piątek, 27 lutego 2009

Brutalny atak Wałęsy na Sławomira Cenckiewicza

Nie milknie dyskusja wokół Lecha Wałęsy i odmowy udzielenia mu dostępu do części akt SB na jego temat. Były prezydent przed kilkoma dniami brutalnie zaatakował dr Sławomira Cenckiewicza, znanego historyka i dawnego działacza Federacji Młodzieży Walczącej, oskarżając go m.in. o powiązania z UB-ecją. Sławomir Cenckiewicz w mało znanym oświadczeniu dla PAP napisał m.in.: że „nie zamierza komentować słów człowieka nie posiadającego zdolności honorowej”.

Przypomnijmy, w ostatnią niedzielę Lech Wałęsa uznał, że w związku ze swoimi powiązaniami rodzinnymi Sławomir Cenckiewicz nie powinien zajmować się jego sprawą, ani w ogóle kiedykolwiek pracować w IPN. W poniedziałkowej „Kropce nad i” w TVN 24 Wałęsa m.in. powiedział, że „jeśli ktoś jest wprost powiązany z ubecją, to niech sobie popracuje gdzie indziej”. Powodem do przeprowadzenia tego brutalnego ataku było przypomnienie o dziadku Sławomira Cenckiewicza, który pracował dla SB, chociaż faktu tego historyk nigdy nie ukrywał.

W odpowiedzi na ten bezpardonowy atak, Sławomir Cenckiewicz wydał w niedzielę oświadczenie dla PAP (zignorowane przez polskie media), w którym czytamy:

„W dniu dzisiejszym w drodze na poranną mszę świętą, pan Lech Wałęsa udzielił dziennikarzom prasy, radia i telewizji znieważających mnie oraz moją rodzinę wypowiedzi, a następnie media powielały tę wypowiedź w trybie permanentnym. Jako historyk najnowszych dziejów Polski i współautor książki SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii, nie zamierzam komentować słów człowieka nie posiadającego zdolności honorowej, która pozwoliłaby mu dyskutować o własnej przeszłości.
Pragnę jedynie przypomnieć, że sprawa podniesiona przez p. Wałęsę była przeze mnie wielokrotnie omawiana już kilka lat temu. W swojej pracy naukowej niezmiennie powtarzam prawdę, że funkcjonariusze komunistycznego aparatu przemocy, a także osoby służące im jako tajni informatorzy działali przeciwko Polsce”.

Pragnę dodać, że Sławomira Cenckiewicza poznałem i wspólnie z nim działałem w Federacji Młodzieży Walczącej, pod koniec lat 80-tych. Znam dobrze jego sytuację rodzinną i wiem, że nie utrzymał kontaktów z dziadkiem, którego syn opuścił rodzinę Sławka, gdy ten miał zaledwie roczek. Sławek redagował m.in. w podziemiu – „Piłsudczyka”, gdańskie pismo FMW i był bardzo aktywnym wtedy działaczem niepodległościowym. Razem ze Sławkiem protestowaliśmy w Warszawie podczas ostatniego zjazdu PZPR w styczniu 1990 roku, a dzień później w Gdańsku uczestniczyliśmy w zajęciu budynku KW PZPR w Gdańsku. To właśnie wtedy ujawniliśmy fakt niszczenia partyjnych archiwów. Jednak po kilkugodzinnej okupacji budynku, zostaliśmy rozpędzeni na polecenie rządu Mazowieckiego przez jednostki MO i antyterrorystów, a PZPR mogła spokojnie dopalić to, co jeszcze tam zostało. Do naszych adwersarzy dołączył wtedy sam Lech Wałęsa, który zarzucał nam działanie na szkodę kraju. Na dziedzińcu kościoła św. Brygidy wykrzyczał w naszym kierunku: „Brak kultury politycznej”, nazywając nas „agentami bezpieki”. Jako strażnik nowego porządku oznajmił, że jeśli młodzież nadal będzie zachowywać się nieodpowiedzialnie, to: „sam stanie z pasem i będzie lał w dupę”. W odpowiedzi na murach pojawiło się nowe hasło: „Mazowiecki musi odejść”, a na uroczystościach z okazji X-lecia „Solidarności” ulotka sygnowana przez FMW pt. „Kto dzisiaj obłudnie świętuje?”.

