poniedziałek, 30 marca 2009

Odkrywał przed nami arkana historii

Śmierć prof. Pawła Piotra Wieczorkiewicza jest niepowetowaną stratą dla polskiej historiografii. Odszedł erudyta, publicysta, popularyzator historii, miłośnik strategicznych gier komputerowych i literatury pięknej. Człowiek wielkiego serca, kultury i dowcipu, który cieszył się wielką popularnością wśród studentów. Historyk stawiający odważne tezy badawcze, rewidujący mity i otwarcie przedstawiający swoje poglądy w mediach. Miał 61 lat.
Profesor Wieczorkiewicz był absolwentem warszawskiego liceum im Mikołaja Reja, a studia historyczne ukończył w Uniwersytecie Warszawskim pod kierunkiem wybitnego znawcy dziejów Rosji, profesora Ludwika Bazylowa. Tutaj też doktoryzował się (1976) i habilitował (1993). Wykładał na UW oraz w Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Współpracował z Muzeum Historii Polski od chwili jego powstania w 2006 roku.
Historyk wszechstronny
Był znakomitym znawcą dziejów Rosji, Związku Sowieckiego i PRL. Tematem jego pracy doktorskiej były dzieje Królestwa Polskiego w ostatnich latach przed wybuchem I wojny światowej. Na długo zanim jeszcze zlikwidowano cenzurę, zajął się dziejami Rosji Sowieckiej okresu stalinowskiego. Pełne owoce tych badań przyniosły publikacje, które ukazały się po 1989 roku. Jego dzieło życia stanowi obszerna monografia „Łańcuch śmierci: czystka w Armii Czerwonej 1937 – 1939” (2001), dająca pełny – oparty na rzetelnej kwerendzie w archiwach rosyjskich – obraz przebiegu Wielkiej Czystki w szeregach armii sowieckiej. Swój pogląd na najnowsze dzieje Polski przedstawił w pracy: „Historia polityczna Polski 1935 – 1945” (2005).
Od lat zajmował się również dziejami wojskowości, zwłaszcza marynarki wojennej. Jego dwutomowa synteza: „Historia wojen morskich” (1995), dziś trudna do zdobycia, stanowi przedmiot zażartych internetowych aukcji. Był współpracownikiem wielu pism m.in.: „Morza”, „Wojskowego Przeglądu Historycznego” oraz „Nowej Techniki Wojskowej”. Widzowie znali go z wielu programów TVP. Przyciągał m.in. rzesze miłośników historii przed ekrany telewizji Kino Polska, gdzie prowadził cykl „Poprawka z historii”, w którego ramach przybliżał zarówno historyczne tło prezentowanych filmów, jak i uwarunkowania w jakich one powstawały.
Historyk niepokorny
Profesor Wieczorkiewicz był ewenementem, odważnie głoszącym alternatywne tezy w polskiej historiografii. Uważał m.in., że Polska w 1939 nie powinna dać się wciągnąć w zgubny sojusz z Wielką Brytanią, który wystawiał ją na uderzenie Hitlera. Armia Czerwona nie była dla niego wyzwolicielką, lecz okupantem. Miał stosunek krytyczny do operacji „Burza” oraz wybuchu Powstania Warszawskiego. W debacie publicznej, otwarcie przyznawał, że nie pogodził się z utratą Wilna i Lwowa. Wielokrotnie przestrzegał przed sowieckimi, a dziś rosyjskimi agentami. Sugerował, że wielu z nich to tzw. matrioszki, czyli agenci wcielający się w rolę Polaka. Konkretnie, chodziło o kombinację, w której rosyjski sobowtór zastępował fizycznie obywatela polskiego. - To mniej więcej to samo, co pokazano w filmie: „Stawka większa niż życie”- powiedział dla „Rzeczpospolitej” w wywiadzie pod jakże wymownym tytułem: „Napiszmy historię Polski od nowa”.
Wywiad, choć przeprowadzony dwa lata wcześniej, opublikowany został już po jego śmierci, tym samym stał się Jego swoistym pośmiertnym credo. Czytamy w nim m.in.:
