Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 kwietnia 2010

Znowu o „polskich” obozach śmierci

W tygodniku "Parade", ilustrowanym dodatku do wielu dzienników w USA, m.in. "Washington Post", ukazał się artykuł zawierający kilka sformułowań określających niemieckie obozy i getta w okupowanej Polsce w czasie II wojny światowej jako "polskie".
Jak informuje serwis onet.pl: amerykański tygodnik zamieścił w najnowszym wydaniu artykuł o dyrektorze Biura Śledztw Specjalnych (OSI) w amerykańskim ministerstwie sprawiedliwości Eli Rosenbaumie, który od 33 lat zajmuje się ściganiem zbrodniarzy hitlerowskich.
Przypominając postaci największych spośród nich, do których schwytania i osądzenia doprowadziło OSI, autor tekstu używa określeń: "polski obóz śmierci w Majdanku", "polski obóz koncentracyjny" i "polskie getto warszawskie". Ani razu nie wspomina, że chodzi o miejsca kaźni założone przez hitlerowskie Niemcy w okupowanej Polsce.
Fałszujące historię określenia spotkały się już z reakcjami wielu polskich czytelników. Kongres Polonii Amerykańskiej zachęca do pisania listów z protestami do redakcji.
za: onet.pl
Krzywdzące Polskę i Polaków tezy padają często w amerykańskich, brytyjskich, niemieckich i innych zachodnich mediach. Światowe media wciąż posługują się skandalicznym sformułowaniem „polskie obozy koncentracyjne” czy „polskie obozy śmierci”. Dochodzi do nich, pomimo coraz częstszym i coraz bardziej zdecydowanym reakcjom: polskich służb konsularnych, środowisk polonijnych, czy wreszcie polskich mediów.

darmowy hosting obrazków
Zastanawia zatem, skąd ten upór w zrzucaniu odpowiedzialności na Polskę, która jest największą obok narodu żydowskiego, ofiarą hekatomby, zgotowanej nam przez nazistowskie Niemcy. Niestety, to efekt zmasowanej nagonki na polskość trwającej latami, ale także braku polskiej polityki historycznej i przesadnej skłonności do kajania się i brania na siebie winy za czyny przez nas niepopełnione.
Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]

czwartek, 19 lutego 2009

Polacy walczyli w Wietnamie !

Jakże często, wspominamy poległych żołnierzy polskich w różnych stronach świata - „za wolność naszą i waszą”. Szczególnie jest to widoczne podczas rocznicowych uroczystości przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie, gdzie płoną znicze ku czci tych, którzy bronili Lwowa, nieba Anglii, bili się w Rosji, zdobywali Monte Cassino, walczyli w Afryce i na innych frontach. Staramy się o nich pamiętać, czcząc swoich bohaterów. Czy jednak o kimś nie zapomnieliśmy?

Niedaleko Memoriału Lincolna w Ogrodach Konstytucyjnych w Waszyngtonie, znajduje się Vietnam Veterans Memorial (Memoriał Wietnamskich Weteranów), gdzie na marmurowej, ogromnej płycie wyryto 58 132 nazwiska tych, którzy nie wrócili z wojny wietnamskiej. Większość z nich poległa, a około 1300 osób zakwalifikowano, jako zaginionych w akcji. Wystarczy, będąc tam, skierować wzrok na jakikolwiek fragment marmurowej płyty, żeby dostrzec polskie nazwiska: Robert Sowiński, Edward Kotowski, John Kozioł, Gerard Kasprzyk, Robert Kowalski, Thomas Zaremba, Ronald Jasiński, Wiliam Zalewski, Raymond Michałowski, Edward Babiarz, Dennis Mikołajczyk... To tylko pierwsze z brzegu przykłady. Lista polskich nazwisk jest bowiem bardzo długa. Dotychczas niewiele, lub zgoła nic, nie mówiło się o Polakach, którzy brali udział w wojnie wietnamskiej. Powszechnie panuje w Polsce opinia, że nie mieliśmy z nią nic wspólnego. Jakże błędne to jednak mniemanie.
darmowy hosting obrazków

Tymczasem w Wietnamie walczyli zarówno Amerykanie polskiego pochodzenia, jak i urodzeni w Polsce – naturalizowani później obywatele USA, a jak twierdzą niektórzy, także osoby mające jedynie stały pobyt w USA. Znalazło to odbicie na przykład w kilku filmach – z głośnym filmem pt. „Zielone Berety” na czele – o tematyce wietnamskiej, gdzie wielu bohaterów nosi polskie nazwiska.