Mariusz A. Roman

środa, 25 lutego 2009

Środa Popielcowa – początkiem Wielkiego Postu

Dzisiejszy Popielec, czyli Środa Popielcowa (staropolska Wstępna Środa) – w kalendarzu chrześcijańskim wyznacza pierwszy dzień Wielkiego Postu. Jest to dzień pokuty przypadający 40 dni (nie licząc niedziel, które są pamiątką Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa) przed Wielkanocą. Według obrzędów katolickich tego dnia kapłan czyni popiołem znak krzyża na głowie wiernego (w Polsce praktykowane jest posypanie głowy popiołem), mówiąc jednocześnie: Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz lub Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię, co ma przypomnieć człowiekowi o kruchości jego życia i nieuchronnej śmierci.
Wielki Post zgodnie ze swoją nazwą nawiązuje do czterdziestodniowego pobytu Chrystusa na pustyni, gdzie pościł i był kuszony przez szatana. Jezus udał się na to odosobnienie i umartwianie zaraz po przyjęciu chrztu z rąk św. Jana i przed rozpoczęciem publicznej działalności. Wtedy też św. Jan nawoływał do pokuty oraz przygotowania na przyjście Zbawiciela, który będzie chrzcił "Duchem Świętym i ogniem".
Jeszcze na początku XX wieku w Popielec trwały zabawy. Karnawał kończył się dopiero pod koniec dnia - wtedy, gdy głowy wiernych zostawały posypane popiołem. Rytuał ten wprowadzono do liturgii Kościoła około IV wieku i aż do X wieku przeznaczony był dla osób publicznie odprawiających pokutę. Pokutnicy gromadzili się w świątyni, wyznawali grzechy, kapłan zaś posypywał ich głowy popiołem, nakazując opuszczenie wspólnoty na czas pokuty. Progi świątyń wolno im było znowu przestąpić dopiero po spowiedzi w Wielki Czwartek. Z czasem, dla podkreślenia solidarności Kościoła z uznanym za trędowatego grzesznikiem, rozciągnięto wspomniany zwyczaj na wszystkich uczestników liturgii. W XI w. papież Urban II wprowadził ten zwyczaj jako obowiązujący w całym Kościele.
Popiół jest symbolem umartwienia i nawrócenia się do Boga. Przygotowuje się go paląc gałązki palm wielkanocnych lub innych drzew, które zostały poświęcone w Niedzielę Palmową w poprzednim roku. Dawniej, w niektórych regionach Polski, zwyczajowo wyparzano wszystkie naczynia kuchenne, szorowano je popiołem, po to, aby można było uniknąć kontaktu z tłuszczem w potrawach postnych. Gospodynie "troszczyły się" o to, by domownicy odczuwali nieustannie głód. W Środę Popielcową obowiązuje bowiem w tradycji chrześcijańskiej wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych (od 14. roku życia) i post ścisły (między 18. a 60. rokiem życia), czyli ograniczenie ilość posiłków do trzech: jednego do syta oraz dwóch skromnych.
Ciekawostki związane z Popielcem:
- Zwyczaj posypywania głów popiołem był znany także u starożytnych Greków, Egipcjan i Arabów i we wszystkich kulturach oznaczał pokutę i skruchę.
- W obrządku ambrozjańskim (stosowanym nadal w archidiecezji mediolańskiej) Wielki Post zaczyna się dopiero w pierwszy poniedziałek po Środzie Popielcowej.
- Papież Jan Paweł II ogłaszał Popielec dniem modlitwy o pokój na świecie.
Na załączonej reprodukcji: grafika przedstawiająca posypanie popiołem w XIX-wiecznych Włoszech. Julian Fałat, Popielec, 1881.

wtorek, 24 lutego 2009

Drenaż kapitału z Polski to nic nowego

Wywożenie kapitału z naszego kraju trwa od dawna, właściwie od początku transformacji ustrojowej po 1989 r. W ostatnich jednak latach odbywa się to szczególnie intensywnie i za pomocą nowych metod. Zwłaszcza, że stworzone w Polsce warunki ekspansji dla międzynarodowych grup kapitałowych sprzyjają transferowi gotówki na zachód, tak potrzebnej w centralach tych instytucji, w dobie ogólnoświatowego kryzysu.

Saldo bilansu płatniczego wskazuje jednoznacznie, że z Polski transferowany jest kapitał. W znacznej mierze odpowiadają za to oddziały zagranicznych banków, które transferują zebrane w Polsce oszczędności do swoich centrali za granicę. Oczywiście wymieniając wcześniej złotego na inne waluty. Słabnięcie polskiego złotego jesienią 2008, wywołane tym drenażem, pogłębione zostało jeszcze przez skuteczne spekulacje zagranicznego kapitału. Dzięki tzw. opcjom walutowym CALL spekulanci nabyli prawo zakupu na polskim rynku waluty po cenie z lata 2008 roku, kiedy to – przypomnijmy – za jedno euro płaciło się około trzy i pół złotego. W konsekwencji Polska została wystawiona na atak spekulacyjny wskutek nieostrożnej polityki finansowej, a także zwrócenia na ten fakt uwagi przez międzynarodowe kręgi finansowe.

