Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komunizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komunizm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 grudnia 2015

O restytucję Rzeczypospolitej

Tyle wrzawy, tyle zgiełku i haseł z trybuny sejmowej w dniu wczorajszym – tylko po to, aby nam obywatelom Rzeczypospolitej zamącić w głowach. Mądre głowy deliberują dzisiaj o „zamachu na demokrację”, tymczasem to te same „mądre głowy” uczestniczą od 26 lat w przepoczwarzaniu PRL-u, któremu wciąż daleko do ciągłości prawnej z Rzeczpospolitą, która co prawda utraciła swoje terytorium w 1939, ale nigdy nie zrzekła się i nie przekazała swojej suwerennej władzy.



Najpierw Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego sami biorą udział w procesie uchwalania sprzecznego z konstytucją prawa, a potem orzekają w sprawie zgodności uchwały z prawem. Przewodniczący TK uczestnicząc w legislacji bezprawia - całkowicie skompromitował tą instytucję. Można by mnożyć przykłady, uważam – że najlepiej ujął ten proceder Kornel Morawiecki w swojej dzisiejszej telewizyjnej wypowiedzi, cyt.: „to tak jakby najpierw ukraść, a potem krzyczeć łapać złodzieja”. Nic dodać, nic ująć.

A wszystko dlatego, że od 1989 roku zamiast wzorem chociażby postsowieckiej Litwy - restytuować II RP, narzucono nam jedynie przemodelowanie okupacyjnego tworu jakim była PRL, w ramach układów bardziej oficjalnych przy tzw. „okrągłym stole” oraz tych mniej oficjalnych prowadzonych w Magdalence. Przez następne lata w wyniku tych „porozumień” obowiązywała w Polsce wciąż poprawiana konstytucja stalinowska, a od 1997 roku z inicjatywy, o ironio prezydenta postkomunisty, obowiązuje przegłosowana w referendum obecna konstytucja, którą jak możemy się obecnie przekonać, mają w głębokim poważaniu, także jej twórcy.

O konsekwencjach porozumień z Magdalenki powiedziano i napisano już tak wiele, że nie chcąc się powtarzać, wspomnę jedynie o aspekcie emocjonalnie najważniejszym dla mnie, a mianowicie braku przywiązania do idei suwerenności państwa przez współczesne elity w Polsce. W konsekwencji podległość Sowietom do 1989 roku zastąpiono wasalstwem na rzecz Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Niemiec i w zależności od okoliczności – kogo tam jeszcze?

Ci, którzy odpowiadają za ten stan rzeczy, w tym m.in.: za bezkarność komunistycznych oprawców i sowieckiej agentury, dzisiaj krzyczą z mównicy sejmowej „precz z komuną” – to prawdziwy chichot historii jaką zafundowały nam łże elity i massmedia z nimi związane. Czy naprawdę musiało dojść aż do tego? Czy ogłupianie narodu musiało trwać niespełna 26 lat? Można by mnożyć stawianie pytań retorycznych… A przecież wszystko mogło odbyć się inaczej.

Wystarczyło, nie dać się zmanipulować i nie lecieć na lep bezpieki, nie siadać z nimi do stołu. Poczekać, aż system komunistyczny i tak wreszcie się zawali, przesłanek do tego w 1989 roku było aż nadto. Nie tworzyć ostatniego rządu PRL z Mazowieckim na czele, ale strajkować, kontestować, bojkotować i przede wszystkim z komunistami nie rozmawiać, aby ich nie legitymizować. Zresztą do rozmów tych zasiedli w większości jedynie Ci, którzy byli przez system agenturalnie prowadzeni i przygotowywani do tej roli przez lata lub ludzie naiwni, którzy dali się przez tych pierwszych zwieźć. Dla świata, któremu było to jak najbardziej wygodne, to wystarczyło…

O ileż lepszą Polakom zapewniono by przyszłość doprowadzając do powrotu z wychodźtwa suwerennych władz Rzeczpospolitej z Prezydentem Ryszardem Kaczorowskim na czele. W sposób jednoznaczny dalibyśmy wtedy światu do zrozumienia, że w Polsce wojna skończyła się dopiero w 1989 roku, a wszelkie zobowiązania PRL-u są po prostu niebyłe, gdyż PRL był formą władzy okupacyjnej eksploatującej naród na rzecz obcej nam dominacji sowieckiej. Dysponując tak wielu surowcami, tanią siłą roboczą i energią bylibyśmy bezkonkurencyjni w Europie, a mając tak przedsiębiorczych obywateli – po prostu tą Europę byśmy zdominowali mając dostęp do technologii.

Do tego jednak potrzebny był powrót legalny władz Rzeczpospolitej do Kraju, gdzie zgodnie z konstytucją kwietniową Prezydent miałby 3 miesiące na rozpisanie prawdziwie wolnych wyborów do parlamentu. A parlament z mocy tejże samej konstytucji na swoim pierwszym posiedzeniu zobligowany był do podjęcia prac nad nowelizacją jedynej legalnej w 1989 konstytucji, jaką była konstytucja kwietniowa. Jaka inna polska konstytucja, (ba, żadna z innych uchwalonych na świecie) przewidywała tak precyzyjnie i umożliwiała trwanie ciągłości suwerennej władzy podczas wojny w której agresorzy pozbawiali naród terytorium. Przodkowie nas nie zawiedli, czy jako naród zdaliśmy egzamin przed 26 laty – to już inna sprawa.

Niestety, wmówiono nam wtedy i wmawia się nam do dzisiaj, że nie można było inaczej, że inaczej to byłaby powtórka z Rumunii itp. Tymczasem, to właśnie w Polsce w tymże 1989 roku ginęli polscy księżą: Niedzielak, Suchowolec i Zych, a z jeziorka w Kętrzynie wyłowiono ciało Roberta Możejki, działacza Federacji Młodzieży Walczącej. Służba Bezpieczeństwa miała się jak najlepiej i z równą zaciekłością dla nowego premiera infiltrowała tych, którzy trwali w opozycji do „okrągłego stołu”. W następnych latach z zaciekłą brutalnością traktowano tych, którzy próbowali nie dopuścić do palenia akt w budynkach PZPR. Potem była „gruba kreska”, uwłaszczenie komunistów kosztem narodu, nocna zmiana blokująca proces dekomunizacji i lustracji, aż wreszcie nazwanie Jaruzelskiego – „człowiekiem honoru”, od którego Michnik kazał się nam odpie…

Dlatego dzisiaj kiedy Prezydent Andrzej Duda zachęca nas do budowania wspólnoty narodowej, kiedy wybory wygrywają ugrupowania (PiS, Kukiz 2015), które wprost w swoich programach odwołują się do zapisów brzmiących jednoznacznie z tymi zawartymi w konstytucji kwietniowej, należałoby wreszcie zarzucić politykę półśrodków i pomyśleć o autentycznej restytucji Rzeczpospolitej, przywracając nam ciągłość prawną z II RP.

