Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wybory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wybory. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 października 2011

Biedroń może stracić mandat?

Robertowi Biedroniowi stawiane przez prokuraturę zarzuty nie przeszkodziły w starcie w wyborach parlamentarnych. Szczęśliwie, nie schroni się on teraz za immunitetem poselskim. Wciąż trwa śledztwo w sprawie o nienaruszalność nietykalności cielesnej policjanta przez Biedronia. Jest nadzieja na sprawiedliwość!
Oskarżenie o naruszenie nietykalności cielesnej policjanta nie było przeszkodą dla Roberta Biedronia z Ruchu Palikota by startować w wyścigu do poselskiej posady.
Po ogłoszeniu wyników wyborów, osoby z zarzutami, nawet jeśli zostały wybrane na posłów, przynajmniej przez jakiś czas spać spokojnie nie będą. Jeśli posłem czy senatorem został ktoś z zarzutami, nabyty immunitet nie uchroni go przed procesem. Zgodnie z prawem, uzyskanie mandatu nie wstrzymuje już toczących się śledztw, ani procesów karnych prowadzonych przeciwko nowym parlamentarzystom.
I tak, postępowanie będzie się toczyć w sprawie Roberta Biedronia, przeciw któremu od końca maja w warszawskim sądzie złożony jest akt oskarżenia o naruszenie nietykalności cielesnej policjanta w czasie demonstracji 11 listopada zeszłego roku. Nowo wybrany poseł był wśród osób blokujących legalny Marsz Niepodległości rzucając w ich stronę kamieniami i racami.
darmowy hosting obrazków
Biedroń, zatrzymany przez policjanta, uderzył go w twarz i wyrwał mu pałkę. Postawione sobie zarzuty Biedroń uznał za kuriozalne i oświadczył, że to on został przez policję pobity, o czym następnie zawiadomił prokuraturę. Postępowanie w tej sprawie zostało umorzone, a oskarżonemu Biedroniowi grozi do roku więzienia.
Przepisy stanowią, że immunitet poselski nie jest przeszkodą w prowadzeniu procesu w tej sprawie, więc jeśli Biedroń zostałby za ten czyn prawomocnie skazany - utraciłby mandat poselski. Prawo zakazuje sprawowania go osobom skazanym za przestępstwo umyślne.
Krótkie filmy zamieszczone na You Tube pt. Zatrzymanie Roberta Biedronia, patrz poniżej:

oraz, pt. Dowód przeciwko Robertowi B., patrz tutaj:
 
MAR/Fronda.pl
[Fot. Archiwum]

środa, 5 października 2011

Czy grozi nam nowoczesność?

W ostatnią przedwyborczą niedzielę proboszcz w parafii w Kolbudach koło Gdańska z ambony namawiał wprost do głosowania na Platformę Obywatelską. Po fali protestów parafian oraz czytelników portalu niezależna.pl, ostatecznie przeprosił za promowanie „organizacji prezentującej treści wrogie Kościołowi oraz antychrześcijański styl życia”. Warto przy okazji tej niefrasobliwości proboszcza zastanowić się nad stanem polskiego katolicyzmu jako takiego.
darmowy hosting obrazków
Z jednaj strony dość powszechnie znane są wskazówki, jakimi powinien kierować się katolik w czasie wyborów. Episkopat Polski przypomina o nich przed każdymi wyborami. Jan Paweł II wręcz apelował o roztropną troskę o dobro wspólne i nie akceptował postawy wycofywania się z życia publicznego katolików. Namawiał do obrony wartości chrześcijańskich także w wymiarze publicznym. Z drugiej strony coraz częściej możemy zaobserwować prawdziwą wolną amerykankę w wyborach, jakich dokonują polscy katolicy. Często na myśl przychodzi wtedy, stare polskie przysłowie: „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”.
Protest w Kolbudach
W ostatnią niedzielę (2 października br.) ks. Prałat Józef Nowak, proboszcz parafii w Kolbudach, z ambony podczas ogłoszeń czytanych na zakończenie mszy świętej poinformował o swoim poparciu dla akcji wyborczej prowadzonej tuż pod drzwiami do kościoła przez jednego z gdańskich kandydatów Platformy Obywatelskiej. Zwolennicy kandydata PO korzystali także z salki katechetycznej przy kościele, gdzie mieli zgromadzone materiały wyborcze: baloniki oraz ulotki.
darmowy hosting obrazków
Po interwencji Pawła Wąsowicza, brata ks. Jarosława Wąsowicza, salezjanina (znanego w Polsce publicysty i historyka, który rokrocznie organizuje m.in. pielgrzymkę kibiców do Częstochowy), młodzi ludzie rozdający materiały wyborcze PO przenieśli się w pobliże schodów prowadzących do świątyni, co zostało uwidocznione na załączonych zdjęciach.
Poniżej protest zredagowany przez Pawła Wąsowicza:
Wyrażam głęboki sprzeciw wobec wykorzystania w celach wyborczych świątyni oraz zgromadzenia wiernych na mszy św. w kościele parafialnym w Kolbudach k/Gdańska. Agituje młodzież związana z Platformą Obywatelską za przyzwoleniem i oficjalnym poparciem w ogłoszeniach parafialnych przez proboszcza parafii Ks. Prałata Józefa Nowaka. Wobec jawnego i oficjalnie wyrażonego sprzeciwu wobec takich praktyk antykościelnych wyraził On opinię, że promocja zachowań antychrześcijańskich oraz przyzwolenie na niszczenie najświętszych symboli wiary, nie stoi w jego przekonaniu w sprzeczności z nauczaniem Kościoła Katolickiego. Wobec powyższego uważam, że parafialna wspólnota p.w. św. Floriana w Kolbudach powinna poprosić biskupa Archidiecezji Gdańskiej Ks. Abp Sławoja Leszka Głódzia o interwencję i zapobieżenie dalszemu niszczeniu Kościoła.
Wszystkich wiernych Kościoła Katolickiego, którym droga jest czystość naszej wiary proszę o wsparcie modlitewne dla naszej wspólnoty parafialnej. Jednocześnie zwracam się również z prośbą o wyrażanie sprzeciwu bezpośrednio w kurii Archidiecezji Gdańskiej oraz w kancelarii Parafii św. Floriana w Kolbudach.
darmowy hosting obrazków
Treść protestu Pawła Wąsowicza, ukazała się jeszcze w niedzielę na portalu niezależna.pl. W konsekwencji na stronie parafialnej (w dziale: księga gości), pojawiło się sporo negatywnych opinii pod adresem proboszcza, patrz tutaj.
Na reakcję ks. Prałata Józefa Nowaka, na szczęście nie trzeba było długo czekać. W poniedziałek (3 października br.) na portalu parafialnym okazało się następujące oświadczenie:
Przepraszam wszystkich wiernych parafii Św. Floriana w Kolbudach, za promowanie w Niedzielę, 2 X 2011 r., o godz. 9, organizacji prezentującej treści wrogie Kościołowi oraz antychrześcijański styl życia.
I choć jak napisał następnie na swoim Blogu Paweł Wąsowicz:
(...) uważam akcję protestacyjną wiernych za zakończoną. Ksiądz Prałat zobowiązał się do przeproszenia parafian bezpośrednio w ogłoszeniach parafialnych na mszach św. w niedzielę 9 października 2011 r.
To jednak nie sposób wyzbyć się pewnych wątpliwości, co do finału całej sprawy, w sytuacji gdyby całe zdarzenie nie nabrało wydźwięku medialnego i gdyby osoba organizująca protest nie była spokrewniona ze znanym salezjaninem. Zastanówmy się we własnych sumieniach czy z podobną do opisanej niefrasobliwością nie mieliśmy już sami do czynienia? I jaka była nasza reakcja – czy podobna do tej, na jaką zdecydował się Paweł Wąsowicz?
Wielki milczący?
Kościół nie będzie wielkim milczącym w czasie kampanii wyborczej – przypomnieli biskupi diecezjalni w sierpniowym komunikacie wydanym przez Episkopat Polski. W dokumencie tym zawarte są również wskazówki, jakimi powinien kierować się katolik w czasie wyborów:
„Obowiązkiem katolika jest jednak wybieranie ludzi i środowisk, którzy gwarantują obronę godności człowieka i życia od poczęcia do naturalnej śmierci; wybieranie osób, które będą prowadzić sprawy Państwa tak, by troska o rodziny była na pierwszym miejscu; głosowanie na ludzi zdolnych podjąć trudne sprawy i reformy, konieczne dla dobra Ojczyzny. Polska potrzebuje ludzi sumienia, sprawdzonych i gotowych jej służyć, zarówno w trosce o jej historię, o jej dziś, a szczególnie o jej przyszłość” – napisali w dokumencie biskupi.
Czy jednak, aby na pewno katolicy polscy biorą sobie powszechnie do serca, wskazówki własnych pasterzy? Pytanie dość retoryczne. Może lepiej zastanowić się czy katolicyzm w Polsce jest tożsamy jedynie z chrztem, przyjęciem I komunii świętej i bierzmowaniem, do których to sakramentów przyznaje się znakomita większość polskiego społeczeństwa? A co zrobić z Ewangelią i nauką społeczną kościoła? Dobre, ewentualnie dla dzieci w szkołach i przedszkolach, chociaż coraz częściej i to już nie dla wszystkich.
W nasze życie publiczne, ale jakże często także prywatne coraz częściej wkrada się relatywizm... Poprawność polityczna nie pozwala na odwołanie się do Boga w konstytucji. Brakuje większości dla obrony życia w polskim parlamencie. Od lat istnieje również dość powszechna akceptacja dla aborcji.
Powie ktoś: relikt komunistycznej przeszłości, zdziczenie obyczajów. A może po prostu wystarczy stwierdzić, jak działacze Ruchu Palikota: czas na nowoczesne państwo. Państwo, w którym partie oficjalnie chrześcijańskie, nie widzą żadnych sprzeczności w promowaniu zabiegów in vitro, tzw. związków partnerskich czy braku poszanowania dla życia od jego początku aż do naturalnej śmierci.
Pozostaje już tylko każdemu z nas, zadać sobie pytanie: Quo Vadis Polsko?
Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum oraz P. Wąsowicz]