Przypomnijmy tylko, że już we wrześniu ubiegłego roku JP Morgan ogłosił wiadomość, iż złoty jest najsłabszą walutą i mniej bezpieczną niż węgierski forint. W tej wiadomości padło też charakterystyczne zdanie, że w przypadku kryzysu Polska pozostałaby prawie bez rezerw. To nie wyglądało na prognozę, lecz na zapowiedź. Tymczasem odpływ kapitału jest czynnikiem, który niewątpliwie sprzyja spekulacjom finansowym obliczonym na osłabienie złotego. Jak wynika z ustaleń Instytutu Edukacji Konsumentów na Rynku Kapitałowym, jest bardzo prawdopodobne, że sytuacja ta ma charakter zaplanowanych i zorganizowanych działań, zbliżonym pod względem sposobu działania do sławnego ataku spekulacyjnego George Sorosa na funta szterlinga w 1992 roku.

Drenaż w postaci transferu zysków

Profesor Kazimierz Z. Poznański trafnie przytoczył rzecz wydawałoby się oczywistą, że najkorzystniejszym sposobem dopuszczenia obcego kapitału do danego kraju - jest zgoda na tworzenie całkiem nowych inwestycji, a nie jego inwestycje w zakup starego kapitału (patrz: K. Z. Poznański, „Wielki przekręt. Klęska polskich reform”, Warszawa 2000, s. 25). Wcześniej James Goldsmith radził, żeby uzależniać dostęp zagranicznych korporacji do rynków krajowych od zbudowania przez nie fabryk, a więc od wniesienia swojego wkładu w gospodarkę kraju gospodarza (patrz: J. Goldsmith, „Pułapka”, Warszawa 1995, s. 36). I rzeczywiście, potencjalna aktywność założycielska napływającego do nas kapitału zagranicznego była w stanie wykreować nowe aktywa finansowe i produkcyjne, a więc tym samym - nowe miejsca pracy w Polsce.

Niestety, ani większość rządzących po 1990 roku, ani ich zachodni doradcy, nie rozważali w odniesieniu do zagranicznego kapitału innej strategii w Polsce, poza strategią masowego wykupu przez cudzoziemców rentownych spółek polskiego Skarbu Państwa. W konsekwencji nowi właściciele zagraniczni, poza nielicznymi wyjątkami, nie tworzyli w Polsce po 1990 roku nowych aktywów i nowych miejsc pracy. Najczęściej celem dokonanego wykupu było zniszczenie polskiego państwowo-kapitalistycznego konkurenta rynkowego. O tym mówią chociażby manipulacje dokonane na majątku Fabryki "Wagon" w Ostrowie Wielkopolskim, albo zdemontowanie przez Siemensa we Wrocławiu państwowych Zakładów Elektronicznych "Elwro". W ten sposób, umożliwiono także komunalnej spółce STOEN (Niemcy) zakupienie wielkiego państwowego przedsiębiorstwa zajmującego się dystrybucją energii elektrycznej w Warszawie.

W rezultacie, z przejętych w ten sposób firm, dokonuje się rokrocznie legalny i oficjalny transfer zysków poprzez dywidendy. Dotyczy to zwłaszcza sektora bankowego, który w blisko 80 proc. znajduje się pod kontrolą kapitału zagranicznego. Tylko w latach 2004-2005 w postaci transferów bankowych, wydrenowano z Polski kapitał o wartości około 22 miliardów dolarów. Przy czym, nie zawsze ta sytuacja jest jednoznaczna prawnie, jak choćby w przypadku nowego właściciela Banku Handlowego - czyli Citi Banku, który bez żadnego związku z umową prywatyzacyjną, przekazał do swojej nowojorskiej centrali dywidendę, która została wypracowana na rynku - także w czasie, gdy właścicielem Banku Handlowego był polski Skarb Państwa. Niestety, tego typu proceder możliwy jest, przy całkowitej akceptacji polskich instytucji nadzoru finansowego.