Mariusz A. Roman

piątek, 27 stycznia 2012

Walcząc o akta

28 stycznia 1990 r. po Mszy św. w kościele św. Brygidy w Gdańsku doszło do spontanicznej manifestacji. Po krótkich przemówieniach liderów Federacji Młodzieży Walczącej uformował się pochód, który ruszył pod Komitet Wojewódzki PZPR. Do budynku weszli manifestanci i opanowali go w celu zapobieżenia niszczeniu dokumentów, o czym w tym czasie krążyło w Gdańsku wiele plotek.
darmowy hosting obrazków
Chociaż sam uczestniczyłem w tym wydarzeniu, powiem więcej byłem jednym z jego inicjatorów i prowodyrów, to jednak z czasem pamięć jest coraz bardziej ulotna. Dlatego najbardziej obiektywnym opisem będą chyba urywki z prasy wychodzącej w tamtych dniach. Polecam również fragmenty materiału filmowego wyemitowanego przed dwoma laty na rocznicowej konferencji, przedstawiającego okupację budynku KW PZPR w Gdańsku, patrz tutaj.
W gmachu KW
Niemal od razu po wejściu do gmachu KW PZPR wszystkie informacje o zaawansowanym procesie likwidacji dokumentacji partyjnej się potwierdziły. W kotłowni znaleziono hałdy zmielonych oraz dopalających się akt PZPR. Okazało się, że na ostatnim piętrze „urzędują” zabarykadowani działacze KW, którzy przez komin wrzucali przeznaczone do „wybrakowania” dokumenty, a te, po dotarciu do kotłowni mielono w specjalnej maszynie i palono w piecu. Ten żałosny widok jeszcze bardziej zradykalizował nastroje wśród federacyjnej młodzieży. Jeden z worków wystawiono na zewnątrz budynku. „Niech ludzie zobaczą, jak partia zaciera ślady” – mówiono. (Patrz: B. Madajczyk-Krasowska, J. Fetor, Młodzież z partią się rozlicza, „Tygodnik Gdański”, 4 lutego 1990).
Obiekt został zabezpieczony przez Komitet Okupacyjny, do którego weszli przedstawiciele kilku organizacji: FMW, PPN, Niepodległościowej Partii „Solidarność” oraz KPN i SW. Powołano służby porządkowe mające zabezpieczyć mienie społeczne. Nawet PZPR-owski „Głos Wybrzeża” napisał później, że: „demonstranci zachowali dyscyplinę i powstrzymali się od wszelkich aktów wandalizmu. Klucze do wszystkich pomieszczeń zapakowano do worka i schowano. Na korytarzach stały warty, które nie dopuszczały innych osób powyżej pierwszego piętra”. W międzyczasie do budynku przyjechał ówczesny prezydent Gdańska Jerzym Pasiński, który powołując się na naciski ze strony rządu (wymieniał zwłaszcza ministrów Aleksandra Halla i Jacka Ambroziaka) próbował wynegocjować pokojowe opuszczenie gmachu PZPR (Patrz: C. Mączka, Niespokojna noc. Odbicie budynku KW PZPR, „Głos Wybrzeża”, 29 I 1990).
darmowy hosting obrazków
Wieczorem, po wielogodzinnych negocjacjach z młodzieżą okupującą budynek KW, a po telefonicznym skontaktowaniu się z rządem, prezydent Pasiński zakomunikował decyzję premiera Mazowieckiego: jeśli w ciągu godziny budynek nie zostanie oddany w ręce władz, to zostanie on siłą odbity przez jednostki MO. Około godziny 23-tej do budynku wtargnęło OPMO i wspierająca je brygada antyterrorystyczna komandosów uzbrojona w topory, kastety, bagnety i broń maszynową. (Patrz: C. Mączka, Niespokojna noc. Odbicie budynku KW PZPR, „Głos Wybrzeża”, 29 I 1990). Po kilkunastu minutach budynek wrócił do rąk byłych członków PZPR, a na zewnątrz doszło do spontanicznej manifestacji, która w okolicach Dworca Głównego PKP została szybko rozpędzona przez milicję. W wydanym nazajutrz wspólnym oświadczeniu FMW, PPN i NPS czytamy:
„Rząd Mazowieckiego wydając podobny rozkaz [odbicia budynku PZPR – przyp. autora] stanął przeciwko dążeniom własnego narodu, przedkładając obronę partykularnych interesów przestępczej partii ponad oczywiste dobro społeczne. Dzięki interwencji sytuacja »unormowała się« a kominy dalej dymią nad KW i innymi obiektami. Protestujemy przeciwko szkalowaniu okupujących przez część tendencyj¬nie nastawionych środków masowego przekazu”.
Krótka relacja uczestnika
Pod koniec lat 80-tych dojrzewało pokolenie, które nie przyjmowało do wiadomości, że z czerwonymi można uprawiać jakikolwiek dialog. „Dość paktów z czerwonymi” to było hasło noszone na gdyńskim transparencie FMW. Nie akceptowaliśmy idei okrągłego stołu oraz porozumienia z komunistami. Byliśmy wtedy wierni rządowi polskiemu na uchodźstwie i wspólnie z SW oraz Polską Partią Niepodległościową zorganizowaliśmy w Trójmieście bojkot koncesjonowanych wyborów. Bardzo wymownym akordem było zajęcie w styczniu 1990 r. budynku KW PZPR w Gdańsku, w wyniku którego ujawniliśmy fakt niszczenia partyjnych archiwów. Po kilkugodzinnej okupacji budynku, zostaliśmy jednak rozpędzeni na polecenie rządu Mazowieckiego przez jednostki MO i antyterrorystów.
darmowy hosting obrazków
W tydzień później, do naszych adwersarzy dołączył także Lech Wałęsa, który zarzucał nam działanie na szkodę kraju. Po mszy, w kościele św. Brygidy (4 lutego 1990 roku), na dziedzińcu przed budynkiem parafialnym przemawiając do kilkuset osób, Wałęsa m.in. tłumaczył a jednocześnie groził ówczesnej młodzieży, że obecny rząd będzie używał siły wobec każdej radykalnej akcji. W relacji zamieszczonej na łamach „Antymantyki”, pisma regionalnego FMW czytamy także:
„(...) Następnie zadawano mu pytania. Już pierwszemu z młodych ludzi zadającemu kłopotliwe pytanie L. Wałęsa zarzucił, że jest agentem SB. Na dalsze kłopotliwe pytania odpowiadał podobnie. Zarzucał pytającym, że mają „żółte papiery”, że biorą od niego pieniądze, z których rzekomo nie rozliczają się. W odpowiedzi grupa młodzieży zaczęła skandować hasła: „Przepraszamy, że żyjemy”, „Solidarność bez Wałęsy” i „Czauczesku”. Rozległy się również gwizdy. Zapytano ks. H. Jankowskiego, kim są wspomniani przez niego w kazaniu rzekomi prowodyrzy takich akcji jak zajęcie budynku KW PZPR. Ks. H. Jankowski zarzucił brak kultury politycznej, lecz na postawione pytanie nie odpowiedział. Oto jedna z wypowiedzi osób zebranych na placu:
- Zarzucił ksiądz młodzieży brak kultury politycznej, a przecież to Lech Wałęsa dał zły przykład zarzucając już pierwszemu z pytających, że jest ubekiem. To właśnie świadczy o złej kulturze politycznej panie Wałęsa. Zarzuca pan młodzieży, że jest radykalna i przeszkadza w pracy pańskiego sztabu. Ale wcześniej, gdy nie był Pan jeszcze w tym sztabie, to zależało panu na tym, by młodzież była radykalna. Teraz, gdy na jej plecach wszedł pan do tego sztabu, gdy dogaduje się pan z komunistami, gdy pańskimi doradcami są byli komuniści i emigranci z komunizmu, to chciałby pan młodzież uspokoić, aby w układach z komunistami panu nie przeszkadzała. Niedawno, ogłosił pan oświadczenie atakujące były rząd M. Rakowskiego. A niech pan sobie przypomni swoją wcześniejsza wypowiedź w „Rudym Kocie” (znany lokal w Gdańsku – przyp. autora), gdzie powiedział pan - nie ma takiej siły w Polsce, która mogłaby lepiej pokierować krajem niż ówczesne władze, i że tylko fanatycy i demagodzy mogą mówić inaczej (wypowiedź nawiązuje do spotkania L. Wałęsy z ZSMP – przyp. autora). Premierem był wówczas M. Rakowski. Niech pan się zdecyduje panie Wałęsa, za kim pan jest: za Rakowskim, czy przeciw Rakowskiemu?
Zdenerwowany L. Wałęsa odpowiedział: - Na pewno nie za Tobą. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Cytowaną relację kończył komentarz redakcyjny: kiedy L. Wałęsa był w opozycji M. Rakowski zarzucał mu, że nie ma programu, że jego działalność jest destrukcyjna itd. Czy nie widzi on dzisiaj tego, że używa on wobec nas tych samych zarzutów, jakich Rakowski używał przeciw niemu?
(za: Relacja: „W tydzień po zajęciu KW PZPR”, „Antymantyka” str. 3, pismo FMW Region Pomorze Wschodnie, Gdynia nr 29 z 25 lutego 1990).
Do podobnych w swojej wymowie utarczek słownych Lecha Wałęsy z młodzieżą dochodziło pod kościołem św. Brygidy, w tamtym przełomowym okresie 1988/1990 bardzo często. Młodzież ochrzciła go wtedy przezwiskiem „ponton” zarzucając, że: „na pontonie nawet komuna nie utonie”, oskarżała o zaprzepaszczenie ideałów „Solidarności” i dogadywanie się kosztem społeczeństwa z komunistami. W odpowiedzi Wałęsa jako strażnik nowego porządku oznajmił, że jeśli młodzież nadal będzie zachowywać się nieodpowiedzialnie, to: „sam stanie z pasem i będzie lał w dupę”. W odpowiedzi na murach pojawiło się nowe hasło: „Mazowiecki musi odejść”, a na uroczystościach z okazji X- lecia „Solidarności” ulotka sygnowana przez FMW pt. „Kto dzisiaj obłudnie świętuje?”.
Polecam również wywiad z dr hab. Sławomirem Cenckiewiczem w programie Pod Prąd dla TV Puls, który mówi m.in. o osobistych doświadczeniach związanych z zajęciem KW PZPR patrz poniżej:

Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum Autora]

sobota, 17 grudnia 2011

Grudzień 1970 – masakra na Wybrzeżu

Chłopcy z Grabówka, chłopcy z Chyloni,
Dzisiaj milicja użyła broni,
Dzielnieśmy stali i celnie rzucali.
Janek Wiśniewski padł. (...)

Jeden zraniony, drugi zabity,
Krwi się zachciało słupskim bandytom,
To partia strzela do robotników,
Janek Wiśniewski padł.