- (...) Polscy historycy to grupa skostniała intelektualnie. Oskarżam polskich historyków o brak wyobraźni i elastyczności, o niemożność oderwania się od schematów. A w pokoleniu 60-latków są to schematy wypracowane w PRL. Wszyscy jesteśmy ich więźniami. Powtarzamy w kółko stereotypowe, błędne sądy i przekazujemy je naszym wychowankom. Środowisku polskich historyków potrzebny jest silny, ozdrowieńczy wstrząs. Może byłby nim proces lustracyjny.
Na pytanie o to, jaki powinien być dobry historyk, odpowiadał w tym samym wywiadzie:
- Powinien być otwarty na nowe koncepcje. Powinien do badanych problemów podchodzić na nowo, odrzucając wszystko, co napisano w PRL. Powinien stawiać najbardziej szalone tezy i pytania, bo w szaleństwie jest zalążek geniuszu. Praca historyka polega na zadawaniu pytań, a nie powtarzaniu w kółko tych samych odpowiedzi. Mój postulat jest następujący: wymażmy całkowicie całą pisaną historię Polski po 1939 roku i napiszmy ją od nowa!
(za: Piotr Zychowicz, Niepublikowany wywiad z prof. Pawłem Wieczorkiewiczem, „Rzeczpospolita”, 28-29 marca 2009.)
Uczestnik debaty publicznej
Wielokrotnie profesor zabierał również głos w sprawach społecznych, nie stroniąc od ocen politycznych. Przy czym, nie bał się mówić tego co myśli. Gdy uważał, że ma słuszność, to nie przejmował się żadnymi konwenansami, poprawnością polityczną czy towarzyską. W wywiadzie przeprowadzonym dla kanału Fronda TV skrytykował w ostatnim czasie brak historycznego myślenia u premiera Donalda Tuska, skąd inąd historyka z wykształcenia. Mówił o nim wprost:
- Pan Donald Tusk myśli tak jakby wczoraj w ogóle nie było historii i nie będzie jej też jutro. Taki spóźniony uczeń tego szarlatana Fukuyamy.
Na miesiąc przed śmiercią, zdążył jeszcze wyrazić swój pogląd na temat pomysłu redukcji nauczania historii i literatury zaproponowanej przez MEN, nazywając go obłędnym. W komentarzu dla „Gościa Niedzielnego” pisał m.in.:
- Cofnie to polską młodzież do poziomu sprzed kilkudziesięciu lat. To zmiana w kierunku odmóżdżenia i odhumanizowania młodego pokolenia. MEN próbuje w zamian stworzyć pokolenie techników. Techników, podkreślam, nie technologów. Podobne działania były już podejmowane w PRL-u. Wtedy też promowano szkolnictwo zawodowe kosztem ogólnego. Do niczego dobrego to nie prowadziło. (...) Pani minister Hall działa w interesie lobby przedmiotów ścisłych, ale wbrew elementarnym interesom społecznym i narodowym. Podobne działania są podejmowane już od jakiegoś czasu. Doprowadzi to do tego, że staniemy się społeczeństwem zatomizowanym i wykorzenionym. Może chodzi o to, żeby Polacy w Europie doskonale się integrowali? Nie wiem. Wiem jednak, że w rzeczywistości Polacy potrafią najlepiej funkcjonować w miejscach, gdzie czują pewną swoją siłę. W Wielkiej Brytanii i Irlandii Polacy potrafią pokazać miejscowym, że nie wypadliśmy sroce spod ogona, że mamy swoją historię, literaturę i kulturę. (...)
(za: Paweł Wieczorkiewicz, Odhumanizowanie młodego pokolenia, „Gość Niedzielny”, Nr 07/2009 z 15 lutego 2009.)
Mariusz A. Roman
___________________________________________________________________________
Profesor Paweł Piotr Wieczorkiewicz zmarł po długiej i ciężkiej chorobie 23 marca br. i zostanie pochowany w dniu 31 marca. Uroczystości rozpoczną się o godzinie 12:00 w Domu Pogrzebowym na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach.
Cześć Jego Pamięci !