W Wietnamie, o czym w ogóle się nie mówi, walczyło również 800 żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, w ramach sowieckich sił interwencyjnych. A więc, tak jak już to nieraz w zagmatwanej polskiej historii bywało, polscy chłopcy w różnych mundurach, w imię różnych celów, walczyli przeciwko sobie. Z tych 800 polskich żołnierzy, jakich komuniści wysłali do Wietnamu, wróciło zaledwie 74. Zamiast współczucia spotkały ich po powrocie, groźby i ostrzeżenia ze strony Służby Bezpieczeństwa. Nie wolno im bowiem było, o niczym, co zobaczyli na tej wojnie - mówić. Próbowano im zamknąć usta nie tylko groźbami, ale i wysokimi rentami, dlatego nadal nic o nich nie wiemy. Milczą bowiem do dzisiaj. Jeden z nich, zgodził się przed dwudziestoma laty (jednakże bez podawania swojego nazwiska, podpisując swoją notatkę pseudonimem KAP), przekazać krótką relację z jednego dnia swojej służby w Wietnamie. Została ona wtedy opublikowana, w ukazującej się poza cenzurą „Antymantyce” (Gdynia, nr 26, 1-15.12.1989) – piśmie Federacji Młodzieży Walczącej. Myślę, że warto ją przytoczyć w całości, zachowując oryginalną pisownię autora, dla bliższego zobrazowania strasznej żołnierskiej tragedii:
darmowy hosting obrazków

„- Za dwadzieścia minut będzie świt. Kolumna rusza na północ. Po godzinie dojeżdżamy do wioski, pada rozkaz: „z wozu!”. Od dwóch miesięcy jesteśmy używani jako piechota. Ostatnio „05” jest w niełasce. W sztabie koledzy mówią, że chcą nas wykończyć. Z 800 zostało nas zaledwie 120-tu, a ilu jeszcze zginie...? Otoczyliśmy dom – za 5 sekund ATAK... Już wbiegam do lepianki, broń odbezpieczona. Wewnątrz sześciu żołnierzy USA – myją się. Zaskoczenie całkowite. Jeden z nich (ok. 19 lat) rzucił się do broni, ułamek sekundy i sześć trupów leży na ziemi. Kolejne zadanie wykonano. Ogólny stan strat 60-ciu zabitych, 23-ech rannych. Śmigłowiec gotowy do odlotu. Na pokładzie ranni rodacy. Unosi się na wysokość 4-5 metrów. Z pobliskiej wioski wybiega Wietnamka – przeraźliwie krzyczy, wtem ciska białą paczkę w stronę śmigłowca. Eksplozja, pełno dymu, sprawczyni ucieka. Oddajemy strzały, które za moment milkną. Nadlatuje pilot drugiego helikoptera, jest ok. 30 metrów od Wietnamki. „On zwariował” – krzyczy starszy lejtnant. Maszyna nachyla się niebezpiecznie. Nagle wirnik uderza dziewczynę, części ciała lecą na wszystkie strony. Ktoś wymiotował. Wskakując do wozu zobaczyłem na masce zakrwawioną dłoń”.

Przytoczona relacja oraz inne fakty świadczą dobitnie, że wojna w Wietnamie to w jakimś stopniu także i polska sprawa, naznaczona polską krwią. Wprawdzie, ówczesne władze komunistyczne w Polsce, poparły wtedy Wietkong oraz gościły na polskiej ziemi wielu wietnamskich uchodźców, a sama wojna wciąż budzi różne refleksje, to jednak pozostaje jeden niezaprzeczalny fakt: Polacy walczyli w Wietnamie. Powinniśmy o tym wiedzieć i pamiętać.

Mariusz A. Roman

Na załączonych zdjęciach: m.in.: Vietnam Veterans Memorial w Waszyngtonie.
Ballad of the Green Berets - Different versions Part 1

wtorek, 20 stycznia 2009

Zmiana, Obama i co dalej...

Stało się. Czterdziestym czwartym i jednocześnie pierwszym w historii ciemnoskórym prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki zostanie dzisiaj - 47 letni senator z Illinois Barack Hussein Obama. Na jego zwycięstwo wyborcze, złożyła się niezwykła kombinacja: kiepskiej sytuacji ekonomicznej, intensywnego i bezpardonowego poparcia mediów oraz zdolności retoryczne samego kandydata, który skutecznie ukrył swoje ekstremalnie lewicowe poglądy. Obama, umiejętnie wykorzystał także poczucie winy za dawne akty rasizmu wobec Murzynów. Paradoksalnie, jego kolor skóry, stał się największym atutem wyborczym i gwarancją na zapowiadane przeprowadzenie zmian.