niedziela, 4 września 2011

PJN: Macie na kogo głosować

Prezes PJN Paweł Kowal podkreślił w sobotę w Gdyni, że w Polsce „wszędzie można mieć alternatywę” w stosunku do wyboru pomiędzy PO i PIS. „To jest nasza droga. Próby zmiany Polski. I to jest pierwszy krok, abyśmy mogli być dumni” - mówił Kowal. PJN jest gotowa, by zmierzyć się zarówno z rządem, jak i z opozycją - dodała Elżbieta Jakubiak, liderka tej partii w okręgu gdyńsko-słupskim.
darmowy hosting obrazków
Liderzy PJN podczas konferencji prasowej zorganizowanej w Gdyni na tarasie widokowym Sea Towers podkreślali, że Polski nie stać na czekanie kolejnych czterech lat. Według prezesa Kowala - 802 kandydatów PJN zarejestrowanych we wszystkich okręgach wyborczych w kraju, to najlepsza alternatywa zarówno dla PO i PiS.
- PJN może przyjąć propozycję debaty od Donalda Tuska i ma wiele do zaproponowania - powiedział Kowal. Dodał, że PJN może też pójść do Centrum Programowego PiS, "by wspólnie z ekspertami zastanowić się, co zrobić, żeby nie spełniła się obietnica Donalda Tuska i żeby Cezary Grabarczyk nie był już ministrem infrastruktury późną jesienią".
darmowy hosting obrazków
Zaapelował do Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego, aby "nie dzielili się miejscami na podium zawczasu, bo może się także okazać, że zwycięży pokora". - Posłuchajcie także tych, którzy są dopiero młodymi drzewami. Zaczynają swoje życie, zaczynają rosnąć. Nie myślcie, że będziecie wieczni w polityce. Przyjdą tacy, którzy złożą inne propozycje - dodał.
Z kolei Elżbieta Jakubiak zapewniała, że PJN jest przygotowane do tego, by w debatach wyborczych zmierzyć się zarówno z rządem, jak i z opozycją. - To nie jest tak, że karty są rozdane (...) wybory to jest podział władzy dany w demokratycznym państwie - mówiła. Dodała, że "nie ma już pytania, czy PJN jest bardziej PiS-em, czy Platformą, jest PJN-em, które idzie po władzę, bo wie, co jest dziś Polsce potrzebne". - PJN ma taką siłę, determinację i ma taką potrzebę, żeby przedstawić własny program będący alternatywą dla tych, którzy od wielu lat obiecują realizację naszych marzeń, a potem nie mają ani siły ani odwagi ani woli wywiązania się z tych zobowiązań – mówiła Jakubiak.
darmowy hosting obrazków
Po zakończeniu konferencji prasowej w Sea Towers, liderzy PJN złożyli kwiaty pod pomnikiem Marynarza Polskiego w Gdyni. Następnie kandydaci oraz działacze tej partii rozdawali materiały wyborcze PJN w centrum miasta podczas Zlotu Żaglowców, jaki odbywa się w ten weekend w Gdyni.
Polecam również krótkie filmy z przeprowadzonej konferencji, patrz poniżej:

Mariusz A. Roman
[Fot. M. Roman]

niedziela, 10 stycznia 2010

Nowa partia: Polska Plus

W sobotę 9 stycznia 2010 roku powstała nowa partia polityczna – Polska Plus. 90-osobowy Komitet Założycielski przyjął manifest polityczny „Plus dla Polski” oraz przesłanie zawierające propozycje programowe nowego ugrupowania. Na tymczasowego prezesa partii wybrano posła Jerzego Polaczka.

darmowy hosting obrazków
Obradujący w Warszawie kongres założycielski partii wybrał ponadto 28-osobowy zarząd, w którym znaleźli się działacze z 14 regionów Polski. W skład 6-osobowego prezydium zarządu weszli, poza Jerzym Polaczkiem, szef koła poselskiego Polska Plus Ludwik Dorn, były europoseł Marcin Libicki, a także posłowie Kazimierz Michał Ujazdowski, Jarosław Sellin i Lucjan Karasiewicz, który został sekretarzem zarządu.
Na Kongres założycielski nowej partii przybyło około 350 osób z całego kraju. W kilku przemówieniach wskazano na potrzebę budowania centroprawicowej, ambitnej programowo alternatywy dla polityki prowadzonej przez PO i PiS. Nową jakością partii ma być między innymi ustalanie zasadniczych treści programowych w drodze demokratycznego referendum wewnętrznego. Partia chce też poddać się osądowi autorytetów zewnętrznych, dlatego będzie systematycznie oceniana przez prof. Jadwigę Staniszkis i prof. Pawła Śpiewaka w ramach tzw. audytu zewnętrznego.

darmowy hosting obrazków
Uczestnicy Kongresu uznali, że potrzebna jest „trzecia fala polskich reform” (po tych z początku i końca lat 90-tych XX w.). Polska Plus postuluje m.in.: ustalenie pierwszej stawki podatku od dochodów osobistych na poziomie 16% oraz zniesienie obciążania tym podatkiem emerytur.
Nowa partia będzie też zachęcać do zmiany ustroju politycznego Polski tak, by połączyć sprawowanie władzy z odpowiedzialnością za nią. Stąd postulat wprowadzenia ustroju prezydenckiego oraz umocnienia demokracji bezpośredniej i zwiększenia politycznej roli inicjatyw obywatelskich: referendum i obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. Politycy PP opowiadają się również za wprowadzeniem do wyborów silnych elementów głosowania większościowego.
Zapowiedziano również, że Polska Plus rozpoczyna systematyczną pracę polityczną. Podejmie wszystkie wyzwania wynikające z najbliższego kalendarza politycznego. Jeszcze w tym roku przedstawi propozycję alternatywnego wobec propozycji PO i PiS, centroprawicowego kandydata na Prezydenta RP, wystawi swoje listy w wyborach samorządowych, a w roku przyszłym w wyborach parlamentarnych. W tym celu do połowy 2010 roku odbędzie się I Zjazd partii, który wybierze już kadencyjne władze i podejmie najważniejsze decyzje wyborcze.
Więcej informacji na stronie Polski Plus, niezależnej centroprawicy, patrz tutaj.
[Fot. Ryszard Nikiel]

wtorek, 17 listopada 2009

Kolejny, polski sukces wyborczy na Wileńszczyźnie

Leonard Talmont, dotychczasowy mer rejonu solecznickiego z Akcji Wyborczej Polaków na Litwie (AWPL) bezapelacyjnie, już w pierwszej turze wygrał wybory uzupełniające do parlamentu litewskiego w okręgu wileńsko-solecznickim. Na kandydata AWPL oddano w niedzielnych wyborach ponad 77 proc. ważnych głosów.

darmowy hosting obrazków
I chociaż w liczbach bezwzględnych na Talmonta głosowało prawie tyle samo wyborców, co rok wcześniej w tym samym okręgu na Waldemara Tomaszewskiego, to jednak jak podaje wczorajszy „Kurier Wileński” niedzielny wynik jest swoistym rekordem wyborczym na Litwie. W dotychczasowych wyborach parlamentarnych, startujący w okręgach jednomandatowych kandydaci, nigdy nie osiągnęli lepszego wyniku od tego, jaki uzyskał Leonard Talmont. Najlepszy, jak dotąd wynik w wyborach bezpośrednich, należał do prezydent Dali Grybauskaitė, która w maju tego roku wygrała prezydencką kampanię również w pierwszej turze zdobywając 69,09 proc. ważnych głosów wyborców.
Drugie miejsce w okręgu wileńsko-solecznickim zajęła Alina Guriewaja z Partii Pracy, uzyskując około 7% głosów, wyprzedzając sześciu innych kandydatów ubiegających się o mandat poselski.
- Wynik tych wyborów potwierdza, że na Wileńszczyźnie zachowujemy niezmiennie bardzo dobrą pozycję, że mamy tu duże poparcie - powiedział dla PAP przewodniczący AWPL eurodeputowany Waldemar Tomaszewski.