Fronda TV: O polskiej polityce i historii mówi prof. Wieczorkiewicz

wtorek, 24 marca 2009

Gdynia: Promocja kolejnej książki o Wałęsie

W najbliższy piątek 27 marca 2009 r. o godz. 17:30 w Cechu Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Gdyni, przy ul. 10 Lutego 33, (sala na I piętrze) odbędzie się spotkanie z Pawłem Zyzakiem - autorem biografii politycznej pt. „Lech Wałęsa – idea i historia”. Spotkanie poprowadzi dr Sławomir Cenckiewicz, a udział w dyskusji weźmie Krzysztof Wyszkowski. Organizatorem jest Klub "Gazety Polskiej" w Gdyni.
„Lech Wałęsa - idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy "Solidarności" do 1988 roku” - jest pierwszą biografią polityczną jednego z najbardziej znanych Polaków. Autor próbuje z różnych perspektyw uchwycić mentalność tytułowego bohatera i konfrontując ją z szeregiem faktów historycznych, pokazać czytelnikowi, kim rzeczywiście był Lech Wałęsa - jako człowiek i jako polityk. Raz jeszcze odsłania przed nami przełomowe i dramatyczne wydarzenia z lat 1970, 1980, 1981 i 1988. Przypomina wiele ważnych, choć zapomnianych faktów, istotnych z punktu widzenia polskiego noblisty.
darmowy hosting obrazków
Książka świeżo upieczonego absolwenta Wydziału Historii UJ, 25-letniego Pawła Zyzaka została napisana pod kierunkiem prof. Andrzeja Nowaka, redaktora naczelnego konserwatywnego miesięcznika ARCANA. O publikacji zrobiło się głośno w mediach na długo przed jej wydaniem, za sprawą drukowania jej fragmentów, właśnie na łamach „ARCANÓW" (nr 79 ze stycznia 2008 r.). Ukazał się wtedy tekst pt. „Dzieciństwo i młodość Lecha Wałęsy”, z którego wyciekła najbardziej sensacyjna informacja o nieślubnym synu przywódcy z 1980 roku – Grzegorzu.
Domniemany syn Wałęsy, utopił się niedługo po swoim urodzeniu. Jego losem nigdy nie zainteresował się biologiczny Ojciec, a wychowywała go samotnie - jego matka Wanda, wcześniej sympatia Lecha Wałęsy. Autor w swojej książce przytacza relacje wielu osób z rodzinnych stron Wałęsy na Kujawach, którzy potwierdzają te rewelacje. Zaprzeczył im jednak sam Lech Wałęsa. Choć nie wszystkie informacje Zyzaka uznał za kłamliwe. Przyznał się bowiem, że miał sympatię o imieniu Wanda, ale stanowczo odrzucił sugestię, że miał z nią dziecko.
Informacje o nieślubnym synu Lecha Wałęsy to nie jedyne rewelacje, jakie zawiera w swojej pracy Paweł Zyzak. Autor obala w niej także wiele innych mitów związanych z Wałęsą. Na przykład taki, że Lech Wałęsa nie mógł przyjechać do Gdańska pociągiem z miejscowości Dobrzyń nad Wisłą, o czym był prezydent pisze w swojej autobiograficznej książce "Droga nadziei". Zyzak zdemaskował kłamstwo, bo ustalił, że w Dobrzyniu nigdy nie było torów kolejowych.
Praca Zyzaka jest kolejną, ukazującą się ostatnio książką o Lechu Wałęsie. Po burzy, jaką wywołała monografia „SB a Lech Wałęsa” Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczykatym, mamy teraz okazję zapoznania się z zupełnie świeżym spojrzeniem przedstawiciela nowego pokolenia, piszącego o epoce Solidarności. Książkę będzie można nabyć m.in. podczas piątkowego spotkania w Gdyni.

O bodaj największej aferze w III RP związanej z prezydentem Wałęsą, patrz film: Lech Wałęsa Zaginione Dokumenty.