Autor ballady o Janku Wiśniewskim – Krzysztof Dowgiałło, nadał to symboliczne imię - temu, co: „Na drzwiach ponieśli go Świętojańską”. Masakra gdyńska była najbardziej krwawa, przeprowadzona na zamówienie władz, by pokazać, że „kto podnosi rękę na władzę ludową, temu władza tę rękę utnie” – jak to w 1956 sformułował Cyrankiewicz. Zenon Kliszko bez ogródek dodawał do tego w 1970 roku – „zginie trzystu robotników, ale bunt zdławimy”. Zastawili więc pułapkę pod gdyńską stocznią, bo nie było stamtąd jak uciekać, aby wziąć krwawy odwet na znienawidzonym sanacyjnym mieście.
W grudniu 1970 roku robotnicy zbuntowali się przeciwko komunistycznej władzy. Doszło do spontanicznych protestów w wielu miastach Wybrzeża, m.in. w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie, Elblągu i Słupsku. Wszystko zaczęło się od strajku zorganizowanego 14 grudnia w stoczni gdańskiej. Od 15 grudnia trwały strajki i demonstracje w Gdyni i Szczecinie, od 16 grudnia demonstrowano też w Słupsku i Elblągu. Doszło do gwałtownych wystąpień ulicznych w Gdańsku, o których po latach wspomina Joanna Wojciechowicz (w latach 80. kierowała Agencja Informacyjną Solidarności):
darmowy hosting obrazków
- Pracowałam wtedy w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Gdańsku, która mieściła się w budynku Miejskiej Rady Narodowej, obecnie budynek Urzędu Miasta. Następnego dnia, tj. we wtorek, 15-go grudnia, niewielu z nas przyszło do pracy. (...) Około 7:30 na ul. 3-go maja, na wysokości "Żaka" pojawił się ogromny, szary pochód. (...) W każdym razie, około 8-ej rano, pochód stoczniowców zaczął szturmować budynek Milicji, dokładnie naprzeciwko nas. Leciały kamienie w szyby i pojawiały się raz po raz jakieś ognie. Trzeba było kilku lat, żeby się dowiedzieć, ze stoczniowy pochód przyszedł odbić swoich, strajkowych przywódców. (...) Około 8:05 ze zdumieniem zobaczyłam, ze ktoś spośród stoczniowców, uderzony czymś w ramię, nagle pada. Potem drugi, trzeci... Nie mogłam pojąć, dlaczego? Dlaczego, ten uroczy chłopak z flagą, zakręcił się nagle dookoła siebie samego i upadł na bruk ulicy? Potrzeba było dobrych kilku minut, żebym uwierzyła w to, co się dzieje. To były prawdziwe strzały, z ostrej amunicji, oddawane z naszego budynku, z piwnicy, dokładnie 5 pięter pod nami. (...).
To partia strzela do robotników
Władysław Gomułka zdecydował o użyciu wobec demonstrantów broni palnej i wprowadzeniu do Gdańska wojska. Żadna z osób obecnych na posiedzeniu ścisłych władz PZPR nie zgłosiła sprzeciwu wobec tej decyzji, także ówczesny szef MON gen. Wojciech Jaruzelski. Gomułka podjął decyzję po przedstawieniu mu nieprawdziwej - jak już dziś wiadomo - informacji o zabiciu przez demonstrujących dwóch milicjantów.
- Przede wszystkim, to był szok. Nikt jeszcze na dobre nie uwierzył, co się naprawdę stało. "To partia strzela do robotników" - śpiewano potem. Wtedy, choć wiedzieliśmy już, że ci wszyscy strzelcy byli gotowi i ukryci w piwnicy naszego budynku, to jednak ciągle w to nie mogliśmy uwierzyć, widząc dosłownie 10-tki ciał. Pewnie większość z tych osób była ranna, a nie nieżywa, ale potworne zdziwienie, z powodu ich liczby było takie, ze wszyscyśmy jakby zamarli. Nikt, już nie mówił o niczym. Skończyła się euforia, zaczęła się zgroza – wspomina Joanna Wojciechowicz.
Następnego dnia, zgromadzone przed bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej wojsko, otworzyło ogień do opuszczającej teren stoczni grupy robotników, na cześć poległych wówczas osób w 1980. postawiono w tym miejscu pomnik Poległych Stoczniowców. Strzelano do „chuliganów, bandytów i kontrrewolucyjnych wichrzycieli”, do „rozjuszonego tłumu”, twierdziła wtedy oficjalna propaganda.
Krwawy Kociołek to kat Trójmiasta
Tego samego dnia wieczorem w gdańskiej telewizji wystąpił wicepremier i były I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku, Stanisław Kociołek. Wezwał wszystkich do powrotu do pracy. Gdy jednak następnego dnia o świcie na stacji kolejki SKM w Gdyni Stoczni, wysiadały grupy robotników spieszące do pracy, wojsko blokujące na polecenie Zenona Kliszki Stocznię im. Komuny Paryskiej otworzyło ogień - padły kolejne ofiary. Prawdziwej masakry dokonywali tam strzelcy pokładowi z helikopterów, którzy strzelając ostrą amunicją z powietrza, nie mogli przecież trafiać w nogi – a takie było ponoć oficjalne zalecenie władz z Warszawy. Admirał Janczyszyn, były dowódca Marynarki Wojennej stwierdził w udzielonym wywiadzie dla Sekcji Historycznej NSZZ „Solidarność”, że Kociołek o zarządzonej blokadzie SKP wiedział, jeśli nawet przesunięcie blokady od bramy stoczni do przystanku kolejki elektrycznej dokonane zostało poza jego wiedzą, to jak nazwać wysłanie ludzi do zamkniętych i obstawionych wojskiem gdyńskich zakładów pracy?
darmowy hosting obrazków
Rozgoryczony - komunistyczną krwawą zemstą, gdyński tłum formował się kilkakrotnie. I to właśnie spod stoczni niesiono na drzwiach ofiary, w kilkukilometrowym pochodzie m.in. ulicą Świętojańską pod budynek Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni. Całodzienne zamieszki przeniosły się do Śródmieścia Gdyni, gdzie potem w dosłownych łapankach, chwytano często zupełnie przypadkowych przechodniów i poddawano strasznym torturom w komisariatach milicji i podziemiach budynku MRN. Grudzień 1970. na trwałe i bardzo krwawo zapisał się w powojennej historii Gdyni.
17 grudnia strajki i zamieszki rozpoczęły się także w Szczecinie, gdzie także były ofiary. Protesty trwały również w Słupsku, Elblągu, Krakowie i Wałbrzychu oraz w innych miastach. 17 grudnia do Gomułki dzwonił zaniepokojony sytuacją w Polsce generalny sekretarz KPZR Leonid Breżniew, który miał podkreślać, że "na ulice wyszli robotnicy". Gomułka miał mu odpowiedzieć, że to nie robotnicy, lecz kontrrewolucja i że zostanie stłumiona tak jak Lenin stłumił antybolszewickie powstanie marynarzy w Kronsztadzie w 1921 r.
Padają dzieci, starcy, kobiety
Według oficjalnych danych, w grudniu 1970. na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga zginęły 44 osoby, a ponad 1160 zostało rannych. Prawdziwa liczba ofiar - chodzi tu przede wszystkim o rannych - może być większa. Lekarze bowiem - obawiając się represji wobec uczestników zamieszek - nie zarejestrowali udzielenia pomocy wielu osobom, wielu poszkodowanych nie podawało nazwisk. Wiarygodność tych danych podważają również przekonujące relacje mieszkańców Trójmiasta, opowiadający m.in. o tym, że widzieli np. postrzelone śmiertelnie kobiety, których jednak w oficjalnym spisie brak.
Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł, patrz poniżej:
Osoby mieszkające wtedy, przy Cmentarzu Witomińskim w Gdyni - pamiętają, że w nocy z 19 na 20 grudnia 1970. ulica Witomińska została dla ruchu zamknięta, następnie na cmentarz wjechały samochody ciężarowe. Rano okazało się, że jedna z cmentarnych alejek została świeżo przekopana. Relacjonujący to wydarzenie dla Sekcji Historycznej NSZZ „S” są przekonani, że zakopano wtedy w alejce anonimowe zwłoki. Trudno sobie zresztą wyobrazić, po co innego miano by rozkopywać potajemnie i nocą, cmentarną ziemię? Wiele takich grobów, może się również znajdować w okolicznych trójmiejskich lasach. Poza ofiarami śmiertelnymi i rannymi, kilka tysięcy osób aresztowano i poddano różnorodnym represjom, m.in. zwolnieniom z pracy. Wiele rodzin zostało zastraszonych i zmuszonych do milczenia o ofierze swych bliskich.
Za chleb i wolność, za nową Polskę
Najczęściej, wciąż jako jedyny powód grudniowych protestów, podaje się drastyczną podwyżkę cen na podstawowe artykuły spożywcze, jaką 12 grudnia 1970. ogłosił rząd PRL. Tymczasem podwyżka była jedynie kroplą przepełniającą czarę. Oto, co na ten temat napisano m.in. w pracy zbiorowej, opracowanej przez Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego w 1988 roku:
darmowy hosting obrazków
„Postulaty z lat 1970/71 są równie polityczne i systemowe w swej krytyce systemu leninowskiego jak postulaty z 1980 roku. Jeszcze przed stworzeniem KOR-u i aktywizacją społeczną kościoła katolickiego robotnicy wyraźnie sformułowali program, który mógłby być programem „Solidarności”: wolne związki zawodowe niezależne od Partii, rządu i kierownictwa zakładu pracy. Ich zainteresowania wykraczały poza płace i warunki pracy po samo państwo leninowskie i zawierały szeroką krytykę strukturalną władzy i jej przywilejów. Jeszcze bardziej godne uwagi jest to, że nie byli po prostu antypaństwowi i nastawieni na zniszczenie, ale proponowali alternatywne rozwiązania obejmujące główne postulaty, jakie przyniosła 10 lat później „Solidarność”.
Tego rodzaju dojrzałość polityczna była dla komunizmu tak niebezpieczna, że władza postanowiła brutalnie spacyfikować zamieszki i niepokoje społeczne, nawet za cenę ofiar po swojej stronie. Wzrost napięcia politycznego spowodował bowiem przesilenie na szczytach władzy i zmianę ekipy rządzącej. Kierujący państwem od 1956 r. Gomułka został zmuszony do ustąpienia. 20 grudnia 1970 r. nowym I sekretarzem Komitetu Centralnego PZPR został Edward Gierek, dotychczas kierujący wojewódzką organizacją partyjną w Katowicach. Zmienił się też premier - Józefa Cyrankiewicza (pełniącego tę funkcję z dwuletnią przerwą od 1947 r.) zastąpił generał Piotr Jaroszewicz.
Polecam film pt. Pamiętajcie Grudzien '70, patrz poniżej:


Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]

środa, 30 listopada 2011

„Z mocy bezprawia” w Gdyni

Klub "Gazety Polskiej" w Gdyni zaprasza na spotkanie z dziennikarzem śledczym Wojciechem Sumlińskim, połączone z promocją jego najnowszej książki: „Z mocy bezprawia”, odnoszącej się do mających miejsce w ostatnich latach wydarzeń wokół jego osoby. Spotkanie odbędzie się 30 listopada 2011 o godz. 17:30 w Cechu Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Gdyni, ul. 10 Lutego 33, Ip.
darmowy hosting obrazków
„Z mocy bezprawia” to opowieść o wielomiesięcznej inwigilacji przez służby specjalne III RP dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego, jego bliskich i przyjaciół. Autor bez ogródek odsłania sieć mafijnych interesów z udziałem najważniejszych osób w państwie, pisze o wielkich korporacjach i fundacjach, których jedynym celem było wyłudzenie z kasy publicznej setek milionów złotych, o rosyjskich i ukraińskich zabójcach, którzy za miejsce swych spotkań obrali polski Sejm, i tajnych interesach ludzi Wojskowych Służb Informacyjnych i o ich wpływie na losy poszczególnych osób i całego kraju.
Najnowsza książka Sumlińskiego to thriller, który napisało samo życie. Odnoszący się do mających miejsce w ostatnich latach wydarzeń wokół jego osoby, w szczególności związanych z tzw. „Aferą Marszałkową”, patrz tutaj.
Jak to możliwe, że w wolnej Polsce śledztwo w sprawie ujawnienia wszystkich osób odpowiedzialnych za śmierć błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki trwa od ponad 20 lat i utknęło w martwym punkcie? Jak to się stało, że prezydent Aleksander Kwaśniewski wolał „zaśpiewać i zatańczyć”, niż stanąć przed Sejmową Komisją Śledczą? Jak doszło do tego, że w 2006 roku oficerowie Wojskowych Służb Informacyjnych usiłowali uwikłać polskich biskupów w opatrzoną klauzulą najwyższej tajemnicy kombinację operacyjną? W jakim celu Bronisław Komorowski spotykał się z oficerami kontrwywiadu PRL? Jak to możliwe, że niedługo przed śmiercią Andrzej Lepper powierzył dokumenty stanowiące dla niego „polisę na życie” człowiekowi powiązanemu z tajnymi służbami? Jaką cenę trzeba zapłacić w III RP za ujawnianie niewygodnej dla elit prawdy?
Cytując za portalem Fronda.pl podpowiadamy, że odpowiedzi na powyższe pytania można znaleźć przy okazji lektury książki pt. „Z mocy bezprawia”. Daje to przy okazji sugestywny i przekonujący obraz czegoś, czego oficjalnie nie ma, a co od lat podskórnie niszczy naszą Ojczyznę i tych, którzy usiłują to zdemaskować.
Fragmenty książki, patrz tutaj.
Książkę można również zamówić w Internecie, patrz tutaj.
Wojciech Sumliński jest dziennikarzem, autorem licznych reportaży i książek dotyczących działalności służb specjalnych PRL, m.in.: „Kto naprawdę Go zabił?” i „Teresa Trawa Robot” opisujących sprawę zamordowania księdza Jerzego Popiełuszko i jej następstwa oraz autor scenariusza filmowego na ten temat.
Polecamy również krótki wywiad z Wojciechem Sulimskim, patrz poniżej:
(MAR)
[Fot. Archiwum]

czwartek, 27 października 2011

„Długie ramię Moskwy” w Gdyni

Dobiega końca trasa autorska dr Sławomira Cenckiewicza związana z promocją książki "Długie ramię Moskwy". Pozostało ostatnie spotkanie w Cechu Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Gdyni 27 października o godz. 17.00. W promocji zorganizowanej przez Klub "Gazety Polskiej" w Gdyni weźmie również udział red. Cezary Gmyz z "Rzeczpospolitej".
Przez ostatni miesiąc Wydawnictwo Zysk i S-ka wraz ze Sławomirem Cenckiewiczem promują książkę "Długie ramię Moskwy" prezentując ją w kolejnych miastach Polski. Książka, o której mało się mówi w mainstreamowych mediach, zyskała w krótkim czasie olbrzymie zainteresowanie i uznanie pierwszych czytelników, często z odmiennych środowisk i przeciwstawnych obozów politycznych.
O trasie autorskiej S. Cenckiewicza więcej, patrz tutaj.
Uwagę zwraca chociażby zdarzenie zanotowane w czasie spotkania autora z czytelnikami w Szczecinie. Podczas promocji książki zorganizowanej w tym mieście przez IPN osobiście gratulował autorowi "Długiego ramienia..." sam Andrzej Milczanowski, który przecież kilka lat temu stał się "czarnym bohaterem" książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka pt. "SB a Lech Wałęsa". Gest byłego ministra spraw wewnętrznych potwierdza, że książki Cenckiewicza są cenione nie tylko przez zwolenników IV RP. Było tak zawsze, choć publicznie nie chciano tego przyznawać.
Spotkania w Warszawie, Olsztynie, Krakowie, Szczecinie, Poznaniu, Bydgoszczy, Pile, Wrocławiu czy Opolu zgromadziły setki czytelników zainteresowanych książką Cenckiewicza. Sale, kawiarnie i aule uniwersyteckie nie mogły często pomieścić wszystkich zainteresowanych spotkaniem z Cenckiewiczem. W ciągu zaledwie dwóch tygodni od wprowadzenia książki na rynek wydawniczy "Długie ramię Moskwy" znalazła się na wysokim miejscu w topowych sieciach księgarskich - Empik i Matras.
Sprzedano już kilka tysięcy egzemplarzy!
darmowy hosting obrazków
Już dziś można powiedzieć, że pierwsza książka o kulisach wywiadu wojskowego PRL stała się hitem wydawniczym. Czytają ją żołnierze, ludzie spec-służb, politycy, uczniowie, studenci, badacze... Oby lektura "Długiego ramienia Moskwy" stała się dla nas wszystkich lekcją... bo przecież jak napisał o tej książce Andrzej Zybertowicz "drogą badań historycznych można wykazać fałszywość wielu legend na temat PRL i III RP".
Książkę można również zamówić w Internecie, patrz tutaj.
Klub Gazety Polskiej w Gdyni zapraszamy w dniu dzisiejszym na spotkanie autorskie z dr Sławomirem Cenckiewiczem, promujące jego najnowszą książkę pt. „Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej w latach 1943-1991″.
Spotkanie odbędzie się w dniu 27 października 2011r. o godz. 17 w Cechu Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Gdyni, (ul. 10 Lutego 33, Ip).
Polecam również krótki wywiad z dr Sławomirem Cenckiewiczem, patrz poniżej:
Spotkanie promocyjne najnowszej książki dr Sławomira Cenckiewicza w Warszawie, patrz poniżej:
MAR/wPolityce.pl
[Fot. Archiwum]