darmowy hosting obrazków
Sam zwycięzca tych wyborów w wypowiedzi, jakiej udzielił „Kurierowi Wileńskiemu” skromnie ocenił swój wynik, doceniając przede wszystkim determinację wyborców. - Wybory w sumie przeszły dobrze i spokojnie. Cieszy bardzo, że nasi wyborcy, mimo trudnej sytuacji w kraju, nie byli obojętni i poszli do urn - powiedział Leonard Talmont.
Na kandydata AWPL oddano w sumie 14 tys. ważnych głosów. Przechodząc do Sejmu RL Leonard Talmont zostawi stanowisko mera, na które przed trzema laty został wybrany na drugą kadencję. Według planów Akcji Wyborczej, która ma absolutną większość w radzie samorządu solecznickiego, nowym merem rejonu ma zostać Zdzisław Palewicz, obecnie piastujący stanowisko wice-mera rejonu.
Uzupełniające wybory do litewskiego sejmu odbywały się w dwóch okręgach wyborczych: Wilno-Soleczniki i Szilales-Szilute, gdyż wyłonieni w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych w tych okręgach posłowie Waldemar Tomaszewski i Zigmantas Balczytis zostali w tym roku eurodeputowanymi.
Na temat sukcesu wyborczego AWPL, czytaj również w „Kurierze Wileńskim”, patrz tutaj.
[Fot. „Kurier Wileński”]

poniedziałek, 13 lipca 2009

Polska XXI powołała Związek Stowarzyszeń

Stowarzyszenia regionalne tworzące Ruch Obywatelski Polska XXI powołały w sobotę Związek Stowarzyszeń „Polska XXI”, którego prezesem został Jarosław Sellin. Podczas konferencji prasowej w Sejmie posłowie Koła Poselskiego „Polska XXI” Jarosław Sellin, Kazimierz M. Ujazdowski oraz Lucjan Karasiewicz zaprezentowali swoje postulaty wobec rządu i inicjatywy ustrojowe.

darmowy hosting obrazków
Jarosław Sellin podkreślał, że celem Ruchu Polska XXI, skupiającego 17 stowarzyszeń regionalnych, jest zaprezentowanie bardzo realnej alternatywy centroprawicowej na polskiej scenie politycznej. Według nowo wybranego prezesa, ruch zamierza podjąć w przyszłym roku najważniejsze wyzwania polityczne, czyli zarówno udział w wyborach samorządowych wszystkich szczebli, jak też zaprezentowanie centroprawicowego kandydata na prezydenta Polski.
- Mamy 2,5 tysiąca działaczy, z czego ponad 100 radnych w różnych strukturach samorządu terytorialnego, mamy 25 wójtów, burmistrzów, prezydentów miast i systematycznie umacniamy nasz potencjał - wymieniał Sellin.
Z kolei Kazimierz M. Ujazdowski (przewodniczący koła poselskiego „Polska XXI”) zaznaczył, że Polska XXI ma struktury na terenie całego kraju. - Jesteśmy alternatywą dla Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej. W najbliższym czasie przedstawimy konkretne projekty legislacyjne – mówił Ujazdowski.
Przewodniczący koła poselskiego poinformował także, że Rada Ruchu Obywatelskiego sprzeciwia się kolejnym cięciom budżetowym w sferze badań naukowych, kultury i edukacji. „Wydatki na te sfery, szczególnie w okresie kryzysu, powinny być traktowane jako inwestycja w kapitał ludzki i rozwój kraju. Niestety, cięcia budżetowe dokonane w marcu tego roku pozbawione były racjonalności, dokonano drastycznej obniżki wydatków na badania naukowe, 23 % obniżki wydatków na kulturę, przy utrzymaniu wielu wydatków, które mają egoistyczny charakter.”- czytamy w uchwale.

- Praktyka ta nie może się powtórzyć w trakcie najbliższej nowelizacji budżetu, kolejne „uderzenie” w naukę i kulturę osłabia potencjał rozwojowy Polski i powoduje, że najzdolniejsi szukają możliwości kariery profesjonalnej poza Polską – zaznaczył Ujazdowski, były minister kultury i dziedzictwa narodowego.
Posłowie „Polski XXI” zaapelowali także do marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego o poddanie pod obrady projektu uchwały, zakładającej powołanie komisji, która opracuje raport dotyczący koniecznych i możliwych do przeprowadzenia zmian w konstytucji. Jak argumentowali pod projektem podpisali się nie tylko posłowie ich koła, ale także m.in. Ludwik Dorn czy Maciej Płażyński (oboje niezrzeszeni).
- Powołanie Komisji Konstytucyjnej otwiera możliwość naprawy państwa i prowadzenie prawdziwie obywatelskiej polityki - mówił Jarosław Sellin. „Nie możemy zgodzić się na bezczynność Sejmu w kwestii o tak fundamentalnym znaczeniu dla państwa i obywateli. Rzeczpospolita potrzebuje nowej konstytucji ustroju, który będzie premiował przywództwo i odpowiedzialność. Wpisany w logikę obecnej konstytucji konflikt między prezydentem a premierem osłabia Polskę i powoduje ucieczkę od odpowiedzialności. Ordynacja proporcjonalna umacnia silną pozycję kierownictw partyjnych kosztem jakości polityki i debaty publicznej.” – czytamy w apelu rady Polski XXI do Marszałka Sejmu.
Posłowie zwrócili się także z apelem do ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego o dofinansowanie w wysokości 10 mln zł rocznie Programu II Polskiego Radia. - Było dla nas wstrząsające, to co się wydarzyło w środę, czyli ćwierkające ptaszki na antenie drugiej Polskiego Radia, antenie bardzo zasłużonej i cennej, dla nas - pierwszego wyboru, jeśli chodzi o słuchanie radia - mówił Sellin.
Jego zdaniem, nie może być tak, że zasłużona instytucja kultury jest zagrożona. Dodał, że istnieje już precedens w takim dofinansowaniu, ponieważ szef MSZ wspiera audycje polonijne, zarówno w radiu, jak i telewizji publicznej.
Posłowie zapowiedzieli wreszcie, że jeśli by się okazało, że rząd na jesieni - wbrew wcześniejszym obietnicom wyborczym - będzie podnosił podatki, to będzie to moment, aby zastanowić się nad sensem istnienia rządu Donalda Tuska.
Ruch Obywatelski Polska XXI powstał we wrześniu 2008 roku w Warszawie. Powołali go założyciele portalu i stowarzyszeń regionalnych mających w nazwie "XXI" – które powstawały od roku w całej Polsce. Polska XXI opowiada się m.in. za zmianą konstytucji i wprowadzeniem w Polsce jednomandatowych okręgów wyborczych oraz systemu prezydenckiego na wzór amerykański. Postuluje także o zaprzestanie finansowania partii politycznych z budżetu państwa.
W skład koła poselskiego Polska XXI wchodzi obecnie sześciu posłów. Są to: Lucjan Karasiewicz, Piotr Krzywicki, Jerzy Polaczek, Jarosław Sellin, Kazimierz Michał Ujazdowski i Andrzej Walkowiak.
Mariusz A. Roman
[Na załączonym zdjęciu - Jarosław Sellin, Fot. Mariusz Roman]

niedziela, 14 czerwca 2009

Polska XXI przyśpiesza i ma nowego lidera

Ruch Obywatelski Polska XXI ma nowego lidera. Dotychczasowego przewodniczącego Rafała Dutkiewicza (prezydenta Wrocławia), który złożył rezygnację, zastąpił Jarosław Sellin. Polska XXI przygotowuje się także do przyszłorocznych wyborów samorządowych i prezydenckich.

