Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NPS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NPS. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 stycznia 2012

Walcząc o akta

28 stycznia 1990 r. po Mszy św. w kościele św. Brygidy w Gdańsku doszło do spontanicznej manifestacji. Po krótkich przemówieniach liderów Federacji Młodzieży Walczącej uformował się pochód, który ruszył pod Komitet Wojewódzki PZPR. Do budynku weszli manifestanci i opanowali go w celu zapobieżenia niszczeniu dokumentów, o czym w tym czasie krążyło w Gdańsku wiele plotek.
darmowy hosting obrazków
Chociaż sam uczestniczyłem w tym wydarzeniu, powiem więcej byłem jednym z jego inicjatorów i prowodyrów, to jednak z czasem pamięć jest coraz bardziej ulotna. Dlatego najbardziej obiektywnym opisem będą chyba urywki z prasy wychodzącej w tamtych dniach. Polecam również fragmenty materiału filmowego wyemitowanego przed dwoma laty na rocznicowej konferencji, przedstawiającego okupację budynku KW PZPR w Gdańsku, patrz tutaj.
W gmachu KW
Niemal od razu po wejściu do gmachu KW PZPR wszystkie informacje o zaawansowanym procesie likwidacji dokumentacji partyjnej się potwierdziły. W kotłowni znaleziono hałdy zmielonych oraz dopalających się akt PZPR. Okazało się, że na ostatnim piętrze „urzędują” zabarykadowani działacze KW, którzy przez komin wrzucali przeznaczone do „wybrakowania” dokumenty, a te, po dotarciu do kotłowni mielono w specjalnej maszynie i palono w piecu. Ten żałosny widok jeszcze bardziej zradykalizował nastroje wśród federacyjnej młodzieży. Jeden z worków wystawiono na zewnątrz budynku. „Niech ludzie zobaczą, jak partia zaciera ślady” – mówiono. (Patrz: B. Madajczyk-Krasowska, J. Fetor, Młodzież z partią się rozlicza, „Tygodnik Gdański”, 4 lutego 1990).
Obiekt został zabezpieczony przez Komitet Okupacyjny, do którego weszli przedstawiciele kilku organizacji: FMW, PPN, Niepodległościowej Partii „Solidarność” oraz KPN i SW. Powołano służby porządkowe mające zabezpieczyć mienie społeczne. Nawet PZPR-owski „Głos Wybrzeża” napisał później, że: „demonstranci zachowali dyscyplinę i powstrzymali się od wszelkich aktów wandalizmu. Klucze do wszystkich pomieszczeń zapakowano do worka i schowano. Na korytarzach stały warty, które nie dopuszczały innych osób powyżej pierwszego piętra”. W międzyczasie do budynku przyjechał ówczesny prezydent Gdańska Jerzym Pasiński, który powołując się na naciski ze strony rządu (wymieniał zwłaszcza ministrów Aleksandra Halla i Jacka Ambroziaka) próbował wynegocjować pokojowe opuszczenie gmachu PZPR (Patrz: C. Mączka, Niespokojna noc. Odbicie budynku KW PZPR, „Głos Wybrzeża”, 29 I 1990).
darmowy hosting obrazków
Wieczorem, po wielogodzinnych negocjacjach z młodzieżą okupującą budynek KW, a po telefonicznym skontaktowaniu się z rządem, prezydent Pasiński zakomunikował decyzję premiera Mazowieckiego: jeśli w ciągu godziny budynek nie zostanie oddany w ręce władz, to zostanie on siłą odbity przez jednostki MO. Około godziny 23-tej do budynku wtargnęło OPMO i wspierająca je brygada antyterrorystyczna komandosów uzbrojona w topory, kastety, bagnety i broń maszynową. (Patrz: C. Mączka, Niespokojna noc. Odbicie budynku KW PZPR, „Głos Wybrzeża”, 29 I 1990). Po kilkunastu minutach budynek wrócił do rąk byłych członków PZPR, a na zewnątrz doszło do spontanicznej manifestacji, która w okolicach Dworca Głównego PKP została szybko rozpędzona przez milicję. W wydanym nazajutrz wspólnym oświadczeniu FMW, PPN i NPS czytamy:
„Rząd Mazowieckiego wydając podobny rozkaz [odbicia budynku PZPR – przyp. autora] stanął przeciwko dążeniom własnego narodu, przedkładając obronę partykularnych interesów przestępczej partii ponad oczywiste dobro społeczne. Dzięki interwencji sytuacja »unormowała się« a kominy dalej dymią nad KW i innymi obiektami. Protestujemy przeciwko szkalowaniu okupujących przez część tendencyj¬nie nastawionych środków masowego przekazu”.
Krótka relacja uczestnika
Pod koniec lat 80-tych dojrzewało pokolenie, które nie przyjmowało do wiadomości, że z czerwonymi można uprawiać jakikolwiek dialog. „Dość paktów z czerwonymi” to było hasło noszone na gdyńskim transparencie FMW. Nie akceptowaliśmy idei okrągłego stołu oraz porozumienia z komunistami. Byliśmy wtedy wierni rządowi polskiemu na uchodźstwie i wspólnie z SW oraz Polską Partią Niepodległościową zorganizowaliśmy w Trójmieście bojkot koncesjonowanych wyborów. Bardzo wymownym akordem było zajęcie w styczniu 1990 r. budynku KW PZPR w Gdańsku, w wyniku którego ujawniliśmy fakt niszczenia partyjnych archiwów. Po kilkugodzinnej okupacji budynku, zostaliśmy jednak rozpędzeni na polecenie rządu Mazowieckiego przez jednostki MO i antyterrorystów.
darmowy hosting obrazków
W tydzień później, do naszych adwersarzy dołączył także Lech Wałęsa, który zarzucał nam działanie na szkodę kraju. Po mszy, w kościele św. Brygidy (4 lutego 1990 roku), na dziedzińcu przed budynkiem parafialnym przemawiając do kilkuset osób, Wałęsa m.in. tłumaczył a jednocześnie groził ówczesnej młodzieży, że obecny rząd będzie używał siły wobec każdej radykalnej akcji. W relacji zamieszczonej na łamach „Antymantyki”, pisma regionalnego FMW czytamy także:
„(...) Następnie zadawano mu pytania. Już pierwszemu z młodych ludzi zadającemu kłopotliwe pytanie L. Wałęsa zarzucił, że jest agentem SB. Na dalsze kłopotliwe pytania odpowiadał podobnie. Zarzucał pytającym, że mają „żółte papiery”, że biorą od niego pieniądze, z których rzekomo nie rozliczają się. W odpowiedzi grupa młodzieży zaczęła skandować hasła: „Przepraszamy, że żyjemy”, „Solidarność bez Wałęsy” i „Czauczesku”. Rozległy się również gwizdy. Zapytano ks. H. Jankowskiego, kim są wspomniani przez niego w kazaniu rzekomi prowodyrzy takich akcji jak zajęcie budynku KW PZPR. Ks. H. Jankowski zarzucił brak kultury politycznej, lecz na postawione pytanie nie odpowiedział. Oto jedna z wypowiedzi osób zebranych na placu:
- Zarzucił ksiądz młodzieży brak kultury politycznej, a przecież to Lech Wałęsa dał zły przykład zarzucając już pierwszemu z pytających, że jest ubekiem. To właśnie świadczy o złej kulturze politycznej panie Wałęsa. Zarzuca pan młodzieży, że jest radykalna i przeszkadza w pracy pańskiego sztabu. Ale wcześniej, gdy nie był Pan jeszcze w tym sztabie, to zależało panu na tym, by młodzież była radykalna. Teraz, gdy na jej plecach wszedł pan do tego sztabu, gdy dogaduje się pan z komunistami, gdy pańskimi doradcami są byli komuniści i emigranci z komunizmu, to chciałby pan młodzież uspokoić, aby w układach z komunistami panu nie przeszkadzała. Niedawno, ogłosił pan oświadczenie atakujące były rząd M. Rakowskiego. A niech pan sobie przypomni swoją wcześniejsza wypowiedź w „Rudym Kocie” (znany lokal w Gdańsku – przyp. autora), gdzie powiedział pan - nie ma takiej siły w Polsce, która mogłaby lepiej pokierować krajem niż ówczesne władze, i że tylko fanatycy i demagodzy mogą mówić inaczej (wypowiedź nawiązuje do spotkania L. Wałęsy z ZSMP – przyp. autora). Premierem był wówczas M. Rakowski. Niech pan się zdecyduje panie Wałęsa, za kim pan jest: za Rakowskim, czy przeciw Rakowskiemu?
Zdenerwowany L. Wałęsa odpowiedział: - Na pewno nie za Tobą. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Cytowaną relację kończył komentarz redakcyjny: kiedy L. Wałęsa był w opozycji M. Rakowski zarzucał mu, że nie ma programu, że jego działalność jest destrukcyjna itd. Czy nie widzi on dzisiaj tego, że używa on wobec nas tych samych zarzutów, jakich Rakowski używał przeciw niemu?
(za: Relacja: „W tydzień po zajęciu KW PZPR”, „Antymantyka” str. 3, pismo FMW Region Pomorze Wschodnie, Gdynia nr 29 z 25 lutego 1990).
Do podobnych w swojej wymowie utarczek słownych Lecha Wałęsy z młodzieżą dochodziło pod kościołem św. Brygidy, w tamtym przełomowym okresie 1988/1990 bardzo często. Młodzież ochrzciła go wtedy przezwiskiem „ponton” zarzucając, że: „na pontonie nawet komuna nie utonie”, oskarżała o zaprzepaszczenie ideałów „Solidarności” i dogadywanie się kosztem społeczeństwa z komunistami. W odpowiedzi Wałęsa jako strażnik nowego porządku oznajmił, że jeśli młodzież nadal będzie zachowywać się nieodpowiedzialnie, to: „sam stanie z pasem i będzie lał w dupę”. W odpowiedzi na murach pojawiło się nowe hasło: „Mazowiecki musi odejść”, a na uroczystościach z okazji X- lecia „Solidarności” ulotka sygnowana przez FMW pt. „Kto dzisiaj obłudnie świętuje?”.
Polecam również wywiad z dr hab. Sławomirem Cenckiewiczem w programie Pod Prąd dla TV Puls, który mówi m.in. o osobistych doświadczeniach związanych z zajęciem KW PZPR patrz poniżej:

Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum Autora]

czwartek, 14 stycznia 2010

S.Cenckiewicz: Bój to będzie ostatni

W Gdańsku na Wydziale Historycznym UG (sala 1.43) odbędzie się dzisiaj (godz. 12.00 – 18.00) konferencja oraz pokaz filmu pt. „Wojna o akta”, poświęcone okupacji budynku KW PZPR z początku 1990 r. oraz burzliwemu okresowi przejmowania archiwaliów rozwiązanej PZPR. Aby przenieść się w tamtą rzeczywistość, polecam fragmenty opracowania dr Sławomira Cenckiewicza poświęcone tamtym wydarzeniom, zawarte w jego książce pt. Oczami Bezpieki.

darmowy hosting obrazków
Częścią konferencji jest pokaz dotąd nie emitowanego materiału filmowego, przedstawiający okupację budynku KW PZPR w Gdańsku, jego fragmenty dostępne są już w Internecie, patrz tutaj.
Organizatorami konferencji są Stowarzyszenie Federacji Młodzieży Walczącej wraz z Oddziałowym Biurem Edukacji Publicznej IPN w Gdańsku, Stowarzyszeniem Archiwistów Polskich (Oddział w Gdańsku) oraz Wydziałem Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Wstęp wolny.
Sławomir Cenckiewicz, znany jest Czytelnikom przede wszystkim z wydanej wspólnie Piotrem Gontarczykiem, głośnej książki - SB a Lech Walęsa. Przyczynek do biografii (Wydawnictwo IPN, Gdańsk-Warszawa-Kraków 2008). Kilka lat pracował w Instytucie Pamięci Narodowej, gdzie w ramach swoich obowiązków służbowych opracował m.in. książkę pt. „Oczami Bezpieki. Szkice i materiały z dziejów aparatu bezpieczeństwa PRL” (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2004). Jeden z rozdziałów tej książki zat. „Dość paktów z czerwonymi” poświęcony jest działalności Federacji Młodzieży Walczącej, w tym także zajęciu KW PZPR w Gdańsku.
Sławomir Cenckiewicz, przed 20 laty działacz FMW, obecnie niezależny historyk i publicysta w wywiadzie dla TV Puls w programie Pod Prąd, patrz poniżej:


Odsłona pierwsza - ostatni zjazd PZPR (Warszawa)
Kulminacja konfliktu środowisk opozycyjnych, w tym Federacji Młodzieży Walczącej z rządem Mazowieckiego i układem Okrągłego Stołu przypadła na styczeń 1990 r. Jego pierwsza odsłona miała miejsce przy okazji ostatniego zjazdu PZPR w Sali Kongresowej w Warszawie w sobotę, w dniu 27 stycznia 1990 r. Wtedy to do stolicy Polski zjechało kilkudziesięciu przedstawicieli FMW z kraju, którzy mieli zamiar wziąć udział w manifestacji pod Pałacem Kultury i Nauki. Wszystko zaczęło się ok. godz. 17-tej, kiedy pod pałacem doszło do pierwszych przepychanek z milicjantami chroniącymi zjazdowiczów. Rozrzucono ulotki z jakże wymowną treścią:
„W lutym ubiegłego roku w wyniku obrad okrągłego stołu (czytaj Targowicy) tzw. konstruktywna opozycja uzurpująca sobie prawo reprezentowania całego społeczeństwa zawarła z komunistami kontrakt zapewniający im utrzymanie władzy. W wyniku panującej przed i w czasie wyborów (35 proc.) psychozy Solidarnościowej ekipa Wałęsy otrzymała od ponad połowy społeczeństwa kredyt zaufania, który od dnia ich zakończenia z premedytacją wręcz defrauduje […] Front antykomunistyczny prowadzić będzie bezkompromisową walkę z pozostałościami komunizmu w Polsce. Demaskować będziemy dzisiejsze poczynania ludzi odpowiedzialnych za ostatnie 45 lat, jak i ich spadkobierców politycznych”.

darmowy hosting obrazków
Potem były okrzyki – „Precz z komuną”, „FMW”, „Jaruzelski pies sowiecki”, „Znajdzie się pała na d…. generała”, „Mazowiecki musi odejść” itd. Spłonęły pierwsze czerwone flagi okalające Salę Kongresową. Wreszcie szturm na milicję. Temu spektaklowi przyglądali się licznie zgromadzeni wokół okien Sali Kongresowej delegaci PZPR, którzy nie szczędzili manifestantom obraźliwych gestów. Cel demonstrantów był jasny – wtargnąć do Sali Kongresowej. Jednak nic z tego nie wyszło.
Władze skrupulatnie przygotowały się do ochrony zjazdu PZPR. Postawiły w stan gotowości ok. 3 tys. funkcjonariuszy MO. Wyposażone w nowe mundury i sprzęt jednostki milicyjne, przemianowane już wówczas z ZOMO na OPMO (Oddziały Prewencji Milicji Obywatelskiej) sprawnie wkroczyły do akcji i po kilkunastu minutach regularnej bitwy (spłonęła nawet milicyjna „suka”) pod pałacem zdołały zepchnąć demonstrantów w okolice Dworca Centralnego, ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Walki w różnych miejscach śródmieścia trwały prawie do 22.00. Po niedzieli wielu dziennikarzy i polityków skarżyło się na brutalność milicji. Jednak bez efektu. Dziennikarz „Kuriera Polskiego” Igor Śnieciński pisał:
„Dwóch umundurowanych osiłków, którzy najpierw do spółki z innymi dwoma kolegami obili korespondenta japońskiej gazety dobrało się również do mnie. Uzbrojeni po zęby nie reagowali na żadne argumenty. Nigdy nikt nie uśmiechał się do mnie tak serdecznie jak ten duet, który wywichnął mi łokieć, skatował nerki i potłukł flesz wartości 150 dolarów. Nikt dotąd masakrując mnie nie szeptał jak modlitwę: »Zabiję cię skurwysynu!«. Krew z twarzy tłuczonego opodal dzieciaka zaplamiła socrealistyczną kostkę przed wejściem do Sali Kongresowej. Idzie na lepsze!” (Patrz: I. Śnieciński, przepraszam czy tu jeszcze biją?, „Kurier Polski”, 29 stycznia 1990).
Odsłona druga – zajęcie KW PZPR (Gdańsk)
Na drugą odsłonę – tym razem regionalną – trzeba było czekać zaledwie kilkanaście godzin. Nazajutrz po powrocie z Warszawy, w dniu 29 stycznia 1990 r. po Mszy św. w kościele św. Brygidy doszło do spontanicznej manifestacji. Po krótkich przemówieniach liderów FMW uformował się pochód, który ruszył pod Komitet Wojewódzki PZPR. Do budynku bez przeszkód weszli manifestanci i opanowali go w celu zapobieżenia niszczeniu dokumentów, o czym w tym czasie krążyło w Gdańsku wiele plotek.
Niemal od razu po wejściu do gmachu KW PZPR wszystkie informacje o zaawansowanym procesie likwidacji dokumentacji partyjnej się potwierdziły. W kotłowni znaleziono hałdy zmielonych oraz dopalających się akt PZPR. Okazało się, że na ostatnim piętrze „urzędują” zabarykadowani działacze KW, którzy przez komin wrzucali przeznaczone do „wybrakowania” dokumenty, a te, po dotarciu do kotłowni mielono w specjalnej maszynie i palono w piecu. Ten żałosny widok jeszcze bardziej zradykalizował nastroje wśród federacyjnej młodzieży. Jeden z worków wystawiono na zewnątrz budynku. „Niech ludzie zobaczą, jak partia zaciera ślady” – mówiono. (Patrz: B. Madajczyk-Krasowska, J. Fetor, Młodzież z partią się rozlicza, „Tygodnik Gdański”, 4 lutego 1990).
Sławomir Cenckiewicz, mówi m.in. o osobistych doświadczeniach związanych z zajęciem KW PZPR, w wywiadzie dla TV Puls w programie Pod Prąd, patrz poniżej:


Obiekt został zabezpieczony przez Komitet Okupacyjny, do którego weszli przedstawiciele kilku organizacji: FMW, PPN, Niepodległościowej Partii „Solidarność” oraz KPN. Powołano służby porządkowe mające zabezpieczyć mienie społeczne. Nawet PZPR-owski „Głos Wybrzeża” napisał później, że: „demonstranci zachowali dyscyplinę i powstrzymali się od wszelkich aktów wandalizmu. Klucze do wszystkich pomieszczeń zapakowano do worka i schowano. Na korytarzach stały warty, które nie dopuszczały innych osób powyżej pierwszego piętra”. W międzyczasie do budynku przyjechał ówczesny prezydent Gdańska Jerzym Pasiński, który powołując się na naciski ze strony rządu (wymieniał zwłaszcza ministrów Aleksandra Halla i Jacka Ambroziaka) próbował wynegocjować pokojowe opuszczenie gmachu PZPR (Patrz: C. Mączka, Niespokojna noc. Odbicie budynku KW PZPR, „Głos Wybrzeża”, 29 I 1990).
Prezydent Pasiński ubolewał „nad tym, co się stało”, nawoływał do wyjścia, prosił też żeby nie ośmieszać symboli PZPR wystawianych na widok publiczny (chodziło m. in. o wystawienie na balkonie popiersia Lenina, któremu założono na głowę czapkę i transparent z napisem „Młodzież z partią się rozliczy”). Do KW PZPR mógł wejść praktycznie każdy. A że była to okazja bez precedensu chętnych było wielu, stąd należało ustawić przy wejściu straż i wpuszczać tylko niektórych. Pod budynkiem natomiast zebrał się kilkuset osobowy tłum manifestujący swą solidarność z okupującą budynek młodzieżą.
W międzyczasie KW odwiedzili też dwaj posłowie OKP – Czesław Nowak i Edmund Krasowski – którzy w odróżnieniu od Pasińskiego nie mieli zamiaru reprezentować rządu i nawoływać do natychmiastowego opuszczenia gmachu. Raczej sprzyjali akcji młodzieży, a przerażeni widokiem zniszczonych dokumentów rozkładali ręce mówiąc, że nie wiele w tej sprawie mogą zrobić (chodziło o powstrzymanie procesu niszczenia akt PZPR i SB w całym kraju).

darmowy hosting obrazków
Jednak to dzięki obecności Nowaka i Krasowskiego ustalono wstępne porozumienie – zostanie powołana specjalna Komisja nadzorująca przekazanie gmachu i dokumentacji społeczeństwu. Prezydent Gdańska zgodził się wezwać straż miejską, która wspólnie z okupującymi zabezpieczy mienie i akta. W poniedziałek, o 7-ej rano w gabinecie prezydenta miała zebrać się społeczna komisja, złożona z posłów OKP i przedstawicieli młodzieży, która w oparciu o rządowy projekt dotyczące przejęcia majątku PZPR miała zastanowić się nad dalszymi losami dawnej siedziby KW PZPR. (Patrz: B. Madajczyk-Krasowska, J. Fetor, Młodzież z partią się rozlicza, „Tygodnik Gdański”, 4 lutego 1990).
Jednakże w kwadrans później, po telefonicznym skontaktowaniu się z rządem, prezydent Pasiński zmienił zdanie i zakomunikował decyzję premiera Mazowieckiego: jeśli w ciągu godziny budynek nie zostanie oddany w ręce władz, to zostanie on siłą odbity przez jednostki MO. Około godziny 23-tej do budynku wtargnęło OPMO i wspierająca je brygada antyterrorystyczna komandosów uzbrojona w topory, kastety, bagnety i broń maszynową. (Patrz: C. Mączka, Niespokojna noc. Odbicie budynku KW PZPR, „Głos Wybrzeża”, 29 I 1990). Po kilkunastu minutach budynek wrócił do rąk byłych członków PZPR, a na zewnątrz doszło do spontanicznej manifestacji, która w okolicach Dworca Głównego PKP została szybko rozpędzona przez milicję. W wydanym nazajutrz wspólnym oświadczeniu FMW, PPN i NPS czytamy:
„Rząd Mazowieckiego wydając podobny rozkaz [odbicia budynku PZPR – przyp. S. C.] stanął przeciwko dążeniom własnego narodu, przedkładając obronę partykularnych interesów przestępczej partii ponad oczywiste dobro społeczne. Dzięki interwencji sytuacja »unormowała się« a kominy dalej dymią nad KW i innymi obiektami. Protestujemy przeciwko szkalowaniu okupujących przez część tendencyjnie nastawionych środków masowego przekazu”.

darmowy hosting obrazków
Do krytyków młodzieży w tym czasie ponownie dołączył Lech Wałęsa, który w dniu 14 lutego 1990 r. pod kościołem św. Brygidy krzyczał, że wybryki radykalnej młodzieży zmuszają rząd Mazowieckiego do użycia siły. Znów pojawiły się te same „argumenty” – „brak kultury politycznej, „nie rozliczacie się z pieniędzy, które wam daje”, „jesteście agentami bezpieki”… (Patrz: W tydzień po zajęciu KW PZPR, „Antymantyka. Pismo Federacji Młodzieży Walczącej”, nr 29, Gdynia, 25 lutego 1990).
Epilog
Paradoksalnie zajęcie gmachu KW jeszcze raz, po raz ostatni zjednoczyło wszystkich członków Federacji – zarówno tych, którzy przed niespełna rokiem bojkotowali „czerwcowy plebiscyt”, jak i tych, którzy wierzyli wówczas w „drużynę Lecha”. Wydarzenia ze stycznia 1990 r. zamykały pewną epokę – w symboliczny sposób kończyły nie tylko rok 1989, ale i całą epopeję walki niezłomnych z Federacji Młodzieży Walczącej o wolność i niepodległość Polski. Bez względu na to jak dziś oceniamy tamten radykalizm „młodzieży walczącej” warto pamiętać, że nie wypływał on z koniunkturalizmu i chęci wskoczenia na stołek, ale z autentycznego umiłowania Ojczyzny i pragnienia wolności.
Klimat przełomu lat 1989/1990 oddają też w jakiś sposób dokumenty odnalezione w Instytucie Pamięci Narodowej. Zwłaszcza jeden, z którego wynika, że jeszcze w końcu maja 1990 r. już nie Wydział III Służby Bezpieczeństwa a Urząd Ochrony Konstytucyjnego Porządku Państwa (formalnie istniał już wówczas Urząd Ochrony Państwa, którego szefem został Krzysztof Kozłowski) rozpracowywał trójmiejską FMW. „Prowadzone przez nią akcje mają coraz mniejszy rezonans społeczny. Działalność FMW ulegnie prawdopodobnie całkowitemu zanikowi” – napisał kończący Sprawę Operacyjnego Rozpracowania kryptonim „Federacja” funkcjonariusz UOKPP ppłk Andrzej Kuziała z WUSW w Gdańsku (Patrz: AIPN Gd, 0027/3839, t. 4, Wniosek ppłk Andrzeja Kuziały, Naczelnika Urzędu Ochrony Konstytucyjnego Porządku Państwa w Gdańsku, o zakończenie Sprawy Operacyjnego Rozpracowania kryptonim „Federacja”, Gdańsk, 26 V 1990 r., k. 102).
Całość za: S. Cenckiewicz, „Dość Paktów z Czerwonymi” w: „Oczami Bezpieki”, Arcana, Kraków 2004, ss. 542-547.
Polecam również tekst pt. W rocznicę zajęcia KW PZPR, patrz tutaj.
Opracował: Mariusz A. Roman
[Fot. M. Roman oraz Archiwum Autora]

wtorek, 12 stycznia 2010

W rocznicę zajęcia KW PZPR

W czwartek, 14 stycznia 2010 br. odbędzie się w Gdańsku na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego (sala 1.43) konferencja oraz pokaz filmu pt. „Wojna o akta”. Konferencja zorganizowana została w celu upamiętnienia wydarzeń z początku 1990 r. związanych z okupacją budynku KW PZPR w Gdańsku, a także burzliwego okresu przejmowania archiwaliów rozwiązanej PZPR przez archiwa państwowe.

