Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Unia Europejska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Unia Europejska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 września 2009

W Brukseli o Polakach na Litwie

Waldemar Tomaszewski, deputowany do Parlamentu Europejskiego oraz lider Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, przedstawił przewodniczącemu Komisji Europejskiej Jose Manuelowi Barroso sytuację polskiej mniejszości na Litwie. Lider AWPL zwrócił uwagę szefa Eurokomisji na dyskryminację Polaków przez władze litewskie.

darmowy hosting obrazków
Poseł Waldemar Tomaszewski jest członkiem frakcji Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim (ECR), do której należy szesnastu polskich posłów. Piętnastu to posłowie Prawa i Sprawiedliwości, a szesnastym jest właśnie Tomaszewski, wybrany na Litwie z listy AWPL.
Posiedzenie frakcji ECR z 7 września br. było poświęcone spotkaniu z obecnym i zapewne przyszłym przewodniczącym Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso. Ubiega się on bowiem o kolejną kadencję na stanowisku przewodniczącego Komisji Europejskiej. Spotkanie z frakcją Konserwatystów i Reformatorów było pierwszym jego spotkaniem z grupami politycznymi.
Waldemar Tomaszewski zabiera głos
Podczas spotkania ECR z J. M. Barroso omówiono m.in. problemy związane z budową gazociągu „Nordstream” i „Nabucco” oraz prawami i swobodami obywateli Unii Europejskiej. Poseł Waldemar Tomaszewski poruszył problem wolnego i nieskrępowanego używania języków mniejszości narodowych w Unii Europejskiej. Zwracając się do J. M. Barroso, powiedział on m.in.:

darmowy hosting obrazków
„Przed pięciu laty Litwa stała się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. W nadziei na to, że to wydarzenie przyniesie zmiany na lepsze, aktywnie agitowaliśmy o udział w referendum w sprawie przystąpieniu Litwy do Unii Europejskiej. I rzeczywiście, w wielu dziedzinach życia zaszły zmiany na lepsze(...). Mieliśmy również nadzieję na to, że zostaną poszerzone prawa mniejszości narodowych. Niestety, nie tylko nie uzyskaliśmy nowych praw odpowiadających standardom Unii Europejskiej - nasze prawa zostały nawet ograniczone.
Zgodnie z Ustawą Republiki Litewskiej o mniejszościach narodowych, w miejscowościach, w których mniejszości narodowe stanowią większość mieszkańców, od 1991 r. były dwujęzyczne nazwy ulic. W latach 2007-2008 rząd Litwy poprzez swego przedstawiciela rozpoczął wszczynanie spraw sądowych przeciwko samorządom rejonów wileńskiego i solecznickiego w sprawie dwujęzycznych nazw ulic. W samorządach tych polska mniejszość narodowa stanowi 80 proc. ogółu mieszkańców.
W wyniku tych działań – tablice z nazwami w językach mniejszości narodowych na Litwie Wschodniej są usuwane, demokratycznie wybrani przedstawiciele samorządów są karani wysokimi grzywnami za zatwierdzanie nazw w językach mniejszości narodowych. Mieszkańcom niełatwo to zrozumieć, a nam, tym, którzy agitowali za Unią Europejską, coraz trudniej udaje się wytłumaczyć, dlaczego po przystąpieniu do Unii Europejskiej prawa mniejszości narodowych są nawet ograniczane.
Przed półtora roku, w kwietniu 2008 r., polska mniejszość narodowa na Litwie podczas spotkania z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Hansem Gertem Poetteringiem prosiła o wstawiennictwo. Niestety, nie odczuliśmy żadnych zmian na lepsze. Polacy na Litwie w dalszym ciągu są karani za używanie swego języka ojczystego nawet w tych samorządach, w których polska mniejszość narodowa stanowi 80 proc. mieszkańców. Czy Szanowny Pan Przewodniczący jest o tym poinformowany? Jakich środków mogłaby się podjąć Komisja Europejska i jakiego mechanizmu możemy użyć, by ta haniebna sytuacja w Unii Europejskiej się nie powtórzyła?
Przewodniczący Komisji Europejskiej J. M. Barroso w swojej odpowiedzi podkreślił, że Unia Europejska – to przede wszystkim unia wartości. I takie wartości jak demokracja, swobody obywateli, prawa człowieka, prawa mniejszości narodowych powinny osiągnąć najwyższe standardy. Europejskie i międzynarodowe porozumienia i konwencje powinny być przestrzegane. J. M. Barroso wyraził opinię, że nowo wybrana prezydent Litwy Dalia Grybauskaite, która uzyskała poparcie około 70 proc. wyborców, z którą, a propos, pracował w Komisji Europejskiej, uczyni wszystko, by tego typu problemów nie było. J. M. Barroso wyraził przekonanie, że również władze Litwy i Polski rozwiążą ten problem.
Na rozwiązanie problemu używania języka ojczystego w życiu publicznym liczą przede wszystkim mniejszości narodowe na Litwie”.
za: Informacja Biura Posła do Parlamentu Europejskiego W. Tomaszewskiego z 8 września 2009 r.
Kto pomoże Polakom na Litwie?
Tradycja dyskryminowania polskości na Litwie, ma swoją długą, mało chwalebną historię wyniesioną jeszcze z Litwy Kowieńskiej, gdzie w okresie międzywojennym presji lituanizacji została poddana polska kultura i oświata. Niemalże, całkowite jej wyniszczenie na Kowieńszczyźnie i Laudzie stało się jednak dopiero możliwe w czasach stalinowskich, co Litwini skwapliwie wykorzystali. To, czego dzięki m.in. zachowaniu polskiej oświaty na Wileńszczyźnie nie udało się wtedy, systematycznie jest kontynuowane obecnie.