darmowy hosting obrazków
„Rada Ruchu Obywatelskiego Polska XXI podjęła decyzję w sprawie przyszłości Ruchu i wybrała nowe władze. Tylko nowa centroprawica może być alternatywą dla sił, które doprowadziły do tego, że ¾ Polaków nie poszło na wybory. Ruch Polska XXI uznaje za swoje najważniejsze zadanie odbudowę centroprawicy, która będzie zdolna do prowadzania polityki państwowej odpowiadającej na oczekiwania obywateli i dającej Polsce silną pozycję w Europie” – czytamy w oświadczeniu na portalu Polska XXI.
Na stronie internetowej http://polskaxxi.pl/ poinformowano także o zwołaniu Kongresu Ruchu jesienią b.r., na którym przedstawiony zostanie kandydat na Prezydenta RP. Rada Ruchu potwierdziła także zobowiązanie z deklaracji założycielskiej Ruchu „Nowe Państwo Polaków” o konieczności przedstawienia w wyborach prezydenckich „propozycji ustrojowej, uwzględniającej zarówno wspaniałe dziedzictwo Rzeczypospolitej, jak też nowe wyzwania, wobec których stają wszystkie liczące się narodowe państwa Europy”.
Ruch Polska XXI podjął również decyzję o wystawieniu kandydatów w wyborach samorządowych, w tym list wyborczych do sejmików województw. Jak czytamy dalej w oświadczeniu: „Ruch zgodnie z tradycją konserwatywną uznaje samorząd za niezwykle ważną instytucję polskiego życia publicznego, która powinna być wolna od „partyjniactwa i centralizmu”. Rada upoważniła posła Lucjana Karasiewicza, sekretarza Ruchu, do koordynowania kampanii samorządowej Ruchu na szczeblu regionalnym.
Władze Ruchu zadecydowały także o powołaniu związku stowarzyszeń pod nazwą Polska XXI, który będzie miał prawo do wystawiania kandydatur w przyszłorocznych wyborach. Natomiast posłowie koła parlamentarnego Polska XXI zdecydowali, że pracami parlamentarnymi koła pokieruje poseł Kazimierz Michał Ujazdowski. Dotychczas szefem koła był Jarosław Sellin.
Ruch Obywatelski Polska XXI powstał we wrześniu 2008 roku w Warszawie. Powołali go założyciele portalu i stowarzyszeń regionalnych mających w nazwie "XXI" – których od roku powstawało kilkanaście w całej Polsce. Polska XXI opowiada się m.in. za zmianą konstytucji i wprowadzeniem w Polsce jednomandatowych okręgów wyborczych oraz systemu prezydenckiego na wzór amerykański. Postuluje także o zaprzestanie finansowania partii politycznych z budżetu państwa.
W skład koła poselskiego Polska XXI wchodzi obecnie sześciu posłów. Są to: Lucjan Karasiewicz, Piotr Krzywicki, Jerzy Polaczek, Jarosław Sellin, Kazimierz Michał Ujazdowski i Andrzej Walkowiak.
Na załączonym zdjęciu - Jarosław Sellin, Fot. Mariusz Roman

czwartek, 4 czerwca 2009

Kiedy w Polsce skończył się komunizm?

Zbigniew Herbert pisał przed laty, że jeżeli Polska odzyska utraconą niepodległość, to wybiegnie na ulice Paryża i będzie krzyczał w kierunku każdego napotkanego przechodnia Viva la Polonia. Jednak, naszemu wielkiemu wieszczowi nie przyszło do głowy wybiec na ulice Paryża w dniu 4 czerwca 1989 roku. Nie zrobił tego nigdy, aż do chwili swojej śmierci w 1998 roku.

darmowy hosting obrazków
Pomimo wielkiej fety, jaką zorganizowano w Polsce, w 20 rocznicę wyborów kontraktowych. Pomimo tego, że mediom często zdarza się nawet twierdzić, że jest to rocznica „pierwszych wolnych wyborów” w Europie Wschodniej, ba publicznie stwierdził to sam premier Donald Tusk. To jednak nie wszyscy Polacy ulegają podobnym nastrojom i nie podlegają zbiorowej amnezji świętowania. Na najbardziej popularnym serwisie społecznościowym nasza-klasa, samorzutnie ktoś wymyślił i stworzył plakat z hasłem: „4 czerwca 1989 upadła komuna na cztery łapy”. Błyskawicznie zdjęcie to do swoich profili zaczęli dołączać także inni użytkownicy. W każdym razie, wśród moich znajomych, jest już całkiem spora grupa tych - którzy tak właśnie zrobili...
Mówi ostatni więzień komunizmu
Przecież wybory z 4 czerwca 1989 były klasycznym przykładem wyborów niedemokratycznych, gdyż ich wynik z góry ukartowano w wyniku porozumień Okrągłego Stołu. Gwarantując w nich 65 proc. miejsc dla PZPR i jej satelickich organizacji partyjnych, a tylko 35 proc. dla tzw. strony społecznej. A jak się plan za pierwszym razem nie powiódł, bo wyborcy odrzucili tzw. listę krajową, to zrobiono tzw. dogrywkę z wyborów. Żartowano wtedy w szeregach tzw. opozycji „niekonstruktywnej”, że Wałęsa z Jaruzelskim i Kiszczakiem zafundowali nam 35 proc. demokrację, a wiadomo, tak jak nie ma 35 proc. dziewictwa, tak i niemożliwa jest 35 proc. demokracja.

darmowy hosting obrazków
Do 23 grudnia 1989 roku, a więc także w czasie, gdy premierem PRL był już Tadeusz Mazowiecki, w wiezieniu w Barczewie siedział jeszcze Józef Szaniawski, ostatni więzień komunizmu w Polsce. W wywiadzie, jakiego udzielił on dzisiejszemu „Naszemu Dziennikowi”, mówi o 4 czerwca 1989 wprost:

- Jak mogę uznać ten dzień za datę zwycięstwa nad komunizmem, skoro siedziałem tego dnia w więzieniu? I to w więzieniu bez wątpienia komunistycznym. Mało tego, po tym rzekomym zwycięstwie nad komunizmem siedziałem tam jeszcze pół roku. Kto mnie wtedy więził, jak nie komuniści?
Poproszony jednak przez dziennikarza, aby odniósł się do tego problemu, abstrahując od swoich osobistych przeżyć i doświadczeń, stwierdza jeszcze bardziej dosadnie:
- Podobnie uważam, że tego dnia komunizm w Polsce wcale się nie skończył. Formalnie państwo o nazwie PRL istniało do grudnia 1989 roku. Mazowiecki nie tylko nie był pierwszym niekomunistycznym premierem, ale był ostatnim premierem komunistycznego rządu. Był nim ze względu na swój życiorys, na nazwę państwa, którym rządził, i ze względu na to, że na tę funkcję został wykreowany nie tylko przez Geremka, Wałęsę, Michnika, Jaruzelskiego i Kiszczaka, ale także przez ambasadora Związku Sowieckiego Wiktora Browikowa. Warto podkreślić, że gdy Mazowiecki został premierem, to pierwszym gościem, jakiego przyjął, był gen. Władimir Kriuczkow, szef, KGB. To on jako pierwszy przyjechał złożyć Mazowieckiemu osobiste gratulacje. To daje wiele do myślenia. W rządzie Mazowieckiego Kiszczak dostał, oprócz funkcji szefa MSW, także tekę wicepremiera, a więc patrząc obiektywnie w kategoriach hierarchii państwowej, człowiek odpowiedzialny za śmierć górników w kopalni "Wujek", szef bezpieki w strasznej dekadzie lat 80., w rządzie Mazowieckiego awansował. Podobnie Wojciech Jaruzelski - z I sekretarza KC PZPR awansował na prezydenta III RP. Takie są fakty dotyczące zwycięstwa nad komunizmem 4 czerwca, a cały ten solidarnościowy sztafaż to manipulacja służąca robieniu ludziom wody z mózgu.
A więc kiedy i jaka data?
Pozostaje, zatem odpowiedzieć nam na pytanie, kiedy rzeczywiście komunizm w Polsce upadł tak naprawdę. I tutaj znowu pojawiają się wątpliwości. Może nie w stosunku do samego systemu, którego z całą pewnością już dawno nie ma. Ale przecież pozostaje w pamięci, to co tak niedawno kpiąc ze strony solidarnościowej, powiedział dla TVN 24 gen. Czesław Kiszczak. Stwierdził on dosadnie, że skoro nikt mu nawet nie próbował odebrać emerytury przez ostatnie 20 lat, to tak naprawdę twierdzenie o słabości i upadku strony komunistycznej w 1989 mija się z prawdą.

darmowy hosting obrazków
Tymczasem Józef Szaniawski w wywiadzie dla „ND” pytany o określenie takiego przełomowego momentu w Polsce, dodaje jeszcze:
- To niezwykle ważna sprawa dla naszego 40-milionowego Narodu, który od dziesięcioleci usiłował wybić się na niepodległość. (...) Niemcy mają taki symbol - to dzień zburzenia muru berlińskiego i rozpoczęcia szturmu na kwaterę główną Stasi, zakończonego jej zdobyciem i przejęciem całego archiwum. Czesi i Słowacy mają swoją aksamitną rewolucję w Pradze i w Bratysławie, Rumuni mają dzień rozstrzelania Ceausescu, nawet Rosjanie mają taki dzień, kiedy Borys Jelcyn z czołgu na placu Czerwonym proklamował upadek komunizmu. A w Polsce jakimś dziwnym trafem wszystko się rozmyło. Nie ma takiej przełomowej daty. Powiem więcej, fakt, że premierem polskim mógł zostać Józef Oleksy, prezydentem przez dwie kadencje Aleksander Kwaśniewski, fakt, że za zbrodnie komunistyczne nikt nie został do dziś tak naprawdę ukarany, że nie wykryto sprawców morderstw politycznych lat 80., nawet w tak zdawałoby się prestiżowej dla solidarnościowej strony sprawie mordu na ks. Jerzym Popiełuszce, to wszystko sprawia, iż dzisiaj taki przełomowy dzień trudno wskazać.
Dlatego też może dajmy sobie spokój ze ściganiem się w Europie na wydarzenia w 1989 roku. Nie lepiej byłoby podkreślać, że wszystko zaczęło się 31 sierpnia 1980 roku, kiedy po raz pierwszy na tak masową skalę powstał ruch związkowy i antykomunistyczny zarazem. Przecież właśnie wtedy, ten ogólnopolski i robotniczy zryw podważył sens istnienia systemu budowanego w oparciu o leninowską zasadę tzw. terroru klasy robotniczej. A jeżeli koniecznie chcemy mieć swój udział także w upadku muru berlińskiego, to z całą pewnością lepszym byłoby podkreślanie pierwszeństwa strajków majowo-sierpniowych w 1988 roku, niż wątpliwego sukces wyborów kontraktowych z czerwca 1989.
Mariusz A. Roman
Na załączonych zdjęciach: Wiec przedwyborczy Komitetu Obywatelskiego w Gdyni w 1989; Hasło okolicznościowe umieszczane na profilach użytkowników serwisu nasza-klasa; Okolicznościowy plakat Federacji Młodzieży Walczącej z 1989 roku.