Mariusz A. Roman

sobota, 21 marca 2009

Wiosenne topienie generała – Sopot 1988

Pierwszy dzień wiosny - 21 marca 1988, trójmiejska młodzież z opozycyjnych organizacji, takich jak Wolność i Pokój, Federacja Młodzieży Walczącej czy Niezależne Zrzeszenie Studentów postanowiła uczcić happeningiem, którego centralnym punktem miało być utopienie Marzanny, czyli kukły gen. Jaruzelskiego. Sopocki happening został poprzedzony licznymi aresztowaniami działaczy WiP, do których doszło 20 marca. ZOMO nie udało się jednak spacyfikować samej akcji.
21 marca 1988 r. w pierwszy dzień wiosny o umówionej godzinie zwarta grupa młodych osób, w czapkach muchomorach, czapkach kwiatkach, okularach płetwonurków itp., nad głowami której wznosiły się transparenty „Niech żyje węgorz”, „Precz z centralną rybną” i „Ryby tak!, Wypaczenia nie!”, ruszyła w dół sopockiego deptaka. W takt gwizdków i wybijanych przez bęben rytmów śpiewano piosenki. U dołu deptaka zatrzymano się. W półkolu wznoszono okrzyki i przyśpiewki oraz odegrano skecz wyławiania z morza ostatniego węgorza. Węgorzem był jeden z młodych ludzi ubrany m.in. w płetwy, okulary płetwonurka i sieć. Z powodu zmasowanych sił ZOMO i MO w rejonie deptaka około 100 młodych ludzi zebrało się na plaży za Grand Hotelem. SB zanotowała: „Niektórzy z nich wyjęli spod płaszczy elementy, z których zmontowali kukłę ucharakteryzowaną na przywódcę państwa. W wyniku natychmiast podjętych działań kukłę odzyskano”. (Meldunek nr 109, Gdańsk 21.03.1988 r., AIPN Gd IPN Gd 0027/3842, t. IX, k. 78.).
darmowy hosting obrazków
W wyniku poczynionych ostatnio ustaleń, kukłę gen. przygotowali: Janusz Waluszko z Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego oraz Krzysztof Figiel z Solidarności Młodych. Udało się ją niemal „cudem” przetransportować i zamelinować już dzień wcześniej w Sopocie. Uczestniczyłem osobiście w tym happeningu, i z tego co pamiętam Sopot w pierwszym dniu wiosny był sterroryzowany ZOMO-wcami. Dlatego też, sama kukła pojawiła się dopiero na plaży w okolicach Grand Hotelu. Wokół kukły zrobiliśmy mur z ciał, trzymając się pod pachy i w ten sposób udało się nam dojść do morza i utopić ją. Tradycji stało się zadość!!!
darmowy hosting obrazków
Wtedy milicjanci przystąpili do szturmu i pałowania, wcześniej jedynie się przyglądali akcji i szli wciąż za nami. Wyłowili także utopioną wcześniej kukłę generała z morza. Wiele osób zostało zatrzymanych, ale też wiele ratowało się ucieczką w kierunku łazienek na plaży w Sopocie i następnie stacji kolejki PKP w Kamiennym Potoku. Mnie akurat udało się zbiec, choć milicjanci gonili nas kilka kilometrów.
darmowy hosting obrazków
Pokłosie tej imprezy, to nie tylko zatrzymania i kolegia. Mniej szczęścia miał Tadeusz Trocki, działacz FMW (Rumia). Próbował się on wyrwać ZOMO-wcom, w rezultacie został brutalnie poturbowany, a podczas ogólnej szarpaniny spadła czapka jednemu z milicjantów. Wykorzystano ten fakt do oskarżenia go o „naruszenie cielesności i pobicie funkcjonariusza na służbie”. Prowadzono wobec niego postępowanie, a następnie proces, który toczył się jeszcze kilka miesięcy przed Sądem Rejonowym w Sopocie. Trocki w jego wyniku otrzymał grzywnę i wyrok w zawieszeniu.
darmowy hosting obrazków
Utopienie kukły Jaruzelskiego, stało się głośne w całym Trójmieście a nawet Polsce, i to paradoksalnie w wyniku represji zastosowanych przez organy porządkowe wobec uczestników happeningu. O zajściu sopockim poinformowało m.in. Radio Wolna Europa. Pomimo tego, że władza komunistyczna starała się konsekwentnie nie dopuścić do obrazy „czołowej osobistości państwowej”, to obnażyła jedynie determinację i skalę oporu wśród młodego pokolenia. Pokolenia, które stawało się siłą napędową całej opozycji. To właśnie młode pokolenie, a nie „starzy”, coraz bardziej wypaleni działacze, zorganizowali strajki 1988. w stoczni, Uniwersytecie Gdańskim i protesty poparcia w szkołach. Nasze działania wymykały się wówczas nie tylko spod kontroli komunistycznych władz, ale i podziemnej „Solidarności”. I tego się pewnie jedni i drudzy wystraszyli, doprowadzając do porozumienia przy tzw. „okrągłym stole”.
Mariusz A. Roman
Na załączonych zdjęciach: Jeden z plakatów (szablon), informujących o planowanym happeningu w Sopocie; Młodzież z uwagi na duże siły ZOMO zgromadzone na molo, przeszła na plażę - jestem widoczny na zdjęciu - centralnie w kurtce moro; Wokół kukły młodzież zrobiła mur z ciał, trzymając się pod pachy; Topienie kukły Jaruzelskiego (Marzanna) - pierwszy dzień wiosny 1988; Moment zatrzymania Tadeusza Trockiego, brutalnie poturbowanego a później oskarżonego o pobicie milicjanta.