darmowy hosting obrazków
Restrykcyjne przepisy oświatowe, utrudnienia w odzyskaniu ziemi, zmiany administracyjne rozbijające zwarcie zamieszkującą polską społeczność (m.in. tworzenie tzw. Wielkiego Wilna kosztem podwileńskich wsi), brak możliwości zapisywania w dowodach tożsamości polskiego brzmienia nazwisk, „fałszerstwa wyborcze”, wprowadzenie wysokiego progu wyborczego - także dla list wyborczych mniejszości narodowych, a także odbieranie przybyłym z Macierzy polskim księżom parafii, to tylko niektóre z przykładów polakofobii, o której można by jeszcze napisać znacznie więcej.
Tymczasem państwo litewskie, które już od kilkunastu lat deklaruje, że jest strategicznym partnerem Polski, nie robi nic, aby zwalczać antypolonizm wśród sporej części swojego społeczeństwa. Co więcej, z budżetu tego państwa są finansowane wyraźnie antypolskie organizacje. Poszczególne instytucje państwowe Litwy, politycy, środki masowego przekazu, co jakiś czas same prowokują wybuchy antypolonizmu. O ironio, dzieje się tak zazwyczaj wtedy, kiedy w oficjalnych stosunkach państwowych z Polską, następuje jakiś kolejny pozytywny przełom. Wielokrotnie, na co zwracają uwagę Polacy na Litwie, do takich ekscesów dochodzi bezpośrednio, po wizycie któregoś z przedstawicieli najwyższych polskich władz. W Polsce sytuację taką, tłumaczy się nam zazwyczaj kompleksami litewskiego, słabszego partnera. Jednak, jak długo tak można?
Czy w uregulowaniu przestrzegania na Litwie podstawowych standardów mniejszościowych pomogą wreszcie naszym rodakom instytucje Unii Europejskiej? Odpowiedź Barroso należy raczej do tych wymijających i uciekających od problemu. Tomaszewski jednak nie daje za wygraną i zamierza poruszać w Brukseli problemy nurtujące Polaków na Litwie do skutku.
Należy zatem wierzyć, że cała sprawa dzięki polskiemu przedstawicielowi Wileńszczyzny nabierze w końcu europejskiego rozgłosu. Zwłaszcza, że nowym przewodniczącym Parlamentu Europejskiego został Jerzy Buzek, który kilka tygodni temu napisał bardzo ostry list w obronie praw mniejszości węgierskiej dyskryminowanej na Słowacji. Jest zatem nadzieja, że to dobry prognostyk na przyszłość – także dla Polaków wciąż dyskryminowanych na Litwie.
Mariusz A. Roman
[Fot. Mariusz Roman oraz Marian Paluszkiewicz, „Kurier Wileński”]