poniedziałek, 18 maja 2009

Wileńszczyzna zagłosowała na Polaka

Dalia Grybauskaite, zwyciężyła we wczorajszych wyborach prezydenckich na Litwie z dużą przewagą, zdobywając 69 proc. głosów. Wygrała także w 60 okręgach wyborczych, a jedynie w czterech - inni kandydaci. W dwóch z nich, obejmujących rejony solecznicki i wileński bezapelacyjnie zwyciężył Waldemar Tomaszewski.

darmowy hosting obrazków

Dość wysoka aktywność wyborców w niedzielnym głosowaniu na Litwie (frekwencja wyniosła około 52 proc.) sprawiła, iż wybory prezydenckie rozstrzygnięto już w I turze. Wybory wygrała, od początku plasująca się na czele siódemki kandydatów, powszechnie wspierana przez rządzącą koalicję i media b. komisarz unijna Dalia Grybauskaite.

Startujący w niedzielnych wyborach prezydenckich Waldemar Tomaszewski, przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, zajął wśród siedmiu kandydatów czwarte miejsce, uzyskując poparcie 4,75 proc. głosujących. A zarazem wyprzedzając kandydatki partii chłopskiej i partii pracy oraz kandydata niezależnego. W Wilnie Tomaszewski był drugi (9,69 proc. głosów), wyprzedzając kandydata z drugim wynikiem wyborczym na Litwie, lidera socjaldemokratów Algirdasa Butkevičiusa, który zdobył w stolicy zaledwie 8,77 proc. poparcia. W tradycyjnie polskich rejonach, Tomaszewski otrzymał przeszło połowę wszystkich głosów.

Wileńszczyzna również aktywnie uczestniczyła w tych wyborach. Ogólna frekwencja wyniosła prawie 52 proc., natomiast w rejonie wileńskim - 55,42 proc., a w solecznickim - 56,57 proc.

Sama walka to już zwycięstwo

Waldemar Tomaszewski, był pierwszym polskim kandydatem ubiegającym się o mandat szefa państwa litewskiego. Wśród wszystkich kandydatów wydał na kampanię wyborczą najmniej środków finansowych, jedynie ok. 10 tys. euro. I jak podkreśla, uważa swój wynik w wyborach za sukces wszystkich litewskich Polaków.

Głosowali na niego, nie tylko jednak Rodacy, ale również przedstawiciele innych mniejszości narodowych - Rosjan czy Białorusinów. Tomaszewski liczył także na poparcie Litwinów zrażonych do obecnego establishmentu (który najwyraźniej stracił na swojej popularności z uwagi na bardzo dotkliwy przebieg kryzysu na Litwie).

Polacy w wyborach prezydenckich już zwyciężyli. Naszym zwycięstwem jest fakt, że stanęliśmy do walki o najwyższy urząd w państwie. Kolejnym zwycięstwem jest to, że zebraliśmy najwięcej podpisów osób popierających naszego kandydata (37 tys.). W ocenie nie tylko Polaków, ale też wielu Litwinów w debatach przedwyborczych wypadliśmy dobrze. I na pewno w pierwszej turze wyborów uzyskamy więcej głosów, niż wskazywały sondaże przedwyborcze – mówił w niedzielę Tomaszewski, któremu sondaże dawały, co najwyżej 2 proc. głosów.

Waldemar Tomaszewski w debatach przedwyborczych wypadał nawet w ocenie litewskich obserwatorów i komentatorów naprawdę dobrze. Mówiło się, że można z nim się zgadzać, albo nie, ale jego wypowiedzi są uzasadnione. Miał swój program, który nie ograniczał się wyłącznie do tematu polskiej mniejszości narodowej.

Pierwsze komentarze

Z pewnym zaskoczeniem odnotowali ten sukces wiodący politolodzy litewscy - twierdząc, iż polski kandydat osiągnął zamierzony cel startując do walki, a mianowicie: mocne zaakcentowanie obecności Polaków w życiu politycznym Litwy.

To, co stanowi niespodziankę dla politologów, według Czesławy Paczkowskiej, polskiej dziennikarki mieszkającej w Wilnie „nie jest czymś nadzwyczajnym dla społeczności polskiej na Litwie”. W swoim tekście, jaki ukazał się na portalu internetowym AWPL napisała min.:

„Po każdych kolejnych wyborach AWPL polepsza swoje wyniki, i to nie tylko w rejonach zwarcie zamieszkałych przez Polaków. I tym razem na lidera partii w rejonie solecznickim, zamieszkałym w 79 proc. przez ludność polską, głosowało 67 proc. wyborców, a w rejonie wileńskim, gdzie Polacy stanowią około 58 proc. ludności - 50 proc. W stolicy kraju Wilnie, liczącym około 18 proc. Polaków, Waldemar Tomaszewski zajął zaszczytne II miejsce uzyskując blisko 10 proc. poparcia, a w kilku dzielnicach miejskich nawet pierwsze miejsce. Znaczną liczbę głosów na kandydata AWPL oddano także w rejonach: trockim, święciańskim i szyrwinckim. Polska partia znacznie polepszyła swoje wyniki, osiągnięte podczas ostatnich wyborów parlamentarnych.

Tak więc opinie pesymistów i krytyków powziętej decyzji o startowaniu Polaka w wyborach prezydenckich nie miały podstaw – z pewnością ten krok należycie posłuży dalszej konsolidacji społeczności polskiej na Litwie. Po raz kolejny nie sprawdziły się też prognozy, propagowane w rozmaitych sondażach, gdzie Waldemarowi Tomaszewskiemu dawano ledwie ułamki procenta bądź pomijano jego kandydaturę w ogóle. Kampania wyborcza, od samego początku pracująca na zwycięstwo jednej z kandydatek, nie osiągnęła skutku w mocnym jednością środowisku polskim, które miało swego kandydata i oddało na niego ponad 65 tysięcy głosów”.

Dla porównania, w ostatnich wyborach parlamentarnych na AWPL oddano 59 tys. głosów i tylko minimalnie polskiej liście zabrakło do przekroczenia 5 proc. progu (na Litwie inaczej niż w większości krajów - w tym Polsce, listy mniejszości także poddawane są weryfikacji progu wyborczego). Wszystko zatem wskazuje, że ta mobilizacja polskiego elektoratu to także dobry prognostyk, przed zbliżającymi się wyborami (7 czerwca br.) do Europarlamentu na Litwie. Listę AWPL, także w tych wyborach, będzie otwierał Waldemar Tomaszewski.

Mariusz A. Roman

(Fot. Mariusz Roman)

sobota, 16 maja 2009

Litwa: Codzienne realia dyktują wybór

Pierwszy raz w historii przywódcą Litwy może zostać kobieta. Pierwszy raz o fotel prezydenta ubiega się też Polak – Waldemar Tomaszewski. Wybory prezydenckie na Litwie odbędą się w najbliższą niedzielę, a ich druga tura, wspólnie z wyborami do Parlamentu Europejskiego - 7 czerwca br.

darmowy hosting obrazków
Wyborczą stawkę wśród 7 kandydatów ubiegających się o najwyższy urząd w państwie otwiera preferowana w litewskich sondażach Dalia Grybauskaitė – unijna komisarz ds. budżetu i programowania finansowego. I choć w ciągu ostatniego miesiąca Grybauskaite straciła 8 procent poparcia. Wpływ na to mogły mieć informacje dotyczące szczegółów z jej życiorysu – m.in. informacja, że należała do Partii Komunistycznej i wykładała ekonomię polityczną w Wyższej Szkole Partyjnej. To według oficjalnych sondaży jedynie ona ma szansę wygrać wybory już w pierwszej turze.
Ostatnie litewskie sondaże Waldemarowi Tomaszewskiemu, kandydatowi Akcji Wyborczej na Litwie dają od 1,5 do 6 procent poparcia. Ale jeszcze niedawno te same pracownie wyceniały go od 0 – 2 proc. poparcia. I jak donosi „Rzeczpospolita”:
- To właśnie Polak może się stać największą niespodzianką wyborów i zająć drugie miejsce. Ma zagwarantowane około 40 tysięcy polskich głosów na Wileńszczyźnie. Może też na niego głosować wielu Litwinów, którzy rozczarowali się litewskimi politykami – prognozuje Audrius Bačiulis, litewski komentator opiniotwórczego tygodnika „Veidas”.