piątek, 21 października 2011

Ostatni Żołnierz Niepodległej

Przed 48 laty, 21 października 1963 roku w obławie funkcjonariuszy SB i ZOMO na Lubelszczyźnie zginął Józef Franczak "Lalek", ostatni żołnierz antykomunistycznego podziemia. Został wydany w ręce bezpieki przez krewnego zwerbowanego do współpracy z SB. Z bronią w ręku ukrywał się dokładnie 24 lata. Miał wtedy 45 lat.
Józef Franczak, (pseud. „Lalek”, „Laluś”) urodził się 17 marca 1918 r. w Kozicach Górnych. Ukończył Szkołę Podoficerską Żandarmerii w Grudziądzu. Był żołnierzem kampanii wrześniowej. Po 17 września 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej, z której uciekł. Już w 1940 r. wstąpił do ZWZ, a następnie do AK. Działał w podziemiu do 1944 roku. W 1944 r. jako oficer, został przymusowo wcielony do 2. Armii Wojska Polskiego. W styczniu 1945 r., będąc świadkiem wydawania wyroków śmierci na AK-owców, zdecydował się na dezercję.
Odtąd przez następne 18 lat ukrywał się przed władzą ludową. Swoją działalność w podziemiu antykomunistycznym i niepodległościowym rozpoczął w Zgrupowaniu mjr Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. W 1947 r. związał się z oddziałem kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Po śmierci „Uskoka” ukrywał się, samotnie wykonując kilka akcji w Lublinie i okolicach. Nie skorzystał z amnestii ogłoszonej w 1956 r. Przetrwał w konspiracji antykomunistycznej 18 lat.
darmowy hosting obrazków
"Lalek" nie budował świetnie zamaskowanych bunkrów, aby przebywać w nich przez wiele miesięcy. Był w ciągłym ruchu, często zmieniając kwatery. Jak szacowali funkcjonariusze UB/SB, jego siatka współpracowników liczyła około dwustu osób, co jest liczbą imponującą, tym bardziej że za udzielanie pomocy tak "niebezpiecznemu bandycie" groził kilkuletni wyrok więzienia.
Jego miejsce pobytu zostało ustalone przez organy bezpieczeństwa w wyniku donosu agenta SB Stanisława Mazura TW ps. "Michał" dopiero w październiku 1963 r. Zginął podczas obławy we wsi Majdan Kozic Górnych, patrz tutaj.
darmowy hosting obrazków
W prosektorium Zakładu Medycyny Sądowej w Lublinie przeprowadzono sekcję zwłok „Lalka” i pozbawiono je głowy, a następnie złożono w bezimiennym grobie na cmentarzu komunalnym przy ul. Unickiej w Lublinie. Dzięki pomocy pracownika cmentarza rodzinie udało się jednak ustalić miejsce pochówku. Dopiero w 1983 roku siostry "Lalusia" przeniosły prochy ciała [pozbawionego przez komunistów głowy] do rodzinnego grobowca, na cmentarzu parafialnym w Piaskach.
Więcej na temat życia i walki sierż. Józefa Franczaka "Lalka", patrz tutaj.
darmowy hosting obrazków
17 marca 2008 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński nadał pośmiertnie ostatniemu żołnierzowi wyklętemu - Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Józef Franczak został odznaczony za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej w 90. rocznicę swoich urodzin. Odznaczenie odebrał 19 października 2008 w Lublinie - syn Marek Franczak.
Polecam również krótki film pt. „Ostatni partyzant 1963”, patrz poniżej:
Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]

czwartek, 13 października 2011

Szlakiem mjr Żubryda „Zucha”

Związek Strzelecki "Strzelec" oraz Gmina Korczyna zapraszają w dniach 14-16 października 2011 r. do udziału w II Rajdzie Szlakiem Żołnierzy Wyklętych mjr. Antoniego Żubryda "Zucha".
Jednym z największych antykomunistycznych oddziałów zbrojnych działających po tzw. wyzwoleniu na terenie ówczesnego województwa rzeszowskiego był oddział dowodzony przez Antoniego Żubryda. Operował na terenie powiatów sanockiego, brzozowskiego i krośnieńskiego w latach 1945-1946.
I to właśnie szlakiem bojowym tego oddziału odbędzie się w najbliższy weekend - II Rajd Szlakiem Żołnierzy Wyklętych mjr. Antoniego Żubryda "Zucha":
W piątek 14 października ok. godz. 9.00 ze stacji PKP w Zagórzu uczestnicy wyruszą trasą Zagórz – Sanok do Brzozowa.
W sobotę trasą Brzozów - Malinówka (krzyż w pobliżu miejsca śmierci majora Żubryda i jego żony) do Korczyny k/Krosna. Wieczorem w Korczynie odbędzie się koncert patriotycznego barda Andrzeja Kołakowskiego, poświęcony Żołnierzom Niezłomnym i II Konspiracji.
darmowy hosting obrazków
W niedzielę w Korczynie:
Msza Święta w intencji poległych i pomordowanych dowódców i żołnierzy SBO NSZ "ZUCH" (Sanktuarium św. J.S. Pelczara), Widowisko plenerowe na Rynku w Korczynie - "Żubryd schodzi z gór", inspirowane zajęciem Korczyny przez Batalion "Żubrydowców" w 1945 r.
Dla zainteresowanych udziałem w marszu, adresy kontaktowe:
Organizator rajdu: zolnierze_niezlomni@onet.pl lub sztab1200@wp.pl , tel.: 42 636 60 08;
Informacja dla grup: grobelski123@gmail.com , tel.: 784-958-360.
Więcej na temat mjr. Antoniego Żubryda ps. "Zuch", patrz tutaj.
Polecam również krótki film poświęcony pamięci Janiny i Antoniego Żubrydów, patrz poniżej:
Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]

czwartek, 6 października 2011

Uhonorowanie braci Kowalczyków

Dziś w Opolu odbędą się niezależne uroczystości dla uczczenia 40. rocznicy wysadzenia auli WSP w Opolu przez braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków, którzy nie chcieli dopuścić do celebrowania Święta Milicji i Służby Bezpieczeństwa hańbiącego pamięć pomordowanych robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 r.
darmowy hosting obrazków
W 2011 roku mija 40. rocznica desperackiego, antykomunistycznego protestu, którym było wysadzenie w nocy z 5 na 6 października 1971 r. auli Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu przez pracowników tej uczelni, braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków.
Historia braci Kowalczyków, patrz tutaj.
Trzy lata temu Opolskie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej i Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” Uniwersytetu Opolskiego zwrócili się do Senatu Uniwersytetu Opolskiego z propozycją wmurowania na budynku UO tablicy upamiętniającej protest braci Kowalczyków. Senat uczelni propozycję jednak odrzucił. Echo opolskich sporów o uczczenie pamięci czynu Kowalczyków dotarło do Gdańska – kolebki „Solidarności”. Tam, dzięki osobistemu zaangażowaniu, przede wszystkim, śp. Anny Walentynowicz, władze miasta uhonorowały w grudniu 2010 r. ów czyn tablicą umieszczoną na murze Stoczni Gdańskiej. Po uroczystościach gdańskich powtórny apel do Senatu UO o wmurowanie tablicy na historycznym budynku dawnej Auli WSP został po raz kolejny przez władze opolskiej uczelni odrzucony.
Następnie działacze OSPN wystąpili do Urzędu Miasta Opola z prośbą o godne uczczenie 40. rocznicy czynu braci Kowalczyków. Władze początkowo uznały doniosłą wagę wydarzenia dla najnowszej historii miasta i zmagań o niepodległość Polski. Ustalono, że właściwym miejscem dla uczczenia czynu braci Kowalczyków będzie ściana opolskiego Ratusza. Utworzono specjalny komitet honorowy, zebrano fundusze.
Wykonanie projektu tablicy powierzono opolskiemu artyście, Andrzejowi Czyczyle, który doskonale pamięta tamte czasy:
- Miałem 19 lat jak gruchnęła dosłownie i w przenośni ta aula... Mam osobisty stosunek do tego wydarzenia. Bracia Kowalczykowie niebywale mi zaimponowali i choć osobiście ich nie znam, to byłem dumny z tego co zrobili – stwierdził artysta, który zrezygnował ze swojego honorarium.
Andrzej Czyczyło zdradził również co chciał wyrazić w swoim dziele:
- Chodziło mi o to, żeby pokazać kontur Polski, wybuch i krater. Chciałem uniknąć dosłowności, chciałem pokazać rodowód ideowy braci oraz to z jakiej tradycji się wywodzą Kowalczykowie.
darmowy hosting obrazków
Realizacją wizji artystycznej Andrzeja Czyczyły zajął się znany opolski rzeźbiarz Jerzy Piechnik. Zaś odlew w brązie wykonała renomowana pracownia ART ODLEW Wiktora Halupczoka.
Tablica ma 50 cm szerokości na 80 cm wysokości. Waży około 40 kg. Wykonana jest z brązu. Została sfinansowana ze środków wpłaconych na ten cel przez osoby indywidualne oraz organizacje społeczne i patriotyczne z całej Polski.
Niestety, tablica ta nie zawiśnie również w centrum Opola ponieważ Prezydent Ryszard Zembaczyński wycofał się z poparcia umieszczenia jej na ścianie frontowej opolskiego ratusza. Ostatecznie tablica ufundowana przez Opolan z okazji 40. rocznicy czynu braci Kowalczyków umieszczona prawdopodobnie zostanie na terenie klasztoru OO. Franciszkanów w Opolu. Będzie czekać na czasy, kiedy będzie można zamontować ją na jedynym właściwym miejscu – historycznym budynku dawnej Auli WSP w Opolu.
Organizatorzy, Opolskie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej i Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” Uniwersytetu Opolskiego serdecznie zapraszają wszystkich chętnych z całej Polski do udziału w okolicznościowej konferencji w czwartek 6 października 2011 r. o godz. 18.00 przy ul. Oleskiej 48 w Opolu, w historycznej auli Kowalczyków.
W programie konferencji:
Prezentacja tablicy upamiętniającej czyn braci Kowalczyków;
Przemówienia okolicznościowe;
Projekcja filmu o czynie braci Kowalczyków.
Po konferencji o godz. 19.oo rozpocznie się Msza. św. w kościele OO. Franciszkanów w Opolu, gdzie zostanie poświęcona tablica.
Polecamy również film pt. „Desperaci - film o braciach Kowalczykach” , patrz poniżej:

Opr. M. Roman
[Fot. Archiwum]

czwartek, 29 września 2011

„Długie ramię Moskwy” – rzecz o wywiadzie

Wczoraj, w warszawskim Traffic Club, miała premierę najnowsza książka Sławomira Cenckiewicza "Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943-1989". Autor, opisuje w niej genezę wywiadu wojskowego w komunistycznej Polsce oraz rolę Sowietów w jego działalności, kierunki działania, politykę personalną i struktury. Wydawca zaprasza na spotkania autorskie Sławomira Cenckiewicza w ramach trasy promocyjnej.
„Długie ramię Moskwy” jest pierwszą publikacją naukową opisującą dzieje komunistycznego wywiadu wojskowego od powołania go przez GRU w 1943 r. aż do powstania i likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych (1991-2006). W książce miedzy innymi: kulisy decyzji, operacje wywiadowcze, przygotowania do wojny z Zachodem i tajne operacje finansowe związane z aferą FOZZ.
Fragment książki opisujący kulisy afery FOZZ, patrz tutaj.
- Pokazałem brak suwerenności, co nie jest zaskoczeniem - ścisły związek między Sowietami a wojskiem Polski Ludowej (szkolenia, wyjazdy na kursy GRU), kontrolowanie służb i zlecanie im każdego roku różnych planów operacyjnych, brak profesjonalizmu, Myślałem, że wywiad wojskowy PRL-u był w stanie prowadzić jakieś skomplikowane, skuteczne operacje. Okazuje się, że była to kompletna fikcja, z której Sowieci nie byli zadowoleni – mówił w audycji Radia Wnet.pl Sławomir Cenckiewicz.
darmowy hosting obrazków
- Jeśli chodzi o Zachód, wywiad ten nie miał żadnych spektakularnych sukcesów. Nie był w stanie zdobyć technologii, których by Sowieci nie mieli, umiejscowić agentury w ważnych i znaczących obiektach sowieckiego zainteresowania. Koncentrował się na sprawach krajowych i sieć jego współpracowników w kraju była olbrzymia - dodał.
W książce nie brakuje także wątków sensacyjnych. Cenckiewicz odnajduje m. in. ppłk Mariana Kozłowskiego - którego nie znalazły nawet PRL-owskie służby (okazało się, że przeszedł do Amerykanów). Wyjaśnia także sprawę porywania dzieci na Zachodzie - po to, by stworzyć agentom doskonałe przykrycie (wątek znany z filmu SALT).
Jeszcze przed premierą książki, która ukaże się w księgarniach na początku października, wydawca zaprosił na spotkania autorskie Sławomira Cenckiewicza w ramach trasy promocyjnej, która rozpoczęła się wczoraj w Warszawie, a obejmuje kilkanaście miast Polski.
Plan spotkań przedstawia się następująco:
OSTRÓDA, 29 września, godz. 19.00, Zamek, ul. Mickiewicza 22;
OLSZTYN, 30 września, godz. 18.00, Dom Polski, ul. Partyzantów 87;
KRAKÓW, 5 października, godz. 18.30, Collegium Witkowskiego UJ, ul. Gołębia 13;
TARNÓW, 6 października, godz. 17.00, Starostwo Powiatowe, ul. Narutowicza 38;
ŁÓDŹ, 7 października, godz. 18.00, Księgarnia Wojskowa, ul. Tuwima 42;
SZCZECIN, 12 października, godz. 17.00, Książnica Pomorska, ul. Podgórna 15;
POZNAŃ, 13 października, godz. 18.00, Sala Karmelitańska, ul. Łąkowa 3;
BYDGOSZCZ, 14 października;
PIŁA, 15 października, godz. 17.00, Parafia pw. św. Rodziny, ul. św. Jana Bosko 1;
WROCŁAW, 18 października, godz. 17.00, Katolickie Stowarzyszenie "Civitas Christiana", ul. Kuźnicza 11/14;
OPOLE, 19 października, godz. 18.00, Uniwersytet Opolski (aula „Stara”), ul. Oleska 48;
KATOWICE, 20 październik, godz. 18.00, Klub Marcholt, ul. Warszawska 37;
GLIWICE, 21 października, godz. 18.00, Centrum Edukacji, ul. Jana Pawła II;
W Kielcach spotkanie autorskie przewidziano na 22 października br. Następnie autor zapowiada zorganizowanie promocji książki w rodzinnym Trójmieście.
Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]

wtorek, 12 kwietnia 2011

Katyń: rozstrzelana armia

Niemal połowa korpusu oficerskiego II RP została przed 71 laty bestialsko wymordowana przez Sowietów w jednej z najstraszniejszych zbrodni II wojny światowej. To, co określamy wspólnym terminem „Zbrodni Katyńskiej”, dotyczy rozstrzelanych jeńców z trzech obozów: z Kozielska w Katyniu, Starobielska w Charkowie, Ostaszkowa w Kalininie (dziś Twer) i pochowanych w Miednoje oraz więźniów politycznych straconych w Kuropatach na Białorusi i Bykowni na Ukrainie. Razem, przeszło 20 tys. ludzi.

17 września 1939 r. Armia Czerwona wkroczyła do Polski, by pomóc niemieckiemu sojusznikowi w dobiciu Rzeczpospolitej – państwa, które Wiaczesław Mołotow, sowiecki minister spraw zagranicznych, określił mianem „pokracznego bękarta traktatu wersalskiego”. W sowieckiej niewoli znaleźli się żołnierze, oficerowie i policjanci. Poddano ich ścisłej inwigilacji. Ławrentij Beria, szef NKWD, na początku marca 1940 r. sporządził dla Stalina notatkę, w której czytamy: „są zapalonymi wrogami (polscy jeńcy – przyp. autora) władzy radzieckiej, pełnymi nienawiści do ustroju sowieckiego (...). Każdy z nich niecierpliwie oczekuje zwolnienia, aby mieć możliwość aktywnego włączenia do walki przeciwko władzy sowieckiej”. Wyrok zapadł. Sowieccy przywódcy postanowili zastosować wobec Polaków „ostateczne rozwiązanie”.

darmowy hosting obrazków

Od początku kwietnia do maja 1940 r. trwało systematyczne i planowe zabijanie oficerów. Dla bezpieczeństwa pętano ręce skazańców drutem kolczastym i zabijano strzałem w tył głowy. 13 kwietniu 1943 radio berlińskie nadało sensacyjny komunikat, informujący, że „miejscowa ludność wskazała miejsce tajnych egzekucji masowych, wykonywanych przez bolszewików i gdzie NKWD wymordowało (...) polskich oficerów”. Moment ujawnienia zbrodni nie był oczywiście przypadkowy i wynikał z politycznej kalkulacji. Goebbels, osobiście kierujący akcją propagandową, liczył bowiem, że wobec wyraźnych symptomów zaostrzenia stosunków polsko-sowieckich uda się, rozgrywając kartę katyńską, doprowadzić do ich zerwania. Co jak wiemy z historii stało się wkrótce faktem.

darmowy hosting obrazków

Lasek katyński miał być grobem nie tylko tysięcy polskich oficerów, ale miał oczywiście także swój szerszy wymiar. Był częścią wspólnego planu, jaki sowiecki komunizm z bratnim niemieckim faszyzmem przygotował pod koniec 1939 r. Chodziło w nim o unicestwienie narodu polskiego. Przecież większość pomordowanych przez sowieckich oprawców żołnierzy to byli oficerowie rezerwy. W życiu cywilnym – profesorowie, naukowcy, lekarze, nauczyciele. Trzon naszej polskiej inteligencji. Katyń jest zatem również symbolem, setek tysięcy Polaków pomordowanych w ramach tego planu w sowieckich stepach, tajgach i łagrach.

Cała sprawa nie była dla władz polskich całkowitym zaskoczeniem. Pierwsze wiadomości o losach oficerów z Kozielska dostarczyli w czerwcu 1940 r. „Muszkieterowie” z polskiej organizacji konspiracyjnej o charakterze wywiadowczym. Były to jednak wiadomości na tyle bulwersujące, iż nie uznano ich wiarygodności. Potwierdzenie uzyskano już w grudniu 1941 r., gdy po zajęciu Katynia przez wojska niemieckie udało się, za pomocą tajnej misji ZWZ, przeprowadzić na miejscu zaimprowizowaną wizję lokalną. W dalszym ciągu łudzono się jednak co do rozmiarów zbrodni, starając się przynajmniej odszukać jeńców z Ostaszkowa i Starobielska. Przedstawiciele polskich władz wielokrotnie interweniowali w tej sprawie, a odpowiedzi udzielał nawet sam Stalin. Ich absurdalność musiała być dla osób znających co nieco sowieckie realia wręcz złowrogo oczywista: „uciekli (...) choćby do Mandżurii; Na co mam ich trzymać? Być może znajdują się w obozach na terenach, które Niemcy zajęli, rozbiegli się”.

darmowy hosting obrazków

Tymczasem, świat zachodni milczał w imię pragmatycznych celów - alianci potrzebowali jednego zbrodniarza do walki z drugim. Po wojnie sowieci – zresztą konsekwentnie – obarczali winą za zbrodnie Niemców. W czasie rozprawy przed Trybunałem Norymberskim gen. Rudenko, główny prokurator sowiecki, oskarżył Niemców o agresję na Polskę i politykę eksterminacji. Herman Goering gdy to usłyszał zerwał słuchawki, a dzień później powiedział: ”Nie sądziłem, że Rosjanie będą na tyle bezczelni, aby wspominać o Polsce”. Rosjanom nie udało się obwinić Niemców za Katyń. W rezultacie sprawa spadła z wokandy. Winston Churchill w opublikowanych w 1950 r. pamiętnikach napisał: „zainteresowane zwycięskie rządy zadecydowały, że sprawa powinna być pominięta i zbrodnia katyńska nigdy nie została wyjaśniona”.