piątek, 13 marca 2009

Wilno: Pikieta przeciwko łamaniu praw mniejszości

„- Autochtoniczna ludność polska zamieszkując na Wileńszczyźnie, w kraju Unii Europejskiej zasłużyła na europejskie traktowanie jej praw narodowych. Drodzy Rodacy, Bądźmy Solidarni! Obrońmy swoje prawa!” – czytamy m.in. w odezwie, wzywającej na dzisiejszy wiec, jaki odbędzie się w Wilnie o godz. 15.30 (14.30 polskiego czasu), pod budynkiem ambasady Czech. Pikieta zostanie przeprowadzona pod hasłem obrony praw mniejszości narodowych na Litwie.
Z inicjatywą przeprowadzenia akcji protestacyjnej przy gmachu ambasady czeskiej, znajdującej się w wileńskiej dzielnicy Zwierzyniec, przy ul. Birutes 16, wystąpił Zarząd Miejski Związku Polaków na Litwie. Według Alicji Pietrowicz, prezes ZM ZPL, uczestnicy pikiety chcą zwrócić uwagę społeczności międzynarodowej na notoryczne łamanie praw mniejszości narodowych na Litwie. Ostatnim przykładem naruszeń praw mniejszości był m.in. nakaz usunięcia tabliczek z nazwami ulic po polsku i rosyjsku.
darmowy hosting obrazków


Pikietujący jak dowiadujemy się z odezwy: będą domagali się przestrzegania praw mniejszości, a zwłaszcza prawa do publicznego używania języka ojczystego w miejscach ich zwartego zamieszkania; zwrócą uwagę na samowolę urzędniczą oraz naruszenia w procesie zwrotu ziemi jej prawowitym właścicielom, zaprotestują przeciwko nieustannym atakom na szkolnictwo polskie.
Jednym z podstawowych problemów z jakim borykają się mieszkańcy Wileńszczyzny jest pogorszenie się sytuacji polskich szkół. Rząd Litwy przyjął uchwałę, ustalającą nowe kryteria kompletowania klas. Realizacja tej uchwały, według wileńskich Polaków "spowoduje przymusowe zamknięcie około połowy polskich szkół na Wileńszczyźnie". A to z kolei otwiera szeroką drogę do szybkiej lituanizacji jej mieszkańców.
darmowy hosting obrazków

Jak poinformowała Pietrowicz, ZPL otrzymał zezwolenie na zorganizowanie akcji protestacyjnej od władz samorządowych stolicy. Zgodnie jednak z tą decyzją w pikiecie ma uczestniczyć nie więcej niż 100 osób. Miejsce na przeprowadzenie pikiety wybrano nieprzypadkowo. Czechy obecnie przewodniczą Unii Europejskiej, a więc zdecydowano, że właśnie przy placówce dyplomatycznej tego kraju warto protestować.

Będzie to już druga akcja przeprowadzona przy placówkach dyplomatycznych krajów Unii Europejskiej. Poprzednio społeczność polska na Litwie protestowała przy gmachu ambasady Finlandii.
Mariusz A. Roman
Na zdjęciach: Flaga Akcji Wyborczej Polaków na Litwie; Protest społeczności polskiej przed ambasadą Finlandii w Wilnie, przeprowadzony 21 grudnia 2006 r; Dzisiejszy protest społeczności polskiej przed ambasadą Czech w Wilnie.

niedziela, 11 stycznia 2009

Kolejna wojna gazowa na wschodzie. Najwyższy czas na reakcję!