darmowy hosting obrazków

Bardzo wymownym, oddającym klimat ostatnich dni kampanii prezydenckiej na Litwie, jest również komentarz Czesławy Paczkowskiej pt. „Codzienne realia dyktują wybór” zamieszczony na łamach wychodzącego w Wilnie „Tygodnika Wileńszczyzny”, w którym czytamy:
„Kampania wyborcza na tle przybierającego na sile kryzysu w państwie nie wygląda zbyt imponująco. Już same badania nastrojów w społeczeństwie wskazują na to, że elektorat coraz bardziej traci zaufanie do wytypowanych kandydatów do fotelu prezydenckiego. Ani politycy z pokaźnym stażem rządzenia, ani podbudowani unijnym doświadczeniem, nie napawają szeregowego wyborcy nadzieją, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sytuacja zmieni się na lepsze. Cudu raczej nie spodziewa się nikt. Lata minionego dwudziestolecia nie poszły na marne, a posunięcia dzisiejszej władzy ostatecznie przekreślają i tak już nikły kredyt zaufania do niej.
Jak opowiada jedna z naszych czytelniczek, rozczarowanie wśród jej znajomych (a mieszka ona w środowisku litewskim) staje się wręcz powszechnym. „Nie widzimy wśród sześciu naszych kandydatów żadnego, na którego warto byłoby oddać głos” – zaznaczają z goryczą. Może dlatego wielu z nich zaczęło zwracać uwagę na kandydaturę jedynego w tej siódemce Polaka. Przemilczanie bądź celowe zaniżanie wyników sondaży i nieżyczliwe komentarze pod adresem Waldemara Tomaszewskiego niewiele, jak widać, przysłużyły się jego adwersarzom. Natomiast w telewizyjnych debatach – jak się okazało – lider AWPL wypada nie gorzej, a w wielu przypadkach - korzystniej od innych kandydatów. Świadczy o tym fakt, że już kilkakrotnie po takich debatach w opinii widzów znalazł się w czołówce.
Wyborcy zwracają również uwagę na konkretny i pozbawiony demagogicznej retoryki program wyborczy (polskiego - przyp. autora) kandydata, podkreślając przemyślane propozycje, dotyczące rozwiązywania nabrzmiałych problemów socjalnych, systemu podatkowego, praworządności i kilku innych życiowo ważnych kwestii. Bowiem dziś, w obliczu pogłębiającej się z dnia na dzień zapaści ekonomicznej państwa, program, skierowany na rozstrzyganie spraw, dotyczących zwykłego obywatela, znajduje zrozumienie i poparcie u ludzi. Program, który nie pociesza, ani nie zwodzi natychmiastową poprawą stopy życiowej, lecz przekonuje, że uczciwa praca znów będzie się cieszyła zasłużonym uznaniem, a nieco zapomnianym wartościom – pracowitości, uczciwości, sumienności – zostanie przywrócone w życiu codziennym należne miejsce.
W najbliższą niedzielę wyborcy pójdą do urn, by opowiedzieć się za konkretnym kandydatem. Z pewnością wśród tych, kto odda głos na przedstawiciela Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, znajdą się nie tylko Polacy, Rosjanie, Białorusini, ale także Litwini, podzielający pogląd, że dziś Litwie potrzebny jest powrót na drogę odwiecznych ogólnoludzkich wartości. Tak więc na nic zdadzą się kłamliwie spreparowane sondaże, których jedynym celem było zniechęcenie ludzi do udziału w głosowaniu i oddania swego głosu na kandydata-Polaka”.
Mariusz A. Roman
Na załączonych zdjęciach: Godło prezydenckie na Litwie; Autor wspólnie z Waldemarem Tomaszewskim oraz Grzegorzem Bonkiem, podczas przemarszu w Wilnie – 2 maja br.

czwartek, 2 kwietnia 2009

Litwa: Rekord poparcia, antagonizmy i polskie szanse w wyborach

Waldemar Tomaszewski, prezes Akcji Wyborczej Polaków na Litwie zebrał rekordową liczbę podpisów (37 tys.) popierających jego kandydaturę w wyborach prezydenckich. Koniecznym minimum było 20 tys. Wybory prezydenckie na Litwie odbywają się niemal jednocześnie z wyborami do Europarlamentu. Start prezesa AWPL w wyborach prezydenckich, realnie przekłada się na zdobycie mandatu eurodeputowanego dla polskiej partii.
Sztab wyborczy AWPL dostarczył we wtorek do litewskiej Głównej Komisji Wyborczej 36 981 podpisów. Jest to jak dotychczas największa liczba podpisów dostarczona przez sztaby poszczególnych kandydatów. Faworytka kampanii prezydenckiej, unijna komisarz Dalia Grybauskaite, przekazała do GKW 36 tysięcy podpisów. Kandydatkę Partii Pracy Loretę Graužinienė swoimi podpisami poparło 33,5 tysiąca osób. Kandydat partii Porządek i Sprawiedliwość Valentinas Mazuronis zebrał 35 tys., a sztab lidera partii socjaldemokratów Algirdasa Butkevičiusa złożył w komisji 32 tysiące podpisów.
Determinacja polskiego kandydata
Ogółem w GKW zarejestrowało się 14 osób, które chcą wystartować w wyborach prezydenckich. Na razie większość z nich nie przedstawiła jednak podpisów, dzięki którym mogłaby się stać oficjalnymi kandydatami, pretendującymi do roli głowy państwa litewskiego. Zgodnie z ordynacją wyborczą, aby zostać zarejestrowanym kandydatem, do 2 kwietnia trzeba złożyć nie mniej niż 20 tysięcy podpisów. Po sprawdzeniu podpisów 17 kwietnia komisja ogłosi oficjalną listę kandydatów.
darmowy hosting obrazków

W zbieraniu podpisów na rzecz lidera AWPL wzięło udział kilkaset osób. Jak poinformował sztab wyborczy kandydata, podpisy popierające pierwszego kandydującego Polaka na ten urząd, zbierane były pod wileńskimi kościołami - podczas niedzielnych mszy świętych, w gminach i samorządach oraz szkołach polskich w rejonach: wileńskim, solecznickim i trockim. Zbierano je również, w siedzibach polskich organizacji i redakcji pism w Wilnie, min.: w oddziale miejskim ZPL, Domu Kultury Polskiej, w redakcjach: „Magazynu Wileńskiego” i „Tygodnika Wileńszczyzny”, w księgarni „Elephas”. Wreszcie, za pośrednictwem prezesów oddziałów Związku Polaków na Litwie: w Druskienikach, Jeziorosach, Kiejdanach, Kownie, Kłajpedzie, Wisagini, Święcianach oraz Szyłokarczmie (Silute).
Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się 17 maja, a druga tura – o ile będzie potrzebna – 7 czerwca, jednocześnie z wyborami do Parlamentu Europejskiego. Nad przebiegiem kampanii wyborczej, zarówno w wyborach prezydenckich jak i do Europarlamentu, czuwa sztab wyborczy AWPL, na poziomach: centralnym, rejonowym i gminnym.
Kolejna fala antypolonizmu
Jednocześnie na różnych litewskich forach internetowych toczy się bardzo ożywiona dyskusja, nie milkną złowieszczo brzmiące komentarze, zwłaszcza na znanym portalu DELFI. Niektóre z nich, cytowała na łamach marcowego „Magazynu Wileńskiego” Lucyna Dowdo:

„(...) - To koniec świata – lamentuje patriota o nicku „L”. – Mało tego, że napędzamy polską gospodarkę kupując u nich produkty, to jeszcze Polak zamierza kandydować na prezydenta Litwy! No, brak jeszcze tylko Unii Lubelskiej! Inny, pod pseudo „Vilnius”, zawodzi boleściwie: - Litwo najdroższa, czy to możliwe, że znów chcą Cię zająć Polacy?! Mój pradziadek poległ broniąc Litwy przed najeźdźcami Polakami. Od owych czasów oni i utwierdzili się w Vilniusie.

Słowem, pospólstwo – nawrócone nagle na towar czysto litewski (w Pałacu Prezydenckim – też) – nie ukrywa ani szoku, ani wściekłości, ani płaczu, ani zgrzytania zębów. - Wygląda na to, że wszyscy Litwini i nie-Litwini, którzy znaleźli na Litwie przystań, chcą być prezydentami. Nie mają honoru i bezczelnie się reklamują, prowokując naród do wieszania na nich psów, co czeka niechybnie i tego szlachciurę… – płonie patriotycznym oburzeniem ktoś o nicku „embrijus”. - Kochani ludzie Litwy, nie bądźcie bezmózgowcami i niech wam nie przyjdzie do głowy wybrać na prezydenta Litwy Polaka. Gdyby tak się stało, historia by się powtórzyła. Litwa znów dostałaby się Polakom i o moim rodzinnym Vilniusie mówiliby „Wilno nasze” – bojaźliwie ostrzega „antypolak”.

