piątek, 27 stycznia 2012
Walcząc o akta
środa, 3 sierpnia 2011
Na szlaku Pierwszej Kadrowej
6 sierpnia z krakowskich Oleandrów do Kielc wyruszy XLVI (31. po II wojnie światowej) Marsz Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej. Idea marszu szlakiem "kadrówki", która w 1914 roku jako pierwsza formacja wojska polskiego od 1863 roku wyruszyła z zamiarem wywołania w zaborze rosyjskim powstania zbrojnego, zrodziła się z inicjatywy byłych legionistów w dziesięciolecie historycznego wyjścia z Oleandrów na szlak niepodległości.Nigdy głosować na nią nie będziemy
Bo u Kornela my na ordynansach
Słudzy ekstremy
To dziś ugody czołówka szermierzy
Na Kremla sygnał do punktów wyborczych
Każdy z nich bieży
Chociaż się Wałek i Bujak dziś srożą
Choć szubienica dla nas już gotowa
Nas nie zatrwożą
Nie uklękniemy przed sowiecką władzą
Bo Morawiecki, Jurczyk, Szeremietiew
W bój nas prowadzą
Kolaboracja pójdzie w gównojady
Wtedy Wałęsie pokażemy pasy
Nie dla parady
Kują w kajdany nas i naszych braci
Lecz My wytrwamy tak jak On rozkaże
Morawiecczacy”
środa, 4 sierpnia 2010
Marsz szlakiem „Kadrówki”
Nigdy głosować na nią nie będziemy
Bo u Kornela my na ordynansach
Słudzy ekstremy
To dziś ugody czołówka szermierzy
Na Kremla sygnał do punktów wyborczych
Każdy z nich bieży
Chociaż się Wałek i Bujak dziś srożą
Choć szubienica dla nas już gotowa
Nas nie zatrwożą
Nie uklękniemy przed sowiecką władzą
Bo Morawiecki, Jurczyk, Szeremietiew
W bój nas prowadzą
Kolaboracja pójdzie w gównojady
Wtedy Wałęsie pokażemy pasy
Nie dla parady
Kują w kajdany nas i naszych braci
Lecz My wytrwamy tak jak On rozkaże
Morawiecczacy”
czwartek, 14 stycznia 2010
S.Cenckiewicz: Bój to będzie ostatni
wtorek, 12 stycznia 2010
W rocznicę zajęcia KW PZPR
12:10-12:25 - Prezydent Miasta Gdańska, Przedstawiciel Uniwersytetu Gdańskiego, Naczelnik OBEP IPN Oddział w Gdańsku, Przedstawiciel Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”;
12:25 - 12:45 - PZPR w ostatnich miesiącach istnienia (Antoni Dudek – UJ, IPN);
12:50 - 13:20 - Pokaz filmu dokumentalnego z zajęcia budynku KW PZPR w dniu 28 stycznia 1990 roku;
13:20 - 13:40 - Relacja uczestnika zajęcia budynku KW PZPR w Gdańsku - Robert Kwiatek (SFMW);
13:40 - 14:00 - Relacja uczestnika wydarzeń- Sławomir Numann (wówczas działacz KPN, współorganizator okupacji Komitetu Miejskiego PZPR w Starogardzie Gdańskim, uczestnik okupacji KW PZPR w Gdańsku);
14:00 - 14:20 - Relacja uczestnika wydarzeń Jacek Starościak (wówczas Dyrektor Biura poselsko Senatorskiego OKP, Prezydent Miasta Gdańska 1990-1991);
14:20 – 14:40 - Relacja uczestnika wydarzeń - Czesław Nowak (wówczas poseł OKP, uczestnik rozmów z okupującymi budynek KW PZPR);
14:40 – 15:00 - „Wojna o akta” KW PZPR w Gdańsku, ich zabezpieczenie i przejmowanie - Stanisław Flis (SAP, IPN);
15.40 - 16:00 - Dokumentacja fotograficzna gdańskiego KW PZPR w zbiorach Archiwum Państwowego w Gdańsku - Joanna Obin (AP Gdańsk);
16:00 - 16:20 - Ślad pozostał w aktach...Garść uwag wynikających z lektury wybranych akt osobowych działaczy KW PZPR w Gdańsku. Piotr Brzeziński - (IPN Gdańsk);
poniedziałek, 19 października 2009
Płock: Pamięci Dariusza Stolarskiego z FMW
Przed 16 laty w Płocku, 17 października 1993 r. został zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach 27-letni Dariusz Stolarski, więzień polityczny PRL, działacz Solidarności, Konfederacji Polski Niepodległej, Polskiej Partii Niepodległościowej i współzałożyciel Federacji Młodzieży Walczącej w Płocku. W 25. rocznicę powstania FMW, stowarzyszenie skupiające dawnych działaczy tej organizacji, zaprasza 24 października 2009 r. na uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej swojego przedwcześnie zmarłego kolegę.Mały sabotaż - ma na celu utrudnianie funkcjonowania aparatu komunistycznego (...)”.