Obama trafił na niezwykle korzystny dla siebie i swojej demokratycznej partii moment historyczny. Znużenie rządami George’a W. Busha, niechęć do wojny, poczucie niepewności związane z kryzysem gospodarczym, zachwianie wiary w siłę Ameryki i pogłębiające się problemy społeczne, spowodowały, że wyborcy gwałtownie poszukiwali czegoś nowego. Kandydat demokratów, tradycyjnie opowiadający się bardziej za izolacjonizmem na rzecz reform społecznych, do tego postrzegany jako charyzmatyczny przywódca, stał się swoistym antidotum na bolączki Ameryki.

- Bo zmiana, bo nadzieja, bo czarnoskóry polityk jest trendy – twierdzili wyborcy, którzy normalnie zostaliby w domach. Wolontariusze działający na rzecz Obamy, dosłownie atakowali ludzi w parkach, obchodzili schroniska dla bezdomnych, tanie jadłodajnie w getcie. Młodzież i studentów skutecznie przekonywano, ze głosowanie na czarnego jest „cool”. Wśród głosujących po raz pierwszy Obama cieszył się aż 80 proc. poparciem. Do tego doszło poparcie kolorowych wyborców, w tym Latynosów - których w Ameryce jest coraz więcej. Poparł go również tradycyjnie sprzyjający partii demokratycznej świat artystyczny i kulturalny (Hollywood), oraz zazwyczaj skłonne do libertynizmu i lewicowej ideologii media. Wreszcie dopełnieniem fenomenu, był fakt poparcia dla senatora z Illinois przez biznes amerykański z Wall Street.

Obama jest typowym „produktem mediów”, szerokim lecz zupełnie pustym zestawem. To sprawia, że jest nieprzewidywalny. Podczas kampanii wyborczej czarnoskóry senator skutecznie unikał wypowiedzi na jakikolwiek kontrowersyjny temat. Starał się tak formułować swój przekaz, aby zadowolić jak najszerszy krąg wyborców. Jednak najlepszy nawet PR nie zmieni rzeczywistości. Największa charyzma, nie rozwiąże problemu rosnącego deficytu, bezrobocia i braku zaufania do instytucji finansowych.

Wybór Baracka Husseina Obamy na prezydenta USA, jest jednocześnie wyborem przywódcy największego mocarstwa na świecie, ważnym także dla Polski, w kontekście przyszłej, prowadzonej przez niego polityki zagranicznej. Obama, zapowiada co prawda, bardziej partnerskie i otwarte stosunki z Europą, pragnie włączyć Unię do współdecydowania o losach świata, jednak warunkiem jest większe zaangażowanie europejskich środków i sił militarnych w prowadzone wspólnie operacje. Tymczasem wiadomo, że Europa nie jest na to gotowa i nie potrafi nawet wysłać odpowiedniej ilości wojsk do Afganistanu. Obama zadeklarował, że z każdym będzie negocjował bez żadnych wstępnych warunków. Bardzo wymownym był jego brak reakcji na kryzys gruziński. Nie dziwi zatem, pozytywna reakcja Kremla na jego wybór.

Od dłuższego czasu polityka amerykańskich demokratów jest bardziej europejska, tzn. asekurancka. W efekcie wzmacnia to dominujący w Europie niemiecko-francuski układ, co nie jest korzystne dla Polski. Niestety, ten brak zainteresowania odnosi się również do wschodnich rubieży naszego kontynentu, pozostawiając więcej swobody i sfer wpływów, odbudowującej właśnie swoją mocarstwową pozycję Rosji.

Tymczasem, minister Radosław Sikorski, zdążył poinformować polską opinię publiczną, że wybór Obamy, to radosny dzień dla Ameryki, która zyskała nowy image na całym świecie. Twierdzenie to jest na tyle wiarygodne, co pierwszy polski dowcip o nowym prezydencie USA, z jakiego zasłynął tenże Sikorski. Powiedział on, że Obama ma polskich przodków. Serio. Jego dziadek zjadł bowiem polskiego misjonarza.

Mariusz A. Roman

środa, 31 grudnia 2008

Biznes 2008: sukcesy i porażki roku

Ludzie i gospodarka w kraju i na świecie. W tym roku przegrali nie tylko ludzie, ale także kapitalizm w liberalnym wydaniu. Nie sprawdził się model bardzo ostrożnej kontroli operacji finansowych, zwłaszcza dokonywanych przez banki, głównie inwestycyjne. Po bankructwie Lehman Brothers nie tylko w USA, ale także w innych rejonach możemy obserwować interwencjonizm państwowy w niespotykanym dotąd wymiarze. Chodzi już nie tylko o tzw. plan Paulsona, warty ponad 700 mld dol. program ratowania amerykańskiej gospodarki przed skutkami kryzysu przez przejmowanie udziałów i zobowiązań firm u progu bankructwa, głównie z sektora finansowego, ale także motoryzacyjnego.

