy też zbiórkę żywności i innych potrzebnych rzeczy dla stoczniowców. Starsi ludzie okazali się bardzo hojni. Ale wręcz zadziwiające było zaangażowanie młodych ludzi w przenoszenie pomocy na teren stoczni. Stocznia była otoczona kordonem ZOMO, ale młodzi ludzie zawsze znaleźli sposób, aby się tam dostać. Na początku w akcji brała młodzież z WiP i FMW oraz innych organizacji opozycyjnych. Później pojawiało się coraz więcej młodych ludzi, nigdzie dotąd nie zaangażowanych” – mówi Klaudiusz Wesołek, działacz WiP.

darmowy hosting obrazków
W tych strajkowych dniach około 200 dzieciaków i młodzieży przedzierało się codziennie przez kordony ZOMO. Kilkunastoletni łącznicy - chłopcy i dziewczęta ze szkół podstawowych i średnich zapewniali strajkującym komunikację ze światem. Przez dziury w płocie przynosili na teren stoczni pocztę i żywność, materiały poligraficzne, koce i śpiwory, skarpety i inne potrzebne rzeczy, które mieszkańcy Trójmiasta ofiarowywali w darze dla strajkujących i składali przy kościele św. Brygidy. Młodzi kurierzy wprowadzali także na teren strajkującego zakładu tzw. doradców i gości. Niestety czasem wpadali w ręce ZOMO, co w trzech przypadkach skończyło się poważnym pobiciem. Większa część z tych młodych ludzi nie była związana z żadnymi organizacjami. Pomagali strajkującej stoczni z potrzeby serca. To byli bohaterowie tamtych dni, o których nikt nie pamięta.
Generacja 1988
Maj 1988 wpisuje się w tradycję polskich zrywów niepodległościowych, za jakimi zawsze w naszej historii stała młodzież. 21 lat temu młodzi robotnicy, studenci i uczniowie, podjęli walkę z reżimem komunistycznym, jako spadkobiercy ideałów Kolumbów – nazywając siebie generacją 1988. Ich działania wymykały się wówczas nie tylko spod kontroli komunistycznych władz, ale i podziemnej „Solidarności”. I tego się pewnie jedni i drudzy wystraszyli. Przyspieszając proces przemian systemowych w Polsce, ale i łagodząc zarazem proces transformacji wobec nomenklatury i agentury sowieckiej.
Mariusz A. Roman
Na załączonych zdjęciach: Brama nr 2 w Stoczni Gdańskiej podczas pierwszego dnia majowego strajku; Jeden z plakatów FMW drukowanych na paście komfort z tuszem; Codzienne wydanie strajkowe pisma „Monit”, FMW Gdańsk-Gdynia; Mapa z zaznaczoną skalą protestów na przełomie kwietnia i maja 1988.
Patrz również:

Zapomniana rocznica (strajki 1988 r)



Historia majowych strajków (1988 r)