To już nie konflikt, to prawdziwa gazowa wojna. I wcale ta sytuacja nie powinna dziwić, skoro w rosyjskiej strategii energetycznej oficjalnie zapisano, że strategicznymi celami rozwoju przemysłu gazowego jest m.in.: zabezpieczenie jej politycznych interesów. A taki właśnie wymiar ma ta wojna - polityczny, a nie biznesowy. Najwyższy zatem czas na otrzeźwienie i realizację zapowiadanych od lat inwestycji w zakresie bezpieczeństwa energetycznego w naszym kraju.

Podczas piątkowej debaty nad bezpieczeństwem energetycznym Polski, przeprowadzonej w Sejmie rząd zademonstrował jedynie siłę spokoju, nie widząc specjalnie zagrożeń w związku z kryzysem gazowym. Premier Pawlak przekonywał posłów, ze nasz kraj posiadając znaczne zasoby paliw stałych, jest jednym z najmniej uzależnionych od dostaw surowców energetycznych krajem Unii Europejskiej. Uspakajał, że w naszym bilansie energetycznym gaz stanowi jedynie 12 proc. ogólnego zużycia. Jakby zapominając o istocie problemu, jak bardzo gaz jest istotny dla odbiorcy detalicznego, używającego go do ogrzania mieszkań i powszechnie wykorzystującego go w kuchni. I właśnie z tego powodu brak gazu, zawsze oznaczać będzie ogromny problem społeczny.

Tymczasem problem z gazem w Polsce to nie tylko alternatywne źródła dostaw gazu, ale również m.in.: możliwość pełnego dysponowania systemem przesyłowym (kontrola właścicielska) i konieczność jego rozbudowy, zabezpieczenie odpowiedniej pojemności magazynowej i wzrostu potencjału wydobycia gazu krajowego, oraz wprowadzenie odpowiednich regulacji prawnych zapewniających funkcjonalność całego sektora (obrót, magazynowanie, dystrybucja, przesył) i liberalizację rynku. Na wszystkich wymienionych kierunkach rozwoju występuje w Polsce nie tylko zastój, ale notujemy również wiele podjętych wcześniej, negatywnych dla poziomu naszego bezpieczeństwa decyzji. Chodzi tu przede wszystkim o zaniechanie podpisanych w 2001 r. kontraktów z dostawcami z Danii i Norwegii, oraz przedwczesny proces prywatyzacji PGNiG, zanim państwo nie zapewniło sobie wyłącznego wpływu na wydobycie i przesył gazu. Odpowiedzialność za podjęcie tych decyzji ponosi rząd SLD-owski Millera a potem Belki.

Bezpieczeństwo energetyczne

Gazprom jest światowym liderem w produkcji i eksporcie gazu ziemnego. Jest on też głównym dostawcą gazu w Europie z eksportem na poziomie ok. 130 mld m sześc., a wliczając w to także Turcję 150 mld m sześc. gazu. Firma rosyjska jest również udziałowcem operatorów gazowych z Niemiec, Włoch, Czech, Finlandii, Węgier, Wielkiej Brytanii oraz Litwy, Łotwy i Estonii. Apetyty tego potentata są jednak dużo większe i planuje on zwiększyć swój udział eksportu gazu na rynku europejskim do poziomu 180 mld m sześc. w 2010 r. i do ok. 220 mld sześc. w 2020 r. co będzie stanowić 30 proc. zużycia gazu ziemnego w Unii Europejskiej. W tym samy czasie, prognozowany jest także wzrost zużycia gazu w Polsce z poziomu ok. 15 mld sześc. do 26 mld m sześc. Przy czym planowany jednocześnie wzrost wydobycia gazu krajowego jest wprost nieproporcjonalny i ma wynieść zaledwie 6 mld m sześc. (obecnie blisko 5 mld m sześc). Co oznacza, że w najbliższej przyszłości znacząco zmieni się na niekorzyść ilość własnego surowca używanego do zaspokajania potrzeb gazowych w Polsce, przy jednoczesnym stałym wzroście zapotrzebowania na gaz sprowadzany w imporcie.