Dopiero 13 kwietnia 1990 r. agencja TASS ogłosiła lakoniczną informację, w której przyznano, że masakry dopuściła się NKWD. Dwa lata później polskie władze otrzymały kopię wielu przechowywanych na Kremlu materiałów dokumentujących zbrodnię. Jest to jednak wciąż czuły punkt w stosunkach polsko-rosyjskich, a w państwie Putina nie brakuje chętnych do podważania autentyczności i charakteru tej zbrodni, dla nas Polaków wciąż zbrodni nie wyjaśnionej do końca i nie nazwanej po imieniu – zbrodnią ludobójstwa.

Polecam również, utwór Andrzeja Kołakowskiego, „Katyń”, patrz poniżej:


Mariusz A. Roman

[Fot. Archiwum]

poniedziałek, 21 marca 2011

Topienie generała w 1988

Pierwszy dzień wiosny - 21 marca 1988, trójmiejska młodzież z opozycyjnych organizacji, takich jak: Wolność i Pokój, Federacja Młodzieży Walczącej, Ruch Społeczeństwa Alternatywnego czy Niezależne Zrzeszenie Studentów postanowiła uczcić happeningiem, którego centralnym punktem miało być utopienie Marzanny, czyli kukły gen. Jaruzelskiego. Sopocki happening został poprzedzony licznymi aresztowaniami działaczy WiP, do których doszło 20 marca. ZOMO nie udało się jednak spacyfikować samej akcji.

darmowy hosting obrazków
W pierwszy dzień wiosny 1988 roku o umówionej godzinie zwarta grupa młodych osób, ruszyła w dół sopockiego deptaka. Z powodu zmasowanych sił ZOMO i MO w rejonie deptaka około 100 młodych ludzi zebrało się na plaży za Grand Hotelem. SB zanotowała: „Niektórzy z nich wyjęli spod płaszczy elementy, z których zmontowali kukłę ucharakteryzowaną na przywódcę państwa. W wyniku natychmiast podjętych działań kukłę odzyskano”. (Meldunek nr 109, Gdańsk 21.03.1988 r., AIPN Gd IPN Gd 0027/3842, t. IX, k. 78.). Meldunek zacytowany, patrz tutaj.

darmowy hosting obrazków
W wyniku poczynionych ostatnio ustaleń, samą kukłę gen. przygotowali: Janusz Waluszko z RSA oraz Krzysztof Figiel z Solidarności Młodych. Udało się ją niemal „cudem” przetransportować i zamelinować już dzień wcześniej w Sopocie. Uczestniczyłem osobiście w tym happeningu i rzeczywiście, Sopot w tym dniu był sterroryzowany ZOMO-wcami. Dlatego też, sama kukła pojawiła się dopiero na plaży w okolicach Grand Hotelu. Wokół kukły zrobiliśmy mur z ciał, trzymając się pod pachy i w ten sposób udało się nam dojść do morza i utopić ją. Tradycji stało się zadość!!!

darmowy hosting obrazków
Wtedy milicjanci przystąpili do szturmu i pałowania, wcześniej jedynie się przyglądali akcji i szli wciąż za nami. Wyłowili także utopioną wcześniej kukłę generała z morza. Wiele osób zostało zatrzymanych, ale też wiele ratowało się ucieczką w kierunku łazienek na plaży w Sopocie i następnie stacji kolejki PKP w Kamiennym Potoku. Mnie samemu udało się zbiec, choć milicjanci gonili nas kilka kilometrów.
Pokłosie tej imprezy, to nie tylko zatrzymania i kolegia. Mniej szczęścia miał Tadeusz Trocki, działacz FMW (Rumia). Próbował się on wyrwać ZOMO-wcom, w rezultacie został brutalnie poturbowany, a podczas ogólnej szarpaniny spadła czapka jednemu z milicjantów. Wykorzystano ten fakt do oskarżenia go o „naruszenie cielesności i pobicie funkcjonariusza na służbie”. Prowadzono wobec niego postępowanie, a następnie proces, który toczył się jeszcze kilka miesięcy przed Sądem Rejonowym w Sopocie. Trocki w jego wyniku otrzymał grzywnę i wyrok w zawieszeniu.

darmowy hosting obrazków
Utopienie kukły Jaruzelskiego, stało się głośne w całym Trójmieście a nawet Polsce, i to paradoksalnie w wyniku represji zastosowanych przez organy porządkowe wobec uczestników happeningu. O zajściu sopockim poinformowało m.in. Radio Wolna Europa. Pomimo tego, że władza komunistyczna starała się konsekwentnie nie dopuścić do obrazy „czołowej osobistości państwowej”, to obnażyła jedynie determinację i skalę oporu wśród młodego pokolenia. Pokolenia, które stawało się siłą napędową całej opozycji.
To właśnie młode pokolenie, a nie „starzy”, coraz bardziej wypaleni działacze, zorganizowali zaledwie w miesiąc później strajki 1988. w stoczni, Uniwersytecie Gdańskim i protesty poparcia w szkołach. Nasze działania wymykały się wówczas nie tylko spod kontroli komunistycznych władz, ale i podziemnej „Solidarności”. I tego się pewnie jedni i drudzy wystraszyli, doprowadzając do porozumienia przy tzw. „okrągłym stole”.
Polecam również komentarze do tego tekstu, patrz tutaj.
Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum Autora]

piątek, 25 lutego 2011

O Konspiracyjnym Wojsku Polskim

Stowarzyszenie Miejski Teatr Źródło oraz Ochotnicza Straż Pożarna w Radomsku zapraszają na dramat w VII aktach "DO WINY SIĘ NIE POCZUWAM…" o Konspiracyjnym Wojsku Polskim – od momentu zawiązania po proces dowództwa KWP w Łodzi. Reżyseria według autorskiego scenariusza - Danuta Zawadzka.

darmowy hosting obrazków
W opracowaniu scenariusza oparto się m.in. na materiałach z Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej z Łodzi. Treść przedstawienia, która jest bogatą teatralizacją faktów, zawiera rozprawy sądowe, sceny batalistyczne, zdarzenia z życia osobistego bohaterów i ich dylematy moralne (decyzja o pozostaniu w podziemiu, złożenie przysięgi, ostatnie widzenie z bliskimi, aresztowania, wyroki).
Spektakl pięknie wpisuje się w ustanowione przez Prezydenta i Sejm Rzeczypospolitej święto państwowe, przypadający na 1 marca, Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". Działa na świadomość historyczną odbiorcy i umożliwia mu właściwe spojrzenie na problemy najnowszej historii Polski, a jednocześnie budzi w nim odpowiedzialność za prawdę historyczną i jej przekaz w społeczeństwie.
W przedsięwzięcie artystyczne zaangażowanych jest (oprócz kierownictwa artystyczno – technicznego) 60 młodych aktorów - uczniów radomszczańskich szkół gimnazjalnych i średnich, studentów, osób pracujących - odtwarzających role historycznych bohaterów. Są prawdziwi w tym co robią, ponieważ utożsamiają się z odtwarzanymi postaciami, będąc w ich wieku.
Rozmachu całości widowiska dodaje scena batalistyczna, będąca rekonstrukcją zdarzeń największej (zdaniem historyków) strategicznej bitwy KWP, czyli odbicie więźniów z aresztu w Radomsku w 1946 roku.
Spektakl zaprezentowany zostanie przez Miejski Teatr Źródło w Radomsku dnia 26 lutego 2011 roku o godz. 17.00 w radomszczańskiej "KINEMIE", w autentycznym miejscu, gdzie odbył się historyczny pokazowy proces, tzw. "proces 17".
Spektakle dla szkół odbędą się w dniach 25 i 28 lutego o godzinie 8.30 i 11.15.
Więcej o Konspiracyjnym Wojsku Polskim, patrz tutaj.
Polecam również film o dowódcy KWP pt. „Czy warto było tak żyć?”, patrz poniżej:








(MAR)
[Fot. Archiwum]

sobota, 27 listopada 2010

Nowy portal: 10 MILIONÓW.pl

Warto odnotować ciekawą inicjatywę – tak bardzo pokrewną z Memento.org.pl, powołania w Internecie portalu społecznościowego: 10milionow.pl – Portal Ludzi Solidarnych. Głównym celem portalu jest stworzenie płaszczyzny dla integracji, wymiany poglądów, nawiązywania relacji i przekazywanie informacji między środowiskami opozycji antykomunistycznej i ruchów demokratycznych z czasów PRL.