Zaś ci, w których na dźwięk nazwiska Tomaszewski duch bojowy nie uwiądł jak porzucona w letnim skwarze piwonia, nawołują do rozwiązań radykalnych. Ktoś proponuje, by: - zachowanie posła Tomaszewskiego poważnie oceniła policja, gdyż jego próba kandydowania – to prowokacja, mająca na celu wywołanie antypolskiej wrzawy. Wielu innych każe mu się wynosić do Polski: - bo widział to kto, by przyjechał taki do obcego klasztoru i dyktował tu własne warunki. Są i tacy (nick LLL), którzy bez ceregieli podgrzewają współobywateli do działania: - Widzisz Polaka, strzelaj, nie pomylisz się! A gdy oszołomy tak "klną i bluźnią, i płaczą, jęczą i syczą, i dyszą nieustającą rozpaczą...”, ich duchowi przywódcy – panowie Songaila, Ozolas czy Garšva – najpewniej zacierają ręce. Bo w gniewie tym nie tylko nacjonalizmu przebudzenie, lecz też dla Ojczyzny ratunek”.

(za: Lucyna Dowdo, Strzeż się Podlaskiego i Tomaszewskiego!, „Magazyn Wielński”, nr 3/2009. )

A imię jego będzie czterdzieści i cztery
Należy dodać, że Litwini którzy bardzo często znają dobrze język polski, zabierają również głos na forach polskich, np. na bardzo popularnym portalu „Kuriera Wileńskiego”, gazety ukazującej się codziennie na Litwie. Niekiedy wcielają się pod polskie nicki i piszą podobne do powyżej cytowanych, prowokacyjne komentarze. Niestety, prawdą jest również i to, że nie brakuje tam także wpisów polskich antagonistów kandydatury Waldemara Tomaszewskiego. Często, są to zapewne wpisy osób związanych z Ryszardem Maciejkańcem, wcześniej wieloletnim prezesem ZPL (jeszcze wcześniej działaczem komunistycznym), który po utracie wpływów w związku, założył w 2002 roku konkurencyjną Polską Partię Ludową na Litwie. Jego ugrupowanie, choć krzykliwe, cieszy się minimalnym poparciem społecznym. Zwraca jednak uwagę, że najwięcej polskich wpisów na omawianym portalu świadczy o powszechnym poparciu wyrażanym przez polską społeczność na Litwie dla kandydatury Waldemara Tomaszewskiego. Nie przypadkowo, popierają go przecież niemalże wszystkie polskie organizacje, związki, kluby i środowiska w tym kulturalne, licznie działające na Litwie.
darmowy hosting obrazków
Zacytujmy kilka, pierwszych z brzegu takich komentarzy z forum „KW”: - Chyba dobrze, że Polak zdecydował kandydować. Po prostu dla większej masy Litwinów pokażemy, że tu Polacy są, mieszkają od dawien dawna, są tu u siebie – pisze jojo. - BRAWO PANIE TOMASZEWSKI, W JEDNOŚCI NASZA SILA – dodaje wielkimi literami Ejszyszczanka. - Skoro Amerykanie wybrali Obamę, to może Litwini wybiorą Tomaszewskiego – najbardziej bodaj wymowny wpis użytkownika o nicku Ja.
I choć, Polacy na Litwie zdają sobie sprawę, że realnie ich kandydat nie ma większych szans, to niekiedy dla dodania sobie animuszu przypominają słowa z wileńskiej sceny widzenia ks. Piotra (tak, tej samej z III księgi dziadów Mickiewicza): „Wskrzesiciel narodu, Z matki obcej; krew jego dawne bohatery, A imię jego będzie czterdzieści i cztery”. I czynią wyraźną aluzję do wieku ich kandydata, który skończył w marcu br. 44 lata. Rozumieją, że kampania prezydencka to spoty wyborcze nadawane na całą Litwę, a przez to możliwość reakcji i upominania się o własne prawa, obrona praw mniejszości i unijnych standardów w tym aspekcie. Powszechnym jest odczucie, że poprzez tą kampanię wyborczą przypomną o swoim istnieniu, o tym: „że nie żyją na obczyźnie i że nie mało ich tam jest” (cytat z popularnej piosenki śpiewanej przez zespół „Wilniuki”).
Wreszcie niebagatelne znaczenie ma fakt, że wybory prezydenckie odbywają się niemal jednocześnie z wyborami do Europarlamentu na Litwie. A przecież wszędzie na świecie, największe emocje i zaangażowanie wyborców wzbudzają właśnie wybory prezydenckie. Dlatego, brak polskiego kandydata ubiegającego się o najwyższy urząd w państwie, znacznie osłabiałby polską listę w wyborach do Europarlamentu. Tymczasem, w tym drugim przypadku szanse na sukces są znacznie większe. Zwłaszcza, że ogólnokrajowy czas antenowy przeznaczony na kampanię wyborczą, AWPL z pewnością wykorzysta do przebudzenia z apatii Polaków z Kowna, Laudy, rozsianych po całej Litwie. Całkiem realne może okazać się także poparcie innych mniejszości lub zniechęconych do władzy w dobie kryzysu samych Litwinów. I gdyby jednak doszło do drugiej tury wyborczej, co przecież jest możliwe z uwagi na dużą ilość kandydatów (według dzisiejszych sondaży wyborczych, przeszło połowa wyborców popiera kandydaturę Dalii Grybauskaite), to nawet, jeśli nie byłoby w drugiej turze polskiego kandydata, to i tak litewscy kandydaci zmuszeni by zostali do potraktowania bardziej serio polskich postulatów.
Obecny 2009 rok jest dla Polaków na Litwie bardzo szczególny z uwagi na dwa jubileusze: 20 – lecie działalności obchodzi Związek Polaków na Litwie, a swoje 15-lecie AWPL. Czy rok ten stanie się również rokiem polskiego sukcesu wyborczego na Litwie? Sukcesem niewątpliwie byłoby zdobycie przez AWPL mandatu erodeputowanego. Gdyby do tego doszło, byłby to pierwszy eroparlamentarzysta Polak, wybrany poza krajem.
Mariusz A. Roman
Na załączonych zdjęciach: Waldemar Tomaszewski, pierwszy Polak ubiegający się o najwyższy urząd na Litwie. Fot. Jerzy Karpowicz (Wilno); Przedstawiciele sztabu wyborczego Waldemara Tomaszewskiego przekazują listy z podpisami przewodniczącemu GKW Zenonasowi Vaigauskasowi Fot. Marian Paluszkiewicz („KW”); Polacy, aby oddać głos poparcia swojemu kandydatowi ustawiali się niekiedy w kolejce, na zdjęciu zbieranie podpisów w wileńskim Domu Kultury Polskiej.
Polecam także, jako swoisty komentarz dwie nostalgiczne retrospekcje:
Kresy Wschodnie - utracone Imperium
Już mi raz zabrali Wilno

sobota, 14 marca 2009

Polak zarejestrowany jako kandydat na prezydenta Litwy

Litewska Główna Komisja Wyborcza oficjalnie zarejestrowała w piątek kandydaturę posła Waldemara Tomaszewskiego (przewodniczącego Akcji Wyborczej Polaków na Litwie) w wyborach prezydenckich. Tym samym będzie on pierwszym w historii Polakiem ubiegającym się o najwyższy urząd tego kraju. Niestety, przy okazji rejestracji polskiego kandydata, znowu odżyły antypolskie nastroje na Litwie.
darmowy hosting obrazków