Realizację planu ekspansji Gazpromu mają zapewnić inwestycje w zwiększenie przepustowości już istniejących gazociągów oraz budowa nowych w tym Gazociągu Północnego prowadzonego do Niemiec po dnie Bałtyku. Przy czym trudno wyzbyć się wrażenia, że tzw. bałtycka rura ma nie tyle zapewnić dywersyfikację rosyjskich korytarzy eksportowych w celu zwiększenia dostaw, co po prostu chodzi o eliminację tranzytu przez kraje trzecie, w tym przypadku Polski. Gdyby było inaczej, to zrealizowano by najpierw to, do czego zobowiązano się już wcześniej, czyli druga nitkę rurociągu Jamał – Europa (Rosja-Białoruś-Polska-Niemcy), zwłaszcza, że inwestycja lądowa jest dużo tańsza niż morska.

Tymczasem z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski, czytamy w dokumencie pt. „Polityka dla przemysłu gazu ziemnego” z marca 2007 r., a opracowanego przez poprzedni rząd: warte odnotowania są zmiany w polityce rynkowej prowadzonej przez największe spółki sektora funkcjonujące w regionie, a zwłaszcza przez największego dostawcę – OAO Gazprom. W rządowej Strategii energetycznej Federacji Rosyjskiej do roku 2020 z 28 sierpnia 2003 r. zamieszczono następujące stwierdzenie:

„Strategicznymi celami rozwoju przemysłu gazowego są: (...) zabezpieczenie politycznych interesów Rosji w Europie i państwach sąsiedzkich, a także w regionie azjatyckim i Oceanu Spokojnego”.

Gazprom – monopolista w zakresie eksportu i przesyłu gazu w FR – jest naturalnym wykonawcą tej strategii. W tak rozumianej strategii należy wyróżnić m.in. próby uzyskania przez Gazprom dostępu do rynków detalicznych poprzez kontrolę sieci przesyłowych i dystrybucyjnych w krajach odbiorcach gazu, a także poszukiwanie nowych dróg przesyłu gazu z pominięciem krajów tranzytowych. Stosowana przez Gazprom od lat polityka cenowa świadczy dobitnie o ich politycznej motywacji. Kraje spolegliwe wobec Kremla płacą za rosyjski surowiec znacznie mniej. I tak dla przykładu na Białorusi Gazprom przejął gazociąg Jamał – Europa i Mińsk płaci 128 dol. za 1000 m sześc. gazu, czyli blisko cztery razy mniej niż Wilno czy Warszawa.

Smok zjada własny ogon

Dyskusja o uniezależnieniu się od importu gazu z Rosji zupełnie przesłania nam sytuację tej gazowej potęgi. Tymczasem już wkrótce – alarmują eksperci – Rosja może przestać realizować swoje gazowe zobowiązania. Według Instytutu Polityki Energetycznej z Moskwy w najbliższej przyszłości w rosyjskim bilansie gazowym zabraknie w sumie 100 mld m sześc. surowca. Rosyjski Instytut Problemów Monopoli Naturalnych prezentuje podobną opinię: w krótkim okresie czasu Gazprom będzie mógł rekompensować braki gazu dzięki zmniejszaniu eksportu w dopuszczanym kontraktami przedziale i przez pozyskiwanie gazu środkowoazjatyckiego, ale w 2010 r. deficyt gazu na rynku krajowym i zagranicznym sięgnie 124 mld sześc.