Drenaż transakcyjny

Kolejny kanał wywozu kapitału z Polski związany jest z tzw. cenami transakcyjnymi. Polega on na tym, że polskie firmy-córki w stosunku do swoich zagranicznych firm-matek prowadzą taką politykę rozliczania kosztów, że zawyża się ceny sprowadzanych surowców i półproduktów, które są tutaj poddawane procesowi uszlachetniania. Przy czym w Polsce produkuje się praktycznie po kosztach własnych, do tego dochodzi tańsza robocizna. Natomiast gotowy produkt, wyjeżdża z Polski z wygenerowanym zyskiem, tylko że jego wielkość ujawnia się dopiero poza granicami.

Pomimo tego, że istnieje nawet specjalna dyrektywa UE w sprawie przeciwdziałania takim praktykom, z której wynikają odpowiednie procedury i zalecenia. To jednak ani Ministerstwo Finansów, ani urzędy skarbowe, praktycznie nie prowadzą żadnych działań przeciwdziałających tej ścieżce wywozu kapitału.

Drenaż spekulacyjny

Trzecim sposobem transferu kapitału z Polski jest spekulacja finansowa i giełdowa na ogromna skalę. Jedną z metod takiej spekulacji jest oczywiście gra na giełdzie. Tutaj obowiązuje prosta reguła: ten, kto ma informacje i odpowiednio duże środki, może wygenerować zachowania mniejszych graczy giełdowych. Oczywiście cała operacja polega na tym, aby wycofać swoje aktywa w odpowiednim momencie i pozostawić całą rzeszę tych mniejszych graczy z jak największą stratą na rzecz zysku własnego.

Obecny kryzys światowy - wzmocnił jeszcze motywację do wywozu kapitału – by uzupełnić braki w macierzystych centralach firm, pozbawiając ten proceder jakichkolwiek zasad. Aby być skutecznym zastosowano na masową skalę tzw. opcję walutową. Ostatnio bardzo nagłośnioną w mediach - spekulację finansową.

Strategię opcji zastosowało kilkanaście banków i najczęściej chodziło w niej o oszukanie własnych klientów. Media opublikowały m.in. opracowanie na ten temat dr Mariusza Andrzejewskiego oraz analizę dr Pawła Karkowskiego, którzy zgodnie wykazują, że banki większość transakcji opcyjnych zawarły w momencie, gdy złoty był u szczytu aprecjacji i dla bankowców musiało być jasne, że lada chwila trend się odwróci i nastąpi deprecjacja. Co więcej, oferowano przedsiębiorstwom w pakietach opcje asymetryczne, jednostronnie korzystne dla banków, a czasem uzależniano nawet od nich przyznanie kredytu obrotowego.

Następnie, niektórzy z zagranicznych inwestorów dla rozkręcenia tej spekulacji ogłaszali złe prognozy dla rynku na najbliższy rok. Wreszcie realizując swoje opcje i kupując na polskim rynku walutę, uzyskali zysk będący różnicą pomiędzy wartością złotówki z lata i późnej jesieni ubiegłego roku, a przy okazji jeszcze bardziej obniżyli jej kurs. W rezultacie dochodzi dzisiaj do upadku kolejnych polskich firm i pogłębiania się kłopotów setek innych, a co za tym idzie mnożenia dziesiątek tysięcy - kolejnych bezrobotnych.

Skala zjawiska

Nie można określić precyzyjnie skali transferu kapitału z Polski, gdyż nikt tak naprawdę tego nie monitoruje. Jednak szacunkowo ocenia się wielkość tego zjawiska przynajmniej na 40 mld zł. Do tego dochodzi ujemne saldo w handlu zagranicznym, a więc dewizy, które musimy zapłacić, by zbilansować import z eksportem – co również jest szacowane na ok. 40 mld zł. W sumie zatem wielkość drenażu kapitału z Polski w 2008 roku wyceniana jest na ok. 80 mld zł.

Mariusz A. Roman

poniedziałek, 23 lutego 2009

Litwini kupują w Polsce!