Godz. 14.00 - Odsłonięcie tablicy śp. Darka Stolarskiego (ul. Stary Rynek 27 - róg ul. Jerozolimskiej);
Godz. 15.00 - Msza św. w intencji śp. Darka Stolarskiego (parafia Św. Stanisława Kostki, ul. Jachowicza 4);
Godz. 16.15 - Otwarcie wystawy ,,Darek Stolarski i FMW w Płocku i Kutnie” na terenie parafii Św. Stanisława Kostki, ul. Jachowicza 4.
piątek, 24 kwietnia 2009
Wałęsa naprawdę działał w symbiozie z komuną
Zachęcony ostatnim stwierdzeniem posła Rybickiego, jako że mam własne doświadczenia (patrz tutaj) z Lechem Wałęsą, a w tzw. opozycji (nie lubię tego określenia gdyż opozycja to działalność w systemie demokratycznym, a nie totalitarnym) działałem dość intensywnie, zwłaszcza w drugiej połowie lat 80-tych i to także w Trójmieście. Wcale nie posiłkując się „ubeckimi papierami”, a jedynie prasą podziemną wydawaną wtedy, przez niezależne i działające w konspiracji organizacje młodzieżowe, pragnąłbym także odnieść się do przedmiotu omawianego w wywiadzie z Arkadiuszem Rybickim.
„(...) Wyobraźmy sobie, że robotnik ubrany w kufajkę i stoczniowy kask (we wtorek, około południa, mąż przyszedł na chwilę do domu (...) Był w kasku, roboczym drelichu i kufajce – mówi D. Wałęsowa) znalazł się razem z wycofującym się oddziałem funkcjonariuszy w budynku komendy. Załóżmy, że zamiast od razu go skopać, zamykają w celi, bo nie mają czasu na błahostki – to można byłoby zrozumieć. Jak jednak wytłumaczyć, że nie tylko go nie izolują, ale:
Odpowiadają na pytanie: „kto tu dowodzi”; Prowadzą do gabinetu dowodzenia; Podają tubę, żeby przemówił do zgromadzonego tłumu (nie wiedzą przecież, co powie, może to jakiś desperat, który zamierza dać hasło do ataku?); Ulegają argumentacji anonimowego stoczniowca (polegającej na: „(...) przyszliśmy po naszych. Jeśli zostaną zwolnieni, zakończy się spokojnie, bo my nie chcemy walki”) i upoważniają go do oświadczenia przez tubę, że „milicja zgadza się wypuścić naszych i nie będzie z nimi walczyć”.Gdyby nie to, że są świadkowie, którzy Wałęsę w oknie KM MO widzieli, sądziłabym, że sobie to wszystko wymyślił. Tylko, po co? Aby udowodnić, że niemal od urodzenia był „non violans”? Być może, ale uwierzy w to chyba tylko nie znający naszego systemu rządzenia czytelnik z zachodu.
(...) Wycofawszy się z komendy („zrozumiałem, że tę akcję przegrałem”), odpocząwszy nieco w domu, włącza się ponownie do akcji. (...) I znowu trudno zrozumieć, dlaczego, zamiast podejść do jedzących i pijących zrabowane artykuły robotników (mówi o nich „wiara”, więc są to robotnicy) i – posiadając taki dar przekonywania, że ulega mu nawet ZOMO – nakłonić, aby zachowali się tak, jak według niego powinni, spieszy do milicjantów? Spotkany w komendzie major rozmawia z nim jak równy z równym, wskazuje mu dowodzącego akcją cywila, ten pokazuje Wałęsie przygotowania do walki i pyta, jak ma dalej postępować. Wreszcie przekonany argumentacją – „Polak do Polaka będzie strzelał?”, wstrzymuję akcję.