piątek, 20 marca 2009

Prowokacja Bydgoska - marzec 1981

Do najbardziej dramatycznych wydarzeń, jakie miały miejsce w okresie zwanym „karnawałem Solidarności” (między sierpniem 1980, a grudniem 1981 r.) doszło 19 marca 1981 r. podczas sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy. W sesji tej brał udział wicepremier Stanisław Mach, a jako zaproszeni goście przybyli przedstawiciele bydgoskiej „Solidarności” z szefem regionu Janem Rulewskim na czele.
Bydgoszcz stała się wtedy miejscem szczególnych wydarzeń. Wówczas to, po raz pierwszy, radni Wojewódzkiej Rady Narodowej zbuntowali się przeciwko totalitarnej władzy, którą w pewien sposób reprezentowali. Część z nich, pozostając na sali sesyjnej, by wysłuchać problemów robotników i rolników, dała Polakom sygnał, że "czas wziąć sprawy we własne ręce". Masowe protesty, do których wówczas doszło w całym kraju były z jednej strony sprzeciwem wobec brutalnej akcji milicji, jaka miała miejsce w tym dniu w stosunku do obecnych na obradach Wojewódzkiej Rady Narodowej członków delegacji "Solidarności", a z drugiej strony szczytem mobilizacji społeczeństwa, które stanęło w obronie pobitych, a przeciwko władzy komunistycznej. W konsekwencji wydarzenia te sprawiły, że Bydgoszcz znalazła się w centrum zainteresowania całej Polski.
darmowy hosting obrazków
Spór o „Solidarność chłopską”
Przedmiotem obrad WRN był nasilający się protest przeciwko odmowie rejestracji powstałego na zjeździe zjednoczeniowym w Poznaniu w dniach 8-9 marca 1981 - NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”. Głównym obszarem konfrontacji była wówczas będąca siedzibą tego związku Bydgoszcz. 16 marca 1981 r. rozgoryczeni odmową poparcia ze strony ZSL działacze chłopskiej „Solidarności” zajęli tamtejszą siedzibę Komitetu Wojewódzkiego tej satelitarnej względem PZPR partii i rozpoczęli w niej strajk okupacyjny. Działacze „Solidarności” mieli nadzieję, że uda im się wykorzystać salę obrad WRN jako trybunę dla poparcia postulatów strajkujących chłopów. W swoich kalkulacjach mocno się jednak przeliczyli. Nie tylko bowiem nie dopuszczono ich do głosu, ale w momencie, gdy próbowali protestować, zostali ciężko pobici. Najbardziej ucierpieli wtedy: Jan Rulewski, Mariusz Łabentowicz oraz znany działacz chłopski Michał Bartoszcze. Wszyscy trzej w wyniku pobicia trafili do szpitala. Tymczasem oficjalnie, nikt się nie przyznał do wezwania na salę obrad - milicji.
Nie nasza sprawa
Wiadomość o tym, co stało się w Bydgoszczy, a także reakcja władz na to wydarzenie (w oficjalnym komunikacie z posiedzenia Biura Politycznego KC PZPR z 22 III 1981 r. stwierdzono m.in., że „w trakcie interwencji służb porządkowych MO nikt nie był bity” a obrażenia odniesione przez Rulewskiego przypisano wypadkowi samochodowemu, w jakim uczestniczył parę dni wcześniej) wywołała gwałtowną reakcję w polskim społeczeństwie. Osobiście pamiętam, plakaty i ulotki informujące o pobiciu działaczy „Solidarności” rozwieszane zupełnie spontanicznie w sklepach, a nawet kioskach ruchu. W sposób szczególny, przemawiały zdjęcia pobitych. Zwłaszcza, że zaledwie miesiąc wcześniej funkcje premiera objął gen. Wojciech Jaruzelski, który tuż po objęciu urzędu zaapelował o słynne „90 spokojnych dni”. Tymczasem wydarzenia w Bydgoszczy stawiały pod dużym znakiem zapytania szczerość intencji generała.