darmowy hosting obrazków
Częścią konferencji jest pokaz dotąd nie emitowanego materiału filmowanego, przedstawiający samą okupację budynku KW PZPR w Gdańsku. W trakcie spotkania zostaną zaprezentowane relacje osób, które brały udział w okupacji gmachu KW PZPR oraz w negocjacjach czy zabezpieczaniu dokumentacji i przejmowaniu archiwaliów PZPR do Archiwum Państwowego w Gdańsku.
Program konferencji:
12:00-12:10 - Wprowadzenie, przywitanie gości i prowadzących dr hab. prof. UG Grzegorz Berendt. Całość prowadzą Lech Parell (Dziennik Bałtycki) oraz Marek Wałuszko (TVP Gdańsk);
12:10-12:25 - Prezydent Miasta Gdańska, Przedstawiciel Uniwersytetu Gdańskiego, Naczelnik OBEP IPN Oddział w Gdańsku, Przedstawiciel Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”;
12:25 - 12:45 - PZPR w ostatnich miesiącach istnienia (Antoni Dudek – UJ, IPN);
relacje
12:45 - 12:50 - Słowo wstępne przed filmem - Marek Fila (autor filmu dokumentalnego - SFMW);
12:50 - 13:20 - Pokaz filmu dokumentalnego z zajęcia budynku KW PZPR w dniu 28 stycznia 1990 roku;
13:20 - 13:40 - Relacja uczestnika zajęcia budynku KW PZPR w Gdańsku - Robert Kwiatek (SFMW);
13:40 - 14:00 - Relacja uczestnika wydarzeń- Sławomir Numann (wówczas działacz KPN, współorganizator okupacji Komitetu Miejskiego PZPR w Starogardzie Gdańskim, uczestnik okupacji KW PZPR w Gdańsku);
14:00 - 14:20 - Relacja uczestnika wydarzeń Jacek Starościak (wówczas Dyrektor Biura poselsko Senatorskiego OKP, Prezydent Miasta Gdańska 1990-1991);
14:20 – 14:40 - Relacja uczestnika wydarzeń - Czesław Nowak (wówczas poseł OKP, uczestnik rozmów z okupującymi budynek KW PZPR);
14:40 – 15:00 - „Wojna o akta” KW PZPR w Gdańsku, ich zabezpieczenie i przejmowanie - Stanisław Flis (SAP, IPN);
15:00 – 15:20 – przerwa na kawę;

darmowy hosting obrazków
podsumowania
15:20 - 15.40 - Kompletność uporządkowanych akt KW PZPR i ich wykorzystanie do badań naukowych. Beata Szmytkowska (AP Gdańsk, SAP);
15.40 - 16:00 - Dokumentacja fotograficzna gdańskiego KW PZPR w zbiorach Archiwum Państwowego w Gdańsku - Joanna Obin (AP Gdańsk);
16:00 - 16:20 - Ślad pozostał w aktach...Garść uwag wynikających z lektury wybranych akt osobowych działaczy KW PZPR w Gdańsku. Piotr Brzeziński - (IPN Gdańsk);
16:20 - 16:40 - Artefakty i pamiątki po KW PZPR zgromadzone przez Muzeum Historyczne Miasta Gdańska. Janusz Dargacz (MHMG);
16:40 - 17:20 - Debata po referatach, dyskusja, pytania z sali.
Pierwotnie planowany był panel dyskusyjny większego grona osób uczestniczących w zajęciu budynku KW PZPR w styczniu 1990 roku. Wycofano się jednak z tego projektu i wydaje się, że ze szkodą dla procesu odkrywania prawdy o tamtych wydarzeniach.
Organizatorami konferencji są: Stowarzyszenie Federacji Młodzieży Walczącej wraz z Instytutem Pamięci Narodowej (oddział w Gdańsku), Stowarzyszeniem Archiwistów Polskich (oddział w Gdańsku) oraz Wydział Historyczny Uniwersytetu Gdańskiego.
Krótka relacja uczestnika wydarzeń
Pod koniec lat 80-tych dojrzewało pokolenie, które nie przyjmowało do wiadomości, że z czerwonymi można uprawiać jakikolwiek dialog. „Dość paktów z czerwonymi” to było hasło noszone na gdyńskim transparencie FMW. Nie akceptowaliśmy idei okrągłego stołu oraz porozumienia z komunistami. Byliśmy wtedy wierni rządowi polskiemu na uchodźstwie i wspólnie z SW oraz Polską Partią Niepodległościową zorganizowaliśmy w Trójmieście bojkot koncesjonowanych wyborów. Bardzo wymownym akordem było zajęcie w styczniu 1990 r. budynku KW PZPR w Gdańsku, w wyniku którego ujawniliśmy fakt niszczenia partyjnych archiwów. Po kilkugodzinnej okupacji budynku, zostaliśmy jednak rozpędzeni na polecenie rządu Mazowieckiego przez jednostki MO i antyterrorystów.