Wszystko to jest trudne do pojęcia. Nawet zakładając, że trzy lata wystarczy, człowiekowi przybyłemu z wiejskiego POM-u (miał lat 24, gdy w 1967 r. rozpoczął pracę w Stoczni Gdańsk) na wżycie się w nowe środowisko, nie był powszechnie znany – stocznia zatrudniała ponad 18 tysięcy ludzi. Ze szczególną zawziętością represjonowano przy tym w grudniu 1970 roku stoczniowców - bo pierwsi zaczęli, należało więc dać im nauczkę. Rozwiązano wtedy tylko dwa zakłady - właśnie stocznie (gdańską i gdyńską) i przyjmowano na nowo tylko „zweryfikowanych”. Jak więc zrozumieć sposób traktowania Wałęsy przez milicję? Nie podejmuję się tego wyjaśnić”.
(Całość, tej jakże wymownej recenzji została opublikowana m.in. we wspólnym, specjalnym wydaniu dwóch pism bezdebitowych: „Solidarność i Niepodległość” nr 2, pismo Niepodległościowej Partii „Solidarność” oraz „Antymantyka” nr 30, pismo Federacji Młodzieży Walczącej. Specjalny numer tych dwóch pism nosił nieprzypadkowo datę 20 marca 1990 roku, w tym bowiem dniu Senat UG postanowił o wręczeniu doktoratu honoris causa – Lechowi Wałęsie. I jak czytamy w jego zapowiedzi: „powstał w wyniku buntu studentów UG” na wręczenie tego wyróżnienia Wałęsie. Był on następnie masowo kolportowany na gdańskim uniwersytecie, m.in. podczas uroczystości nadania doktoratu Wałęsie, w auli Wydziału Ekonomiki Transportu UG. )
Pani Kwiatkowska w cytowanej powyżej recenzji stawiała kilka zasadniczych pytań, czyżby odpowiedź na nie miała uzmysłowić nam, jaką to grę, naprawdę prowadził z komuną Wałęsa? Dodać należy, że dziwne rzeczy wokół samego Wałęsy, działy się również w latach następnych. Widzimy m.in. jego postać na zdjęciu w otoczeniu Edwarda Gierka, podczas spotkania z robotnikami stoczni im. Lenina w Gdańsku w 1971 roku, publikowanym nader często w PRL-owskiej prasie.
Wielu, znane jest również zdjęcie z roku 1981 dokumentujące zażyłość części kierownictwa ówczesnej Solidarności z władzami komunistycznymi. Przedstawia ono m.in. tow. Henryka Jabłońskiego (wówczas przewodniczącego Rady Państwa), który dzieli się z Lechem Wałęsą swoją porcją koniaku w ten sposób, że ze swojego kieliszka przelewa koniak do kieliszka trzymanego przez Lecha Wałęsę. Taki gest mógł świadczyć jedynie o szczególnej zażyłości, wręcz zbrataniu się Wałęsy z najwyższym dostojnikiem komunistycznym w PRL.
Czy w kontekście przedstawionych powyżej faktów, zasadnym jest twierdzenie, że Wałęsa był kiedykolwiek złamanym i zastraszonym człowiekiem? Czy nie wyłania się czasami obraz człowieka bardzo pewnie poruszającego się, działającego w komunistycznej rzeczywistości. Działającego w ten sposób, na jaki nie pozwolono by wtedy nikomu innemu.
Gra z SB, grą w bambuko
Gra w bambuko polega na tym, że nie ma w niej żadnych reguł. Wytrawny gracz próbuje w niej oszukać swoich partnerów, na wszelkie możliwe sposoby. Niczym innym, jak prowadzeniem właśnie takiej gry w bambuko, były wszelkie dobrowolne kontakty z SB w czasach komunistycznych. Z kontaktów tych, korzyści mogły jedynie odnieść służby, a w rezultacie władza komunistyczna w Polsce. Tymczasem, poseł Rybicki wspominając o Wałęsie mówi także, że: „- Ta biografia jest bowiem kwintesencją biografii wielu ludzi, którzy żyli w PRL”. Tylko, do jakiej kategorii ludzi żyjącej w PRL, należy odnieść to stwierdzenie?