Japonia, Australia, ale także Niemcy, Belgia, Wielka Brytania czy Francja, nawet mimo pomruków ze strony Komisji Europejskiej, rzuciły się na ratunek zwłaszcza bankom, których upadek przyniósłby utratę tysięcy miejsc pracy i fatalnie podziałałby na atmosferę na rynku. To także rok masowych nacjonalizacji banków, takich jak Fortis, Dexia, Barclays, Royal Bank of Scotland, co jest zjawiskiem bez precedensu. Był to też rok nierealnych prognoz i pod tym względem można mówić o przegranej wielu analityków. Kiedy cena baryłki ropy naftowej w lipcu sięgała 150 dol., powszechne były głosy, że należy się spodziewać dalszego wzrostu, nawet ponad pułap 200 dol. Tymczasem w końcówce roku baryłka kosztuje już poniżej 40 dol. Podobnie wygląda sytuacja na rynku złota – wiosną cena uncji przekroczyła barierę 1 tys. dol., a kanadyjska firma Yamana Gold prognozowała, że pod koniec roku cena kruszcu może sięgnąć 1,5 tys. dol. Złoto jednak zaczęło tanieć i kosztuje do 840 dol. za uncję.

Na światowej liście przegranych pierwszą pozycję zajmuje były prezes Fedu Alan Greenspan. W październiku ze łzami w oczach przyznał, że jego teoria taniego pieniądza i rynkowej samoregulacji okazała się katastrofalna dla światowej gospodarki. Greenspan zlekceważył dwie bańki spekulacyjne – internetową sprzed kilku lat oraz ostatnią na rynku nieruchomości. Efektem było m.in. spektakularne bankructwo zadłużonego na ponad 600 mld dol. amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Jego prezes Richard Fuld to kolejny symbol biznesowej klęski. Upadek banku wstrząsnął giełdą, a rząd USA musiał wydać setki miliardów dolarów, by ratować następne wielkie instytucje finansowe.

Spektakularnych porażek nie brakowało też w Polsce. Rafał Bauer, były już prezes Vistuli & Wólczanki, najpierw sfinalizował transakcję przejęcia kontroli nad jubilerskim imperium Wojciecha Kruka, by potem stracić stanowisko, gdy karty w tej grze nagle się odwróciły. Skurczyła się także o ponad 70 procent wartość giełdowych spółek należących do Leszka Czarneckiego. Z powodu kryzysu odłożył on m.in. budowę swej sztandarowej inwestycji – wieżowca Sky Tower we Wrocławiu.

Rok mija wprawdzie pod znakiem rozlewającego się po świecie kryzysu finansowego, nie brak jednak przykładów sukcesów w biznesie. JP Morgan (który z racji negatywnych prognoz dotyczących Polski nie ma u nas dobrej prasy) dzięki przemyślanym i ostrożnym decyzjom prezesa Jamiego Dimona nie stracił na papierach typu subprime. Z kolei szef niemieckiej linii lotniczej Lufthansa Wolfgang Mayrhuber jako jedyny w branży przejmuje kolejne spółki. W Polsce, oprócz Wojciecha Kruka, także Zygmunt Solorz-Żak może zaliczyć mijający rok do udanych. Na wyjątkowo trudnym rynku sprzedał swoje akcje Cyfrowego Polsatu za ponad 800 mln zł.
____________________________________________________________________
za: Rzeczpospolita/Piotr Mazurkiewicz, wydanie 30 grudnia 2008

*****************
I choć nadchodzący, nowy rok nie napawa optymizmem. Wielu światowym bankom realnie stanęła przed oczami wizja bankructwa, giełdy ledwie dyszą, kursy walut wariują, ludzie na całym świecie zaczynają bać się o swoją pracę. To jednak na pocieszenie powiedzmy sobie szczerze, że przecież mogło być jeszcze gorzej. Pomoc dla banków jest niewiarygodnie kosztowna, bolesna, a nawet oburzająca, ale nie ma dla niej alternatywy. Banki trzeba było uratować, bo w przeciwnym razie czekałaby nas przerażająca recesja, której koszty byłyby jeszcze większe.
Pewnie w Polsce, nie uda się naszej gospodarce zachować tempa wzrostu PKB, na poziomie do jakiego zdążyliśmy się w ostatnich latach przyzwyczaić, oszczędności spowodowane światowym kryzysem, zmuszą także polskie firmy do przeprowadzenia pewnych restrukturyzacji. To jednak, dzięki reformie podatkowej wprowadzonej jeszcze przez poprzedni rząd, zostanie w naszych kieszeniach więcej pieniędzy. Od nowego roku, trzy dotychczasowe stawki PIT (19, 30 i 40 proc.), zastąpią tylko dwie (18 i 32 proc).