darmowy hosting obrazków
Wbrew oczekiwaniom kierownictwa „Solidarności” , próba wyjaśnienia wydarzeń w Bydgoszczy jako antyrządowej prowokacji spotkała się z zaostrzeniem stanowiska władz partyjnych. Wyrazem tego było wypowiedziane przez Stanisława Kanię, I Sekretarza KC PZPR na posiedzeniu Biura Politycznego w dniu 26 marca 1981 r. zdanie: „Czy w Bydgoszczy MO biła, czy nie biła, to nie sprawa Biura Politycznego. Bronimy zasadności decyzji o usunięciu z sali siłą”. Jednocześnie zaczęto rozpowszechniać ulotki, w których oczerniano Rulewskiego i wyrażano stwierdzenie, że odniesione przez niego obrażenia były wynikiem prowokacyjnego „samookaleczenia”. Jak się okazało, ulotki te, podpisane przez „prawdziwych członków „Solidarności”, wydrukowano w Oddziale Propagandy Specjalnej Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego pod osobistym nadzorem generałów Tadeusza Szaciły i Józefa Baryły. Atmosfera stawała się tym gęstsza, że od 16 marca 1981 r. na terenie Polski trwały manewry wojsk Układu Warszawskiego pod kryptonimem „Sojuz 81”, będące widomym znakiem nacisku Kremla na władze polskie w kwestii traktowania opozycji.
darmowy hosting obrazków
Wejdą, nie wejdą...
Tego już było dla „Solidarności” za wiele. Kierownictwo związku zażądało pełnego wyjaśnienia zaistniałych wydarzeń i ukarania winnych. Ostatecznie podjęto decyzję o przeprowadzeniu 27 marca czterogodzinnego strajku ostrzegawczego, zapowiadając jednocześnie na 31 marca strajk generalny, jeżeli w tym czasie nie dojdzie do porozumienia. Co ciekawe w dniu strajku ostrzegawczego gen Jaruzelski podpisał między innymi dokument pod tytułem „Myśl przewodnia stanu wojennego”. Jednocześnie dowódca ćwiczeń „Sojuz 81” zapowiedział bezterminowe przedłużenie trwających od 16 marca manewrów. W społeczeństwie polskim wściekłość wobec postępowania władz ścierała się obawami przed interwencją sowiecką.
Zaognianie się sytuacji zastopowało dopiero podpisane wieczorem 30 marca w Warszawie porozumienie między władzami a kierownictwem „Solidarności”. Komunistów reprezentował wicepremier Rakowski, stronę solidarnościową Wałęsa. Władze zobowiązały się do wyjaśnienia wydarzeń w Bydgoszczy i ukarania winnych, ale przede wszystkim zgodziły się na rejestrację rolniczej „Solidarności”. W zamian odwołano zapowiedziany na następny dzień strajk generalny.
Nie wszyscy działacze „Solidarności” zaakceptowali porozumienie, część z nich uznała, że Wałęsa przekroczył swoje kompetencje, a związek nie wykorzystał szansy. Emocje, jakie towarzyszyły przez te 14 dni uczestnikom sporu, atmosferę napięcia, w niezwykle realistyczny sposób pokazuje m.in. film dokumentalny Macieja Wasilewskiego pt. „Robotnicy, chłopi - czyli bydgoski marzec 1981”, patrz poniżej fragmenty:



Mariusz A. Roman

Na załączonych zdjęciach: Okładka Albumu wydanego przez bydgoską delegaturę Instytutu Pamięci Narodowej pod tytułem "Bydgoski marzec 1981"; Ogólnopolska manifestacja rolników na bydgoskim Starym Rynku w dniu 8 lutego 1981, żądających zarejestrowania „Solidarności Wiejskiej” i „Solidarności Chłopskiej”; Członkowie Solidarności wyprowadzani siłą przez milicjantów z budynku WRN, 19 marca 1981; Ulotka wzywająca do strajku ostrzegawczego.

czwartek, 19 marca 2009

„Rz” ujawnia kolejną aferę związaną z rządem...

Dzisiejsza "Rzeczpospolita" ujawniła, że żona wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego figuruje jako członek rady nadzorczej spółki PL Energia. Tymczasem firma ta stara się właśnie w resorcie środowiska o koncesję na poszukiwania złóż gazu.
darmowy hosting obrazków
Zgodnie z prawem geologicznym i górniczym, aby uzyskać zgodę na poszukiwania i eksploatację złóż strategicznych surowców, należy złożyć wniosek w resorcie środowiska. Koncesja może być przyznana uznaniowo bądź w formie przetargu. Jedną z takich koncesji przyznano spółce PL Energia. Wartość złoża, do którego ma prawo, wynosi około 225 milionów złotych. Obecnie spółka stara się o następną koncesję na poszukiwania gazu i złożyła już stosowne dokumenty. Firma poinformowała "Rzeczpospolitą", że wniosek wciąż jest rozpatrywany, resort dodaje, iż postępowanie przetargowe właśnie się kończy.
Wiceminister Gawłowski w rozmowie z „Rz” podkreśla, że jego żona jest specjalistką z zakresu pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych i tym miała się zajmować w PL Energia. Tymczasem z profilu żony wiceministra, umieszczonego na portalu Nasza-Klasa wynika, że dopiero w 2008 roku jego żona ukończyła zaocznie studia licencjackie i to na kierunku administracji publicznej w Bałtyckiej Wyższej Szkole Humanistycznej. Obecnie uczęszcza na tej samej uczelni na magisterskie studia uzupełniające. Pracuje jednocześnie w Miejskich Wodociągach i Kanalizacji w Koszalinie.
– Z punktu widzenia moralnego te związki budzą duże wątpliwości – ocenia Jan Szyszko, były minister środowiska w rządzie PiS i AWS. – To na pewno sprawa naganna – dodaje Stanisław Żelichowski z PSL dla „Rz”. Podobnego zdania jest poseł Zbigniew Wasermann z PiS.
"Rzeczpospolita" ustaliła, że według Krajowego Rejestru Sądowego członkiem zarządu przedsiębiorstwa PL Energia jest Renata Listowska-Gawłowska, żona wiceministra. Stanisław Gawłowski zaznacza, że nie ma żadnego wpływu na wydawanie koncesji, a jego żona złożyła rezygnację z członkostwa w radzie i współpracy z PL Energia.
Stanisław Gawłowski, były szef zachodniopomorskiej PO, pełni funkcję wiceministra środowiska od listopada 2007. Od dwóch kadencji jest posłem na Sejm. Był również m.in. wiceprezydentem Koszalina. Jako wiceminister zasłynął z udziału w sporze z fundacją Lux Veritas, związaną z o. Tadeuszem Rydzykiem, dyrektorem Radia Maryja. Chodziło o wstrzymanie wypłaty pieniędzy na odwierty w poszukiwaniu wód geotermalnych z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. A właśnie Gawłowski pełni również funkcję szefa rady nadzorczej NFOŚiGW.
Na zdjęciu: Gawłowski razem z posłem Januszem Palikotem.