Z pewnością dla osób, działających wtedy w podziemiu dobrowolne kontakty z SB, władzą komunistyczną, nie należały wtedy do niczego chlubnego. Były po prostu wbrew przyjętym zasadom konspiracji, w jakich działały w stanie wojennym organizacje antykomunistyczne w Polsce. Jedną z nich była Federacja Młodzieży Walczącej, w której aktywnie wtedy działałem, a kilkoro moich przyjaciół złożyło daninę najwyższą w postaci ofiary z własnego życia, jak choćby Robert Możejko z Kętrzyna utopiony przez SB w jeziorku, już na kilka dni po wyborach z czerwca 1989. Jednak Możejko miał charakter, nakłaniany do współpracy nie dał się podejść SB, po prostu nie wrócił do domu z jednego z przesłuchań.
Uważałem wtedy i nadal tak uważam, że zbrodnią były wszelkie kontakty ze służbami systemu komunistycznego w Polsce. Śmiało piętnowałem już wtedy wszelkie przejawy kontaktów z SB, choćby najbardziej niewinne, wynikające z własnej buty, jak ten, który opisałem używając pseudonimu Hubal w "Antymantyce" - w jednym z pism, jakie redagowałem wtedy w podziemiu. Cyt. poniżej:
„(...) Całkiem niedawno, bo na manifestacji 20 kwietnia we Wrzeszczu. Jeden z
federastów podleciał do por. Sławka Rudnickiego (zajmującego się służbowo FMW) i
to nie wcale, aby go obić, lecz żeby przyjemnie z nim pogaworzyć. Poklepując się
wzajemnie, szczerzyli zęby w przyjacielskiej rozmowie. Pomyślałby kto, że rodzina albo, że są związani innymi nieokreślonymi stosunkami.
Proponuje by kolega przemyślał to, co robi i zastanowił się, czy wśród tak licznych spotkań, nie palnął coś niepotrzebnego. Wbrew pozorom to specjaliści, umiejący wyciągać wnioski z każdego na próżno zamienionymi z nimi zdania".
(za: "Hubal, Jak to skomentować?, ANTYMANTYKA - Magazyn Federacji Młodzieży Walczącej, Gdynia Nr 16/17, kwiecień 1989, str. 4.)
Powyższego cytatu użyłem, aby dowieść, że moja opinia na jakikolwiek (z wyjątkiem oczywiście przesłuchania) kontakt z SB, kogoś kto działał w podziemiu bądź opozycji, zawsze była, jest i pozostanie niezmienna. Uważałem i uważam ją, jako przejaw zdrady, albo, co najmniej najwyższy przejaw głupoty, jak w opisywanym przeze mnie powyżej przypadku.
Przecież, nawet najbardziej niewinne i z pozoru nic nie znaczące kontakty z SB, mogły się skończyć fatalnie. Tym bardziej nie mogę uznać gloryfikacji „gry”, jaką prowadził Lech Wałęsa, który był w tamtych latach niekwestionowanym przywódcą „Solidarności”. A do którego postawy złudzeń mogłem wyzbyć się wielokrotnie z uwagi na liczne doświadczenia osobiste oraz rozmowy jak choćby ta, jaką przeprowadziłem bodajże na początku 1987 roku z szefem Solidarności w Porcie Gdańskim, niedawno zmarłym działaczu o nazwisku Grabarczyk. Powiedział on mi, oraz kilku innym kolegom uczestniczącym w tej rozmowie, że w połowie lat 80-tych, SB-ecja podczas przesłuchania powiedziała do niego, wprost: „jeżeli pójdziesz z nami na współpracę, to zrobimy z Ciebie drugiego Wałęsę”. Zarówno ta rozmowa jak i wiele innych doświadczeń z tamtego okresu, wyrobiła już wtedy, pod koniec lat 80-tych, we mnie przeświadczenie, że cała ta „wielkość” Wałęsy, która tak często jest nam z uporem dzisiaj przypominana, została po prostu przez SB-ecję wykreowana, która w ten sposób ukształtowała „własnego”, będącego na jej usługach szefa tzw. opozycji.
Odkrywane w ostatnim czasie kolejne skrywane wcześniej tajemnice z życiorysu Wałęsy oraz dokumenty (cudem zachowane – po tak skrupulatnym czyszczeniu ich przez samego zainteresowanego, który wykorzystał do tego uprzywilejowaną pozycję Prezydenta RP), świadczą, wprost, że miałem rację – mając – już wtedy, taką a nie inną opinię o Wałęsie. Wynika z nich przecież aż nadto, że charakter, skłonność do cwaniactwa i ustawienia się w życiu czyniły z Wałęsy osobę, że wszech miar podatną do realizacji planów nakreślanych przez SB!!!