darmowy hosting obrazków
W tydzień później, do naszych adwersarzy dołączył także Lech Wałęsa, który zarzucał nam działanie na szkodę kraju. Po mszy, w kościele św. Brygidy (4 lutego 1990 roku), na dziedzińcu przed budynkiem parafialnym przemawiając do kilkuset osób, Wałęsa m.in. tłumaczył a jednocześnie groził ówczesnej młodzieży, że obecny rząd będzie używał siły wobec każdej radykalnej akcji. W relacji zamieszczonej na łamach „Antymantyki”, pisma regionalnego FMW czytamy także:
„(...) Następnie zadawano mu pytania. Już pierwszemu z młodych ludzi zadającemu kłopotliwe pytanie L. Wałęsa zarzucił, że jest agentem SB. Na dalsze kłopotliwe pytania odpowiadał podobnie. Zarzucał pytającym, że mają „żółte papiery”, że biorą od niego pieniądze, z których rzekomo nie rozliczają się. W odpowiedzi grupa młodzieży zaczęła skandować hasła: „Przepraszamy, że żyjemy”, „Solidarność bez Wałęsy” i „Czauczesku”. Rozległy się również gwizdy. Zapytano ks. H. Jankowskiego, kim są wspomniani przez niego w kazaniu rzekomi prowodyrzy takich akcji jak zajęcie budynku KW PZPR. Ks. H. Jankowski zarzucił brak kultury politycznej, lecz na postawione pytanie nie odpowiedział. Oto jedna z wypowiedzi osób zebranych na placu:
- Zarzucił ksiądz młodzieży brak kultury politycznej, a przecież to Lech Wałęsa dał zły przykład zarzucając już pierwszemu z pytających, że jest ubekiem. To właśnie świadczy o złej kulturze politycznej panie Wałęsa. Zarzuca pan młodzieży, że jest radykalna i przeszkadza w pracy pańskiego sztabu. Ale wcześniej, gdy nie był Pan jeszcze w tym sztabie, to zależało panu na tym, by młodzież była radykalna. Teraz, gdy na jej plecach wszedł pan do tego sztabu, gdy dogaduje się pan z komunistami, gdy pańskimi doradcami są byli komuniści i emigranci z komunizmu, to chciałby pan młodzież uspokoić, aby w układach z komunistami panu nie przeszkadzała. Niedawno, ogłosił pan oświadczenie atakujące były rząd M. Rakowskiego. A niech pan sobie przypomni swoją wcześniejsza wypowiedź w „Rudym Kocie” (znany lokal w Gdańsku – przyp. autora), gdzie powiedział pan - nie ma takiej siły w Polsce, która mogłaby lepiej pokierować krajem niż ówczesne władze, i że tylko fanatycy i demagodzy mogą mówić inaczej (wypowiedź nawiązuje do spotkania L. Wałęsy z ZSMP – przyp. autora). Premierem był wówczas M. Rakowski. Niech pan się zdecyduje panie Wałęsa, za kim pan jest: za Rakowskim, czy przeciw Rakowskiemu?

darmowy hosting obrazków
Zdenerwowany L. Wałęsa odpowiedział: - Na pewno nie za Tobą. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Cytowaną relację kończył komentarz redakcyjny: kiedy L. Wałęsa był w opozycji M. Rakowski zarzucał mu, że nie ma programu, że jego działalność jest destrukcyjna itd. Czy nie widzi on dzisiaj tego, że używa on wobec nas tych samych zarzutów, jakich Rakowski używał przeciw niemu?
(za: Relacja: „W tydzień po zajęciu KW PZPR”, „Antymantyka” str. 3, pismo FMW Region Pomorze Wschodnie, Gdynia nr 29 z 25 lutego 1990).
Do podobnych w swojej wymowie utarczek słownych Lecha Wałęsy z młodzieżą dochodziło pod kościołem św. Brygidy, w tamtym przełomowym okresie 1988/1990 bardzo często. Młodzież ochrzciła go wtedy przezwiskiem „ponton” zarzucając, że: „na pontonie nawet komuna nie utonie”, oskarżała o zaprzepaszczenie ideałów „Solidarności” i dogadywanie się kosztem społeczeństwa z komunistami. W odpowiedzi Wałęsa jako strażnik nowego porządku oznajmił, że jeśli młodzież nadal będzie zachowywać się nieodpowiedzialnie, to: „sam stanie z pasem i będzie lał w dupę”. W odpowiedzi na murach pojawiło się nowe hasło: „Mazowiecki musi odejść”, a na uroczystościach z okazji X-lecia „Solidarności” ulotka sygnowana przez FMW pt. „Kto dzisiaj obłudnie świętuje?”.
Polecam również tekst dr Sławomira Cenckiewicza pt. „Dość Paktów z czerwonymi”, OBEP IPN Gdańsk, Biuletyn Pamięci Narodowej nr 4 (39) kwiecień 2004, str. 33-34, patrz tutaj.
Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum Autora]

piątek, 24 kwietnia 2009

Wałęsa naprawdę działał w symbiozie z komuną

„- Może niezręcznie kogoś wsypałem, ale nie byłem agentem” – ta nieoczekiwana deklaracja samego Lecha Wałęsy z końca ubiegłego tygodnia, spowodowała zmianę optyki, wśród osób broniących w dyskursie publicznym byłego prezydenta. We wczorajszym wywiadzie zamieszczonym na łamach „Rzeczpospolitej”, pod jakże wymownym tytułem „Wałęsa naprawdę wykiwał komunę” Arkadiusz „Aram” Rybicki, poseł oraz przewodniczący PO w Gdańsku, mówi m.in.: „ - To człowiek, który wykiwał komunę. Kroki w bok, o których mówiłem, wszelkie jego błędy, są całkowicie marginalne i drugorzędne”.
Jednocześnie Arkadiusz Rybicki gloryfikuję przywódcę „Solidarności”, wypowiadając się kilkakrotnie, niejako w imieniu całej gdańskiej opozycji. Jak choćby w tym fragmencie: „- A jednocześnie nocą przychodzimy my (do Lecha Wałęsy – przypis autora), ludzie gdańskiej opozycji, i w tym samym mieszkaniu odbywamy narady”. Wystawiając zarazem nie najlepsze świadectwo nie tylko gdańskiej opozycji, ale i wszystkim uczciwym ludziom żyjącym w PRL, stwierdza bowiem m.in.: „- Takie czy inne gratyfikacje z powodu współpracy z systemem komunistycznym mieli wszyscy obywatele PRL. Przecież żyliśmy w tamtym kraju”. Określając zasady, na jakich powinno pisać się dzisiaj o Wałęsie, autor zgadza się, że wcale nie trzeba pisać tylko w sposób hagiograficzny. Dodając jednocześnie: „- Trzeba tylko sięgnąć do rozmaitych źródeł, które ukażą całą jego osobowość. A nie tylko babrać się w ubeckich papierach. Warto porozmawiać z ludźmi, którzy znali Wałęsę”.