darmowy hosting obrazków
Portal Ludzi Solidarnych będzie miał m.in. za zadanie promocję dokonań „pokolenia Solidarności” w przestrzeni publicznej i medialnej oraz wśród młodzieży szkolnej i akademickiej.
„Chcemy zebrać wspomnienia i materiały opisujące trudne drogi do wolności, którą się możemy dzisiaj cieszyć. Nazwą nawiązujemy do 10 milionów Polaków, którzy w latach 80-tych tworzyli Solidarność. Chcemy tym samym podkreślić jak ważne dla odzyskania naszej wolności była indywidualna i osobista walka, którą podjęło tak wielu Polaków” – piszą członkowie zespołu redakcyjnego.
Autorzy portalu stawiają sobie za zadanie, aby przekazywać młodemu pokoleniu: wspomnienia tych nawet pozornie najmniejszych wydarzeń, o których dziś się nie pamięta, a które tak bardzo przyczyniły się do odzyskania wolności. Zamierzają promować ciekawe oraz ważne aktualne wydarzeniach i inicjatywy. Prowadzić akcje edukacyjne propagujące postawy obywatelskie i patriotyczne.
Portal umożliwia zakładanie profili osobistych, budowanie grup, swobodną wymianę informacji oraz integracje już istniejących środowisk. Portal ma charakter społecznościowy – tworzony jest zatem przez samych użytkowników, którzy publikują swoje wspomnienia, piszą artykuły, dodają multimedia i zamieszczają komentarze.
Wysoki poziom merytoryczny ma gwarantować współpraca z innymi inicjatywami m.in. z redakcją „Encyklopedii Solidarności” oraz „Tygodnikiem Solidarność”. Autorzy portalu zamierzają uczestniczyć w budowie wirtualnego muzeum Solidarności tworzonego przez użytkowników (m.in.: zbierać fotografie, teksty, pamiątki i wspomnienia użytkowników). Za cel postawili sobie także wysoką jakość estetyczną i dużą funkcjonalność. Ma to umożliwić korzystanie z portalu także ludziom słabo obeznanym z komputerem.
Warto odnotować, że Portal Ludzi Solidarnych, patrz tutaj nie jest jedyną tego typu inicjatywą. Od trzech lat działa powstały z inicjatywy osób związanych obecnie ze SKOK Stefczyka, bardzo pokrewny portal: Memento.org.pl, patrz tutaj.
Polecam również krótki film poświęcony idei powołania portalu 10milionów.pl, patrz poniżej:

Mariusz A. Roman
[Fot. 10milionów.pl]

piątek, 29 października 2010

O Konspiracyjnym Wojsku Polskim

Miejski Teatr Źródło oraz Miejski Dom Kultury w Radomsku zapraszają na dramat w 7 aktach "Do winy się nie poczuwam…" o Konspiracyjnym Wojsku Polskim – od momentu zawiązania po proces dowództwa KWP w Łodzi. Reżyseria według autorskiego scenariusza - Danuta Zawadzka.
30 października br. o godz. 18:00 w sali widowiskowej Miejskiego Domu Kultury w Radomsku (ul. Brzeźnicka 5) odbędzie się premiera dramatu w 7 aktach o Konspiracyjnym Wojsku Polskim – od momentu zawiązania po proces dowództwa KWP w Łodzi. Spektakl pt. „Do winy się nie przyznam...” według własnego scenariusza wyreżyserowała Danuta Zawadzka. Przedsięwzięcie przygotowały Miejski Teatr Źródło oraz Miejski Dom Kultury w Radomsku przy wsparciu Miasta Radomsko. W opracowaniu scenariusza oparto się m.in. na materiałach z Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej z Łodzi.
Więcej o Konspiracyjnym Wojsku Polskim, patrz tutaj.

darmowy hosting obrazków
Spektakl o KWP będzie można obejrzeć w tym samym miejscu również 11 listopada br. o godz. 18:00. Wstęp na obydwa przedstawienia wolny.
Konspiracyjne Wojsko Polskie, patrz poniżej:
Polecam również film o dowódcy KWP pt. „Czy warto było tak żyć?”, patrz poniżej:








MAR
[Fot. Archiwum]

wtorek, 26 października 2010

Ostatni Żołnierz Niepodległej

Przed 47 laty, 21 października 1963 roku w obławie funkcjonariuszy SB i ZOMO na Lubelszczyźnie zginął Józef Franczak "Lalek", ostatni żołnierz antykomunistycznego podziemia. Został wydany w ręce bezpieki przez krewnego zwerbowanego do współpracy z SB. Z bronią w ręku ukrywał się dokładnie 24 lata. Miał wtedy 45 lat.
Józef Franczak, (pseud. „Lalek”, „Laluś”) urodził się 17 marca 1918 r. w Kozicach Górnych. Ukończył Szkołę Podoficerską Żandarmerii w Grudziądzu. Był żołnierzem kampanii wrześniowej. Po 17 września 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej, z której uciekł. Już w 1940 r. wstąpił do ZWZ, a następnie do AK. Działał w podziemiu do 1944 roku. W 1944 r. jako oficer, został przymusowo wcielony do 2. Armii Wojska Polskiego. W styczniu 1945 r., będąc świadkiem wydawania wyroków śmierci na AK-owców, zdecydował się na dezercję.
Odtąd przez następne 18 lat ukrywał się przed władzą ludową. Swoją działalność w podziemiu antykomunistycznym i niepodległościowym rozpoczął w Zgrupowaniu mjr Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. W 1947 r. związał się z oddziałem kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Po śmierci „Uskoka” ukrywał się, samotnie wykonując kilka akcji w Lublinie i okolicach. Nie skorzystał z amnestii ogłoszonej w 1956 r. Przetrwał w konspiracji antykomunistycznej 18 lat.

darmowy hosting obrazków
"Lalek" nie budował świetnie zamaskowanych bunkrów, aby przebywać w nich przez wiele miesięcy. Był w ciągłym ruchu, często zmieniając kwatery. Jak szacowali funkcjonariusze UB/SB, jego siatka współpracowników liczyła około dwustu osób, co jest liczbą imponującą, tym bardziej że za udzielanie pomocy tak "niebezpiecznemu bandycie" groził kilkuletni wyrok więzienia.
Jego miejsce pobytu zostało ustalone przez organy bezpieczeństwa w wyniku donosu agenta SB Stanisława Mazura TW ps. "Michał" dopiero w październiku 1963 r. Zginął podczas obławy we wsi Majdan Kozic Górnych, patrz tutaj.
darmowy hosting obrazków
W prosektorium Zakładu Medycyny Sądowej w Lublinie przeprowadzono sekcję zwłok „Lalka” i pozbawiono je głowy, a następnie złożono w bezimiennym grobie na cmentarzu komunalnym przy ul. Unickiej w Lublinie. Dzięki pomocy pracownika cmentarza rodzinie udało się jednak ustalić miejsce pochówku. Dopiero w 1983 roku siostry "Lalusia" przeniosły prochy ciała [pozbawionego przez komunistów głowy] do rodzinnego grobowca, na cmentarzu parafialnym w Piaskach.
Więcej na temat życia i walki sierż. Józefa Franczaka "Lalka", patrz tutaj.
darmowy hosting obrazków
17 marca 2008 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński nadał pośmiertnie ostatniemu żołnierzowi wyklętemu - Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Józef Franczak został odznaczony za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej w 90. rocznicę swoich urodzin. Odznaczenie odebrał 19 października 2008 w Lublinie - syn Marek Franczak.
Polecam również krótkie filmy:
„Żołnierzom Wykletym”
„Ostatni partyzant 1963”
Mariusz A. Roman
[Fot. Archiwum]

środa, 29 września 2010

Rajd szlakiem mjr Żubryda

Stowarzyszenie Pamięci SBO NSZ "Zuch" Antoniego Żubryda i Gmina Korczyna zapraszają w dniach 1-3 października 2010 r. do udziału w I Rajdzie Szlakiem Żołnierzy Wyklętych mjr. Antoniego Żubryda "Zucha".
Jednym z największych antykomunistycznych oddziałów zbrojnych działających po tzw. wyzwoleniu na terenie ówczesnego województwa rzeszowskiego był oddział dowodzony przez Antoniego Żubryda. Operował na terenie powiatów sanockiego, brzozowskiego i krośnieńskiego w latach 1945-1946.
I to właśnie szlakiem bojowym tego oddziału odbędzie się w najbliższy weekend - I Rajd Szlakiem Żołnierzy Wyklętych mjr. Antoniego Żubryda "Zucha":
W piątek ok. godz. 9.00 z rynku w Sanoku uczestnicy wyruszają trasą Sanok - Niebieszczany - Bukowsko. Dojazd na nocleg w Brzozowie.
W sobotę trasa Brzozów - Malinówka (krzyż w pobliżu miejsca śmierci majora Żubryda i jego żony) - Korczyna k/Krosna.

darmowy hosting obrazków
W niedzielę:
- 11.00 - Msza Święta w intencji poległych i pomordowanych dowódców i żołnierzy SBO NSZ "ZUCH" (Sanktuarium św. J.S. Pelczara);
- 12.30 - widowisko plenerowe w Rynku w Korczynie - "Żubryd schodzi z gór", inspirowane zajęciem Korczyny przez Batalion "Żubrydowców" w 1945;
- 14.00 - panel historyczny pt. "SBO NSZ "Zuch" na tle oporu przeciw komunizmowi 1944-1947" (seria narad - Dom Strażaka).
Więcej na temat mjr. Antoniego Żubryda ps. "Zuch", patrz tutaj.
Polecam również krótki film poświęcony pamięci Janiny i Antoniego Żubrydów, patrz poniżej:


[Fot. Archiwum]