Rosja produkuje rocznie 550 mld sześc. gazu ziemnego, z czego dwie trzecie rozprowadza na rynku wewnętrznym i już dzisiaj potrzebuje gazu z Turkmenistanu (50 mld sześc.), aby Gazprom mógł zrealizować kontrakty zewnętrzne. Podstawowym problemem jest według ekspertów to, że Gazprom wciąż za mało inwestuje w wydobycie. Ponadto wydobycie Gazpromu skoncentrowane zostało w dużej większości, w trzech „dojrzałych” złożach: Urengojskoje, Jamburskoje, Miedwieżje - które dostarczają coraz mniej gazu. Podczas gdy Gazprom podaje, że kierując się opłacalnością do 2010 r. będzie kontynuował wydobycie w złożach zlokalizowanych blisko istniejącej już sieci gazociągowej. Instytut Polityki Energetycznej podkreśla z kolei, że najprawdopodobniej dopiero po 2012 roku będą uruchomione nowe wielkie złoża jamalskie i złoże Sztokmanowskie, które od 2011 roku miało zapewnić eksport gazu skroplonego do USA. Tymczasem nie uruchamiając nowych wielkich złóż gazu Gazprom może utrzymywać wydobycie na stałym poziomie, ale nie może istotnie go powiększyć. Zwłaszcza, że deklaracja o koncentrowaniu się rosyjskiego potentata na wydobyciu w pobliżu działających już tras przesyłu oznaczałaby też zahamowanie rozwoju projektów wydobycia we Wschodniej Syberii i na Dalekim Wschodzie Rosji.

Do konfliktu gazowego między Ukrainą i Rosją dochodzi co roku. W tym roku obydwie strony znalazły się jednak w szczególnie trudnej sytuacji, gdyż tym razem Ukraina zgromadziła zapasy gazu na wiele tygodni, natomiast Rosji zależy na jak najszybszym uruchomieniu dostaw – aby ratować zagrożony budżet państwa, którego dochody w 65 proc. pochodzą ze sprzedaży surowców naturalnych, w tym przede wszystkim ze sprzedaży ropy i gazu. Ponadto dopóki gaz jest wydobywany i płynie, fizycznie nie można przerwać eksploatacji złoża. Gazprom nie może więc nie dostarczać gazu, nie tylko z powodów ekonomicznych i prestiżowych, ale także technologicznych. I Ukraińcy dobrze o tym wiedzą.

Dywersyfikacja koniecznością

Aby sprostać wyzwaniom inwestycyjnym Gazprom potrzebuje ogromnych funduszy, tymczasem w wyniku kryzysu spadające gwałtownie ceny ropy i w ślad za nią gazu, doprowadziły rosyjską firmę do poważnych tarapatów finansowych. Wartość giełdowa spółki spadła o 76 proc. a jej zadłużenie szacuje się na 50 mld dol. Sytuacja ta zagraża również dochodom budżetu Rosji, co może nieść nawet nieobliczalne następstwa dla wewnętrznej stabilności kraju. Dodatkowo odcinając gaz dla Ukrainy, rosyjski koncern ukarał faktycznie swoich najlepszych i rzetelnych klientów. Wiele europejskich krajów, dla których gazociągi ukraińskie są jedyną lub główną drogą dostaw rosyjskiego surowca, ma duże problemy.

Biorąc, zatem pod uwagę ograniczenia rosyjskiej gazowej potęgi może się okazać, że planowana przez kraje europejskie w tym Polskę dywersyfikacja stanie się po prostu koniecznością. Tymczasem zakręcając kurki z gazem premier Rosji Władimir Putin, paradoksalnie może osiągnąć cele odwrotne do zamierzonych. Obecnie każdemu liderowi UE o wiele trudniej będzie argumentować, że Rosja jest wiarygodnym partnerem handlowym, jeśli Putin chwali się w telewizji, że zakręcił gaz w okresie najmroźniejszej od lat zimy.

Mariusz A. Roman

Autor od kwietnia 2006 do sierpnia 2007 był członkiem Rady Nadzorczej w spółce Operator Gazociągów Przesyłowych "Gaz -System" S.A.