darmowy hosting obrazków

Zachęcony ostatnim stwierdzeniem posła Rybickiego, jako że mam własne doświadczenia (patrz tutaj) z Lechem Wałęsą, a w tzw. opozycji (nie lubię tego określenia gdyż opozycja to działalność w systemie demokratycznym, a nie totalitarnym) działałem dość intensywnie, zwłaszcza w drugiej połowie lat 80-tych i to także w Trójmieście. Wcale nie posiłkując się „ubeckimi papierami”, a jedynie prasą podziemną wydawaną wtedy, przez niezależne i działające w konspiracji organizacje młodzieżowe, pragnąłbym także odnieść się do przedmiotu omawianego w wywiadzie z Arkadiuszem Rybickim.
Jaką Wałęsa prowadził grę?
Mówiąc o Wałęsie z początku lat 1970, poseł Rybicki wspomina: „- Był złamanym, zastraszonym człowiekiem. Człowiekiem, który prowadził grę z komuną. Grę, którą wygrał”. Tyle tylko, że obraz Lecha Wałęsy z tamtych lat zaczerpnięty choćby tylko z jego własnej autobiografii pt. „Droga Nadziei” rysuje się zgoła inaczej. Zwłaszcza opis wydarzeń z grudnia 1970 roku, któremu poświęcony został jeden rozdział tej książki, daje dużo do myślenia. Zwróciła uwagę na ten przyczynek, w swojej recenzji tej autobiografii p. Wiesława Kwiatkowska, znana badaczka wydarzeń z grudnia 1970 na Wybrzeżu, a w latach 1980-1981 członek sekcji historycznej przy Zarządzie Regionu „Solidarności” w Gdańsku. Czytamy w jej końcowym podsumowaniu m.in.: darmowy hosting obrazków
„(...) Wyobraźmy sobie, że robotnik ubrany w kufajkę i stoczniowy kask (we wtorek, około południa, mąż przyszedł na chwilę do domu (...) Był w kasku, roboczym drelichu i kufajce – mówi D. Wałęsowa) znalazł się razem z wycofującym się oddziałem funkcjonariuszy w budynku komendy. Załóżmy, że zamiast od razu go skopać, zamykają w celi, bo nie mają czasu na błahostki – to można byłoby zrozumieć. Jak jednak wytłumaczyć, że nie tylko go nie izolują, ale:
  1. Odpowiadają na pytanie: „kto tu dowodzi”;
  2. Prowadzą do gabinetu dowodzenia;
  3. Podają tubę, żeby przemówił do zgromadzonego tłumu (nie wiedzą przecież, co powie, może to jakiś desperat, który zamierza dać hasło do ataku?);
  4. Ulegają argumentacji anonimowego stoczniowca (polegającej na: „(...) przyszliśmy po naszych. Jeśli zostaną zwolnieni, zakończy się spokojnie, bo my nie chcemy walki”) i upoważniają go do oświadczenia przez tubę, że „milicja zgadza się wypuścić naszych i nie będzie z nimi walczyć”.

Gdyby nie to, że są świadkowie, którzy Wałęsę w oknie KM MO widzieli, sądziłabym, że sobie to wszystko wymyślił. Tylko, po co? Aby udowodnić, że niemal od urodzenia był „non violans”? Być może, ale uwierzy w to chyba tylko nie znający naszego systemu rządzenia czytelnik z zachodu.

(...) Wycofawszy się z komendy („zrozumiałem, że tę akcję przegrałem”), odpocząwszy nieco w domu, włącza się ponownie do akcji. (...) I znowu trudno zrozumieć, dlaczego, zamiast podejść do jedzących i pijących zrabowane artykuły robotników (mówi o nich „wiara”, więc są to robotnicy) i – posiadając taki dar przekonywania, że ulega mu nawet ZOMO – nakłonić, aby zachowali się tak, jak według niego powinni, spieszy do milicjantów? Spotkany w komendzie major rozmawia z nim jak równy z równym, wskazuje mu dowodzącego akcją cywila, ten pokazuje Wałęsie przygotowania do walki i pyta, jak ma dalej postępować. Wreszcie przekonany argumentacją – „Polak do Polaka będzie strzelał?”, wstrzymuję akcję.

Wszystko to jest trudne do pojęcia. Nawet zakładając, że trzy lata wystarczy, człowiekowi przybyłemu z wiejskiego POM-u (miał lat 24, gdy w 1967 r. rozpoczął pracę w Stoczni Gdańsk) na wżycie się w nowe środowisko, nie był powszechnie znany – stocznia zatrudniała ponad 18 tysięcy ludzi. Ze szczególną zawziętością represjonowano przy tym w grudniu 1970 roku stoczniowców - bo pierwsi zaczęli, należało więc dać im nauczkę. Rozwiązano wtedy tylko dwa zakłady - właśnie stocznie (gdańską i gdyńską) i przyjmowano na nowo tylko „zweryfikowanych”. Jak więc zrozumieć sposób traktowania Wałęsy przez milicję? Nie podejmuję się tego wyjaśnić”.

(Całość, tej jakże wymownej recenzji została opublikowana m.in. we wspólnym, specjalnym wydaniu dwóch pism bezdebitowych: „Solidarność i Niepodległość” nr 2, pismo Niepodległościowej Partii „Solidarność” oraz „Antymantyka” nr 30, pismo Federacji Młodzieży Walczącej. Specjalny numer tych dwóch pism nosił nieprzypadkowo datę 20 marca 1990 roku, w tym bowiem dniu Senat UG postanowił o wręczeniu doktoratu honoris causa – Lechowi Wałęsie. I jak czytamy w jego zapowiedzi: „powstał w wyniku buntu studentów UG” na wręczenie tego wyróżnienia Wałęsie. Był on następnie masowo kolportowany na gdańskim uniwersytecie, m.in. podczas uroczystości nadania doktoratu Wałęsie, w auli Wydziału Ekonomiki Transportu UG. )

Pani Kwiatkowska w cytowanej powyżej recenzji stawiała kilka zasadniczych pytań, czyżby odpowiedź na nie miała uzmysłowić nam, jaką to grę, naprawdę prowadził z komuną Wałęsa? Dodać należy, że dziwne rzeczy wokół samego Wałęsy, działy się również w latach następnych. Widzimy m.in. jego postać na zdjęciu w otoczeniu Edwarda Gierka, podczas spotkania z robotnikami stoczni im. Lenina w Gdańsku w 1971 roku, publikowanym nader często w PRL-owskiej prasie.

Wielu, znane jest również zdjęcie z roku 1981 dokumentujące zażyłość części kierownictwa ówczesnej Solidarności z władzami komunistycznymi. Przedstawia ono m.in. tow. Henryka Jabłońskiego (wówczas przewodniczącego Rady Państwa), który dzieli się z Lechem Wałęsą swoją porcją koniaku w ten sposób, że ze swojego kieliszka przelewa koniak do kieliszka trzymanego przez Lecha Wałęsę. Taki gest mógł świadczyć jedynie o szczególnej zażyłości, wręcz zbrataniu się Wałęsy z najwyższym dostojnikiem komunistycznym w PRL.