Mieszkańcy Litwy coraz częściej tankują swoje samochody i robią zakupy w Polsce. Zaopatrzeni w taniego złotego masowo zjeżdżają do północno-wschodnich miast naszego kraju. Takich pielgrzymek nie spodziewały się władze litewskie, windując od nowego roku podatki na paliwa i produkty spożywcze.
Na parkingach przed każdym większym sklepem w Białymstoku czy Suwałkach pełno jest samochodów z litewskimi rejestracjami. W sklepach coraz częściej słyszy się mowę litewską. Na bazarach Litwini kupują w dużych ilościach mięso, masło, jajka, banany, cukier, chleb. Po dostawach towaru kolejki do kas w supermarketach mają po kilkadziesiąt metrów długości. Prawdziwe oblężenie przeżywają także polskie stacje benzynowe, gdzie w kolejkach stają także litewskie samochody ciężarowe, od stycznia nasz napędowy jest bowiem tańszy - nawet o 40 centów litewskich.
Jak donosi „Kurier Wileński” – codzienna polska gazeta na Litwie, przyczyną takiego stanu rzeczy jest olbrzymia różnica w cenach. I podaje: „przykładowo: kupując kilogram filetów z kurczaka w polskim supermarkecie trzeba zapłacić 8,35 lita, tymczasem w dowolnym litewskim sklepie za to samo mięso płaci się 15-17 litów. Podobnie jest z cenami na inne artykuły spożywcze, np. cukier: 2,00 – 2,50 lita za kilo. Jeszcze więcej można zaoszczędzić, kiedy się trafi na promocję”. Według „KW” produkty spożywcze wzrosły w ostatnim roku na Litwie o 16,4 proc. tymczasem w Polsce zaledwie o 5,9 proc.
W Kurierze możemy również przeczytać, że brak jest na Litwie informacji o stratach, jakie notują litewskie sieci handlowe. Jednak zdaniem litewskiego Instytutu Wolnego Rynku najbardziej groźnym zjawiskiem jest spadek sprzedaży oleju napędowego na litewskich stacjach paliwowych. Według Kaetany Leontjevej z IWR z powodu zmniejszenia obrotów na litewskich rynku paliwowym, do budżetu tej bałtyckiej republiki nie wpłynie co najmniej 200 mln litów. Akcyza według. IWR za tonę oleju napędowego w Polsce wynosi obecnie 800 litów, a na Litwie 1140 litów.
W 2009 roku podatek VAT na Litwie wzrósł z 18 do 19 proc. Ulgowy 5 proc. VAT na leki, świeże i mrożone mięso, ryby, owoce i warzywa wzrósł do 19 proc. Zwiększono także akcyzę na paliwo, alkohol i papierosy. Jednocześnie kurs euro do lita jest sztywny i na Litwie wciąż za jedno euro płaci się 3,45 lita. W polskich kantorach lity są sprzedawane po 1,4 zł. Podczas gdy jeszcze jesienią kosztowały 95 groszy.
Na załączonym zdjęciu z „KW”: Coraz więcej litewskich samochodów pod polskimi sklepami. Fot. Marian Paluszkiewicz

piątek, 20 lutego 2009

Gdynia: Spotkanie poświęcone żołnierzom wyklętym

W najbliższą sobotę 21. 02. 2009 r. o godz. 12:00 Klub „Gazety Polskiej” w Gdyni zaprasza na spotkanie z Piotrem Szubarczykiem (pracownik IPN w Gdańsku). Temat prelekcji: "mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” i inni bohaterowie II konspiracji niepodległościowej pierwszej powojennej dekady". Spotkanie odbędzie się w filii Miejskiej Biblioteki Publicznej przy Al. Marszałka Józefa Piłsudskiego 18 w Gdyni. Wstęp wolny.

Przyczynkiem do spotkania, jest 58 rocznica śmierci czterech wybitnych oficerów wileńskiej Armii Krajowej i powojennej antykomunistycznej konspiracji zbrojnej: ppłk Antoniego Olechnowicza „Pohorockiego”, mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, por. Lucjana Minkiewicza „Wiktora” oraz por. Henryka Borowskiego „Trzmiela”. Wszystkich ich stracono 8 lutego 1951 roku w więzieniu mokotowskim w Warszawie, po pokazowym procesie poprzedzonym okrutnym śledztwem przeprowadzonym przez komunistyczną bezpiekę. Spośród skazanych wilnian, największą sławę zyskał „Łupaszko”, dowódca V Wileńskiej Brygady AK (zwanej Brygadą Śmierci), a działającej w 1946 roku na terenie Pomorza Gdańskiego.
Podczas całej swojej działalności, oddziały V Wileńskiej Brygady AK wykonały ponad 230 akcji, z tego większość na terytorium Borów Tucholskich. Na terenie województwa gdańskiego w 1946 zlikwidowały 39 osób, w tym 18 funkcjonariuszy bezpieki. Pozostali to konfidenci UB, milicjanci oraz żołnierze, którzy polegli w walkach z poszczególnymi szwadronami. Akcje te, niemal sparaliżowały komunistyczną władzę na tych terenach, mimo jej blisko 100-krotnej przewagi liczebnej.

Więcej dowiesz się, wchodząc na stronę Klubu „Gazety Polskiej” w Gdyni (wejdź w zakładkę: najbliższe spotkania), patrz: tutaj.

You Tube: Major Łupaszko i jego żołnierze