Mariusz A. Roman
Na załączonych zdjęciach: Przewodniczący Rady Państwa Henryk Jabłoński dzieli się alkoholem z Lechem Wałęsą; Specjalny numer dwóch pism bezdebitowych z 20 marca 1990, str. 1; ANTYMANTYKA - Magazyn Federacji Młodzieży Walczącej, Gdynia Nr 16/17, kwiecień 1989, str. 4.
środa, 8 kwietnia 2009
Lech Wałęsa: na Waszą miarę to kariera
„- (...) Mamy filmy, mamy zdjęcia i jeśli nawet ukryliby się, znajdziemy ich i naród ich powiesi (...)”- mówił Lech Wałęsa na konferencji prasowej w dniu 4 maja 1989 roku. Słowa te nie odnosiły się jednak do komunistów, ale do organizatorów i uczestników niezależnych manifestacji niepodległościowych przeprowadzanych wtedy w Trójmieście. Przywódca „Solidarności” wzbudzał 20 lat temu, o wiele więcej kontrowersji niż obecnie. Niestety, wtedy jeszcze nie było pluralizmu w oficjalnych mediach. Dopiero dzisiaj, coraz bardziej śmiało, blokowana wtedy dyskusja, odżywa w wymiarze historycznym.„(...) Następnie zadawano mu pytania. Już pierwszemu z młodych ludzi zadającemu kłopotliwe pytanie L. Wałęsa zarzucił, że jest agentem SB. Na dalsze kłopotliwe pytania odpowiadał podobnie. Zarzucał pytającym, że mają „żółte papiery”, że biorą od niego pieniądze, z których rzekomo nie rozliczają się. W odpowiedzi grupa młodzieży zaczęła skandować hasła: „Przepraszamy, że żyjemy”, „Solidarność bez Wałęsy” i „Czauczesku”. Rozległy się również gwizdy. Zapytano ks. H. Jankowskiego, kim są wspomniani przez niego w kazaniu rzekomi prowodyrzy takich akcji jak zajęcie budynku KW PZPR. Ks. H. Jankowski zarzucił brak kultury politycznej, lecz na postawione pytanie nie odpowiedział. Oto jedna z wypowiedzi osób zebranych na placu:- Zarzucił ksiądz młodzieży brak kultury politycznej, a przecież to Lech Wałęsa dał zły przykład zarzucając już pierwszemu z pytających, że jest ubekiem. To właśnie świadczy o złej kulturze politycznej panie Wałęsa. Zarzuca pan młodzieży, że jest radykalna i przeszkadza w pracy pańskiego sztabu. Ale wcześniej, gdy nie był Pan jeszcze w tym sztabie, to zależało panu na tym by młodzież była radykalna. Teraz, gdy na jej plecach wszedł pan do tego sztabu, gdy dogaduje się pan z komunistami, gdy pańskimi doradcami są byli komuniści i emigranci z komunizmu, to chciałby pan młodzież uspokoić, aby w układach z komunistami panu nie przeszkadzała. Niedawno, ogłosił pan oświadczenie atakujące były rząd M. Rakowskiego. A niech pan sobie przypomni swoją wcześniejsza wypowiedź w „Rudym Kocie” (znany lokal w Gdańsku – przyp. autora), gdzie powiedział pan - nie ma takiej siły w Polsce, która mogłaby lepiej pokierować krajem niż ówczesne władze, i że tylko fanatycy i demagodzy mogą mówić inaczej (wypowiedź nawiązuje bodajże do spotkania L. Wałęsy z ZSMP – przyp. autora). Premierem był wówczas M. Rakowski. Niech pan się zdecyduje panie Wałęsa, za kim pan jest: za Rakowskim, czy przeciw Rakowskiemu?Zdenerwowany L. Wałęsa odpowiedział: - Na pewno nie za Tobą. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Cytowaną relację kończył komentarz redakcyjny: kiedy L. Wałęsa był w opozycji M. Rakowski zarzucał mu, że nie ma programu, że jego działalność jest destrukcyjna itd. Czy nie widzi on dzisiaj tego, że używa on wobec nas tych samych zarzutów, jakich Rakowski używał przeciw niemu?(za: Relacja: „W tydzień po zajęciu KW PZPR”, „Antymantyka” str. 3, pismo FMW Region Pomorze Wschodnie, Gdynia nr 29 z 25 lutego 1990).