Czy w kontekście przedstawionych powyżej faktów, zasadnym jest twierdzenie, że Wałęsa był kiedykolwiek złamanym i zastraszonym człowiekiem? Czy nie wyłania się czasami obraz człowieka bardzo pewnie poruszającego się, działającego w komunistycznej rzeczywistości. Działającego w ten sposób, na jaki nie pozwolono by wtedy nikomu innemu.

Gra z SB, grą w bambuko

Gra w bambuko polega na tym, że nie ma w niej żadnych reguł. Wytrawny gracz próbuje w niej oszukać swoich partnerów, na wszelkie możliwe sposoby. Niczym innym, jak prowadzeniem właśnie takiej gry w bambuko, były wszelkie dobrowolne kontakty z SB w czasach komunistycznych. Z kontaktów tych, korzyści mogły jedynie odnieść służby, a w rezultacie władza komunistyczna w Polsce. Tymczasem, poseł Rybicki wspominając o Wałęsie mówi także, że: „- Ta biografia jest bowiem kwintesencją biografii wielu ludzi, którzy żyli w PRL”. Tylko, do jakiej kategorii ludzi żyjącej w PRL, należy odnieść to stwierdzenie?

Z pewnością dla osób, działających wtedy w podziemiu dobrowolne kontakty z SB, władzą komunistyczną, nie należały wtedy do niczego chlubnego. Były po prostu wbrew przyjętym zasadom konspiracji, w jakich działały w stanie wojennym organizacje antykomunistyczne w Polsce. Jedną z nich była Federacja Młodzieży Walczącej, w której aktywnie wtedy działałem, a kilkoro moich przyjaciół złożyło daninę najwyższą w postaci ofiary z własnego życia, jak choćby Robert Możejko z Kętrzyna utopiony przez SB w jeziorku, już na kilka dni po wyborach z czerwca 1989. Jednak Możejko miał charakter, nakłaniany do współpracy nie dał się podejść SB, po prostu nie wrócił do domu z jednego z przesłuchań.

darmowy hosting obrazków

Uważałem wtedy i nadal tak uważam, że zbrodnią były wszelkie kontakty ze służbami systemu komunistycznego w Polsce. Śmiało piętnowałem już wtedy wszelkie przejawy kontaktów z SB, choćby najbardziej niewinne, wynikające z własnej buty, jak ten, który opisałem używając pseudonimu Hubal w "Antymantyce" - w jednym z pism, jakie redagowałem wtedy w podziemiu. Cyt. poniżej:

„(...) Całkiem niedawno, bo na manifestacji 20 kwietnia we Wrzeszczu. Jeden z
federastów podleciał do por. Sławka Rudnickiego (zajmującego się służbowo FMW) i
to nie wcale, aby go obić, lecz żeby przyjemnie z nim pogaworzyć. Poklepując się
wzajemnie, szczerzyli zęby w przyjacielskiej rozmowie. Pomyślałby kto, że rodzina albo, że są związani innymi nieokreślonymi stosunkami.
Proponuje by kolega przemyślał to, co robi i zastanowił się, czy wśród tak licznych spotkań, nie palnął coś niepotrzebnego. Wbrew pozorom to specjaliści, umiejący wyciągać wnioski z każdego na próżno zamienionymi z nimi zdania".
(za: "Hubal, Jak to skomentować?, ANTYMANTYKA - Magazyn Federacji Młodzieży Walczącej, Gdynia Nr 16/17, kwiecień 1989, str. 4.)


Powyższego cytatu użyłem, aby dowieść, że moja opinia na jakikolwiek (z wyjątkiem oczywiście przesłuchania) kontakt z SB, kogoś kto działał w podziemiu bądź opozycji, zawsze była, jest i pozostanie niezmienna. Uważałem i uważam ją, jako przejaw zdrady, albo, co najmniej najwyższy przejaw głupoty, jak w opisywanym przeze mnie powyżej przypadku.

Przecież, nawet najbardziej niewinne i z pozoru nic nie znaczące kontakty z SB, mogły się skończyć fatalnie. Tym bardziej nie mogę uznać gloryfikacji „gry”, jaką prowadził Lech Wałęsa, który był w tamtych latach niekwestionowanym przywódcą „Solidarności”. A do którego postawy złudzeń mogłem wyzbyć się wielokrotnie z uwagi na liczne doświadczenia osobiste oraz rozmowy jak choćby ta, jaką przeprowadziłem bodajże na początku 1987 roku z szefem Solidarności w Porcie Gdańskim, niedawno zmarłym działaczu o nazwisku Grabarczyk. Powiedział on mi, oraz kilku innym kolegom uczestniczącym w tej rozmowie, że w połowie lat 80-tych, SB-ecja podczas przesłuchania powiedziała do niego, wprost: „jeżeli pójdziesz z nami na współpracę, to zrobimy z Ciebie drugiego Wałęsę”. Zarówno ta rozmowa jak i wiele innych doświadczeń z tamtego okresu, wyrobiła już wtedy, pod koniec lat 80-tych, we mnie przeświadczenie, że cała ta „wielkość” Wałęsy, która tak często jest nam z uporem dzisiaj przypominana, została po prostu przez SB-ecję wykreowana, która w ten sposób ukształtowała „własnego”, będącego na jej usługach szefa tzw. opozycji.

Odkrywane w ostatnim czasie kolejne skrywane wcześniej tajemnice z życiorysu Wałęsy oraz dokumenty (cudem zachowane – po tak skrupulatnym czyszczeniu ich przez samego zainteresowanego, który wykorzystał do tego uprzywilejowaną pozycję Prezydenta RP), świadczą, wprost, że miałem rację – mając – już wtedy, taką a nie inną opinię o Wałęsie. Wynika z nich przecież aż nadto, że charakter, skłonność do cwaniactwa i ustawienia się w życiu czyniły z Wałęsy osobę, że wszech miar podatną do realizacji planów nakreślanych przez SB!!!

Mariusz A. Roman

Na załączonych zdjęciach: Przewodniczący Rady Państwa Henryk Jabłoński dzieli się alkoholem z Lechem Wałęsą; Specjalny numer dwóch pism bezdebitowych z 20 marca 1990, str. 1; ANTYMANTYKA - Magazyn Federacji Młodzieży Walczącej, Gdynia Nr 16/17, kwiecień 1989, str. 4.