Delegaci podczas poniedziałkowej konferencji Akcji Wyborczej Polaków na Litwie jednogłośnie poparli kandydaturę Waldemara Tomaszewskiego, jako kandydata z ramienia polskiej partii w wyborach prezydenckich. Jednym głosem twierdzili, że bardzo dobrze się stało, że Polak będzie brał udział w wyborach prezydenckich. Podkreślali walory kandydata, jego zdecydowanie, wiedzę, autorytet i kompetencję. Paulina Mielko, prezes Katolickiego Stowarzyszenia Polaków na Litwie, wyraziła przekonanie, że Tomaszewski potrafi pracować nie tylko dla dobra społeczności polskiej, ale i całego kraju. We wtorek po południu prezes AWPL złożył odpowiednie dokumenty w GKW.
Opory przed rejestracją
GKW oraz niektórzy litewscy politycy mieli wątpliwości, czy lider AWPL ma prawo kandydować na prezydenta Litwy. Oprócz argumentów związanych z Kartą Polaka, której przyjęcie według nich, jest wyrazem nielojalności wobec Litwy (sprawę jednak ostatecznie ma rozstrzygnąć Sąd Konstytucyjny). Niektórzy członkowie GKW podnieśli także inny argument, twierdząc, że Waldemar Tomaszewski nie jest obywatelem Litwy z pochodzenia, a tylko taki może ubiegać się o urząd Prezydenta Litwy. Według nich, obywatelem Litwy z pochodzenia może być jedynie taka osoba, której rodzice lub dziadkowie posiadali obywatelstwo Litwy w latach 1918 – 1940, co praktycznie wykluczałoby prawie wszystkich Polaków z Wileńszczyzny, z tego grona. Należy dodać, że termin „obywatel z pochodzenia” zawarty jest jedynie w litewskiej konstytucji przy okazji zapisów o wyborach na prezydenta RL, nie ma go już, choćby w litewskiej Ustawie o obywatelstwie, ani nie jest nigdzie precyzowany.
Pomimo naciąganych argumentów natury prawnej, w ostatnich dniach istniały spore obawy o to, czy GKW zarejestruje kandydata polskiej partii w wyborach prezydenckich. Napomykał o tym we wtorkowej rozmowie z radiem „Znad Wilii” Zenonas Vaigauskas, przewodniczący GKW. Również Tomaszewski poinformował, że przed podjęciem decyzji odbył rozmowę z Vaigauskasem, który, jego zdaniem, był zaskoczony i zszokowany tym, że Polak będzie ubiegał się o urząd prezydenta.
W atmosferze kolejnej antypolskiej nagonki, z miejscowości podwileńskich zaczęły dochodzić sygnały, że gdyby GKW nie zarejestrowała Tomaszewskiego, to ludzie zastanowią się, czy w ogóle warto brać udział w wyborach. W środowym wydaniu „Rzeczpospolitej” napisano wprost, „że 260-tysięczna polska mniejszość może zbojkotować wybory prezydenckie”.
Z kolei, zapowiedź ewentualnego bojkotu wyborów przez polską mniejszość oburzyła litewskich internautów. „Polacy z natury są szantażystami. A bojkotującym wybory trzeba odebrać obywatelstwo”, „O pomoc trzeba poprosić Łukaszenkę. Wypędził z Białorusi wszystkich politykujących polskich księży, uporządkował polskie organizacje”, „Bez błogosławieństwa polskich służb specjalnych nie doszłoby do tej prowokacji” – grzmieli internauci, tylko na portalu Delfi, w komentarzach pod przedrukowanym tekstem z „Rz”, gdzie pojawiło się kilkaset podobnych w swoim duchu wpisów.
Ostateczna decyzja?
Ostatecznie, podczas piątkowego posiedzenia Głównej Komisji Wyborczej kandydaturę Waldemara Tomaszewskiego poparło 9 członków komisji, a 4 głosowało przeciwko. GKW zarejestrowała kilkunastu pretendentów na urząd Prezydenta RL. Wśród nich są unijna komisarz ds. budżetu Dalia Grybauskaite i przewodniczący Sejmu Arunas Valinskas.
Polacy na Litwie zdają sobie sprawę z niewielkich szans, jakie mają w wyborach prezydenckich. Jednak zdaniem członków Rady Naczelnej AWPL, „tak solidna siła polityczna jaką jest polska partia, po prostu nie ma prawa nie uczestniczenia w wyborach, gdyż życie polityczne nie toleruje pustki, a nieobecni nie mają racji”. Tymczasem Waldemar Tomaszewski będzie z rekomendacji AWPL otwierał również listę kandydatów do Europarlamentu. Na razie wytypowano 12 kandydatów. Pozostałych 12 wytypują koła i oddziały partii. Ostateczna lista kandydatów i ich miejsce na niej zostanie zatwierdzona podczas konferencji polskiej partii, która ma być zwołana do 27 kwietnia br.
Nie należy zapominać, że ostatnie decyzje wyborcze organów litewskich, podjęto w sytuacji, kiedy nie ma jeszcze rozstrzygnięcia w sprawie Karty Polaka. Orzeczenie w tej sprawie ma podjąć litewski Sąd Konstytucyjny, zgodnie z tym, o co postulowała wcześniej GKW. Póki co, uniknięto zatem skandalu międzynarodowego, ale problem wciąż może jednak odżyć na nowo. Tymczasem wiele przesłanek wskazuje na to, że litewskie władze grają na zwłokę, a ich stosunek do społeczności polskiej na Litwie, jest wprost proporcjonalny do reakcji opinii międzynarodowej, a zwłaszcza opinii polskich władz. Tylko konsekwentnie prowadzona przez Polskę polityka w obronie własnej diaspory, może zapewnić przestrzeganie unijnych standardów mniejszościowych i praw człowieka na Litwie.
Mariusz A. Roman
Na załączonym zdjęciu: Waldemar Tomaszewski składa niezbędne dokumenty w GKW.Fot. Jerzy Karpowicz (Wilno).
RETROSPEKCJA
Patrz zdjęcie poniżej: Redakcja "Naszej Gazety" - pisma ZPL, na spotkaniu w Sejmie RL z polskimi parlamentyrzystami na Litwie, chyba jakiś 1993. Byłem wtedy w składzie redakcji. Obok mnie po prawej stoi Waldemar Tomaszewski, dzisiejszy poseł i prezes Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Kandydat na prezydenta Litwy!
darmowy hosting obrazków

środa, 4 marca 2009

Polacy na Litwie przed kolejnymi wyzwaniami wyborczymi

Rada Naczelna Akcji Wyborczej Polaków na Litwie (AWPL) na swym wtorkowym posiedzeniu wytypowała kandydaturę przewodniczącego partii Waldemara Tomaszewskiego do udziału w wyborach prezydenckich (17 maja br.). AWPL weźmie również udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się 9 czerwca tego roku i wystartuje z własną listą kandydatów.

darmowy hosting obrazków

Udział w wyborach prezydenckich na Litwie, których pierwsza tura odbędzie się 17 maja, zgłosiło już siedem osób. Wśród nich - unijna komisarz ds. budżetu Dalia Grybauskaite i przewodniczący Sejmu Arunas Valinskas. Kandydaturę Tomaszewskiego będzie musiała jeszcze zatwierdzić konferencja AWPL, która odbędzie się za tydzień, 10 marca. Druga tura wyborów prezydenckich odbędzie się 7 czerwca, jednocześnie z wyborami do Parlamentu Europejskiego. - Jesteśmy w kraju liczącą się siłą polityczną. Od lat zachowujemy stabilną pozycję w wyborach parlamentarnych i samorządowych, uzyskując około 5 proc. głosów i brak naszego kandydata w wyborach prezydenckich byłby pewną luką – powiedział dla PAP Waldemar Tomaszewski.

Podczas przeprowadzonej na początku lutego br. konferencji Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, która odbyła się w Domu Kultury Polskiej w Wilnie, Waldemar Tomaszewski, oświadczył także, że partia weźmie aktywny udział w wyborach do Europarlamentu i wystawi własną listę kandydatów. Lider polskiej partii poinformował, że już rozpoczęła się praca organizacyjna i ruszył proces formowania komisji wyborczych. Zadaniem dla partii jest osiągnięcie maksymalnego wyniku w wyborach do Parlamentu Europejskiego. – Głównym zadaniem jest posiadanie swego przedstawiciela w tym najwyższym organie władzy na Starym Kontynencie, a uzyskanie jak najlepszego wyniku w tych wyborach będzie miało też wpływ na finansowanie partii - otwarcie stwierdził Tomaszewski. Dodał też, że aby utrzymać tendencję wzrostu zaufania i poparcia elektoratu dla AWPL potrzebna jest dogłębna analiza wyników każdych poprzednich wyborów. Według Tomaszewskiego polska partia ma jeszcze niewykorzystane rezerwy, szczególnie w mieście Wilnie, gdzie Polaków mieszka najwięcej.

O zauważalnej tendencji wzrostu poparcia dla kandydatów AWPL podczas ostatnich wyborów parlamentarnych mówił podczas ostatniej konferencji także Zdzisław Palewicz, wicemer rejonu wileńskiego, który poinformował zebranych, że kandydatów polskiej partii popierali nie tylko Polacy, ale i mieszkańcy litewskiego rejonu orańskiego. Zwrócił on jednocześnie uwagę na istotny problem, jakim dla AWPL wciąż pozostaje niska frekwencja wyborcza wśród głosujących Polaków.

Rada Naczelna AWPL na swym wczorajszym posiedzeniu wytypowała również 12 kandydatów mających startować w wyborach do PE. Listę tą uzupełnią oddziały lokalne partii. W sumie znajdzie się na niej 24 osoby.


Liczba oddanych głosów na ZPL i AWPL w wyborach parlamentarnych w ciągu ostatnich lat:
  • Lata Liczba oddanych głosów %
  • 1992 (ZPL) 39900 2,11
  • 1996 (AWPL) 40941 2,98
  • 2000 (AWPL) 28641 1,95
  • 2004 (AWPL) 45302 3,79
  • 2008 (AWPL) 59237 4,79

    żródło: „ Tygodnik Wileńszczyzny”, Wilno, 10 - 16 lutego 2009 r. nr 7.

Obecny 2009 rok jest dla Polaków na Litwie bardzo szczególny z uwagi na dwa jubileusze: 20 – lecie działalności obchodzi Związek Polaków na Litwie, a swoje 15-lecie AWPL. Czy rok ten stanie się również rokiem polskiego sukcesu wyborczego na Litwie? Sukcesem niewątpliwie byłoby zdobycie przez AWPL mandatu erodeputowanego. Gdyby do tego doszło, byłby to pierwszy eroparlamentarzysta Polak, wybrany poza krajem.

Mariusz A. Roman

Na załączonym zdjęciu: Waldemar Tomaszewski składa wieniec przy grobie Matki i Serca Syna na wileńskiej Rossie. Fot. Autora.